Za 4 dni skończy się rok 2016. Czy też masz wrażenie, że minął bardzo szybko?

Dokładnie pamiętam, jak moja sytuacja wyglądała rok temu.

Rok temu miałam plan, aby od początku 2016 w 100% działać wyłącznie jako PSC i nie rozmieniać się na drobne. Ale to nie oznacza, że się nie bałam, że nie zastanawiałam się nad tym, czy mój plan wypali i czy jest sensowny.

Bo chyba tak z tymi planami jest, prawda? Choć bardzo pragniemy je zrealizować, czasem stanowią dla nas wyzwanie.

I dzisiaj, będąc w tym samym miejscu, lecz rok później, z satysfakcją mogę powiedzieć, że to był dobry krok. Cieszę się, że go zrobiłam.

Nie wszystko poszło po mojej myśli, ale nauczyłam się naprawdę wiele, nierzadko metodą prób i błędów.

Czego zatem nauczył mnie 2016 rok?

Współpracy z zespołem

Rok 2016 to rok Gangu PSC. Mówię o tym zawsze i wszędzie, ale powtórzę jeszcze raz: Pani Swojego Czasu nie istniałaby, gdyby nie jej Gang. Owszem, powstała sama i długo ciągnęła sama, jednak bez wsparcia moich gangsterek i gangsterów długo by nie pociągnęła.

Najściślej współpracuję ze swoją asystentką Justyną i menedżerką projektów Joasią – to one znają mnie totalnie od podszewki i zapewne w ciągu minuty mogłyby wymienić piętnaście informacji, od których moje uszy zrobiłyby się czerwone. Wiedzą, kiedy trafia mnie szlag i kiedy fruwam z radości. Znają mój biznes od środka, znają każdy przecinek i każdą złotówkę.

Oczywiście Gang PSC to coś więcej niż my trzy. Jest z nami również Elka Korektelka, która obecnie pastwi się nad moją książką, Natalia, która tworzy cudowne grafiki i strony WWW, Basia, która robi transkrypcje moich nagrań audio, Michał, który stawia moje platformy kursowe, Marcin, który edytuje audio i wideo, Maciek, który dba o bezpieczeństwo stron. Plus masa innych osób, z którymi współpracujemy od czasu do czasu.

Nigdy nie pomyślałam, że w 2016 roku nauczę się, jak zarządzać wirtualnym zespołem (bo wszyscy mieszkamy w innych miejscowościach i współpracujemy tylko zdalnie). A tak przy okazji – czy byłabyś zainteresowana tematem zarządzania wirtualnym zespołem? Wiele osób mnie o to pyta, więc badam zapotrzebowanie 🙂

Rok 2016 była dla mnie rokiem, w którym uczyłam się ufać mojemu zespołowi. Jeśli kiedykolwiek miałyście swój biznes – swoje dziecko – i doszłyście do wniosku, że czas podzielić się zadaniami, to na pewno szybko przekonałyście się, że we własnym biznesie podział zadań to podział odpowiedzialności. I jest to cholernie trudne.

Pod koniec 2016 roku mogę z dumą powiedzieć, że mój Gang ma w swoich rękach ogromną odpowiedzialność i doskonale dają sobie radę. Są obszary, w których dziewczyny nawet nie pytają mnie o zdanie, lecz po prostu działają.

Spokojnego podejścia do błędów i porażek

Rok 2016 był rokiem błędów i wpadek. Serio. Oczywiście możesz tego nie wiedzieć, bo nie chwalę się tym aż tak często (choć wydaje mi się, że i tak częściej niż inni).

Nie są to jakieś ogromne błędy, nad którymi załamywaliśmy ręce i płakaliśmy, rozstawieni po kątach, ale było sporo małych drobnych wpadek, które spędzały nam sen z powiek. A to zapis na webinar nie działa pięć minut przed jego ogłoszeniem, a to okazuje się, że 800 uczestniczek kursu nie może dostać się na platformę, a to chlapnęłam coś głupiego w Sieci i zbieram za to cięgi.

