Ostatnio dużo rozmawiam z Kobietami o ich zarządzaniu czasem. Generalnie dużo na ten temat rozmawiam, ale ostatnio więcej. Poszła w końcu w świat wieść, że Ola Budzyńska jest Panią Swojego Czasu i ponoć niektóre z Was już nie wiedzą jak mam na imię (dlatego przypomniałam) bo już mnie tylko jako Panią znają 🙂

Uwielbiam rozmawiać o czasie i o tym jak sobie z nimi radzimy. Uwielbiam dawać Wam sprawdzone rady, bo widzę i słyszę, że to działa. Dostaję od Was informacje, że wdrażacie, stosujecie i macie efekty. I jestem z Was dumna, bo przecież o to właśnie chodzi prawda?

ALE…

Równie często jak o metodach i technikach ostatnimi czasy rozmawiam o odpuszczaniu, regeneracji i relaksie. Wiele z Was nie ma już siły na gonienie, robienie i myślenie. Co teraz? Jak teraz? Gdzie teraz?

Jeśli jutro przebiegniesz maraton (i nie jesteś biegaczką, i nie trenujesz regularnie) to Twoje mięśnie się upomną o swoje. Ja po swoim pierwszym półmaratonie nie mogłam chodzić (choć trenowałam wcześniej). Taki wysiłek jest ekstremalny. Na szczęście natura w swej mądrości wymyśliła coś (mega wielkie zakwasy), co powoduje, że po takim ekstremalnym wysiłku MUSISZ odpocząć, bo inaczej się zarżniesz po prostu. Nadwyrężysz i trafisz do szpitala. A tego nie chcesz!

Jak Cię znam to działasz na pełnych obrotach prawda? Ciągle gdzieś biegniesz i ciągle coś robisz? Głowę masz na 100% wydajną i strzelasz pomysłami. Być może prowadzisz swój własny biznes, być może właśnie o tym myślisz, być może pracujesz w korporacji, a po pracy zajmujesz się swoim życiem. Być może piszesz bloga, być może jesteś Mamą i pracujesz w domu z dziećmi i dla dzieci. Szczerze mówiąc nie znam Kobiet, które „leżą i pachną”. (Znałam dawno dawno temu taką kobietę – utrzymywał ją mąż, a jej jedynym zadaniem było ładnie wyglądać. Wychodziło jej to dobrze. Ja byłam wtedy młodą siksą i wydawało mi się to fajne. Ale ta Kobieta nie była szczęśliwa).

Wracając do wątku – jesteśmy zarobione, zapracowane i zagonione.

Nasze mózgi ciągle pracują i myślą, kreują, tworzą.

Mózg nie jest mięśniem, więc jak jest przepracowany to go nie boli. Nie woła „ała” przy każdym ruchu. Dlatego też mamy tendencję do zapominania o tym, że nasze mózgi również potrzebują odpoczynku. Potrzebują zwolnić (bo przecież wyłączyć się nie mogą).

Ostatnio coraz częściej słyszę Wasze historie o tym jak to spowolnienie spowodowało przyspieszenie. Co mam na myśli? Moja ulubiona Czarownica – Jola z Łysej Góry w środę zachorowała. Po początkowej niezgodzie na chorobę doszła do wniosku, że jednak trzeba odpuścić, trzeba zwolnić, bo organizm upomina się o to, co jego. Odpuściła, zwolniła, przestała planować na najbliższe dni. Wczoraj mówiła mi o efektach. To zadziwiające, ale po takim odpoczynku jest dalej niż planowała być!

Dorota – fotografka – ostatnimi czasy była tak zabiegana, że już nie wiedziała, w którym kierunku biegnie. Wszystko się nawarstwiało, problemy się mnożyły, czas się kurczył i nie było widać wyjścia z tego mętliku. Postanowiła odpuścić i wyjechać za miasto z grupą przyjaznych sobie kobiet. Tam nic nie musiała, nigdzie nie musiała pędzić i czegoś robić, bo tak lista każe. „Ja tylko robiłam zdjęcia” – mówiła mi w poniedziałek. I po takim wyjeździe wiele rzeczy się uspokoiło, sprawy się wyprostowały i znów jest na dobrej ścieżce.

