Znacie takie hasło? Jedna z Pań Swojego Czasu podsunęła mi je podczas którejś z #kawzBudzyńską.

Przetarg na nieszczęścia oznacza ni mniej, ni więcej, że my – kobiety – uwielbiamy przechwalać się tym, która z nas ma ciężej i w związku z tym która ma PRAWDZIWE problemy z organizacją i zarządzaniem sobą w czasie (w przeciwieństwie oczywiście do wszystkich innych kobiet, które mają lżej, dlatego żadnych problemów nie mają mieć prawa).

To taka gra w to, która z nas jest bardziej nieszczęśliwa, uciemiężona i niesie na plecach cięższy krzyż.

Czasami zachowujemy się tak, jakbyśmy dostawały za to punkty z jakiegoś wyimaginowanego źródła.

„Ho, ho, ja mam dwójkę dzieci, więc u la, la, jaka jestem nieszczęśliwa…! Jak mi ciężko wszystko ogarnąć…! Co o tym nieszczęściu mogą wiedzieć matki, które mają tylko jedno dziecko, albo nie-daj-boże kobiety bezdzietne! Przecież wszystkie wiemy, że mają życie jak w Madrycie. Dopiero gdy urodzą, zobaczą, jak wygląda PRAWDZIWE życie”.

Bo przecież życie bez dzieci to jakaś wydmuszka, jedynie pozory.

(A tak przy okazji, to niezłą reklamę macierzyństwa sobie serwujemy, nie? Prawie jak wizyta u dentysty!)

Nie zliczę nawet, jak często dostaję od Was – mniej lub bardziej zawoalowane – informacje, że ja to mam lepiej, bo prowadzę własny biznes. Ja to mam lepiej, bo moje dzieci są większe. Ja to mam lepiej, bo mam męża, który wieczory spędza w domu. Ja to mam lepiej, bo mam panią do sprzątania.

Jedna z Was napisała mi kiedyś (niby żartobliwie): „nic nie poradzę, że nie mogę z Tobą pobiegać po plaży”. Miała na myśli to, że moje pomysły na organizację i zarządzanie sobą w czasie są jak „Moda na sukces” i „Słoneczny patrol”, czyli nierealne.

Bo co ja tam wiem o życiu i o prawdziwych problemach, nie?!

I wiecie, co? Mogłabym napisać, co wiem o życiu i prawdziwych problemach. Mogłabym po raz kolejny opisywać Wam, jak wygląda mój plan dnia i co to znaczy mieć nieuleczalnie chore dziecko w domu.

Ale po co? Po co mam brać udział w tym przetargu nieszczęść i mówić wszystkim: „Ha ha, zdobywam sto punktów do nieszczęścia! I kto mi teraz podskoczy, no kto…?!”.

Gdybym to zrobiła, dałabym niejednej z Was okazję do napisania mi: „bezczelnie robisz biznes na plecach swojego nieuleczalnie chorego dziecka” (tak, dostałam wiadomość dokładnie o takiej treści).

Więc napiszę Ci tak: odczep się od cudzego życia i zajmij się swoim. Przestań myśleć o tym, czy ktoś ma lepiej czy gorzej, czy się kreuje, sprzedaje, jak mu idzie, jakie ma plecy, komu wszystko zawdzięcza i czy skończy w niebie, czy w piekle.

Gwarantuję Ci, że gdybyś całą tę energię, którą kierujesz na innych, skierowała na siebie, to Twoje życie stałoby się lepsze, wartościowsze, a na pewno bardziej zorganizowane.