Uprzedzam – to będzie artykuł o tym, jak w końcu zacząć realizować swoje cele. Długi artykuł. Ostatni webinar, który prowadziłam właśnie na ten temat, cieszył się ogromnym zainteresowaniem. Zadałyście tyle pytań, że nie byłam w stanie na wszystkie odpowiedzieć. Dzisiaj więc wpis, a przy okazji kilka odpowiedzi na Wasze pytania.

A w międzyczasie możesz zapisać się na kolejny webinar:

Po co nam cele?

Wiele osób twierdzi, że nie potrzebuje wyznaczania celów, bo i tak nigdy ich nie realizuje. Są osoby, które nie ustalają swoich celów, bo po prostu płyną z prądem. Doskonale to rozumiem, bo miewałam w swoim życiu okresy, w których postępowałam tak samo i w zasadzie było mi z tym dobrze.

Pracowałam wtedy dla kogoś innego, a jednocześnie nie wiązałam z daną pracą większych nadziei. Przy okazji nie miałam w zasadzie ani zainteresowań, ani pasji, ani nawet zbyt wielu znajomych. I tak sobie dryfowałam życiowo.

Płynęłam tam, gdzie zawiał wiatr. Czasem był to fajny kierunek, a czasem beznadziejny.
Niewiele rzeczy działo się wówczas w moim życiu tylko dlatego, że chciałam, aby miały miejsce, natomiast prawie wszystkie działy się dlatego, że ktoś tego chciał.

Innymi słowami – realizowałam cudze cele zamiast swoich.

Dzisiaj nie wyobrażam sobie działania bez celów, ponieważ dzięki ich realizacji mam to, co chcę mieć, i jestem tym, kim chcę być.

Jest to oczywiste, gdy spojrzy się na PSC – to już przecież całkiem spore przedsięwzięcie. Wiadomo, że w jej ramach realizuję swoje założenia i swoje zadania.

Ale podobnie mam w życiu prywatnym. Zakładając, że „jakoś to będzie”, mam to „jakoś”. Zakładając konkrety, otrzymuję konkrety. Oczywiście nie zawsze i nie wszystkie, ale większość z tych, na których najbardziej mi zależy.

Komu przydaje się ustalanie celów?

Są dwa typy osób, którym przyda się wytyczanie (stawianie) sobie celów.

Pierwszy typ to osoby, które borykają się ze zbyt dużą liczbą zadań. Ich listy nie mają końca, a one wciąż nie wiedzą, od którego zadania zacząć. I zawsze twierdzą, że wszystkie zadania są ważne i żadnego nie można pominąć.

Drugi typ osób to te, którym – jak same mówią – „czas przepływa przez palce”. Teoretycznie niby coś tam mają do zrobienia, ale niekoniecznie teraz.

I jedne, i drugie potrzebują celów.

Te pierwsze po to, aby z listy zadań wybrać tylko te najważniejsze i na nich się skupić, a resztę ze spokojnym sumieniem zepchnąć w niebyt (bo to, co jest na naszej liście, i to, co realizujemy z naszej listy, powinno być podporządkowane naszym celom).

Te drugie po to, aby pozbyły się poczucia, że marnują czas, i aby pod koniec roku nie wyrzucały sobie, że tylko rozmyślały o tym, czym by tu się zająć.

Co nie działa w ustalaniu celów?

Uważam, że jesteśmy otoczone zbyt dużą liczbą bzdur i mitów na temat celów, które wcale nam nie pomagają, a wręcz przeciwnie – mogą przeszkadzać. Albo może tak: które – przyjmowane bezkrytycznie – mogą nam szkodzić.

BZDURA NR 1 – CEL DZIAŁA MOTYWUJĄCO

Ta bzdura jest według mnie o tyle szkodliwa, że zawiera dwie fatalne informacje. Pierwszą, że wystarczy ustalić sobie cel, a poczujesz się zmotywowana do jego zrealizowania (ha, ha, ha. I jeszcze: ha, ha, ha).
Drugą, że jeśli masz cel, to wystarczy, że będziesz zmotywowana i kochana, a świat nie będzie miał przed Tobą żadnych tajemnic i możesz zacząć go zdobywać (ponownie: ha, ha, ha).

Rozejrzyj się wokół (być może nie musisz tego robić, bo weźmiesz pod lupę własne zachowanie i działania). Ile razy ustalałaś cele, spisywałaś je, uszczegóławiałaś, a mimo to i tak ich nie realizowałaś?