Dlaczego się tak dzieje?

Dlatego, że nasz mózg nie potrafi boleć (nie mam na myśli oczywiście bólu głowy), za to nasz mózg w sytuacji zmęczenia, a nawet wyczerpania dalej tworzy – tylko, że nie to, co chciałybyśmy, by tworzył. W chwili wyczerpania w głowie mamy tylko teorie spiskowe na temat tego jak nam się nie uda, fałszywe obraz siebie (jestem za gruba, za brzydka, nigdy mi się nie powiedzie, nic nie potrafię i nie umiem) oraz narastającą panikę. W sytuacji, gdy bardzo chcesz coś stworzyć, wymyślić, poukładać i gorączkowo o tym myślisz („muszę wymyślić czym miałabym się zajmować w mojej firmie, muszę, muszę”) jest bardzo prawdopodobne, że fundujesz sobie tylko gigantyczną dawkę stresu, czyli chemiczne substancje zalewające Twój mózg. W tej sytuacji jest bardzo mało prawdopodobne, że naprawdę coś wymyślisz, prędzej już pomyślisz sobie:

jestem taka beznadziejna, nawet nie potrafię wymyślić, czym chciałabym się zajmować

Jak sądzisz jak powstała Pani Swojego Czasu? Całe lata myślałam nad tym, co to ja w życiu chciałabym robić. Łapałam się za bardzo różne rzeczy, by po jakimś czasie odkryć: „eee to jednak nie dla mnie”. Aż w końcu przestałam. I samo przyszło. Po prostu gdy przestałam męczyć sama siebie pytaniami na ten temat to przyszła do mnie Pani 🙂

Ania zapytała mnie ostatnio „Czy Ty czasem odpoczywasz”? Mam świadomość tego, że robię dużo. Lubię robić dużo. Lubię być w wielu miejscach. Lubię być członkinią wielu grup. Ale odpoczywam oczywiście. Bo to też lubię, a poza tym wiem jak dobrze to wpływa na mnie.

Poniżej przedstawiam Ci więc moje sposoby na odpoczynek i regenerację. Być może staną się i Twoimi

POLECAM:

 

PRZYGOTUJ SIĘ

Ostatnio pisałam o robieniu list. I do tego chcę tu nawiązać. Jeśli chcesz naprawdę odpocząć, to zrób najpierw listę. Wszystko to, co na Ciebie czeka wyrzuć na kartkę, do komputera, do telefonu – czy gdziekolwiek robisz swoją listę. Nie pozwól, żeby co chwila coś ci przerywało Twój spokój.

RELAKSUJ SIĘ

Brzmi trywialnie prawda? Ja mam na myśli bardzo określoną formę relaksu. Wiem, że niektórzy zalecają na przykład relaksującą kąpiel. Ja nie. Jeśli jestem zestresowana, a moje myśli gonią, to nawet jak się położę w wannie obłożonej świecami, kadzidełkami i cholera wie czym tam jeszcze, to moje myśli dalej gonią: „A co by było gdyby”, „A kiedy mam to zrobić”, „A jak do tego podejść”?

Ja zupełnie przez przypadek odkryłam techniki relaksacyjne. Wiecie przecież, że mocno stąpam po ziemi. I chyba nigdy z własnej woli nie wzięłabym udziału w technice relaksacyjnej. Ale kiedyś wzięłam bo musiałam – byłam na szkoleniu, na którym drugi trener zaproponował coś takiego grupie, a ja mogłam wciąż udział jako uczestniczka. Pamiętam, że był to trening polegający na wyobrażaniu sobie, że jestem ciepła i ciężka. Pamiętam, że po skończeniu byłam zrelaksowana jak nigdy. Miałam ciało miękkie jak glina, a umysł bardzo świeży. Możecie nie wierzyć, ale na mnie to działa bardzo dobrze.

