Zaprenumeruj Panią przez e-mail

Bądź na czasie i zapisz się na bezpłatny newsletter

KTO, JAK NIE JA, CZYLI O SZTUCE ZAKASYWANIA RĘKAWÓW

KTO, JAK NIE JA, CZYLI O SZTUCE ZAKASYWANIA RĘKAWÓW

Zanim zaczniemy chciałam Cię zaprosić na mój najnowszy webinar 7 KROKÓW DO SAMODYSCYPLINY.

Moją misją jest obalanie mitów na temat zarządzania czasem. Jednym z takich mitów jest przekonanie, że samodyscyplina jest ciężka, nudna i trudna. Nic bardziej błędnego! Chcesz dowiedzieć się więcej?

Zapisz się na webinar TUTAJ

(odbędzie się 16 marca o 21.00)

A teraz do rzeczy:

Dostałam ostatnio taki mejl od czytelniczki (troszkę go zmieniłam i skróciłam):

Dziękuję za ten newsletter i za to, jak zabierasz się do sprawy plebiscytu na Blog Roku. Bardzo podziwiam Twoją postawę zakasania rękawów i „kto, jak nie ja?!”, „wygram to!”. Jak to się robi? Przychodzi wyzwanie i jesteś pewna, że dasz radę? Mało tego! Mówisz całemu światu, że dasz radę, że wygrasz. Czyli albo nie dopuszczasz do głosu scenariusza, że może być inaczej, albo bierzesz na siebie odpowiedzialność za to, że musi być tak, jak mówisz, bo przecież podpisałaś się pod tym. I jesteś pewna, że tak poprowadzisz sprawy, że wygrasz.

W mejlu było też o tym, że to w sumie temat trochę na poboczu zarządzania czasem, ale może uda mi się go poruszyć w którymś z moich wpisów. Jak tylko przeczytałam tę wiadomość, wiedziałam, że napiszę o tym artykuł.

Dlaczego?

Bo to dla mnie temat, który w 100% łączy się z tematyką zarządzania czasem. Oczywiście w standardowych podręcznikach nie znajdziesz o nim ani słowa. Ale kto Ci powiedział, że ja jestem standardowym podręcznikiem? Właśnie takie myślenie jest według mnie przekleństwem zagadnienia zarządzania czasem, w szczególności w przypadku Kobiet.

Ogromna liczba Kobiet, z którymi mam do czynienia, sądzi, że wystarczy zastosować technikę Pareto, zasadę 60:40 albo podzielić swój dzień na małe pomidorki (i żeby było jasne – są to bardzo sensowne techniki), a potem już się samo jakoś potoczy. Ale jednak nie toczy się, bo okazuje się, że zamiast mieć 2 pomidorki, mam ich 20, a zasady Pareto nie umiem wdrożyć w praktyce, bo koniec końców wszystko wydaje mi się ważne.

W jaki sposób zatem zakasanie rękawów i pokazanie „kto, jak nie ja?!” łączy się z zarządzaniem czasem?

Zaraz do tego dojdziemy. Na początek jednak chciałam Ci coś powiedzieć – bez względu na to, na jaki etap rozwoju bloga Pani Swojego Czasu albo mojej społeczności trafiłaś, wiedz, że nie jestem osobą pewną siebie. Zostałam wychowana na przeciętną dziewczynkę – uczono mnie, że kobieta powinna umieć gotować i sprzątać, bo bez tego nie znajdzie męża (naprawdę!). Oczywiście byłam wspierana we wszystkich moich zadaniach zawodowych, w nauce i w rozwoju, ale w domu nie uczono mnie, że pewność siebie jest ważna. Nie uczono mnie, że mam prawo mieć swoje zdanie i mam prawo je bronić. Raczej rządziła zasada „jesteś mądrzejsza – ustąp”.

Dzisiaj prowadzę blog, który miesięczne odwiedza kilkadziesiąt tysięcy osób (głównie Kobiet). Sprzedałam tysiące swoich produktów. Przeprowadziłam kilkadziesiąt webinarów. Tysiące Kobiet są kursantkami moich programów online. Mój newsletter leci co tydzień do 12 tysięcy Kobiet, a liczba fanów na moich fanpejdżu sięga 15 tysięcy. Osiągnęłam to w 1,5 roku. Nie sama, oczywiście; pomagałaś mi Ty – członkini gangu Panie Swojego Czasu.