No, ale ponoć wystarczy mieć cel, aby być zmotywowaną…?
No właśnie nie. Nie wystarczy.
Dlaczego?

Im większy jest cel (większy od nas samych), tym bardziej nas motywuje – dzięki temu skupiamy się na czymś większym niż zaspokojenie swoich potrzeb.
To dlatego bezinteresownie pomagamy innym, oddajemy krew i udzielamy się w fundacjach.
Oczywiście nie oznacza to, że bez tego czynnika cele nie są lub nie będą realizowane. Oznacza to tylko tyle, że jeśli chcesz zmobilizować się do zrealizowania swojego celu, powinnaś poszukać czegoś większego poza swoim celem.

Podam Ci przykład.
Gdyby PSC opierała się tylko i wyłącznie na tym, aby zarabiać, już dawno przestałaby istnieć. Naprawdę wiele robiłam w swoim życiu, wykonując prace, w których dobrze zarabiałam, a mimo to nie kontynuuję tych zajęć.
I żeby było jasne – nie uważam, że cel: „Dobrze zarabiać” jest złym celem (choć jestem zdania, że dobrze zarabiać można po coś, a nie dla samego faktu dobrego zarabiania).

To, co mnie najbardziej kręci w mojej pracy, to fakt, że pomagam kobietom zmieniać ich życie (nawet jeśli brzmi patetycznie, tak właśnie jest). I nie sądzę, żebym robiła to, gdybym nie miała z tego pieniędzy, choć nie jestem w stanie pracować tylko dla pieniędzy. U mnie jedno musi się łączyć z drugim.

BZDURA NR 2 – AMBITNE CELE I MARZENIA

Podczas webinaru Iza zapytała:
Co zrobić, gdy na tle ambitnych celów innych osób moje cele wydają się takie malutkie i nieważne…?

Znalazłam taki cytat w literaturze:

Tylko ambitne marzenia mają moc motywowania i dodawania skrzydeł. Tylko takie ekscytują i dają entuzjazm w wysiłkach – Brian Tracy.

Te z Was, które nie wiedzą – Brian Tracy to guru efektywności osobistej. Napisał wiele książek na temat zarządzania czasem, sobą, celami, motywacją itp., itd.
Podważanie jego opinii jest co najmniej mało rozsądne, ale trudno. Nie zgadzam się z nią i już.

Wiadomo, że słowo „ambitne” jest cudowną furtką, bo przecież nie wiem, od którego momentu dla Pana Briana zaczyna się ambitny cel! Ale wiem, co Wy myślicie, gdy słyszycie: „ambitny cel”. Słyszycie: „duży”, „okazały”, „do pochwalenia się”. Taki, na myśl o którym inni będą z uznaniem kiwać głowami i mówić: „Wow!”. Czyli generalnie coś w stylu rejsu dokoła świata, zarobienia miliona złotych, wejścia na Mount Everest lub – w skromniejszych, bo polskich warunkach – schudnięcia 15 kg, założenia firmy, napisania książki.

A co, jeśli nie mam takich celów? A co, jeśli moim celem jest zwyczajnie mieć to, co mam teraz? Codziennie o 15.00 odbierać dzieci ze szkoły i przedszkola. Spędzać weekendy w domu z rodziną i zjadać zupy, którą sama ugotowałam. Zarabiać dokładnie tyle, ile zarabiam teraz. Chodzić na wywiadówki, przedstawienia przedszkolne i szkolne kiermasze moich synów.
To są dokładnie moje cele!
Czy są ambitne? A po cholerę mi ta wiedza i określanie moich celów w taki sposób? To są moje najważniejsze cele życiowe i im właśnie jest podporządkowana cała reszta! Mam gdzieś, czy są ambitne czy nie, bo w żaden sposób nie pomaga mi to w ich realizacji.
I wiem, że Wy również miewacie podobne odczucia, bo po ostatnim webinarze, w trakcie którego mówiłam o tych „ambitnych celach”, mnóstwo kobiet napisało do mnie podziękowania za odczarowanie tego cholernego dążenia do ciągle większych rzeczy.

BZDURA NR 3 – ZAPISUJ WSZYSTKO. KONIECZNIE W CZASIE TERAŹNIEJSZYM

Potem codziennie przepisuj i kilka razy dziennie czytaj swoje zapiski, usilnie koncentrując się na tym, co napisałaś. Źródło: ponownie Brian Tracy, choć cytat niedosłowny.