W zasadzie nie chodzi ani o błędy i porażki, ani o ich liczbę, ale o moje podejście do nich. Błędy są normalne. Zdarzają się. Nie ma co kruszyć o nie kopii. Nie ma co się denerwować.

O ile nasze podejście jest takie, że robimy wszystko, co w naszej mocy, aby minimalizować ryzyko ich wystąpienia lub możliwie szybko je naprawić, gdy wystąpią – wszystko jest w porządku.

I naprawdę długo musiałam rozmawiać sama ze sobą, żeby w taki sposób zacząć postrzegać tę kwestię.

Pokory przy wprowadzaniu nowych produktów

To była moja największa nauczka w tym roku.

Nie da się ukryć, że ego mam duże i skromnością nie grzeszę.

Rok 2016 miał stać pod znakiem produktów fizycznych PSC. Cel został zrealizowany, bo oferta naszych produktów wciąż się poszerza, ale myślałam, że będzie ich więcej. O wieeeele więcej. A nie ma.

Nie wiem dlaczego, ale uznałam, że rynek produktów fizycznych zdobędę takim szturmem, jak wszystko inne. I zwyczajnie myliłam się. Nie doceniłam rynku, a jednocześnie przeliczyłam się w zakresie własnych umiejętności. E-commerce to coś zupełnie innego niż biznes online oparty na wiedzy.

Długie miesiące nie dopuszczałam tego do wiadomości, dlatego dopiero pod koniec listopada pojawiła się pokora. Pokora, której efektem nie jest wycofanie się, lecz bardziej ostrożne działanie połączone z przypatrywaniem się krokom, które stawiamy.

Liczenia

Śmieszne, nie? Mam 37 lat i liczyć oczywiście umiem, ale mam lekką rękę do pieniędzy. To znaczy mam oszczędności i bardzo racjonalne podejście, jeśli o nie chodzi (mam wiele kont i subkont oszczędnościowych, bo od kilkunastu lat nie wyobrażam sobie nie mieć pieniędzy na czarną godzinę), ale często w czasie realizacji projektów euforia powala mnie na łopatki i tańczy jak szalona, a ja mówię „Tak, i jeszcze to! I to! I to też!”, nawet nie pytając o koszty. A później leżę i kwiczę (no dobra, w zasadzie ani nie leżę, ani nie kwiczę, ale uważam, że powinnam więcej liczyć, a mniej się ekscytować).

Dlatego w 2017 roku Gang ma przykazane dyscyplinować  mnie i przekładać moją euforię na złotówki.

Oczywiście za dobrze znam siebie i wiem, że nigdy nie będę liczyć pieniędzy tak jak Michał Szafrański, ale to nie znaczy, że nie mogę trochę bardziej się postarać, prawda?

Tego, gdzie naprawdę toczy się życie

Mój największy błąd w tym roku, do którego przyznaję się ze wstydem, ale jak wiecie – uczę tego, że każda z nas popełnia błędy i nie ma co się za nie biczować, tylko po prostu wyciągnąć wnioski.

Otóż w 2016 roku byłam mocno obecna w mediach społecznościowych. I w 2017 roku nadal będę. Muszę przyznać, że to lubię. Lubię świadomość, że mam zapewnioną pomoc w sprawach technicznych i zamiast ustawiać stronę z zapisem na webinar, mogę zająć się komunikacją z Wami.

Ale pod koniec 2016 roku wydarzyło się wiele rzeczy w zasadzie w tym samym czasie: zostałam wybrana w głosowaniu na prelegentkę jednej z największych konferencji marketingowych „I Love Marketing”, później znalazłam się w brązowej dziesiątce najbardziej wpływowych blogerów według Jasona Hunta, wyskoczyłam z pomysłem fejsbukowej telewizji PSC (która została przez Was świetnie przyjęta) i zrobiłam bardzo dobry webinar o realizowaniu celów.

I nagle zewsząd zaczęły płynąć komentarzy, reakcje, wiadomości, mejle itp., a ja kompletnie wyłączyłam swój instynkt samozachowawczy – nagle poczułam, że muszę wszystkim odpowiedzieć i jakoś zareagować.

