UWAGA UWAGA!

NA BLOGA WDARŁ SIĘ GANG I NA 1 DZIEŃ PRZEJĄŁ NAD NIM PANOWANIE!!! WYKRADŁ NASZE MEJLE I WSZYSTKIE UJAWNIŁ!!!

Z poniższą treścią nie mam nic wspólnego i jakby co to zaprzeczę wszystkiemu 😉 

Ola Budzyńska (PSC)

—-

Najdłuższy artykuł na blogu PSC. Zdradzanie zakulisowych tajemnic. Afery i skandale.

Naga prawda o pracy z Olą. Takie rzeczy tylko z okazji urodzin Pani Swojego Czasu.

NATALIA – GRAFICZKA

Kiedy na początku lutego na fanpage’u Oli zobaczyłam ogłoszenie: „Szukam czadowej graficzki”, pomyślałam, że Ola chyba czyta w moich myślach, a to dlatego, że gdy jakiś tydzień wcześniej ktoś zapytał mnie, o jakim projekcie marzę, bez wahania odpowiedziałam, że dla Pani Swojego Czasu 🙂 Pomyślałam więc, że to znak; że nie mam wyjścia i muszę się zgłosić!

Dlaczego Ola B.?

Dlaczego właśnie Ola? Bo jest dla mnie połączeniem dwóch rodzajów energii, które uwielbiam u ludzi, czyli z jednej strony luz blues, a z drugiej – konkrety. Z takimi ludźmi po prostu chce się pracować! Czułam też, że dogadamy się graficznie i że ta energia przełoży się na stworzone wspólnymi siłami projekty. I faktycznie – w projektach PSC króluje teraz mój ukochany minimalizm i konkret, ale w luźnym wydaniu 🙂

We wczorajszym Ola wpisie napisała: „Natalii również nigdy w życiu nie spotkałam. Pierwszy raz zobaczę ją podczas naszego webinaru 25 sierpnia”. Olu, to nieprawda! 😀 Pamiętasz osobę, która podczas zapisywania się na listę uczestniczek przed spotkaniem Klubu PSC we Wrocławiu nie pamiętała, jak się nazywa? To: „Boże, jak ja się nazywam…?!” to byłam ja! 😀

Rozkładanie gangu śmiechem, czyli kolorowa rzeczywistość

Współpraca z Olą od samego początku była… wyjątkowa 😀

Jedna z jej pierwszych wytycznych w kwestii nowej oprawy graficznej PSC brzmiała: „Bo ja jestem bardzo wybredna. No chyba, że akurat pokażesz coś, co spowoduje, że majtki mi spadną aż do podłogi”.

No więc zabrałam się za tworzenie projektów, od których Budzyńskiej majtki miały spaść 😀

Potem było równie wesoło: „Chciałabym, żebyś podczas pracy nad logo, blogiem i planerami do pobrania (za zapis na newsletter) myślała holistycznie (jak w medycynie chińskiej, ha, ha)”.

Z czasem wypracowałyśmy także własny język: „W liście zdań spróbuj zostawić tylko jeden czerwony maziaj, a »lista zadań PSC« wziąć w rogi (swoją drogą – niezła nomenklatura nam się tu tworzy)”.

Wspomniany wyżej luz blues + konkrety przekładają się także na totalnie nieprzewidywalne reakcje Oli na projekty 😀 Czasem: „Jest super ekstra git! Największy dla mnie czad to to, że zmieniasz kolory bluzek” albo: „Natalio, cud, miód, malina, „Natalio – umarłam!”, a czasem: „Nie podoba mi się to, to i to”, zwykle z dopiskiem: „I potem już przestanę Cię męczyć (chyba)” lub: „Wiem, mękę pańską masz ze mną”.

Jedno jest pewne: z Olą nie da się nudzić 😀

Czasowy zawrót głowy, czyli spontaniczność i dyscyplina do kwadratu

Najbardziej hardcorowe wspomnienie ze współpracy z Olą to nasze nocne uruchamianie bloga – jak przystało na Panie Swojego Czasu 😀 Technika była wtedy totalnie przeciwko mnie. Chwilami miałam wrażenie, że do kompletu brakuje już tylko tego, żeby wybuchł mi komputer. Z kolei gdy wszystko już hulało, z emocji nie mogłam zasnąć 😀

