Wczoraj wystartowała sprzedaż kolejnej (czwartej już) edycji mojego kursu „Zorganizuj się w 21 dni”. Dotąd w kursie wzięło udział 1627 kobiet, a obecną edycję wykupiło już ponad 187 kobiet.

Ponieważ Pani Swojego Czasu (jako przedsięwzięcie) utrzymuje się ze sprzedaży kursów online, trąbię o tej sprzedaży na prawo i lewo.

Jednocześnie nie uważam, że każda kobieta powinna kupić mój kurs, a nawet nie chcę, żeby to zrobiła.

I zapewniam Cię, że w dzisiejszym artykule nie ma żadnej przekory ani manipulacji.

Mimo że Pani Swojego Czasu utrzymuje się z kursów online, naprawdę nie ma potrzeby, żeby każda kobieta, każda czytelniczka Pani Swojego Czasu kupowała mój kurs. Dzień, w którym musiałabym walczyć o każdą klientkę i za wszelką cenę przekonywać ją, że musi nabyć mój program, jeśli chce zmienić swoje życie, byłby ostatnim dniem mojej działalności jako PSC. Nic mnie bardziej nie wkurza niż sprzedaż oparta na podsuwaniu podprogowej wiadomości, że stanę się szczęśliwa, mądra i lepsza dopiero wtedy, gdy kupię czyjś produkt.

Dlaczego zatem NIE powinnaś kupować mojego kursu?

1. Bo nie masz czasu.

Tak, wiem, że to paradoks. Przecież kurs jest przeznaczony dla osób, które nie mają czasu, a ja mam je nauczyć, jak ten czas znaleźć.

Ale w życiu najważniejsze są priorytety. Jeśli teraz gonisz w piętkę, bo jesteś w kryzysowym momencie swojego życia (na przykład kończysz pisać doktorat, finalizujesz megaważny projekt w pracy lub zamykasz jakieś superistotne przedsięwzięcie), to Twoim zadaniem nie powinien być zakup mojego kursu, lecz skupienie się na zadaniu, jakie masz teraz do wykonania.

Mój kurs nie może być dla Ciebie formą prokrastynacji, w dodatku usankcjonowanej przeze mnie. Szlag by mnie trafił, gdybym się dowiedziała, że realizujesz mój kurs, wmawiając sobie, że przecież nie możesz teraz zabrać się do tego jednego wielkiego zadania, choć wiesz, że powinnaś je wykonać, bo przecież realizujesz mój kurs.

2. Bo lubisz ćpać wiedzę.

Niestety, wiem, że na świecie jest masa osób ćpających wiedzę. I niestety – wiem, że niektórzy sądzą, że to zaleta.

Przed każdą edycją kursu kobiety piszą do mnie to samo: „Olu, kupiłam już 5 innych kursów, ale żadnego jeszcze nie zrobiłam, bo nie umiem się zmobilizować. Czy powinnam kupić Twój?”. Moja odpowiedź jest zawsze taka sama: „Nie”.

Tak, to prawda, uczę podczas kursu, jak się zorganizować, zmobilizować i znaleźć czas, ale ćpun wiedzy musi najpierw zerwać ze swoim nałogiem i przestać… ćpać wiedzę. Przestać się dokształcać, dowiadywać więcej i więcej i pochłaniać kolejne nowości. Musi zacząć wdrażać zdobyte informacje. Jeżeli po wdrożeniu chociaż części nadal będzie czuł, że mnie potrzebuje – wtedy możemy pogadać o moim kursie.

3. Bo nie chcesz być z ludźmi.

Udział w kursie to współpraca, współdziałanie, wymiana informacji. Czasem trudnych. Można, oczywiście, w 100% samodzielnie zrealizować kurs i nikomu niczego nie mówić na swój temat, tylko po co? Wymiana informacji i doświadczeń nie służy tylko temu, żeby było miło, lecz temu, żeby się wzajemnie mobilizować. Jesteśmy istotami społecznymi i potrzebujemy innych, żeby działać.

Jeśli nie lubisz i nie chcesz dzielić się sobą i swoimi doświadczeniami, jeśli uważasz, że nie tylko nikt inny Ci nie pomoże, lecz także Ty nie pomożesz nikomu – nie ma sensu, żebyś kupowała ten kurs.