Szybko okazało się, że to był bardzo, bardzo zły pomysł. Jestem jedna, a Was są tysiące. Nie ma fizycznie takiej opcji, żebym była wszędzie i odpowiedziała każdej z Was.

Musi wystarczyć Wam fakt, że moja intencja jest pozytywna. Jeśli nie reaguję, nie jest to wynikiem olewania Was ani mojego niechcenia, ale właśnie świadomości, że najważniejsza część mojego życia toczy się przy moim rodzinnym stole, w trakcie zabawy z moimi dziećmi, w trakcie picia kawy lub zjadania śniadania z moją przyjaciółką.

Zaakceptowania mocnych stron i skupienia się na nich

Od wielu, wielu lat moją piętą achillesową jest porównywanie siebie do innych. Bo ten ktoś robi coś dokładniej. A ta szybciej. A ten jest bardziej kreatywny. A ta bardziej pracowita.

Oczywiście w moich wcześniejszych zawodowych wcieleniach nie pomagał fakt, że nie działałam na swoim, lecz musiałam wpasować się w cudze rozumienie tego, co znaczy być pracowitym, kreatywnym itp.

Myślę, że największą lekcją 2016 roku było dla mnie zrozumienie tego, w czym jestem dobra, i zaakceptowanie tego faktu.

Być może brzmi to dziwnie, ale od zrozumienia do zaakceptowania jeszcze długa droga! Otóż moją największą siłą i kompetencją jest inspirowanie kobiet do zmian. Pokazywanie im, że mogą zmienić swoje życie. Że organizacja to tylko środek do celu, a nie cel.

Zrozumiałam i zaakceptowałam to, że nigdy nie będę tak dokładna, tak precyzyjna jak kiedyś chciałam być. Że nigdy nie będę opracowywać dla Was szczegółowych tutoriali na temat funkcjonowania programów ani precyzyjnie przeprowadzać przez świat aplikacji do zarządzania czasem itp.

To zupełnie nie mój świat.

Zaakceptowanie tego było bardzo trudne! Bo mimo że czujemy swoje dziedziny, to chciałybyśmy brylować wszędzie! A to zwyczajnie albo nie jest możliwe, albo dzieje się takim kosztem, którego ja nie chcę ponosić.

Wdzięczności za to, co mam i ignorowania reszty

Cały artykuł został napisany przed świętami. Tę ostatnią sprawę dopisuję w poniedziałek wieczorem wkrótce przed ukazaniem się tego artykułu, a już po moim powrocie ze szpitala.

Bo całe święta w tym roku – od piątku wieczorem do poniedziałku wieczorem – spędziłam z moim 5 letnim synem w szpitalu na oddziale zakaźnym. Podzieliłam się z Wami tą informacją, bo jesteście mi bliskie. I oczywiście nie ma co udawać, że jesteście mi tak bliskie, jak przyjaciółka, z którą chodzę raz na dwa tygodnie na śniadanie, ale przecież nie jesteście mi obce, jak Pani ze sklepu.

Mam potrzebę dzielenia się z Wami także takimi informacjami, nawet jeśli one nie mają na celu niczego nauczyć, zainspirować itp.

Dostałam od Was całą masę wsparcia, energii i dobrych słów, za którą jestem bardzo wdzięczna. I dostałam też sporo kopniaków oraz szpilek powsadzanych tu i tam sugerujących lub zwyczajnie mówiących wprost, że „niby do czego ma mnie zmotywować widok chorego dziecka”?

Takie sytuacje uczą mnie wdzięczności za to, co mnie dobrego spotyka, ogromnego wyczulenia na własne potrzeby i działania zgodnie z nimi NAWET JEŚLI oznaczałoby to takie reakcje. Oczywiście im więcej takim kopniaków, tym moja skóra staje się twardsza. Niekoniecznie tego chcę, ale chyba nie mam innego wyboru.

A Ty czego nauczyłaś się w 2016 roku?