Zdarzały się także inne, mniejsze lub większe „hardkory”, np. wiadomość od Oli o 23.00: „Natalia!!! Zapomniałyśmy o planerach!!! Jutro (wtorek) miałam wysłać newsletter z planerami do pobrania, ale nie mam ich w PDF-ie! Czy możesz mi je wysłać jak najszybciej???”. To kolejny przykład doskonałej organizacji PSC i jej gangu 😀

Ale żeby nie było! Bywamy też świetnie zorganizowane 🙂

„Olu, mam pytanie: czy jesteś w stanie tak mniej więcej określić, kiedy zaczynamy działać z logo PSC? Chciałabym wiedzieć, na kiedy sobie to zaplanować 🙂

Odpowiedź: „Natalia, hello, kogo Ty pytasz…? Oczywiście, że jestem w stanie – 1  kwietnia :)”.

Tego nie lubię

Hmm… No za co by tu Olę opierdzielić… Taka okazja, a mi nic nie przychodzi do głowy…! 😛

Najbardziej lubię (znowu muszę to podkreślić, mimo że przecież każdy o tym wie :D), że Ola jest bardzo konkretna i nie owija w bawełnę. Wali prosto z mostu, co jej się podoba, a co nie, i dzięki temu praca nad projektami przebiega tak sprawnie, jak tylko może przebiegać.

Uwielbiam też to, że współpraca z nią nie jest „sucha” ani bezosobowa, tylko jest jeden wielki szał, są emocje, masa świetnych pomysłów, burza mózgów, no i gang, który to wszystko jeszcze bardziej umila. O właśnie, lubię Olę także za to, że dzięki niej mam możliwość współpracować z gangiem! 😀

Ulubione hasła PSC

Chyba jedno z tych najbardziej znanych i lubianych, czyli: „Zrobione jest lepsze od doskonałego”. Przyznaję się bez bicia, że jestem perfekcjonistką i nie zawsze jest to dobre dla mojej kondycji psychicznej 🙂 Kiedy kolejną godzinę siedzę i poprawiam projekt, żeby był idealny co do piksela, choć był taki już dwie godziny temu, zaczynam powtarzać sobie: „Zrobione jest lepsze od doskonałego, zrobione jest lepsze od doskonałego, zrobione jest lepsze od doskonałego” – i w końcu daję temu biedakowi święty spokój 😉

Wnioski

Wniosek jest jeden: OLA, I LOVE YOU!

JUSTYNA – PRAWA RĘKA PSC

Dlaczego Ola B.

Moja droga do bycia osobistą asystentką PSC była dość długa i niełatwa 😉

Działaniom Oli przyglądałam się właściwie od początku uruchomienia PSC, podziwiając sposób, w jaki rozwija blog i buduje społeczność Pań Swojego Czasu.

Coraz częściej czerpałam inspirację z artykułów Oli i korzystałam z jej rad. Mówiąc krótko: stałam się wielką fanką Pani Swojego Czasu 🙂
W pewnym momencie przyszło mi do głowy, że jako wirtualna asystentka chciałabym współpracować właśnie z Olą.

Minęło trochę czasu, zanim podzieliłam się z Olą tym pomysłem, bo jak taka przeciętna Justyna mogłaby w ogóle zaproponować coś takiego TEJ Budzyńskiej?

W końcu nadszedł moment, w którym zdobyłam się na odwagę i wysłałam Oli zapytanie o współpracę.

Kilka miesięcy trwało przekonywanie Oli, żeby dała mi szansę. Gdy zdecydowała się na miesiąc próbnej współpracy, byłam równie uszczęśliwiona, co przerażona – wiedziałam doskonale, że Ola jest wymagająca i że jej działania prezentują wysoki poziom (nie mylić z perfekcjonizmem!). Bardzo chciałam sprostać jej oczekiwaniom, bo intuicyjnie czułam, że to jest kierunek, w którym chcę podążać; że to jest to, czym chcę się zajmować.

Sceny zza kulis, czyli o tym nie przeczytasz na blogu PSC

Ola jest wymagająca, konkretna, ma niewyparzony jęzor (to opinia z jednego z ciekawszych maili, jakie odebrałam, skierowanych do Oli), potrafi się wkurzyć, ale jest przy tym wszystkim cudownie normalna – nie stawia siebie na piedestale i w sytuacjach kryzysowych nie ma problemu z wzięciem na siebie zadań, które na co dzień ja wykonuję.

