Dlaczego Dzień Lenia i Dzień Zombie – dowiecie się z newslettera. Jeśli się jeszcze nie zapisałaś to zrób to koniecznie, bo wiele rzeczy Cię omija!

Pisałam już Wam o wielu rzeczach na swój temat – wiecie już czego nie robię, bo uważam za stratę czasu (można przeczytać o tym TUTAJ), wiecie też jak wygląda mój dzień od rana do wieczora. Swoją drogą sądząc z Waszej reakcji na ten ARTYKUŁ najbardziej ekscytujący był w nim fakt, że mój mąż wstaje do pracy o 3 w nocy, a kładzie się spać o 8 wieczorem 🙂

Dzisiaj chciałabym pokazać Wam jak Pani Swojego Czasu pracuje. Nie chodzi o to, że uważam to za najlepszy model pracy na świecie, bo zapewne Wy również macie swoje sprawdzone modele pracy (i ja oczywiście chciałabym je poznać!). Chodzi o to, że ja jestem z niego bardzo zadowolona. Wieczorem, kończąc dzień mogę położyć się do łóżka z uczuciem satysfakcji, że zrobiłam to, na czym mi zależało, odpuściłam to, co nie było warte mojej bieganiny i zasypiam snem spokojnego.

Co daje mi taki spokój?

Mam swój system pracy. W zasadzie mam dwa systemy pracy, albo nawet trzy, w zależności od tego jaką pracę wykonuję (bo inaczej wygląda dzień, w którym pracuję w domu, inaczej gdy prowadzę szkolenia na drugim końcu Polski, a jeszcze inaczej, gdy rekrutuję Guwernantki do Agencji Guwernantek)

System nr 1 – PRACA W DOMU

Wiecie już, że wstaję o 7.30, a raczej zwlekam się z łóżka. Zaczynam pracę o 9.0 i NIGDY nie zmuszam się do pracy z marszu. Wiem, że mój organizm potrzebuje rozruchu i pozwalam mu na to. Robię kawę sobie i mężowi, czy też on robi kawę sobie i mnie i niespiesznie zaczynam dzień. Otwieram mejle, fejsa, swoje strony www – nazywam to otwieraniem drzwi – wiadomości spływają, ludzie się dobijają, spamy, linki, powiadomienia fejsowe płyną szerokim strumieniem. Czasem coś czytam, a czasem nie, czasem gdzieś zajrzę a czasem nie. Na ten rozruch daję sobie pół godziny. Tyle mniej więcej zajmuje mi wypicie dużego kubka gorącej kawy zanim wystygnie (nienawidzę chłodnej kawy)

Po tym rozruchu przychodzi czas na pracę faktyczną. Jest to moment bardzo ważny, bo wtedy zamykam wszystkie „drzwi” do siebie – nie znajdziesz mnie wtedy na fejsie, nie śledzę wtedy komentarzy na swojej stronie, mam wyciszone telefony (mam aż dwie sztuki niestety), mam zamkniętą skrzynkę pocztową więc nie przeczytam mejla od Ciebie.

W zależności od tego, czy mam około 4 godziny czy też 2 godziny nieprzerwanej pracy (a zależy to od tego czy to ja idę robić pomiar cukru Cukiereczkowi czy też mąż lub Babcia) ustalam sobie zadania w taki sposób, by móc je zrealizować jak najefektywniej w ciągu tego czasu.

Realizuję swoją listę zadań.

Jest ona gotowa zawsze poprzedniego dnia. Mam na niej zaznaczone, które zadania powinnam wykonać, które będzie dobrze jak wykonam (ale świat się nie zawali jak ich nie zrobię), a których nie muszę robić (wbrew pozorom lista zadań, których nie musisz robić jest bardzo ważną listą). Na ten system mojej listy zadań nakładam system trudności – na pierwszy rzut idą zadania trudniejsze, bo wiem, że na nich jest mi się trudniej skupić, a rano mam bardzo wysoką efektywność i wydajność. Na 100% na wieczór idą wszystkie wpisy blogowe, bo moje pióro jest najostrzejsze, gdy wszyscy w domu śpią.

Obok listy zadań leży mój zielony notatnik, który ma piękny i jakże polski tytuł „to do” – to jest notatnik do zapisywania wszystkiego tego, co mi przychodzi do głowy, w czasie pracy. Polecam Wam takie działanie bo ono naprawdę zdaje egzamin. Jeśli właśnie pisze ten artykuł, a nagle przyjdzie mi do głowy, że trzeba spytać kolegę o dostępność gabinetu na prowadzenie rekrutacji, to od razu zapisuję to w zielonym zeszycie, żeby wyrzucić to z głowy i więcej o tym w tym momencie nie myśleć. Po całym dniu takiego działania listę działań na następne dni mam gotową – nie muszę ich jakoś specjalnie szukać w głowie. Takie działanie powoduje, że cała moja energia skupiona jest tu i teraz na tym, co robię w tej chwili. Nic mnie nie rozprasza i nic mi nie zabiera cennego czasu.

W domu pracuję blokami.

Moje bloki to: blok rozgrzewkowy (ten z kawą), blok – mejle, blok – fejs, blok – telefony, blok – pisanie artykułów, blok – praca przy blogach (zdjęcia, grafiki, komentarze itp.) blok – szperanie po sieci (czytanie innych blogów, szukanie inspiracji), blok – praca merytoryczna (pisanie programów szkoleniowych, materiałów i ćwiczeń dla uczestników, ofert dla Klientów), blok – varia (czyli różne różności, które tutaj się nie znalazły).

