Może wiesz, a może nie, ale niedawno skończyłam pisać e-book „Promocja i sprzedaż w biznesie online. Autentycznie, bez ściemy i po ludzku”.

Określenie „e-book” nie do końca mi tutaj pasuje; coraz częściej e-bookiem nazywa się krótkie, kilkunastostronicowe opracowania z wybujałą grafiką, podczas gdy ja stworzyłam w zasadzie ebuczysko, które ma prawie 190 000 znaków (co odpowiada ponad 100 stronom papierowej książki!).

Największy paradoks polega na tym, że e-book pisałam jak szalona – słowa same wyskakiwały mi spod palców. Teraz pisanie idzie mi jak krew z nosa i męczę się cholernie.

Oczywiście wiem, dlaczego tak się dzieje: jestem po prostu zmęczona. Na przełomie maja i czerwca promowałam, sprzedawałam, a następnie prowadziłam kurs „Mama ma czas”. Potem wpadłam na pomysł napisania e-booka, czym oczywiście zszokowałam #gangPSC, bo dziewczyny w ogóle się tego nie spodziewały. W dodatku oznajmiłam, że tempo realizacji tego projektu ma być ekspresowe i że e-book chcę zacząć sprzedawać jeszcze przed naszymi urlopami. Jeszcze potem przez 9 dni nie robiłam niczego poza pisaniem. Zwyczajnie padam teraz na twarz.

Jak to mam w zwyczaju: koncentrowałam się wyłącznie na pisaniu, reszta świata poszła w odstawkę (zaraz napiszę o tym więcej). Teraz, gdy piszę ten artykuł, nie do końca mam taką możliwość, bo e-book jest w trakcie składania, a więc mnóstwo elementów czeka na moją akceptację. Dodatkowo zaczęły się wakacje, co oznacza, że ryki moich dzieci pod oknem nieco wybijają mnie z rytmu.

No ale po kolei.

Jak w 9 dni napisać wszystko?

Czy przez ten czas tylko pisałam, czy także poszukiwałam informacji? A co z planowaniem? Czy z powodu tak szybkiej realizacji projektu nie obawiałam się obniżonej jakości?

Zanim odpowiem, chciałabym bardzo wyraźnie zaznaczyć: nie sugeruję, że wystarczy Ci tak mało (albo stosunkowo mało) czasu, aby opracować każdą treść. Treści są zróżnicowane. Niektóre z nich stanowią wisienkę na torcie (bo na przykład wcześniej przeprowadziłaś badania i mozolnie zebrałaś dane).

Mój artykuł nie jest przepisem na to, jak napisać cokolwiek w 9 dni, lecz raczej na to, jak w krótkim czasie skupić się na pisaniu. A to, jak podejrzewam, przydaje się niezależnie od rodzaju treści.

W moim wypadku 9 dni obejmowały tylko pisanie.
Nie wliczam zbierania informacji, planowania treści i zagadnień, bo to wszystko… miałam gotowe wcześniej.

Jakim cudem?

Otóż już baaaardzo wiele miesięcy temu chciałam stworzyć produkt, który ułatwiłby innym stawianie pierwszych kroków w biznesie online. Ten temat pasjonuje mnie i cieszy, a mówienie i pisanie o nim to dla mnie czysta radość, której poświęcam… swój wolny czas.

Mniej więcej od listopada zeszłego roku pracuję nad treściami biznesowymi: dzielę je na kategorie i przyporządkowuję do nich konkretne treści. Przeznaczyłam na to specjalny zeszyt i zapełnianie go jest dla mnie sposobem na niezajmowanie się tym, czego akurat nie mam ochoty robić.

Jednocześnie w tak zwanym międzyczasie w mojej grupie biznesowej „Biznes online i blogowanie od kuchni by PSC” badałam zapotrzebowanie na materiały dotyczące promowania własnego biznesu i sprzedawania własnych produktów bez nachalnego wciskania.

Gdy okazało się, że jest to dla Was istotna tematyka, postanowiłam, że pilotażowy produkt biznesowy będzie dotyczył właśnie tego tematu!

Miałam już spis zagadnień; wystarczyło je przejrzeć i zdecydować, czy wymagają uzupełnienia.