Dlaczego Ci o tym piszę? Czy się chwalę? Pewnie. Czy czuję się z tym dobrze? Niekoniecznie. Czy z tego powodu przestanę się chwalić? Nigdy w życiu.

Pokazuję Ci moją sytuację, opowiadam o moim wychowaniu i przedstawiam swoje podejście do sprawy, bo chcę, żebyś wiedziała, że to nie jest tak, że świat należy tylko i wyłącznie do osób, które są przebojowe, pewne siebie i rozpychające się łokciami.

Chcę też, żebyś wiedziała, że pewności siebie można się nauczyć.

Podejrzewam, że nigdy nie dojdę do etapu, gdy negatywne uwagi osób krytykujących będą po mnie „spływać jak po kaczce”. Niezmiennie się nimi przejmuję, choć już nie płaczę po nocach z tego powodu. Nie pozwalam sobie jednak na to, by stopowały moje działania.

Zakasuję rękawy i mówię: „kto, jak nie ja?!” nie dlatego, że jestem pewnym siebie bufonem, który pozjadał wszelkie rozumy, ale dlatego, że chcę działać i osiągać rezultaty. Chcę też, by jak najwięcej Kobiet wyszło przed szereg.

Jesteśmy mądre, inteligentne i mamy moc zmieniania świata. Każda z nas na swój sposób. Nie każda z nas musi pisać blog, prowadzić fanpejdż, zdobywać pierwsze miejsca na listach wyborczych czy walczyć o prawa kobiet. Możemy zmieniać świat, wychowując w domu dzieci i gotując obiady. Ale nawet wtedy musimy mieć własne zdanie i umieć je obronić. Nawet wtedy musimy być przekonane, że jesteśmy ważne dla świata.

Czytelniczka napisała mi, że skoro ogłaszam to światu, oznacza to, że albo nie biorę pod uwagę możliwości, że mogę przegrać, albo biorę na siebie odpowiedzialność, że tak musi być, bo podpisałam się pod tym. Nie do końca tak jest.

Myślę, że takie zachowanie wykazuje duże podobieństwa do planowania.

Planując jakieś zadanie (dajmy na to – bardziej wymagające i rozłożone w czasie), zakładamy, że uda nam się, prawda? Z reguły określamy datę końcową, a czasem już w myślach widzimy, jakie to uczucie, gdy otrzymujemy to, co chciałyśmy osiągnąć.

Planując, bierzemy pod uwagę również to, że często sprawy nie dzieją się po naszej myśli, więc dajemy sobie więcej czasu na wszelkiego rodzaju kryzysy, jakie mogą się przydarzyć.

Ale już BARDZO dobrze planując, elastycznie podchodzimy do tematu, bo osoby posiadające sporo zdrowego rozsądku wiedzą, że życie lubi płatać figle i że nie wszystko zależy od nas.

Są osoby wierzące w los, w boga, w to, że coś jest nam pisane. Ja wierzę w to, że sama kreuję swoją rzeczywistość, aczkolwiek nie na wszystko mam wpływ. I tym zwyczajnie się nie zajmuję. Jedno, czego jestem pewna, to tego, że w obszarach, na które mam wpływ, muszę wykonać 100% mojej roboty, bo w przeciwnym razie małe cuda się nie wydarzą. Nie wierzę, że wystarczy siedzieć i czekać na łut szczęścia. To według mnie głupie podejście.

A więc jak to się robi? Tak praktycznie, bez zbędnych udziwnień i wzniosłych słów?

Przed każdym takim aktem „odwagi” mam wielki dylemat. Zrobić czy nie? Opublikować czy nie? Napisać czy nie? Walczą ze sobą dwie Budzyńskie – jedna odważna, bo osiągnęła już wiele i ma dowody na to, że pewność siebie popłaca. Druga – cicha i spokojna, bo tak ją wychowano – woli nie wystawiać się na widok publiczny.