W sytuacji gdy jest mi bardzo ciężko i mam wrażenie, że moja głowa za chwilę wybuchnie, funduję sobie właśnie taką dawkę relaksu – kładę się i po kolei wyobrażam sobie, ze każda część mojego ciała staje się ciężka i ciepła. Najlepiej działa przed snem, bo po prostu po pewnym czasie zasypiam. Nie polecam stosować, gdy w domu są dzieci. Kiedyś tak się „zatraciłam”, że nie zauważyłam syna szykującego się do skoku na mnie. Było boleśnie.

RUSZAJ SIĘ/BIEGAJ

Chodzi o jakikolwiek ruch. Stara zasada mówi: „jeśli pracujesz umysłowo – odpoczywaj fizycznie”. Nie musisz akurat biegać, choć ja po wyjątkowo trudnym szkoleniu lubiłam biec tak długo aż przestawałam myśleć. Pamiętam to bardzo wyraźnie. Biegłam i biegłam i myśli ciągle się kotłowały. Biegłam dalej i w pewnym momencie to się urywało. I już tylko słyszałam swój oddech i czułam swoje zmęczenie. Myślę, że dlatego bieganie jest dobre, gdyż angażuje ono w dużo większym stopniu nasz mózg, niż na przykład spacer, który często dzieje się automatycznie.

ZATRAĆ SIĘ W TYM, CO ROBISZ

Nie ma znaczenia co to będzie. To może być sprzątanie, seks, mycie garów czy też spotkanie z przyjaciółmi. W moim przypadku jest to zabawa z dziećmi (co nie znaczy, że innych rzeczy nie robię 🙂 ). Zabawa tylko z nimi i tylko dla nich. Widzę ogromną różnicę w zabawie z dziećmi, w której moje myśli ciągle krążą wokół problemu i dylematu do rozwiązania, a w zabawie gdzie w 100% jestem dla moich dzieci. Co więcej – moje dzieci też tę różnice czują i na pół gwizdka z mamą nie chcą się bawić. Swoją drogą obserwacja dzieci pomaga w takim zatracaniu się. Bo przecież one robią to codziennie, w każdej godziny. Bawiąc się tu i teraz świat dla nich nie istnieje.

POWER DRZEMKA

Ten termin usłyszałam kiedyś od jakiejś mamy i generalnie jest tak, że właśnie Mamy znają doskonale błogosławione efekty power drzemki. Mamy karmiące piersią bez power drzemek po prostu by nie funkcjonowały, bo owszem – słyszałam o kilku miesięcznych dzieciach przesypiających całą noc, ale na oczy takiego nie widziałam. Sen jest najlepszym sposobem wyłączenia się i relaksu. Paradoksalnie w chwilach stresu i zmęczenia śpimy jeszcze mniej, bo przecież tyle rzeczy trzeba jeszcze zrobić. Same sobie strzelamy w kolano. O której godzinie to czytasz? Idź spać Kobieto. Jutro w ciągu dnia przeczytasz to szybciej i zapamiętasz z tego więcej. Nie bez kozery mówi się „masz problem – prześpij się z tym”. Podczas snu nasz mózg regeneruje się najlepiej.

