Większość kobiet, które nie planują, nienawidzi planowania.
Bo planujemy, a później nie realizujemy.
Bo opracowujemy ładne, kolorowe plany – z karteczkami, zakładkami, okienkami i listami „to do” – a potem nie przyjeżdża tramwaj, dzwoni klient i czegoś od nas chce, choruje nam dziecko, zawala podwykonawca, pracownik się nie zmotywował i zrobił swoją robotę byle jak, a my musimy powtarzać za niego, zawalając to, co zaplanowałyśmy.
Bo planowanie wywołuje frustrację.
Bo planowanie przypomina nam o tym, że chciałyśmy coś zrealizować.
Bo planowanie to wspominanie tych wszystkich momentów, w których miałyśmy plany, ale nie udało nam się ich zrealizować.
Planowanie jest dla nas jak porażka położona na samym środku stołu.
Jak kupa na wycieraczce.
To jawny dowód tego, że kicha, nie udało się, jesteśmy do bani i w ogóle dupa blada.

Tymczasem dobre planowanie pozwala Ci osiągać założone przez Ciebie cele.

Sensowne planowanie powoduje, że nie biegasz jak kot z pęcherzem i nie przeżywasz co jakiś czas ataków paniki, że znów nie zdążysz i będziesz musiała przepraszać za opóźnienia.
Rozsądne planowanie sprawia, że nie błądzisz jak dziecko we mgle, lecz jesteś spokojna o przyszłość.

Skąd ta rozbieżność w stosunku do tego, co napisałam wcześniej?

Otóż większość kobiet, którym WYDAJE SIĘ, że planują, tak naprawdę nie planuje!

Planowanie to nie jest robienie listy zadań.
Planowanie miesiąca to nie jest rysowanie listków wokół nazwy danego miesiąca w zeszycie do planowania.
Planowanie to nie jest hurraoptymizm, że „ja pierdziu, mam zarąbisty pomysł na blog, biznes, życie, hobby, ogarnięcie domowej kuwety”.
Planowanie to proces, który trwa dłużej niż 5 minut i jest czymś więcej niż tylko spisaniem zadań, które teraz przychodzą Ci do głowy.

Co mnie tak naszło z tym planowaniem?

Dzisiaj startuje sprzedaż mojego audiobooka, czyli nagrania audio mojej książki „Jak zostać Panią Swojego Czasu. Zarządzanie Czasem dla Kobiet” (tak przy okazji – jeśli do 22.08 włącznie kupiłaś moją książkę w jakiejkolwiek postaci, to na audiobook masz aż 50% zniżki. Szczegóły znajdziesz w mejlu, który do Ciebie wysłałam).

W trakcie realizacji tego projektu napotkałyśmy wszystkie możliwe problemy, które potencjalnie zagrażały temu, żeby w końcu ujrzał światło dzienne. Ale koniec końców trafił do sprzedaży wtedy, kiedy miał trafić, i wszystko gra i buczy.

Dlaczego?

Ponieważ razem z #gangPSC (moim wirtualnym zespołem) dokładnie wiemy, na czym polega prawdziwe planowanie. Wiemy, jak zaplanować dany projekt, żeby na żadnym etapie nie zaliczyć wpadki.
A jeśli mimo to zaliczamy jakieś wpadki (a tak było w tym wypadku i zaraz Ci o tym opowiem), to prawdopodobieństwo ich wystąpienia również uwzględniamy w procesie planowania.

Studia nagrań zaczęłyśmy szukać w styczniu 2017 roku. Mamy sierpień. W sierpniu audiobook po raz pierwszy został udostępniony. Oznacza to, że zaczęłyśmy działać 8 miesięcy wcześniej!

Wpadki (nieważne, po czyjej stronie leżały; ważne, że zagrażały realizacji projektu), których mógł doświadczyć (lub których doświadczył) #gangPSC w trakcie pracy nad audiobookiem, były następujące:

  • Wybór terminu publikacji.