Sama przyznaje, że zwykle jest zbyt leniwa, żeby w naszych dokumentach odnaleźć konkretny adres mailowy czy numer telefonu, którego właśnie potrzebuje, więc w takim sytuacjach po prostu pisze do mnie (choć zaznaczam, że równie dobrze jak ja wie, gdzie czego szukać ;-)).
Uwielbiam uczyć się od Oli, która – wdrażając mnie w nowe zadania – na przykład nagrywa dla mnie filmiki instruktażowe ☺ Jeszcze bardziej uwielbiam teksty Oli z tych filmików:

„Idziesz tutaj na moją główkę i klikasz wideo” 😀

Za mną prawie rok współpracy z Olą. Przygotowując się do tygodnia urodzinowego PSC, uświadomiłam sobie, że nawet nie wiem, kiedy bycie w gangu PSC stało się częścią mojego życia, nieodłącznym elementem mojej codzienności – dla mnie równie naturalnym, jak chociażby codzienne spacery z psami.

JOASIA – MENEDŻERKA PROJEKTÓW

Dlaczego Ola B.  

Olka spadła mi z nieba! Dosłownie i w przenośni!

Maila o rekrutacji dostałam 3 czerwca – dzień, w którym podpisywałam umowę o dofinansowanie na założenie firmy.

Wracam do domu podekscytowana, a zarazem lekko przerażona, bo zaczyna się nowy rozdział w moim życiu, siadam do komputera – i bam! Mail od Oli, jak zawsze utrzymany w takiej tonacji, jakby pisała do Ciebie najlepsza znajoma: „Może szukam właśnie Ciebie?”.

Nie mogłam nie spróbować! Takie rzeczy nie dzieją się przez przypadek! 🙂

A jak w ogóle trafiłam na Olę? Zapisałam się na newsletter w grudniu 2015 roku, wierząc, że nadchodzący rok będzie przełomowy i że muszę ogarnąć zupełnie nowe dla mnie sprawy – złożyłam przecież wypowiedzenie w pracy i chciałam rozwinąć swój biznes.

Kobiety takie jak Ola imponowały mi, ale przede wszystkim dawały siłę w chwilach, kiedy pukałam się w głowę i myślałam: „Co ty najlepszego robisz, kobieto?”.

Kiedy po raz pierwszy wzięłam udział w webinarze Oli, pierwszą rzeczą, na jaką zwróciłam uwagę, był… jej regał z książkami 🙂 Poczułam, że to siostrzana dusza, bo też mam taki 🙂

Druga sprawa, która przykuła moją uwagę, to jej niecodzienna energia połączona z uśmiechem, którą dopełniło przekonanie: „Tak, to coś dla mnie! Ta dziewucha doskonale rozumie, jak wiele spraw kobieta musi pogodzić w ciągu dnia! Bardzo mi odpowiada jej sposób na poukładanie tego wszystkiego”.

Rozkładanie gangu śmiechem, czyli kolorowa rzeczywistość

Pierwszy oficjalny dzień pracy z Olą – opracowanie regulaminu – a Olka już chce mnie mordować: „ O boże. To dlatego nie znoszę działać zgodnie z prawem! Jak jeszcze raz zasugerujesz regulamin zgodny z prawem, to zamorduję :)”.

Żeby było śmieszniej, kolejnego dnia rano na fanpage’u pojawia się zdjęcie Olki z nożem. Z Olką nie ma żartów! 😉

Sceny zza kulis, czyli o tym nie przeczytasz na blogu PSC.

Rozmowa na Skypie z Olą i Justyną. Ola zakłada słuchawki. „Mój mąż jest za ścianą – mówi. – Nie wytrzyma trzech różnych głosów. Mój musi znosić”.

Jeszcze w euforii, że dołączam do gangu, a tu wiadomość od Oli: „Wyślij mi swoje zdjęcie – dziś wieczorem zobaczy Cię 25 tysięcy kobiet”. Yyyyyy… W pliku głównie zdjęcia dzieci lub moje z dziećmi. Zerkam w lusterko. „O, nieeeee!”

Albo publikacja wpisu o urodzinach.

Jest niedziela. 22:00. Wracam z poprawin z drugiego końca Polski. Sprawdzamy z Olą i Justyną zapisy na webinar i… okazuje się, że coś nie działa. Tak, tak, do północy poprawiałyśmy, by wszystko było gotowe na tip top 🙂

Czasowy zawrót głowy, czyli spontaniczność i dyscyplina do kwadratu

Przypadek Oli utwierdza mnie w przekonaniu, że jeśli bardzo czegoś chcesz i ciężko na to pracujesz, mając jednocześnie wizję tego, co chcesz oferować ludziom, i stawiając na prawdziwą relację – musi się udać.