Z reguły wygrywa ta pierwsza. To ona naciska guzik „Opublikuj”. Ale zaraz potem ta druga każe jej wyłączyć komputer i wrócić do zabawy z dziećmi, bo tak naprawdę tu spotykają się światy dwóch Budzyńskich.

Gdy za bardzo przejmujesz się tym, co się wkoło Ciebie dzieje („A co powiedzą inni?”), niezależnie od tego, czy w sieci, czy w realu, idź do tych, którzy nawet jeśli wiedzą, czym się zajmujesz, w ogóle się tym nie przejmują. Idź do tych, którzy lubią pośmiać się z Tobą nie dlatego, że jesteś Panią Swojego Czasu, Panią Gospodarną czy też Panią Wszechczasów (takie mam ksywy), lecz dlatego, że Cię lubią i że macie wspólne tematy do rozmów.

Zwykłe życie pozwala zbudować duży dystans do tego, co się dzieje wokół.

Jak u Ciebie wygląda to zakasywanie rękawów?

Zrob to dziś leadpages

Ola (Pani Swojego Czasu)

  • Dystans możemu zbudować tylko my same…a otaczanie się wspierającymi ludźmi, bardzo wspomaga ten proces:)

  • A ja mam cholerny problem z zakasaniem rękamów, wierze w to, że jeśli mi się nie udaje – to tak miało być, a ja po prostu się nie nadaję. Wiecie, Drogie Kobitki, jak takie życie jest ciężkie? Próbuję je zmienić, ale ni cholery się nie udaje.

    I dlatego nie zakasam rękawów.

  • Anka

    Ola, pięknie wyglądasz na tych zdjęciach, świetna stylizacja! Jak zawsze świetny tekst, trafiający w punkt. Czytam, słucham webinarów, wybieram coś dla siebie i staram się stosować, ale mi rzadko wychodzi. Dziś jeszcze dobitniej zrozumianłam dlaczego – bo nie mam „zwykłego życia”. A to jest temat na dłuższą terapię. Ale Twoje teksty są też niesamowitym wsparciem, dziękuję!

    • Aniu nie do końca wiem c to oznacza według Ciebie „zwykłe życie”. W każdym bądź razie ja też nigdy nie miałam zwykłego życia (tak jak je rozumiem). Pracowałam w różnych dziwnych miejscach i w różnych godzinach i dla różnych szefów. Miałam bardzo nieprzewidywalny harmonogram. I byłam przekonana, że nic się nie da z tym zrobić i nic się nie da zmienić – że to już do końca życia bedzie tak wyglądało. Dopiero gdy Jasiek zachorował poczułam, że nie chcę takiego życia i powiedziałam „stop”. Co ciekawe – okazało się, że świat się nie zawalił, nie wyklął mnie, a wręcz przeciwnie – dopasował się do moich planów 🙂

  • Ja od dłuższego czasu jestem tą która działa i nie patrzy na to co powiedzą inni. Oczywiście nie zawsze jest pięknie i gładko, ale mam jasno wyznaczony cel i tego się trzymam.
    Mnie również nikt nie uczył poczucia własnej wartości. Sama do tego doszłam. Teraz wiem co powinnam przekazać w pierwszej kolejności swoim dzieciom. Wówczas o resztę zadbają sami.

  • U mnie zwycięża zazwyczaj ta druga, która wiecznie się boi.. Próbuje z tym walczyć, ale to nie jest łatwe zadanie. Dziękuje za ten wpis, a zwłaszcza za ostatni akapit. Muszę sobie to gdzieś zanotować.

    • Kochana ja się tego uczyłam przez 10 lat. I dalej czasami nie jest różowo. Jestem przekonana, że jeśli będziesz działać i próbować zmian to małymi krokami dojdziesz i do tego 🙂

  • Diana z Pieniadzjestkobieta

    Dokładnie tak jest – wszystko w naszych rękach…

  • No właśnie! Kto jak nie ja! <3 jedno z moich ulubionych, motywujących haseł przewodnich!