Początkowo wybrany przez nas termin publikacji audiobooka miał się pokrywać z terminem premiery mojej książki. Na szczęście – po szybkim przeanalizowaniu ilości pracy związanej z samodzielnym wydaniem, promowaniem i sprzedażą książki – doszłyśmy do wniosku, że jest to termin idiotyczny i poszukamy innego. Stanęło na jesieni. Chwała ojcu i synowi. Jedna wtopa zażegnana

  • Wybór podwykonawcy, czyli studia nagrań.

Lubimy mieć sprawdzonych podwykonawców, dlatego pierwszym i najbardziej oczywistym sposobem sprawdzenia danego podwykonawcy było znalezienie osób, które pracowały z nim i są zadowolone z efektów.

Gdy znajdziemy podwykonawcę, którego uwielbiamy, trzymamy się go jak rzep psiego ogona. Tak jest z drukarnią True Colours z Lublina, z którą współpraca układa nam się znakomicie. Mała lokalna drukarnia, która drukuje nam w zasadzie wszystko (kalendarz PSC, notesy, ołówki, książkę, a od jesieni także planer PSC) i do naszych projektów podchodzi bardzo indywidualnie. Jeszcze nigdy nie słyszałyśmy od nich „Nie da się tego zrobić”.

Ale audiobooka nigdy nie nagrywałyśmy. I nie znałyśmy nikogo, kto samodzielnie nagrywał swój audiobook (w sensie: sam czytał swoją książkę w profesjonalnym studio nagrań). Musiałyśmy zatem polegać na kontakcie, który otrzymałyśmy, i na tym, co udało nam się znaleźć w internetach.

I niestety – na własnej skórze się nauczyłyśmy, że nie ma jak własne doświadczenie. Nigdzie nie zobaczycie nazwy studia nagrań, z którym współpracowałyśmy, bo… nie ma czego polecać. Ale o tym za chwilę.

  • Wybór terminu nagrania.

Plan projektów na 2017 rok miałyśmy mocno napięty. W styczniu – kurs, w marcu – promocja przedsprzedaży książki. W kwietniu – wysyłka książki do osób, które kupiły w przedsprzedaży. W maju – promocja kolejnego kursu. W czerwcu – kurs, który trwał 3 tygodnie i w zasadzie wyłączał mnie ze wszystkich innych projektów. A lipiec i sierpień to wakacje, podczas których #gangPSC pracuje trochę na pół gwizdka. Na szczęście nie przyszło nam do głowy przełożyć terminu nagrania audiobooka i zakończenie nagrań zaplanowałyśmy tuż przed moimi wakacjami. Nagrania miały potrwać od 3 do 14 lipca, a 16 lipca wyjeżdżaliśmy na wakacje.

  • Określenie czasu potrzebnego na nagranie.

Skąd mamy wiedzieć, ile zajmie mi nagrywanie audiobooka, skoro nigdy wcześniej tego nie robiłyśmy?
I jak rozłożyć to w czasie, jeśli wiemy, że wrodzona wada wiązadeł głosowych nie pozwoli mi na czytanie na głos dłużej niż godzinę dziennie?

Zrobiłyśmy test.

Żeby nie nadwyrężyć niepotrzebnie głosu, na czas testów czytałam swoją książkę przez 10 minut. Pomnożyłam to razy 6, żeby mniej więcej zorientować się, ile stron będę w stanie przeczytać w godzinę.
Z obliczeń wynikało, że przeczytanie książki powinno mi zająć 6 dni.

Oczywiście czytanie w domu a czytanie w studio nagrań, gdzie każdy błąd, każdy niepotrzebny odgłos i każde burknięcie w brzuchu (owszem – zdarzało się) powodują, że trzeba nagrywać od nowa, to zupełnie dwa różne światy. Dlatego zamiast 6 dni dałyśmy sobie 10 dni roboczych. Założyłyśmy, że przez 5 pierwszych dni sprawdzę, jak mi idzie, i gdyby szło kiepsko, dołożymy weekendy, czyli dodatkowe 4 dni (choć bardzo nie chciałam pracować w lipcowe weekendy).