Żeby było jasne: nie mam nic przeciwko zapisywaniu swoich celów (właściwie uważam, że jeśli naprawdę chcesz zrealizować swój cel, nie obędzie się bez zapisania, bo zwyczajnie zapomnisz), ale całe to zapisywanie w czasie teraźniejszym, a potem codziennie czytanie i analizowanie ZAMIAST realizowania tego celu jest według mnie zwyczajną stratą czasu!

Naprawdę rozumiem, że nasza podświadomość jest ważna i potrafi czynić cuda, ale nie da się ukryć, że od samego faktu zapisania sobie: „Ważę 60 kg” – nic się nie zmieni.
Od wpatrywania się w hasło i artykułowania każdego słowa z osobna również nic się nie zmieni! No chyba że w trakcie codziennego czytania będziesz robić serie przysiadów.
Rozumiesz, o co mi chodzi, prawda?

Doskonale wiem, że czujemy wielką potrzebę tworzenia magicznej otoczki wokół tego, co mamy zamiar zrobić. Potrzebujemy rytuałów, bo dzięki nim wydaje nam się, że będzie łatwiej i przyjemniej. Być może będzie, ale to nie zmienia faktu, że aby cel osiągnąć, potrzebne jest działanie. I kropka.

Jak wybrać cel do realizacji?

Na tym etapie niektóre z Was mogą powiedzieć: „Wszystko pięknie, ale ja nie wiem, jaki mam cel. Jak się tego dowiedzieć? Skąd mam wiedzieć, co chcę w życiu zrobić ze sobą?”.

I znów napiszę, że doskonale rozumiem takie osoby.

Mam 37 lat. Tuż po studiach nie miałam zielonego pojęcia, co ze sobą zrobić. Nie wiedziałam, jakie są moje mocne strony i jakie mam – lub jakie mogłabym/chciałabym mieć – kompetencje. Nie wiedziałam, na czym się znam, a co gorsze – nie wiedziałam nawet, na czym chciałabym się znać.

W związku z tym naprawdę dobrze rozumiem te z Was, które przeżywają podobne dylematy. Czasem macie 25 lat i właśnie skończyłyście studia (lub kończycie, ale bez wielkiego przekonania), a czasem macie 50+ i przez całe życie żyłyście cudzym życiem, a nie swoim, więc teraz nie bardzo wiadomo, w którą stronę podążać.

Jest, oczywiście, kilka sposobów, aby się tego dowiedzieć.

Sposób nr 1 – Zadawaj sobie pytania
Chcesz dowiedzieć się czegoś? Zadaj pytanie. Sobie albo komuś. I pamiętaj, że jakie pytanie, taka odpowiedź.

Nie oczekuj, że zadasz sobie pięć pytań i w ciągu trzydziestu minut zdecydujesz o tym, co zrobić ze swoim życiem. To raczej dłuższy proces. Mnie zajął kilkanaście lat 🙂

Jakie to pytania?

– Do czego zmierzasz?
– Co tak naprawdę chcesz osiągnąć?
– Kiedy czujesz się dumna z siebie?
– Gdybyś mogła robić jedną rzecz, która sprawia Ci radość, co by to było?
– Jak chcesz zostać zapamiętana przez innych?
– Czy jesteś teraz szczęśliwa?
– Co dla Ciebie oznacza bycie szczęśliwą?
– Czym chciałabyś się zajmować?
– Kogo podziwiasz i za co?
– Gdybyś miała pewność, że nie zostaniesz skrytykowana, jak wyglądałoby Twoje życie?
– Przy czym tracisz poczucie czasu?
– Jak wyglądałoby Twoje życie, gdybyś nie miała żadnych ograniczeń?

Zwróć uwagę, że te pytania często usuwają sprzed oczu ograniczenia i każą wyobrazić sobie bajkowe i nierealne warunki. Dlaczego?

Ponieważ gdy jako pierwsze widzisz ograniczenia, nie zaczynasz nawet marzyć. Z miejsca uznajesz: „Nie uda się”, „Nie ma takiej możliwości”. A skoro nie marzysz i nie masz wizji, to nie będziesz również opracowywać planów, które zrealizowałyby tę wizję.

Ja na przykład mam wyraźną wizję tego, jak ma wyglądać PSC za kilka lat (mniej więcej pięć). I choć jestem bardzo świadoma tego, że w 2017 roku jeszcze niczego z niej nie osiągnę, wiem, że cele, jakie realizuję w ramach działań PSC, powoli mnie do niej przybliżą.