4. Bo chcesz wydać na niego swoje ostatnie pieniądze.

Nie jestem specjalistką od pieniędzy, oszczędzania i wydawania, więc nie powiem Ci, co powinnaś zrobić ze swoimi pieniędzmi. Ale chcę zaznaczyć jedno: bez względu na to, jak wygląda Twoje zorganizowanie, nie chcę, byś abyś przeznaczała pieniądze na mój kurs, jeśli są to Twoje ostatnie pieniądze. Jeśli masz do wyboru lepsze jedzenie lub mój kurs – wybierz lepsze jedzenie. Jeśli masz do wyboru lekarstwa (dla siebie lub kogoś bliskiego) albo mój kurs – wybierz lekarstwa.
Są rzeczy pierwszej potrzeby i są takie, które nimi nie są. Mój kurs nie jest.

Jeśli znajdujesz się w ciężkiej sytuacji materialnej, nie decyduj się na udział w kursie, lecz sprawdź, czy podobnych treści możesz nauczyć się w bezpłatny sposób. Na pewno będzie to wiedza podana w inny sposób i wymagająca od Ciebie większego wysiłku, zaangażowania (i czasu!), ale przynajmniej bezpłatna. Prowadzę blog, organizuję webinary oraz „Kawę z Budzyńską” również po to, aby pomagać osobom, które znalazły się w takiej sytuacji.

5. Bo lubisz być głaskana po głowie.

Znam sporo kobiet, które nie chcą dokonywać zmian w swoim życiu, ale uwielbiają być w centrum uwagi. Uwielbiają udowadniać innym, jak bardzo właśnie one mają w życiu pod górkę. Z wielką chęcią dzielą się swoimi problemami, opisując je ze szczegółami oraz epatując nieszczęściem i tym, że w zasadzie wszystko pozamiatane. Na każdą dobrą radę, na każdy pomysł, jak mogą coś zmienić, na każde słowa pocieszeni reagują: „Tak, ale…”, po którym następuje uzasadnienie: „U mnie się nie da”, „Jestem w specyficznej sytuacji”, „U mnie to wygląda inaczej”, „Już próbowałam”, „Nie uda się”, „Nie sprawdza się” itp.

Jeśli jesteś taką osobą i chęć wyżalenia się wygrywa w Tobie z chęcią zmiany swojego życia – nie kupuj mojego kursu. Nie pomoże Ci, bo nie da się pomóc komuś na siłę. Co więcej – wraz z pozostałymi uczestniczkami stracimy energię na przekonywanie Ciebie i może zabraknąć nam jej na zmianę naszego życia.

6. Bo chcesz zmiany w swoim życiu, ale nie chcesz niczego zmieniać.

Większość osób, które mają problem z organizacją czasu, chcą zmian w swoim życiu, ale tak naprawdę nie chcą niczego zmieniać. I bardzo bronią się przed zmianą. Nie chcą wypróbować nowych sposobów działania ani wypracować nowych nawyków i nowego podejścia do czasu.

Żeby mieć efekt po moim kursie, MUSISZ (tak, wiem, że nie znosisz tego słowa) spróbować nowych rzeczy, wyjść poza swoją strefę komfortu i robić coś, czego do tej pory nie robiłaś.

Nie nauczysz się języka obcego, mówiąc cały czas w języku polskim. I nie nauczysz się organizacji, powtarzając swoje dotychczasowe błędy!

Jeśli chcesz robić dokładnie to, co robisz teraz, a jednocześnie wieść nowe, wspaniałe życie, odmienne od dotychczasowego, to dziękuję, ale nie szukaj rozwiązań u mnie.

7. Bo oczekujesz gotowych rozwiązań .

Moim zadaniem w trakcie kursu nie jest spowodowanie, abyś zarządzała swoim czasem dokładnie tak jak ja. Moim zadaniem jest sprawienie, abyś znalazła własną drogę do organizacji swojego życia. A to oznacza, że będziesz musiała wykonać sporo pracy, czyli zaadaptować treści, o których mówię, do swojej pracy, swojego stylu działania, swojej sytuacji rodzinnej itp.

Mylisz się, jeśli oczekujesz, że dostaniesz gotowe rozwiązanie (no dobra, może pakiet VIP jest rodzajem takiego rozwiązania, bo w ramach konsultacji mejlowych faktycznie odnoszę się do Twoich problemów, Twojej sytuacji i Twojego stylu życia. Aczkolwiek też nie w 100%; jeśli robisz właśnie habilitację z geografii, nie podpowiem Ci, jak opracować sensowną konstrukcję pracy, bo nie znam się na merytorycznych zagadnieniach tego, o czym piszesz!).