Pisanie e-booka okazało się dla mnie zupełnie innym doświadczeniem niż na przykład pisanie pracy magisterskiej, która wymagała ciągłego sprawdzania danych i dokształcania się. Tutaj całą wiedzę miałam w głowie.

E-book zawiera moje dotychczasowe doświadczenie z zakresu promocji i sprzedaży. WSZYSTKO, co wiem na te tematy.

A jednocześnie NIE jest podręcznikiem. Nie znajdziesz w nim teorii, choć opisuję różne podejścia (jeśli z premedytacją stosuję podejście A, mimo że większość ludzi działających w biznesie online wykorzystuje podejście B, to piszę o tym wprost i wyjaśniam, dlaczego tak robię).

Gdy musiałam czegoś poszukać (na przykład więcej przykładów osób, które w trakcie prowadzenia bloga zmieniły jego nazwę), po prostu pytałam na bieżąco.

W różnych grupach na FB zapytałam między innymi o to:

  •  kto zmieniał nazwy swoich blogów w czasie ich prowadzenia;
  • kto prowadzi wyzwania online;
  • kto organizuje cykliczne live’y na FB.

Od razu Ci napiszę, że nie ma jednego dobrego sposobu na pisanie. Niektórzy wolą po kolei opracowywać poszczególne zagadnienia, inni skaczą po tematach.

Ja należę do tej drugiej grupy. Skaczę po tematach. Tak pisałam swoją książkę „Jak zostać Panią Swojego Czasu. Zarządzanie czasem dla kobiet” i tak pisałam ten e-book.

Oczywiście stworzyłam spis treści i zaczęłam od początku. Podczas jednej sesji (która trwała z reguły 1–2 godziny) pisałam po kolei, jednak gdy do tekstu siadałam po jakiejkolwiek przerwie (na obiad, kawę, sen itp.), zaczynam pisać na temat, który mi w duszy grał.

Musisz być bardzo uważna (a później uczulić na to redaktora) i ostatecznie wszystko logicznie powiązać (czyli gdy wspominam, że coś się znajdzie w rozdziale o newsletterze, to rozdziału o newsletterze nie mogę wcześniej wrzucić).

Jak zaczęłam?

Nie od pisania.

Najpierw poinformowałam mojego męża, że zabieram się do pisania. I że muszę napisać w krótkim czasie. I że chcę się na tym w 100% skoncentrować!

Wyjaśniłam mu też, jaki jest cel takiego szybkiego działania i jakie miejsce w strategii mojego biznesu zajmuje e-book.

Według mnie ważne jest, aby informować naszych bliskich nie tylko o tym, co będziemy robić i że potrzebujemy czasu, lecz także o kontekście całej sytuacji. Bo dla Was – osób z zewnątrz – to może być po prostu e-book o nieco innej tematyce niż ta, którą zwykle Wam proponuję (czyli czas). Ale dla mnie to papierek lakmusowy, który być może uruchomi lawinę kolejnych działań i zmian (ale na razie nic więcej na ten temat nie powiem!). A zmiany w moim biznesie zawsze pośrednio oznaczają zmiany w moim życiu prywatnym. Dlatego mąż ma prawo wiedzieć, że najbliższe tygodnie okażą się trudne.

I okazały!

Z ręką na sercu przyznaję, że miewałam dni, gdy wstawałam rano, pisałam, nagrywałam InstaStory o tym, co napisałam, wracałam do pisania, sikałam, pisałam dalej, wsiadałam na rower, żeby się przewietrzyć, szłam do mieszkania teściowej, wracałam do domu, jadłam kolację i… pisałam dalej.

Jeśli w tej wyliczance nie widzisz obiadu, dzieci, męża i innych drobiazgów, to dlatego że… nie było ich!

Mąż odbierał dzieci ze szkoły i przedszkola. Mąż przygotowywał dzieciom kolacje i podwieczorki. Mąż gotował dzieciom obiady (a konkretnie usmażył cebulę i stwierdził, że to mój wegański obiad), kąpał je i usypiał.

A ja… pisałam.

Po kilku dniach miałam gotową większą część; zostały mi drobniejsze fragmenty do uzupełnienia.