Sposób nr 2 – Testuj

Wiele z nas chciałoby żyć w bezpiecznym świecie, w którym można sprawdzać zróżnicowane warianty w warunkach laboratoryjnych, na przykład siedząc u coacha, opracowując kurs online czy czytając książki. Niestety, ostatecznie każda z nas dojdzie do momentu, w którym będzie musiała na własnej skórze przekonać się, czy ten pomysł na życie jest dla niej czy nie.

Niektóre z nas testują mniej, inne bardziej.

Ja uwielbiam testować i wcale nie wynika to z jakiegoś niebywale awanturniczego charakteru, lecz raczej z lenistwa – zwyczajnie nie chce mi się jeszcze więcej pracować i jeszcze więcej myśleć, skoro później miałoby się okazać, że to jednak nie to.

Poza tym doświadczenia praktyczne zawsze postrzegałam za cenniejsze, ciekawsze i bardziej kształcące niż teorię. Uważam, że studenci powinni odbywać praktyki nie na ostatnim, lecz pierwszym roku studiów.
Dlatego gdy chciałam gdzieś pracować, myślałam najpierw o tym, jak dostać się do takiej pracy, a nie o studiach, jakie mam skończyć, czy książce, jaką powinnam przeczytać.

Ciebie też namawiam do testowania – może okazać się naprawdę przyjemne.

Masz już cel. Jak go zrealizować?

Tak naprawdę nigdy na 100% nie wiemy, czy zrealizujemy swój cel. Możemy jedynie zwiększać prawdopodobieństwo jego osiągnięcia, bo nigdy nie mamy gwarancji na sukces. Ten artykuł planowałam napisać przed świętami, ale wylądowałam z synem w szpitalu. Nie jest to dowód na to, że planowanie jest do kitu i nie ma co planować, lecz raczej przypomnienie o tym, że planowanie i realizacja celów są częścią życia, które jest, jakie jest – i już!
Co zatem zrobić, aby zwiększyć szansę realizacji swojego celu?

a. Przełóż cele na działania

Nazywam to piramidą celów. Te z Was, które znają mój kurs „Zorganizuj się w 21 dni”, wiedzą, o co chodzi.

Często utykamy na drodze do osiągnięcia swoich celów, bo zatrzymujemy się na czubku swojej piramidy, na którym prawdopodobnie znajduje się cel wyrażony w bardzo (za bardzo) ogólny sposób. Na przykład coś takiego:

– „Wyprawić wesele”;
– „Założyć blog”;
– „Napisać książkę”;
– „Rozwinąć firmę”;
– „Schudnąć”.

Utykamy, ponieważ tak sformułowany cel nie jest zadaniem, za które możemy się zabrać jutro z samego rana. Nie założysz bloga w pół godziny i nie napiszesz książki w godzinę. A skoro nie możesz tak po prostu usiąść i zacząć realizować to „niby zadanie” – w ogóle nie działasz.

I zaczyna się zwlekanie (tak przy okazji – jeśli interesuje Cię temat zwlekania, zapraszam na webinar, podczas którego opowiem, jak sobie z nim radzić).

Zachęcam Cię do stworzenia sobie takiej piramidy. Na samej górze umieść ten najbardziej ogólny cel, który będziemy przekładać na coraz mniejsze cele, a te z kolei na jeszcze mniejsze, które w końcu rozłożymy na pojedyncze zadania, czyli takie czynności, które zrealizujesz w środę między 10.00 a 11.30.

Weźmy na przykład cel: „Rozwinąć firmę”.

Co naprawdę oznacza? (Oczywiście mam na myśli: co oznacza dla Ciebie, bo każda z nas może brać pod uwagę zupełnie inne działania i obszary). Wzrost sprzedaży? Rozbudowę marki? Zwiększenie liczby klientów? Widzialność w Internecie? Działania na fanpejdżu?

Jak widzisz – odpowiedzi jest sporo. Od tego, którą z nich wybierzesz, zależą dalsze etapy.
Jeśli interesuje Cię zwiększenie liczby klientów, pojawiają się kolejne pytania: co można zrobić, aby mieć większą liczbę klientów? Gdzie ich szukać? Jak ich szukać?

I kolejne działania.

Jeśli nasze działania stają się tak małe, że można zmieścić je w danej jednostce czasowej (na przykład jednym dniu), to spokojnie zabieramy się za kolejny element naszej piramidy.

b. Listę działań umieść w harmonogramie

Po zrealizowaniu pierwszego punktu (zamień cele na działania), otrzymujesz listę zadań. Zapewne sporą. I niech Cię ręka boska broni przed rozpoczęciem ich realizacji!
Lista zadań nie jest planem!
To tylko lista, która jeszcze niczego nam nie mówi, a na pewno nie tego, czy istnieje szansa na zrealizowanie celu.