W tym wszystkim Ola jest bardzo kobieca i szczera – nie kryje swoich gorszych dni, nie udaje kogoś, kim nie jest. Pewnie dlatego inspiruje tyle kobiet. Tego nam trzeba, by w siebie uwierzyć, zerwać z rutyną, opuścić tzw. strefę komfortu i wyruszyć na podbój świata. Mam wrażenie, że już podczas pierwszej rozmowy między nami zaiskrzyło, a ja naprawdę poczułam, że chciałabym z kimś takim tworzyć zespół.

Moje ulubione hasła PSC 

Z urodzinowych tapet wybrałam na swój pulpit: „Początek to połowa każdego działania”, który rozumiem tak, że jeśli nie wstaniesz, nie ruszysz się z miejsca – nic się nie zmieni. Warto podejmować próby. Za każdym razem.

Jeśli uda się doprowadzić plan do końca – możesz pękać z dumy; jeśli nie – wiesz, co następnym razem może pójść nie tak. Tylko się nie poddawaj!

Lubię też samą nazwę „Pani Swojego Czasu”, bo daje mi poczucie, że naprawdę mam wpływ na to, jak będzie wyglądało moje życie.

Wnioski

Z dziewczynami z gangu śmiejemy się, że nie wyobrażamy sobie życia bez Oli, na co Ola odpowiada, że ona bez nas „leży i kwiczy” 😉

Znalezienie się w gronie tak pozytywnie nakręconych osób, które kochają to, co robią, to prawdziwe szczęście. A czytanie komentarzy kobiet, których życie zmienia się po tym, jak wprowadzają w życie wskazówki Oli, które nabierają pewności siebie, które znajdują cel w życiu, to chyba najlepszy czynnik motywujący do pracy, jaki można sobie wyobrazić.

ELKA KOREKTELKA

Swoją część powinnam chyba nazwać „Alfabet współpracy z Olą”, bo pod każdą literą znalazłabym słowo, które kojarzy mi się z naszą hersztką.

Dlaczego Ola B. 

Wszystko zaczęło się od braku czasu. W styczniu 2015 roku wzięłam udział w pierwszym kursie online Oli – „Czas pani”. Chciałam znaleźć czas na to, co dla mnie ważne, a co umykało mi gdzieś w natłoku codziennych zdarzeń. Wtedy myślałam, że to kwestia organizacji; dziś wiem, że to kwestia priorytetów.

Pamiętaj – napisała Ola, gdy przesłałam jej wrażenia po zakończeniu kursu – nie ma czegoś takiego jak mało istotne cele. Jeśli cel jest Twój, jeśli jest on ważny dla Ciebie, nie daj sobie wmówić, że jest mało istotny, płytki czy trywialny. Każda z nas idzie przez świat po to, by realizować swoje cele, nawet jeśli komuś się to nie podoba.

Już wtedy każda jej odpowiedź działała motywująco i stanowiła dodatkowy bodziec do działania i nieodpuszczania.

Pamiętam drżenie, z jakim 3 kwietnia 2015 roku wysyłałam Oli e-mail z propozycją współpracy. Dziś nie brzmiałby inaczej, bo w dalszym ciągu wierzę w to, co napisałam: to, co robi Ola, „jest niesamowite, bo skłania kobiety przede wszystkim do wiary w siebie, a w konsekwencji – do zmian”.

A potem kołowrotek odpowiedzi. Na zmianę śmiałam się i miałam łzy w oczach, czytając jej odpowiedzi, oszołomiona szybkością i sposobem reakcji, a także nazywaniem rzeczy po imieniu.

Rozkładanie gangu śmiechem, czyli kolorowa rzeczywistość

G jak groźby

Radzę Ci się zabrać za swój fanpejdż, bo piszę właśnie tekst o tym i jak nic zostaniesz negatywnym przykładem.

Sceny zza kulis, czyli o tym nie przeczytasz na blogu PSC.

Plan był taki:

Ela, będę próbowała robić tak, żeby na początku miesiąca wysyłać Ci pakiet na cały miesiąc, choć podejrzewam, że mogą być małe odchylenia 🙂

A rzeczywistość…?

C jak cała prawda o Oli B.

A przy okazji – załączam też artykuł. Dałoby się go zrobić na wtorek? Wiem, że w ostatniej chwili.