W ciągu dnia wystarczy 20 minut. Jeśli nie masz dzieci – nastaw sobie budzik. Jeśli masz dzieci to będzie w ogóle cud jeśli ci się uda zasnąć. Ja zasypiam, a wkoło jest wesoło. Dzieci się bawią z mężem, skaczą i krzyczą (czasem skaczą po mnie). Ale ja śpię. I wstaję jak młody bóg. Bogini znaczy się 🙂

POTAŃCZ/POKRZYCZ/POBAW SIĘ JAK DZIECKO

Spontanicznie. Bo chcesz. Bo masz ochotę. Ja na przykład nie chodzę na tańce. Nie mam pojęcia, gdzie w Krakowie są kluby taneczne. Niezbyt lubię tańczyć przy innych. Ale gdy jestem zmęczona to lubię puścić sobie muzykę i wariować do niej w domu lub w hotelu. Najlepiej ze słuchawkami na uszach bo lubię też wtedy śpiewać. Co tam śpiewać – ja się wydzieram (słuchawki są mi potrzebne dlatego, że strasznie fałszuję. I słuchanie tego jak fałszuję zniechęca mnie co śpiewania) Po ciężkim szkoleniu lubię też, wracając do domu samochodem, wydzierać się do muzyki. Relaks gwarantowany. A jako bonus mam zdarte gardło.

Czy wiecie jak uzdrawiająco wpływa krzyk? Kiedy ostatnio krzyczałaś? Nie w kłótni, na kogoś bliskiego, lecz tak mobilizująco – dla siebie i innych. Nasze dzieci, odkąd były maleńkie, kibicowały Tacie na wszelakich biegach. Biegłyście kiedyś w jakimś biegu? Dłuższym niż 5 km? Wiecie jak mobilizująco działa gdy ktoś Wam głośno kibicuje? Gdy się drze na całe gardło:

„Dajesz Olka, dajesz!!!!”?

Ja wiem. Dlatego, gdy mąż biegał to też mu tak kibicowaliśmy. Do zdarcia gardła. Wszystkie emocje na wierzchu. Janek i Franek też już czują tę moc i jak sami się ścigają to każą sobie kibicować.

I wygląda to tak: niedzielny spacerek na Bulwarach Wiślanych. Ludzie wracają z kościoła. Ładnie ubrani i grzeczni. Spokojni. A tu nagle Jaś (więc oczywiście Franek też) decyduje, że się będzie ścigać. I pada hasło: „Mama kibicuj”. Więc moje dzieci ruszają, a błogą niedzielną ciszę przerywają moje krzyki: „Dajesz Jasiu!!! Dajesz!!! Biegniesz!!! Dalej Franek!!! Do przodu!!! Ogień z tyłka!!!” (owszem – tak kibicujemy swoim dzieciom 🙂 )

Czuję się bezkarnie jak tak wrzeszczę (w końcu zachęcam dzieci do ruchu fizycznego prawda), czuję się wolna i swobodna. Czuję się zmęczona i zrelaksowana jednocześnie. Do krzyków polecam również (w sensie, że nikt nie będzie na Ciebie dziwnie patrzył) – ścianę wspinaczkową (tam czasem się wydzierają „aleeez”!!!) oraz mecze siatkówki – nigdy na żadnym na żywo nie byłam; wydzieramy się z mężem przed komputerem. W ogóle kibicowanie jest fajne!

NIE POLECAM:

Resetowania się w jakiejkolwiek formie. Niestety ludzie bardzo często mówią, że muszą się zresetować (co doskonale rozumiem jako potrzebę) i robią to w kompletnie nieresetujący sposób. Resetować oznacza zerować, czyli czyścić. Poprzez odpoczynek masz oczyścić swoją głowę, a nie ją ponownie naładować bodźcami, w związku z czym chciałam Ci powiedzieć, że nie resetujesz się poprzez:

– oglądanie telewizji

– gry komputerowe

– bezmyślny przegląd fejsa (zresztą przez „myślny” również nie)

– surfowanie po internecie do 2 w nocy.

Rozumiem, że można mieć potrzebę robienia i tych rzeczy. Sama również je robię (poza oglądaniem telewizji bo nie mam telewizora). Ale nie nazywaj tego odpoczynkiem i nie stosuj zamiast prawdziwego odpoczynku.

A jakie Ty masz sposoby na odpoczynek i regenerację? Co Cię uspokaja i napędza jednocześnie?

Ola (Pani Swojego Czasu)

11