Zadania trzeba umieścić w harmonogramie. Harmonogram (czyli konkretne daty) ma Ci pomagać w mobilizowaniu się do działania – jeśli będziesz miała określony czas na wykonanie poszczególnych zadań, zadania przestaną wisieć w przestrzeni i czekać na następny rok i westchnięcie pod tytułem: „Znowu nie udało mi się zrealizować moich planów…!”.

I pamiętaj, że nikt Ci nie każde szczegółowo planować całego roku 2017!
Zaplanuj sobie kamienie milowe (czyli momenty kluczowe w realizacji Twojego planu). Szczegółowo zaplanuj najbliższy miesiąc, nieco mniej szczegółowo kwartał, a resztę określ mniej więcej, bo nie ma co udawać, że nic się nie zmieni.

No chyba że masz już jakieś daty, które na sztywno możesz wpisać w kalendarz (wakacje, ślub itp.).
Jednocześnie pamiętaj, że teraz NIE JESTEŚ W STANIE zaplanować wszystkiego.

Jedna z Was zapytała o to podczas webinaru:
Ola, czasami jest tak, że na początku nie znamy wszystkich zadań; niektóre wychodzą w praniu. Co z tymi zadaniami, które potrzebne są do realizacji celu, a których nie sformułowałyśmy na początku (np. z powodu niewiedzy)?

Jeśli myślisz, że na etapie planowania będziesz w stanie wypisać sobie 100% zadań, to jesteś w ogromnym błędzie, który spowoduje, że w trakcie realizowania celu będziesz się frustrować i cierpieć na brak czasu. Oczywiście im lepiej znasz obszar, po którym się poruszasz, tym lepiej (bo więcej planujesz zawczasu), ale nigdy nie zaplanujesz wszystkiego. To normalne, więc czas najwyższy się z tym pogodzić.

We wszystkich miejscach, w których jako odpowiedź na pytanie pojawią się: „Nie wiem/Nie umiem”, Twoimi zadaniami będą: „Dowiedzieć się/Nauczyć/Zapytać/Zorientować”. I na to również musisz zaplanować czas. Ile? Nie jestem w stanie powiedzieć, bo wszystko zależy od rodzaju zadań. Zadaniami mogą być: „Poszperanie w Google”, ale także: „Znalezienie odpowiednich osób, które będzie można zapytać”. Zanim je znajdziesz, musisz się dowiedzieć, gdzie szukać. A zanim się tego dowiesz, musisz poszukać innych osób, które wiedzą, gdzie przebywają te odpowiednie. Tak właśnie działa piramida celów.

Poza tym w harmonogramie powinnaś zaplanować czas na działania, o których teraz nie masz zielonego pojęcia. Według mnie jest to najczęstszy błąd, przez który ludzie nie realizując swoich projektów.

No bo pomyśl: ile razy w trakcie planowania swoich celów wrzucałaś w harmonogram coś takiego:
– „Nie będzie mi się chciało”;
– „Zachoruję”;
– „Zachoruje ktoś z mojej rodziny”;
– „Zrobię błąd i będę musiała wszystko odkręcać”;
– „Nastąpi jakiś kryzys i nie będę mogła działać”.

Wiem, że teraz masz minę pod tytułem: „Czyś ty zdurniała, kobieto?! Mam wpisać w swój harmonogram zadanie pod tytułem: Nie będzie mi się chciało?”.

Oczywiście, że nie. Nie wpisuj takiego zadania. Ale planując wszystkie inne czynności, weź pod uwagę fakt, że będziesz miewała takie momenty i powinnaś przeznaczyć na nie czas, czyli odpowiednio „rozciągnąć” swoje zadania, tak aby uwzględnić również te niechciane sieroty.

c. Dopasuj swój plan do kontekstu

Masz już listę zadań i harmonogram.

Świetnie. Pamiętaj tylko, że papier wszystko zniesie – nawet najbardziej absurdalny i niemożliwy do wykonania plan. W naszych harmonogramach wszystko wygląda pięknie (szczególnie jeśli lubisz zakreślać, kolorować, naklejać itp.), co nie zmienia faktu, że plan realizacji celu jest niczym, jeśli nie umieścisz go w kontekście. Co to konkretnie oznacza?