  • Zapisane w widocznym miejscu: „If not me, who? If not now, when?”. U mnie pewność siebie rozwinęła się wraz z założeniem bloga. Ile tekstów marnowało się na dysku, bo bałam się je opublikować… teraz już się nie boję 🙂 wierzę, że to co mam do powiedzenia ma swoją wartość. I wiem, że marzenia się nie spełniają, marzenia się spełnia 🙂 świetny tekst!

  • Barbara Wawer

    „Jak nie ja, to kto?” to moje ulubione zdanie. Wisi na lodówce (moje centrum dowodzenia), napisane wielkimi literami. Już kilka lat motywuje mnie do działania. W każdej dziedzinie. Czy to praca, gotowanie czy zabawa z dziecmi. Ja nie zrobię babcinej kaczki w jablkach i fortecy z kocow? To kto? 😉

    • Basiu ale ten tekst może też być źle rozumiany. Jeśli mam w sobie podejście „kto jak nie ja” i rozumiem przez to, że jestem ratowniczką całego świata, że jak ja nie zrobię to nikt nie zrobi (i w związku z tym zawsze robię ja) to ten tekst w niczym nie pomaga, a wręcz przeszkadza.
      Fortecę z koców pozwól zrobić dzieciom – niech one też budują w sobie poczucie mocy i siły

  • Wczoraj przeczytałam ciekawy cytat: „Jeśli chcesz uniknąć krytyki, nic nie mów, nic nie rób, bądź nikim.” ~ Arystoteles
    Jakoś tak przypomniało mi się po przeczytaniu Twojego wpisu 🙂
    Też jestem zdania, że pewności siebie można się nauczyć. Inaczej w życiu nie zdecydowałabym się na założenie bloga pod własnym nazwiskiem 😉 Bo zakładać, że ludzie będą chcieli czytać co mam do powiedzenia? Albo, że mogę mieć w czymś rację? Hmm… jakby tak spojrzeć to przez kilka ostatnich lat życia moja pewność siebie z samego dna podniosła się do całkiem znośnego poziomu. I mam zamiar nadal nad nią pracować 🙂 A już na pewno nie rezygnować z czegoś ze strachu przed krytyką.
    Nie ma to jak przeczytać motywujący wpis na dobry początek dnia 🙂

  • Dopiero od niedawna nabrałam odwagi do działania, pomimo, że od rodziców często słyszałam właśnie te słowa „Jak nie Ty, to kto?”. Nadal siedzi we mnie obawa, kiedy publikuję, bo „co ludzie powiedzą?”, jak będzie to odebrane w pracy, czy mi nie zaszkodzi w życiu zawodowym (!), itd. Ale staram się myśleć: a co tam! i klikam publikuj 🙂

    • W jednym życiu zawodowym przeszkodzi w innym pomoże 🙂
      Agato gdy ja zaczynałam pisać tego bloga moje dotychczasowe środowisko zawodowe nazywało mnie „pisareczką” i była tam spora doza ironii.
      Teraz to środowisko jest już daleko za mną, bo rozwinęłam własną firmę i własne środowisko zawodowe 🙂

  • Ja nie mogę.. Jak to jest, że gdy się z czymś zmagam, to pojawia się słowo od Ciebie, które nadaje mi głębsze spojrzenie 🙂 Już tak się dzieje po raz kolejny! I choć nadal się boję, to się decyduję iść dalej, I chyba spiszę sobie te powody, dla których jest to dla mnie ważne. Na wypadek pojawienia się jakiś okresowych wątpliwości 🙂 Pozdrawiam!

    • Nie chyba, ale na pewno. Spisz po prostu 🙂

    • Aniu – to zjawisko nazywa się „synchroniczność” 🙂 Mnie też dopada często w kontekście Pani Swojego Czasu. I oznacza dla mnie, że nie żyjemy w próżni. I że dostajemy to, co jest nam potrzebne i na co jesteśmy gotowe 🙂

      • Aniu a skąd Ty się tu wzięłaś??? Czyżby gdzieś daleko w morskich otchłaniach zawitał internet? 🙂

        • Od czasu do czasu udaje mi się złapać zasięg ze świata – a wtedy zaglądam w ulubione miejsca w sieci – czyli do Ciebie 🙂