I wtedy wyszłam z trybu „piszę non stop” i wróciłam do trybu „życie”, choć wciąż zawodowo nie angażowałam się w nic innego poza pisaniem.

Jeśli w tym czasie napisałaś do mnie mejl, jest bardzo prawdopodobne, że od mojej Prawej Ręki dostałaś zwrotkę, że piszę e-book. #GangPSC doskonale wiedział, że nie ma co liczyć na jakiekolwiek informacje ode mnie.

Dziewczyny zawiesiły niektóre projekty lub samodzielnie podejmowały decyzje (nie mam z tym żadnego problemu; zaufanie w naszym zespole wynosi 200%).

Doskonale wiedziały, żeby nie pisać do mnie w godzinach roboczych, dlatego Joanna, moja menedżerka projektów, robiła dla mnie listy zadań. Siadałam do nich, gdy nie miałam już siły pisać. Wtedy akceptowałam, odrzucałam, przekazywałam swoje uwagi itp.

Pisanie e-booka to jedno, ale sam e-book to przecież projekt. Trzeba wymyślić tytuł, zaprojektować okładkę, zrobić jedną redakcję i korektę, zrobić drugą redakcję i korektę, potem przeczytać całość, zrobić skład (ten e-book nie jest plikiem PDF utworzonym z Worda, tylko książką elektroniczną, do której została przygotowana makieta z fontami, układem treści, zdjęciami, marginesami, tytułami stron itp.).

No i – uwaga – e-book o promocji i sprzedaży, który zawiera informacje o tym, jak promować i sprzedawać, musi być promowany i sprzedawany! NIE znoszę powiedzenia, że szewc bez butów chodzi!

A zatem moim zadaniem było – oprócz pisania e-booka – również promowanie go w trakcie pisania (co zresztą uwielbiam robić). Dzięki temu dzisiaj, 20 dni później, na liście zainteresowanych e-bookiem mamy dokładnie 1006 osób!

Przyznam, że podczas pisania dostawałam skrzydeł! Moje dziewczyny patrzyły na mnie zszokowane, gdy meldowałam liczbę znaków i przedstawiałam już opracowane treści.

Ale wiem też, że do pisania zabrałam się w możliwie najlepszym dla mnie okresie, czyli… odpowiednim momencie cyklu.

Tak, mam na myśli kobiecy cykl miesiączkowy! (W sumie chyba nigdy nie pisałam o nim w kontekście planowania!)

Zwłaszcza kobiety, które szczególnie mocno odczuwają poszczególne fazy cyklu, powinny uwzględniać to w swoim planowaniu.

Wszystkie wiemy, że są fazy, gdy możemy góry zdobywać, ale są też takie, gdy chcemy mordować (bo wszystko jest do dupy, bo nie idzie po naszej myśli, bo jesteśmy grube, brzydkie i pryszczate).

No dobra, nie wiem, czy Wy tak macie, ale ja mam na pewno!

Dzisiaj jest właśnie ten dzień, kiedy jestem gruba, brzydka i pryszczata (i nie ma znaczenia, że na gębie nie mam żadnego pryszcza; ja je mam mentalnie!). Nie mogłabym pisać e-booka w takim stanie, no nie mogłabym! Ale za to świetnie wychodziłaby mi korekta (mam na myśli drugie czytanie po redakcji naszej Korektelki), bo ta jędza we mnie jakimś cudem zauważa każdą literówkę i każdy błąd!

Jak mogłam się skupić?

Często pytacie, w jaki sposób się skupić.
Powiem wprost: byłam tak pochłonięta tematem, że choćby obok wybuchła bomba, niczego bym nie zauważyła!

Ale stosowałam pewne metody.

Na przykład gdy widziałam, że podchodzą do mnie dzieci, wyrzucałam z siebie: „Tata!”, zanim zdążyły o cokolwiek zapytać.

Teściowa wyjechała, więc popołudniami wynosiłam się do jej mieszkania, żeby mieć święty spokój i nie widzieć krzątaniny, która mogłaby mnie dekoncentrować.