Oczywiście okazało się, że miałyśmy rację – czytanie w domu a czytanie w studio nagrań to dwa różne światy. Nagranie całej książki zajęło nam 9 dni roboczych (a więc o 3 dni więcej, niż wychodziło z naszych obliczeń, ale o 1 dzień krócej, niż przewidziany przez nas termin z zapasem). Dodatkowo z jednego nagrania zrobiłam całogodzinny live. TUTAJ możesz zobaczyć, jak czytam i nagrywam swoją książkę.

Potem pojechałam na wakacje i wtopy, wpadki, audiobook i bycie PSC przestało mnie interesować. Wsuwałam spaghetti, kąpałam się w jeziorze, piłam włoskie wino i jeździłam na rowerze. A po powrocie okazało się, że:

  • Studio nagrań nie wyrobiło się z obrobieniem pliku na czas.

Bo jednak nie jestem profesjonalnym lektorem (tak jakby nie było to oczywiste od początku) i trzeba wycinać więcej niekontrolowanych dźwięków, niż zazwyczaj się wycina (głównie burczenie w moim brzuchu).
Bo jednak są jakieś problemy (natury nieokreślonej – za bardzo nie mogłyśmy się dowiedzieć).
Bo jeszcze chwilkę.
Bo jeszcze coś tam.
Według naszego planu studio nagrań miało dostarczyć plik 3 sierpnia, ostatecznie plik otrzymałyśmy 7 sierpnia.

  • W „ostatecznie obrobionym pliku”… błąd gonił błąd.

Przyznam, że tak nas to zszokowało, że szczęki nam opadły bardzo, bardzo nisko.
Z profesjonalnego studia nagrań razem z fakturą dostałyśmy „gotowy plik”, który teoretycznie mogłyśmy wrzucać do sprzedaży. Ale #gangPSC niczego nie udostępnia, dopóki trzy razy nie sprawdzi, czy nie ma jakiejś wtopy.

Sprawdzałyśmy oddzielnie i znalazłyśmy masę błędów: moje niewycięte błędy, powtórzenia, zbyt wiele wyciętych przerw, które sprawiały wrażenie, że czytałam wszystko jednym ciągiem.

I żeby było jasne – jak grom z jasnego nieba poraził nas nie fakt, że w pliku były błędy (bo błędy zdarzają się nawet najlepszym), ale to, że podwykonawca PRZED wysłaniem pliku do klienta nie sprawdził produktu!

  • Pewne fragmenty trzeba było nagrać jeszcze raz.

W tym momencie zaczęła się komedia. Nie wiedziałam, czy się śmiać, czy płakać.

Ponoć „raz na milion” (cytuję studio nagrań) zdarza się, że w nagraniu występuje cyfrowy błąd w zapisie, który powoduje, że nagrania nie da się odsłuchać i słychać tylko zniekształcone dźwięki.

I znów: nie jest problemem, że coś takiego się wydarzyło, bo to wypadek losowy. Problem w tym, że dopiero teraz zostało to wyłapane, na dodatek nie przez wykonawcę usługi, ale przez nas, podczas odsłuchiwania ostatecznego pliku, w dodatku miesiąc po nagraniu!

Skończyło się na tym, że musiałam raz jeszcze jechać do studia i ponownie nagrać ten brakujący, trwający prawie godzinę fragment.

Na szczęście wszystko skończyło się dobrze i dokładnie od 14 sierpnia gotowy plik mamy u siebie. Plik odsłuchamy w całości, co do minuty, przez cały #gangPSC. Plik, w którym nie ma żadnych błędów i wszystko jest tip top.