Wiem, że to świństwo, ale mam krytyczną sytuację. Dasz radę na dziś?.

Chciałabym go opublikować już jutro 🙂 Dałabyś radę tak na szybko?.

Potrzebowałabym go na dzisiaj wieczór – może być bardzo późny wieczór ;-).

W załączniku przesyłam tekst. Napisany pod wpływem chwili, w ostatniej chwili, bo ktoś mnie do tego zainspirował. I bardzo bym chciała, by pojawił się jutro w ramach weekendowego artykuły, czyli muszę go opublikować dzisiaj. Dasz radę tak na ostatnią chwilę?.

S jak spontaniczność

Wszystko we mnie krzyczy, by taki tekst napisać, i jakbym go nie napisała, to zapewne bardzo źle bym się czuła.

O jak odloty. Z rozkoszy

Rozpuściłaś mnie jak dziadowski bicz i teraz już chyba nie umiem pisać bez Twojej pomocy! To straszne! Ale też w jakiś sposób cudowne 🙂

R jak „rozpływam się”

Są osoby, które mogą do mnie pisać zawsze 🙂 I Ty jesteś jedną z nich. Więc pisz, kiedy tylko potrzebujesz.

B jak Big. Mister Big

Tu pojawia się mister B., czyli Big dla Budzyńskiej.

I Elu – naprawdę z nieba mi spadłaś. Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że do mnie napisałaś. Nawet chwaliłam się tym mężowi i on powiedział: »WOW!«. A mój mąż rzadko to mówi.

Ż jak życzenia urodzinowe

Czy wiesz, że moje drugie imię to Elżbieta? I czy wiesz, że mój tata ma wytatuowane na dłoni imię Ela? Tak mi jakoś to przyszło do głowy zamiast życzeń dla Ciebie 🙂

P jak przedsiębiorczyni

Teraz piszę do Ciebie nie jako Ola Budzyńska, ani Pani Swojego Czasu, ale jako przedsiębiorczyni. I muszę Ci zmyć głowę. Kobieto Kochana! Jeśli zaczynasz prowadzić biznes, musisz myśleć jak kobieta biznesu. A pierwsze, co kobieta biznesu robi, to OPTYMALIZUJE KOSZTY I NIGDY, ALE TO PRZENIGDY nie negocjuje sama ze sobą! Masz robić tak, żeby to Twojemu biznesowi było dobrze! I żebym więcej nie musiała tego Ci pisać! Nooo! (tu groźnie kiwam palcem i marszczę brwi!). Przedsiębiorczyni Ola Budzyńska.

P jak pieszczoty

Idź, Ty paskudo!

W jak „wiemy, o co chodzi!”

 Chyba się pogubiłam w wyjaśnieniach. Daj znać, czy wiesz, o co chodzi.

Czy podjęłabyś się przetransformowania? Jeśli to za duże oczekiwania i mam spadać na drzewo, to wystarczy, że dasz znać.

Na pewno będą dziury, które trzeba będzie pouzupełniać. Czy takimi rzeczami też się zajmujesz?.

Mnie się wydaje, że jest to jakiś ogrom pracy, (…) utworzenie z tego sensownego szkieletu, a potem wypełnienie go treścią i zawezwanie mnie do uzupełnienia dziur, które zapewne będą. Czy to ma w ogóle sens?

T jak „tak mi dobrze, tak mi pisz”

Niniejszym Panią informuję, że od 1 grudnia (czyli wstecz) nastąpiła podwyżka w Pani wynagrodzeniu. I nie chcę słyszeć żadnych sprzeciwów. W zamian za to podnoszę jednak wymagania – a w zasadzie obniżam swoje loty i zwiększam ilość pracy dla Ciebie

M jak „moje ulubione hasła PSC”

Moje ulubione pochodzą nie z motywatorków, ale z maili.

A teraz napiszę Ci coś w kontekście zarządzania czasem – nigdy nie pozwalam, by ambicja kierowała moimi działaniami. Bo według mnie dużo trudniejsze jest odmawiać w taki sposób, niż brać na swoje bary za dużo i potem się z tym męczyć kosztem siebie lub rodziny

S jak sprostowanie 

Pora to wreszcie powiedzieć: za każdym razem owija w bawełnę. Redaktor, o którym wspomniała w jednym z ostatnich artykułów, wcale nie powiedział: Ola, piszesz, kurwa, zajebiście ani: Ola, zajebiście dobrze piszesz. Nie. On stwierdził dobitnie: Olka, kurewsko dobrze piszesz!. A to robi olbrzymią różnicę.