W trakcie pisania również nie pozwalałam sobie na jakiekolwiek rozpraszanie uwagi. Gdy żaden przykład nie przychodził mi do głowy, zamiast odrywać się i przeszukiwać sieć czy inne zasoby, pisałam drukowanymi literami: TUTAJ ZNALEŹĆ DZIEWCZYNY, KTÓRE ORGANIZUJĄ ZARĄBISTE WYZWANIA. Albo: TUTAJ PODAĆ PRZYKŁADY DOBREJ PROMOCJI KSIĄŻKI.

Podobnie było, gdy utknęłam nad jakimś fragmencie merytorycznym – po prostu przeskakiwałam do następnego akapitu i pisałam dalej. Moja głowa była w 100% pochłonięta e-bookiem. Nawet podczas jazdy rowerem potrafiłam zatrzymać się i nagrać na dyktafon myśli, które przychodziły mi do głowy.

Miałam dosłownie dwa momenty, kiedy pisanie mi nie szło. Nie odpuściłam, bo jestem wielką zwolenniczką samodyscypliny, ale też nie zmuszałam się.

Co zatem robiłam?
Po pierwsze – organizowałam krótkie przerwy. Na kawę, herbatę i rozprostowanie kości.

Po drugie – skupiałam się na bardziej technicznych fragmentach, opisujących kolejne etapy jakiegoś procesu, bo w takich momentach fantazja językowa nie jest wymagana.

Po trzecie (dotyczy w zasadzie wszystkich treści, które tworzę) – poszczególne zagadnienia wypisywałam skrótowo, w punktach. Takie hasłowe podejście zawsze powoduje, że mój umysł „otwiera się” przy niektórych wyrażeniach, a wtedy zaczynam rozwijać myśl, dopisywać i samo leci.

Jak dbamy o jakość?

To pytanie dostałam od Was. Myślę, że jest ono baaaardzo ważne, bo wciąż pokutuje przekonanie, że coś, co tworzysz szybko, nie może być dobre.

Swoją pierwszą książkę Michał Szafrański pisał przez kilka lat. Wszyscy mówili, że dobrą książkę pisze się długo. Kolejną książkę (430 stron) napisał w 6 tygodni i… eeee, niektórzy musieli odszczekać swoje słowa, że nie trzeba spieszyć się z pisaniem, bo druga również miażdży system.

Nie ma szans, żebym w tak krótkim czasie była w stanie zrealizować taki projekt sama, bez zespołu. Bo albo powstałby gniot, albo moja działalność poszłaby z dymem.

Fakt, że mam #gangPSC, oznacza, że mnóstwo spraw mogłam delegować innym i biznes kręcił się niejako beze mnie.

Dodatkowo w ramach projektu sporo zadań nie należało do mnie! Nie ja robię grafikę do okładki, nie ja robię redakcję i korektę książki, nie ja robię makietę, a nawet nie ja wyszukuję screeny, które pojawią się w e-booku (dziewczyny z #ganguPSC doskonale znają mnie i moje treści; gdy im napiszę: „Potrzebuję screen postu na fanpejdżu, w którym pisałam o tym i o tym”, będą wiedziały, o co chodzi).

Jednocześnie śmiem twierdzić, że w wielu obszarach mój e-book został lepiej przygotowany niż niejedna książka papierowa!

Nie wiem, czy wiecie, ale nie wszystkie książki przechodzą dwie redakcje i korekty! O e-bookach nie wspominając. Ani o tym, że wiele e-booków nie ma w ogóle redakcji i korekty (autor po raz drugi, trzeci i piąty bardzo uważnie czyta to, co napisał, i stara się wyłapać wszystkie błędy).

Jestem absolutnie pewna, że pod względem merytorycznym mój e-book okaże się hitem, bo dzielę się w nim wszystkim, co wiem na temat promocji i sprzedaży.

Może być tak, że coś nie pójdzie po naszej myśli, że czegoś nie zauważymy, że przepuścimy jakąś literówkę, ale z tego powodu nie zamierzamy wyrywać sobie włosów z głowy. Nie robimy tego specjalnie i nie zakładamy, że nie popełnimy żadnego błędu. Między innymi dlatego powstaje wersja elektroniczna, żeby szybko wyeliminować ewentualne błędy.

Bo wiesz, zrobione jest lepsze od doskonałego!