Widzisz, ile spraw mogło się nie udać? I jak łatwo projekt mógł nie wypalić, bo po drodze zawaliło się całkiem sporo klocków.

Dlatego jeśli chcesz, aby Twoje projekty – o których marzysz, które sobie wymyślisz, które chcesz zrealizować i które mają ujrzeć światło dziennie w określonym czasie – faktycznie zostały zrealizowane, pamiętaj, aby zadbać o kilka elementów.

  • Planuj w opcji pesymistycznej.

Bądź optymistką i pij szampana, gdy wszystko pójdzie po Twojej myśli, ale podczas planowania i rezerwowania czasu na realizację poszczególnych etapów projektów myśl o różnych sytuacjach kryzysowych, na które również musisz przewidzieć czas.

  • Opracuj plan B.

Co by było, gdyby studio nagrań nie wyrobiło się z edycją plików? Miałyśmy plan B w postaci zarezerwowanej dostępności innych osób, które mogłyby obrobić plik w tempie ekspresowym (jasne, że za odpowiednim wynagrodzeniem za ekspres).

  • Podczas planowania bierz pod uwagę okoliczności i nie zwracaj uwagi na to, co mówią inni.

Studio nagrań rzadko ma do czynienia z lektorem, który wpada na godzinę dziennie; zwykle sesje nagraniowe trwają dłużej. Ale ja nie mogę dłużej i koniec, kropka. Gdybym przedłużyła nagranie i nagrywała przez dwie godziny, to kolejnego dnia nie powiedziałbym nic. Zwyczajnie głos by mi wysiadł.

  • Zawsze, ale to zawsze zostawiaj bufory czasowe w swoim planie.

Tym dłuższe, im bardziej nowa i nieznana jest dla Ciebie dana aktywność. Spójrz, ile buforów czasowych założyłyśmy w tym projekcie – na znalezienie dostawcy, na nagranie, na obrobienie pliku. Tak naprawdę tylko to uratowało nas przed kryzysem.

  • Planuj krok po kroku.

I niech to będą małe kroki.

Jeśli dopiero zaczynasz planowanie, jeśli dopiero się go uczysz – nie wybiegaj za bardzo do przodu. Obecnie mam sporo do czynienia z kobietami, które chcą budować swój biznes online. Zamartwiają się tym, co zrobią, gdy już uruchomią biznes, zdobędą popularność i doświadczą hejtu. A nie wykupiły nawet domeny dla swojego biznesu!

Wiem, że kiedyś podczas rozmów o pracę triumf święciły (zresztą – może dalej święcą; dawno nie starałam się o jakąkolwiek pracę) głupie pytania typu: „Jak pani sobie wyobraża siebie za 5 lat?”. Ale naprawdę nie ma sensu zastanawiać się nad tym, co będziesz robiła 23 sierpnia 2024 roku, w piątek (tak, to będzie piątek – sprawdziłam w kalendarzu), skoro nie wiesz, co będziesz robiła za tydzień! No chyba że zamierzasz mieć 8 lat urlopu i nie robić nic do tego czasu.

  • Wybiegaj z planami w przyszłość, ale realizuj je już dziś.

Bardzo fajne jest wybieganie daleko w przyszłość z genialnymi planami zmieniającymi nasze życie, POD WARUNKIEM że te plany przekładają się na działania, które podejmiesz JUŻ DZISIAJ!

Jeśli chcesz być bogata (szczęśliwa, piękna, spełniona czy cokolwiek sobie marzysz) za 10 lat, to zacznij się zastanawiać, co JUTRO możesz zrobić, aby za 10 lat faktycznie być bogatą!

Mam nadzieję, że jeśli w taki sposób podejdziesz do planowania, to już nigdy więcej nie powiesz, że „planowanie jest do dupy”. A jeśli chcesz posłuchać o planowaniu i innych kwestiach związanych z organizacją czasu, to zapraszam Cię do zakupu mojego audiobooka. Audiobook znajdziesz TUTAJ