B jak biznes, Ż jak życie

Nie podejmuj pochopnych decyzji i W biznesie nie ma miejsca na sentymenty to kolejne lekcje, które przemyciła w wiadomościach. Może i tak, ale wiem jedno: gdybym kiedykolwiek miała wybierać – lojalność wobec Oli czy wobec innych dziewczyn, znanych z netu – nie wahałabym się ani sekundy. I byłaby to najlepiej wykorzystana sekunda w moim życiu.

B jak babskie sprawy

Pytam w mailu:

 Ps. 2. Co to za podkład?
Ps. 3. Co to za pomadka?

Po chwili odarcie ze złudzeń:

Mam taką lampkę, która świeci takim cudownym światłem i dzięki temu ja też się taka cudowna wydaję.

N jak narkotyki lub „J” jak „na haju”

Wcale mnie to nie dziwi. Wcale:

Ostatnio jestem na ciągłym haju rezultatowym, bo ciągle skądś dowiaduję się, że ktoś ma efekty dzięki mojej pracy. To niesamowicie uszczęśliwia

B jak bezgraniczne zaufanie

W załączeniu otrzymane dzisiaj teksty. I pytanie, czy Pani Swojego Czasu posiada sowie trampki?”. Wiesz, co jest najlepsze…? Że po przeczytania początku tekstu naprawdę uznałam, że możesz chodzić w sowich trampkach (bo kto Ci zabroni!), i absolutnie nie przyszło mi do głowy, że to może być literówka, albo żeby chociaż spróbować sobie wyobrazić, jak takie trampki mogłyby wyglądać.

Ł jak łobiecanki cacanki

Ola napisała, że moją cechą charakterystyczną jest „pisanie długich mejli na raty i wysyłanie ich raz na milion lat”. W ramach rewanżu wkleję tylko kilka zdań i wymownych komentarzy:

Napiszę Ci więcej w dogodnym czasie. I cisza. Tygodniowa? Dwutygodniowa? Miesięczna?

Na Twojego długaśnego mejla odpowiem, jak zaliczę detoks komputerowo-społeczno-mediowo-coś tam. Muszę zaliczyć kilka dni offline! Ponownie cisza.

Teraz na szybko załączam pliki, a odpowiem, jak będę miała więcej czasu 🙂. Jeszcze dłuższa cisza.

O jak Ola

To chyba oczywiste…? Nie wyobrażam sobie, żeby Oli mogło zabraknąć w moim życiu. Powiem więcej – gdy patrzę wstecz, dostrzegam, że wszystkie drogi prowadziły mnie do Oli. Nauczyła mnie świadomie decydować, komu i czemu poświęcam wolny czas.

Za swoim gangiem stoi murem. Wierzy w nas. Złego słowa nie pozwala powiedzieć.

Jaka ona jest? Chyba sama najlepiej siebie opisuje:

Przyznaję, czasami siedzę po nocach, szczególnie wtedy, gdy chłopaki są chore, bo wtedy nie ma innego wyjścia. Ale myślałam też o sobie, o tym, jaka jestem, i co powoduje, że niektóre rzeczy mi się udają. I pomyślałam sobie, że może nie umiem wymyślić czegoś z niczego, ale na pewno jestem osobą niezwykle pracowitą. Gdy sobie założę jakiś cel, to do głowy nie przychodzi mi marnowanie czasu. Gdy mam cel przed sobą, który mnie pasjonuje, realizuję go w każdej wolnej chwili; piszę u lekarza, na przystanku autobusowym, w tramwaju. Nie pozwalam sobie też na wątpliwości, dywagacje i rozważania. Ja jestem człowiekiem czynu i sensowność swoich działań sprawdzam w akcji. Na pewno nakręca mnie też fakt, że sama o tym uczę, więc muszę świecić przykładem.

To już jest koniec. A skoro koniec, nie może zabraknąć sztandarowego pytania PSC.

P jak „Po co?”

Gdy przeczytałam Twoją wiadomość, pomyślałam sobie, że nasz kontakt działa jak koło zamachowe – Ty zaczęłaś działać i wychodzisz ze swoją ofertą na rynek, a ja za Twoją sprawą totalnie zmieniam myślenie o swoim biznesie

Ja uwielbiam przedsiębiorcze kobiety i uważam, że powinnyśmy się wspierać wzajemnie.