Spójrz krytycznym okiem i zobacz, jak bardzo zmieni się Twój dzień, gdy zaczniesz realizować to, co zapisałaś w swoim harmonogramie.

Wiele z nas z okazji nowego roku entuzjastycznie zapala się do superfajnych i optymistycznych planów, które zakładają, że od jutra będziemy zdrowo się odżywiać, kupować tylko ekologiczne produkty, gotować w domu, spędzać więcej czasu z rodziną itp. A później się okazuje, że aby gotować w domu, trzeba mieć na to czas, a ekologiczne produkty są trzy razy droższe od zwykłych.

Dopasowanie do kontekstu oznacza wzięcie pod uwagę właśnie takich czynników. Jeśli do tej pory w sobotę trzy godziny przeznaczałaś na sprzątanie, a teraz chcesz je poświęcić graniu w planszówki z rodziną, to nie da się ukryć, że sprzątanie zostanie na lodzie. I coś z tym zadaniem będziesz musiała zrobić . Możesz je zignorować i olać bałagan, możesz komuś je delegować, a możesz pójść na kompromis i stwierdzić, że gra potrwa półtorej godziny i na sprzątanie przeznaczysz półtorej godziny, na dodatek sprzątać będą wszyscy, a nie tylko Ty.

To właśnie jest dopasowanie planu do kontekstu.

Nie planujcie w próżni i w oderwaniu od Waszego codziennego życia, bo naszych zadań i celów nie realizujemy w próżni! Choć firmę rozwija się najlepiej wtedy, gdy mamy święty spokój, duży zapas gotówki na koncie oraz zero plątających się pod nogami, zasmarkanych dzieci, to jednak rzeczywistość najczęściej wygląda inaczej i tę właśnie rzeczywistość trzeba wziąć pod uwagę w trakcie planowania swoich celów!

Jak radzić sobie z przeszkodami?

Jeśli jesteś jedną z tych osób, które do tej pory nie realizowały swoich celów, prawdopodobnie coś stało na przeszkodzie (chyba że po prostu miałaś to w nosie, ale w takim wypadku raczej nie czytałabyś tego artykułu). Jeśli tak było, warto w tym roku zadać sobie trzy pytania, żeby sytuacja się nie powtórzyła:

1. Co do tej pory przeszkadzało mi w realizacji moich celów?

Jeśli próbowałaś, ale się nie udało, to dlaczego tak się stało?
Tylko nie mów, że nie miałaś czasu, bo miałaś go dokładnie tyle samo, ile miałam ja, i ile miała Twoja sąsiadka. Nie miałaś czasu na ten cel, bo przeznaczyłaś go na coś innego. Pytanie, czy tak miało być?

2. Czego potrzebuję się nauczyć i czego dowiedzieć, aby zrealizować swój cel?

Przede wszystkim – prawie każda z nas jest w stanie zacząć realizować swój cel już teraz, choć często najpierw musimy wykonać szereg mniejszych zadań (piramida celów), zanim będziemy mogły pochwalić się samodzielnym jego osiągnięciem. Jeśli chcesz stawiać strony WWW, a nie masz zielonego pojęcia, jak to robić, najpierw być może potrzebujesz się tego nauczyć. Jeśli chcesz przeczytać konkretną książkę w obcym języku, być może powinnaś spróbować od czegoś prostszego?

3. Jakiej pomocy potrzebujesz i od kogo?

Nie rób z siebie cierpiącej Matki Polki i Zosi Samosi urobionej po łokcie. Coraz mniejszej liczbie osób to imponuje, a coraz większą liczbę to wkurza. Poszukaj pomocy. Wszelakiej. Do domu, do dzieci, do zadań. Pamiętaj, że w przypadku części z nich niekoniecznie powinnaś oczekiwać pomocy, ale zwyczajnie współuczestniczenia (mam na myśli wychowywanie dzieci, dbanie o dom itp.).
Jasne, że im więcej mamy kasy. tym jest nam łatwiej, ale nie wszystko załatwia się za kasę. Czasem wystarczy poszukać.
Dzisiaj Ty zaprosisz kolegów Twojego syna i przypilnujesz ich podczas zabawy, a za tydzień zrobi to kolejna mama. Zyskałaś trzy godziny wolnego w tygodniu!

No to co? Zabierasz się za swoje cele?

Gdyby Ci przyszło do głowy odłożyć w czasie ich realizację, to zapraszam na webinar „Zrób to dziś, czyli jak nie odkładać na jutro”. Kliknij na baner i zapisz się!