Praca takimi blokami powoduje, że Twoje skupienie i efektywność płyną jednym kanałem – wyobraź sobie, że jesteś jak rzeka – możesz być wartką rzekę, która wyraźnie płynie w określonym kierunku, a możesz być rozlazłym ciekiem, który rozchodzi się pod wszystkie chaszczory i rozłazi się na boki. Nie wiem jak Ty, ale Ja tam wolę być wartką rzeką 🙂

Napisałam wcześniej, że podczas pracy zamykam drzwi do siebie, czyli wyłączam wszystkie media, dzięki którym można się ze mną skontaktować. To prawda, jednak bardzo często praca na tych właśnie mediach jest takim blokiem. Na przykład czytanie mejli – skoro mam je przeczytać i na nie odpowiadać to muszę oczywiście otworzyć skrzynkę mejlową. I tak robię, ale:

Po pierwsze robię to o określonych godzinach (tak jak pisałam TUTAJ)

Po drugie – nie przeskakuję z zadania na zadanie, chyba, że wykonanie danej czynności, na przykład prośby z mejla zajmie mi mniej niż 2 minuty.

Po trzecie – bardzo dokładnie określam sobie czas na wykonanie takiego bloku (bo inaczej jak skoczę z mejla do fejsa to wiadomo, że popłynę)

O tym co robić, by korzystać z fejsa efektywnie i mieć korzyści z tego, że się na nim jest, a jednocześnie nie tracić bezsensownie czasu na siedzenie tam godzinami napisałam kiedyś TUTAJ.

Pracując swoimi blokami na bieżąco uzupełniam dwa kalendarze – ten w komputerze, który jest zsynchronizowany z moimi oboma telefonami oraz z telefonem i komputerem mojego męża. Taka synchronizacja w naszym przypadku jest absolutnie konieczna, gdyż oboje mamy dużo różnych spotkań i projektów i zrealizowanie swojej pracy wymaga dużej elastyczności jeśli chodzi o grafik. Mąż widzi na bieżąco kiedy jestem w Krakowie, a kiedy mnie nie ma, a ja widzę u siebie, jakie zobowiązania i kiedy są u niego.

Dodatkowo ostatnio wróciliśmy do papierowego kalendarza wiszącego w mieszkaniu w widocznym miejscu. Przyznaję – uzupełnianie go jest niejako formą straty czasu, gdyż powielam to, co już napisała w komputerowym kalendarzu. Ale często popołudniami, gdy jesteśmy już z dziećmi zwyczajnie nam się nie chce otwierać telefonu i sprawdzać – wystarczy, że zajrzymy na ścienny kalendarz i już. Kalendarz ten nie do końca spełnia jednak moje oczekiwania (głównie estetyczne) i szykuję się do zrobienia swojego (chciałabyś taki?)

Dodatkowo przez takie działania minimalizujemy sobie niebezpieczeństwo, że odpalając telefon, by zobaczyć grafik pochłonie nas to, co w tym telefonie także jest czyli mejle i fejs J

Po południu jest czas dla dzieci. Jeśli tylko nie mam zewnętrznych zobowiązań, że gdzieś muszę być (z reguły nie w swoim mieście) to od 15.00 do wieczora jesteśmy już tyko dla dzieci. Oczywiście jesteśmy dostępni telefonicznie, ale raczej już tylko dla rodziny i najbliższych znajomych.

Ja swoją pracę kontynuuję od 20.00 – na początku znów mam rozruch, tylko tym razem z herbatą bo tak późno nie pijam już kawy. Robię sobie listę zadań na następny dzień, przeglądam co udało mi się zrealizować z dzisiejszego dnia, co jeszcze muszę zrobić na teraz, a co mogę sobie odpuścić (tak – odpuszczam sobie pewne zadania – świat się od tego nie zawala). Wieczorami piszę artykuły na blogi i również wieczorem niektóre z nich publikuję. Wieczorem również dbam o swój rozwój – uczestniczę w webinarach, szkolę się on-line (TUTAJ możesz zobaczyć w jakich kursach uczestniczę), czy czytam ważne dla siebie książki. Wieczorami mam również konsultacje i telekonferencje (oczywiście z tymi osobami, które chcą i mogą w tak późnych godzinach)

O 23.00 mierzę Cukiereczkowi cukier, a o północy idę spać.

SYSTEM NR 2 SZKOLENIA

System nr 2 jest przeze mnie uwielbiany, gdyż jest w zasadzie w 100% wymuszony przez zewnętrzne okoliczności. Przez 8 godzin szkolę i nie mam dostępu do mejla, telefonu i fesja. Nie oddzwaniam na telefony, bo w ciągu 10 minutowej przerwy, gdy mam czas na siusiu, kawkę i przygotowanie flipczarta na szkolenie zupełnie nie ma sensu, żebym gdzieś dzwoniła.

Gdy o 18.00 odpalam mejle, to w zasadzie większość z nich już się zrealizowała, o 18.00 nie ma sensu już też nigdzie oddzwaniać, gdyż już nikt nie odbierze. A więc połowa pracy z głowy. Na szkoleniach, na których jestem poza domem, albo pracuję do upadłego (żeby w domu mieć więcej czasu dla Rodziny) albo wręcz przeciwnie – wychodzę wieczorem do kina i zwiedzam miasto, w którym akurat jestem. Zależnie od nastroju. Lubię wyjazdy szkoleniowe bo 8 godzin na sali szkoleniowej niezmiennie udowadnia mi, że można żyć bez internetu, bez poczty, bez fejsa. Że biznes się nie załamuje, przyjaźnie się nie urywają i świat się dalej kręci. Naprawdę od czasu do czasu warto sobie zafundować taki luksus.

A jaki Ty masz system pracy w ciągu swojego dnia? Koniecznie o tym napisz w komentarzu!

Ola (Pani Swojego Czasu)

11