8. Bo w głębi serca i tak uważasz, że nic się nie zmieni.

I zamierzasz wszystkim to udowodnić. Jeśli nie chcesz, żeby cokolwiek się zmieniło – to się nie zmieni. Proste. Jeśli założę sobie, że świat jest beznadziejny, to faktycznie taki będzie. Jeśli Ty założysz sobie, że jesteś przypadkiem beznadziejnym, to nie zamierzam za uszy wyciągać Cię z tego przekonania.

9. Bo wszystko już wiesz.

Nawet nie wiesz, jak ogromną wiedzę mają uczestniczki mojego kursu już na starcie – często lepiej ode mnie znają książki z zarządzania czasem.

I co z tego?

Organizacja własnego życia nie polega na czytaniu książek, lecz stosowaniu tego, co wiesz, na co dzień.

Jeśli spodziewasz się, że podczas mojego kursu poznasz technikę, o której dotąd nie słyszałaś, lub supernowy trick, to nie miej złudzeń – tak się nie stanie.

Uczestniczki moich kursów ciągle piszą, że to, czego uczę, to proste rzeczy, a ja żadnej Ameryki nie odkrywam.

I wiesz, co? Nie złoszczę się, tylko zgadzam z nimi! Zarządzanie sobą w czasie i organizowanie swojego życia polegają na wykonywaniu bardzo prostych kroków, co nie znaczy, że te bardzo proste kroki jest nam łatwo wykonać!

Moim celem podczas kursu nie jest dostarczenie Ci nowej wiedzy. To nie jest kurs dla wykładowców, którzy chcą sprzedawać dalej tę wiedzę. To jest kurs dla kobiet, które potrzebują wdrożyć tę wiedzę. Pokazuję Ci, jak ją wdrażać, i prowadzę Cię krok po kroku (czasami przepycham siłą, czasami zmuszam do działania).

10. Bo i tak nie zamierzasz go zrobić.

Myślenie magiczne i wiara w cuda mają się u nas naprawdę dobrze. W internecie (w grupie Pań Swojego Czasu również) czytam wypowiedzi typu: „Niestety (ha, ha), nie zrealizowałam kursu (ha, ha), więc nie mam żadnych rezultatów (ha, ha)”.

Rzeczywiście – wielki mi powód do śmiechu!

Ha, ha, ha – nie ćwiczę, więc wysiada mi kręgosłup.
Ha, ha, ha – palę papierosy, więc hoduję sobie raka płuc.
Ha, ha, ha – nie spędzam czasu z moimi dziećmi, więc wkrótce będą miały mnie gdzieś, a ja zacznę się dziwić, co się stało z moją rodziną.

Uważam, że te komunikaty „ha, ha, ha” są takim trochę wołaniem o pomoc. I rozumiem to. Ale samo wykupienie kursu w niczym Ci nie pomoże. Musisz zacząć go realizować. W trakcie kursu mówię Ci, co robić z tym brakiem motywacji i z tym „ha, ha, ale jestem beznadziejna”, aby małymi krokami ogarnąć chaos, który panuje w Twoim życiu.

Ale trzeba zacząć realizować kurs! Jeśli masz podejrzenie, że nawet go nie tkniesz – nie kupuj go! Po co mamy tracić: Ty kasę, a ja cierpliwość? Ha, ha.

11. Bo myślisz, że po 21 dniach zmieni się Twoje życie.

Nazwa kursu – „Zorganizuj się w 21 dni” – jest, oczywiście, umowna. Nikt Ci nie wciska kitów, że w ciągu 21 dni totalnie zmienisz swoje życie. Nauka organizacji i zarządzania sobą w czasie to wyrabianie nawyków. A wyrabianie nawyków trwa u jednej z nas 3 tygodnie, u innej – 3 miesiące, u jeszcze innej – rok. Daję Ci impuls, ale nie wypracuję za Ciebie Twoich nawyków. Co więcej – wypracowywanie nawyków to proces ciągły, bo przecież nasze przyzwyczajenia zmieniają się w trakcie życia – i często zaczynamy wszystko od nowa.

Dla mnie to świetna zabawa i wiadomość, że żyję, mam się dobrze i – wow! – mogę coś zmienić!

Dla innych to być może udręka. Tak czy siak, nie ma co z tym dyskutować, tak po prostu jest. Właśnie dlatego dostęp do moich kursów dostajesz do końca życia (tylko jeszcze nie zdecydowałam – mojego czy Twojego 🙂 )

A na koniec uwaga od jednej z moich uczestniczek: