Na początek zachęcam Cię do obejrzenia filmu, który nagrałam specjalnie dla Ciebie. Nie ma efektów specjalnych ani żadnych innych fajerwerków, ale nagrałam go pod wpływem chwili 🙂

http://paniswojegoczasu.wistia.com/medias/sag1206oz7?embedType=popover&popoverHeight=281&popoverWidth=500&videoWidth=640

Jakiś czas temu wpadła mi w ręce książka, która szybko okazała się moim prywatnym hitem. Ta książka to „Siła nawyku”. Autor w fantastyczny (nie nudny, ale też nie „amerykański”) sposób opisuje w jaki sposób tworzą się nawyki, do czego nam się przydają, a gdzie nas ograniczają.

Przyznam, że ogromnym zaskoczeniem był dla mnie fakt, że raz „wdrukowanego” nawyku nie jesteśmy w stanie wyplenić! Jedyne, co możemy zrobić to zastąpić go innym nawykiem. Najlepiej lepszym, zdrowszym, bardziej budującym.

W grudniu 2014 roku przypomniała mi się ta książka i pomyślałam, że fajnie byłoby przetestować tę ludową mądrość, która głosi, że do zbudowania nawyku potrzebne jest 21 dni. Z premedytacją piszę „ludowa mądrość” bowiem te 21 dni to jest czysta wartość statystyczna – badano tysiące osób i okazywało się, że niektórym zbudowanie nawyku udaje się już po 7 dniach, a niektórzy potrzebują na to prawie całego roku (mam nadzieję, że to nie ja 🙂 Podliczono wszystkie te dane, uśredniono i wyszło „oczko” czyli 21 dni.

Pomyślałam też, że fajnie byłoby zbudować u siebie jakiś dobry, zdrowy nawyk, a dodatkowo Was do tego zaprosić. Ale ja nie zwykłam zapraszać do czegoś, co nie jest przeze mnie przetestowane. W związku z tym postanowiłam najpierw sprawdzić jak to wygląda u mnie, a później zaproponować Wam.

Od razu Wam napiszę, że nie było lekko. Szczerze mówiąc myślałam, że będzie i łatwiej i szybciej. Doszłam do wniosku, że mój nawyk to musi to być coś związane ze zdrowiem i ruchem, bo za dużo przed komputerem siedzę. Plan był taki, że zacznę w święta i do 20-ego stycznia będę miała z głowy (bo minie miesiąc). A zobaczcie same jak mi poszło 🙂

I jeszcze jedno – proszę nie regulować odbiorników. Dzień, który miał być dniem pierwszym mojego wyzwania ostatecznie stał się dniem minus czternastym! Tyle czasy trwało zanim się zabrałam do roboty! Skandal!!!

Dzień -14

I dzień świąt. Mam pomysł, żeby coś zmienić w swoim fizycznym byciu, ale bez konkretu. Doskonale wiem, że mnie to do niczego nie zmobilizuje, bo znam siebie- jak nie mam konkretnego planu to nie mam konkretnego działania. To taki mój domowy sposób na to, by prokrastynacja się kręciła.

Dzień -13

Wciąż myślę, nic nie robię

Dzień -10

Wymyśliłam. Doszłam do wniosku, że czas się wziąć za siebie i codziennie zaserwować sobie mała dawkę ruchu. Dla zdrowia. W zasadzie nie ma znaczenia co – ważne, żeby się trochę poruszać. Przyszykowałam więc cały strój i jestem prawie gotowa, żeby rano wyjść z domu na ten spacer. Przypominam, że rano oznacza – zanim wstanie cały dom, czyli w okolicach 6.00. Rany jak ja nienawidzę porannego wstawania!

Dzień – 9

Oczywiście nigdzie nie poszłam. Nic dziwnego – nie obudziłam się, bo nie nastawiłam budzika. Ach ta podświadomość  🙂

Dzień -8 i -7

Biję się z myślami czy nastawić budzik. Głęboko wierzę, że wygram tę bitwę.

Dzień -6

W końcu nastawiłam budzik, ale zgasiłam go jak tylko pisnął. Poszłam spać. Swoją drogą to niesamowite jak nasz organizm, w zasadzie śpiąc, WIE, które sygnały budzika może ignorować, a których nie – jeśli nastawiam budzik na mierzenie cukru Jaśkowi, to jeszcze nigdy tego nie zignorowałam. A spacer o 6.00 rano. No cóż…

Dzień -5

Czuję, że zaczynają boleć mnie plecy ale (niestety) olewam sprawę. Ładnie – kilka miesięcy blogowania za mną, a ja się zamieniać w starą inwalidkę.

Dzień -4

Plecy bolą coraz bardziej. Myślałam, że przejdzie tak jak ból mięśni po prostu, ale cholera jasna nie przechodzi a nawet się wzmacnia. Czyżby starość????

Dzień -3

Skarżę się mężowi na ten ból pleców i dostaje mega opieprz, że nic z tym nie robię. Nie wiem co mi przyszło do głowy, żeby poskarżyć się akurat jemu – zapalonemu sportowcowi. Czego ja oczekiwałam?

Dzień -2 i -1 –

Dwa dni pod rząd mam całodniowe spotkania w firmie, co oznacza siedzenie na krześle w zasadzie non stop. Plecy napierniczają mnie na całego. Wieczorem musiałam zrobić serię ćwiczeń na rozciąganie pleców, bo bez tego chyba bym nie zasnęła. Koniecznie muszę zacząć ćwiczyć bo inaczej zdrowie mi wysiądzie. To chyba ten moment, gdy stoi się pod ścianą i nie ma bata – trzeba zacząć.

Mój pierwszy dzień wyzwania opiszę Wam 1 lutego.

Wtedy rozpoczynam wyzwanie, do którego Was serdecznie zapraszam.

Od 1 lutego codziennie przez 28 dni będę opisywać swoje zmagania z budowaniem zdrowego dla siebie nawyku.

Dzień w dzień będę zamieszczać krótkie notatki o tym jak mi poszło, czy mi poszło, co zrobiłam, a co nie i czy czuję już, że ten nawyk się tworzy.

Zachęcam Ciebie byś już dzisiaj zastanowiła się nad tym jaki nawyk Ty chcesz budować i dołączyła do mojego wyzwania. Znajdź coś, co będzie dla Ciebie dobre i co będziesz mogła praktykować codziennie. Spróbuj pod każdą moją notatką dodawać swoją uwagę, nawet jeśli miałoby to tylko być „udało mi się” lub „klapa” – czego akurat nie życzę.

Pokażmy sobie i innym, że potrafimy zmieniać swoje nawyki. A po 28 dniach sprawdzimy na własnych przykładach i organizmach czy faktycznie wystarcza do tego 21 dni.

Co Ty na to? Przyłączasz się do budowania nawyku? Co zmienisz od 1 lutego?