Tak naprawdę wcale nie zamierzam Ci mówić, jak masz zaplanować swój 2020 rok, tylko pokazać Ci, jak ja planuję swój. Zawodowo. Pokażę Ci, jak w #ganguPSC podchodzimy do planowania, co się dzieje na jakim etapie, co planujemy, kiedy i przy użyciu jakich narzędzi, a co Ty z tego dla siebie wyciągniesz, to już Twoja sprawa. Ja przy okazji dopełnię swojej tradycji, polegającej na tym, że co roku na blogu spisuję plany PSC na kolejny rok, a potem po roku się z nich rozliczam.

I tutaj od razu małe wyjaśnienie: na webinarze pokazującym, jak planuję 2020 rok, mówiłam, że jeśli podsumowanie i weryfikacja Twoich planów odbywają się wyłącznie raz w roku i jest to grudzień, to masz wielką dupę wołową, a nie plany. Z planem mamy do czynienia wtedy, gdy jest on podzielony na kamienie milowe, a realizacja kamieni milowych jest monitorowana. Mówiąc po ludzku: co jakiś czas (powiedzmy co kwartał) sprawdzasz, czy się przybliżasz do realizacji swoich planów, i z tego sprawdzania na bieżąco wyciągasz wnioski. To, że ja – dla Ciebie – robię tutaj podsumowanie w grudniu, naprawdę nie oznacza, że nie robię tego na bieżąco :).

Aha, chciałam jeszcze dodać, że to naprawdę nie jest wpis o tym, że warto planować. Nie zamierzam Cię przekonywać, że warto, że powinnaś itp. Zrobisz, jak chcesz. My w PSC mamy kilkadziesiąt projektów rocznie, 8-osobowy zespół, który w krótce jeszcze się powiększy, i ponad 30-osobowy zespół wszelakich podwykonawców. Bez planowania byłybyśmy w bardzo czarnej dupie, więc dla nas to norma. Ale być może dla Ciebie nie i wtedy też luz.

NARZĘDZIA, KTÓRYCH UŻYWAM DO PLANOWANIA:

Gdy będę pokazywać, jak krok po kroku planuję, zademonstruję Ci, jak wykorzystuję powyższe narzędzia.

NA POCZĄTEK PODSUMUJ

Planowanie bez podsumowania tego, co było wcześniej, jest bez sensu. Wiele osób myśli, że podsumować może dopiero wtedy, gdy miało jakieś ustawione cele, ale to nieprawda – jeśli nic nie planowałaś, to po prostu robisz podsumowanie tego, co było. Podsumowanie pozwala na to, żeby nie popełniać wciąż tych samych błędów, tylko wyciągać wnioski i wprowadzać zmiany.

Moje podsumowanie 2019 roku polegało na serii pytań, które sobie zadałam:

  1. Co było moim celem strategicznym?
  2. Moje cele na 2019 rok
  3. Co zrealizowałam?
  4. Czego nie zrealizowałam i dlaczego?
  5. Co zrobiłam dodatkowo, co nie było planowane?
  6. Czego miałam za dużo?
  7. Czego miałam za mało?
  8. Czego miałam wystarczająco?
  9. Przychody
  10. Koszty
  11. Zyski
  12. Na jakich produktach?
  13. Jakie produkty generują najwięcej przychodów?
  14. Jakie generują najwięcej dochodów? (niekoniecznie te same co powyżej)
  15. Jak się rozkładały przychody w ciągu całego roku?
  16. Kim byli moi klienci?
  17. Czy taki układ zostaje, czy coś zmieniamy? (zarówno co do klientów, jak i przychodów)

Nie będę tutaj szczegółowo rozwijać odpowiedzi na te wszystkie pytania, bo wyszedłby z tego mały e-book, ale chcę zwrócić uwagę na jeden element, który może być istotny ze względu na to, co ludzie robią podczas takich podsumowań. A mianowicie: ludzie masowo i notorycznie nie doceniają tego, co robią. Biorą swoje plany na 2019 rok i analizują jedynie to, co sobie założyli, sprawdzają, czy to zrealizowali. I okazuje się, że czegoś tam, albo być może nawet większości, nie zrealizowali. Właśnie dlatego dorzucam tutaj pytanie nr 5: co zrealizowałam, chociaż tego nie planowałam?
Bo wiesz, co wyszło z mojego podsumowania?
Na 2019 rok planowałam jeden cel strategiczny: zwiększenie zasięgów – wszędzie wyszło to znakomicie. Jeśli chodzi o projekty, które miałam zrealizować, to zaplanowałam ich 13 i były to (wymieniając chronologicznie ze względu na miesiąc, w którym miały się pojawić):

  1. Żółty Planer Pełen Czasu
  2. Nowe planery suchościeralne
  3. Filiżanka ze spodkiem
  4. Mini Planery Pełne Czasu
  5. #granatsranat
  6. #kursoksiążka o asertywności
  7. Klub PSC
  8. Kurs online „Mama ma czas”
  9. E-book o budowaniu zaangażowanej społeczności
  10. Kurs online „Zorganizuj się w 21 dni”
  11. Planer z wymiennymi wkładami
  12. Kurs online „Zrób to dziś”
  13. Nowe naklejki do planowania

Z tych wszystkich planów nie zrealizowałam czterech: e-booka, kursu online „Zorganizuj się w 21 dni”, planera z wymiennymi wkładami, drugiego kursu online. I teraz przeciętna osoba w tej sytuacji zaczyna załamywać ręce: „Ojejajeja, aż 4 projektów na 13 nie zrealizowałam! Co jest ze mną nie tak? Dlaczego?” itp. Ja tak nie robię, ponieważ z podsumowania „Co zrobiłaś, chociaż wcale tego nie planowałaś” wyszło mi, że w 2019 roku zrealizowałam aż… 20 projektów, których w ogóle nie planowałam!
Były tam sprawy duże i małe, ale nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę z tego, że nasze dwa ogromne hity sprzedażowe, czyli kolekcja #dżunglove oraz #glamourpsc, w ogóle nie były planowane!
Nie planowałyśmy z #gangiem wyjazdu na Sycylię ani do Izraela, nie planowałyśmy zatrudnienia Sary, Ani, Weroniki ani Dagmary (która jest z nami od kilku dni). Nie planowałyśmy #butelkiWina, czyli nowych Planerów Pełnych Czasu w kolorze butelkowej zieleni i dojrzałego wina. Nie planowałam współpracy z freakami bujo i planowania, w życiu do głowy by mi wtedy nie przyszło, że PSC w 2019 roku będzie mieć swoje ambasadorki, nie sądziłam, że wpadnę na szalony pomysł wydania 200-stronicowego darmowego e-booka na 5-lecie PSC, no i umarłabym ze śmiechu, gdybyś mi wtedy powiedziała, że wynajmę 326 metrów kwadratowych loftowej przestrzeni w Krakowie i będę tam robić Przestrzeń Pełną Czasu! Stacjonarnie! Ja – prowadząca biznes online!
I jak patrzę na to wszystko, to zamiast się biczować, że iluś tam projektów nie zrealizowałam, mówię sobie z wielką dumą: ZAJEBISTA ROBOTA, BUDZYŃSKA!
I Ciebie też zachęcam do takiego spojrzenia na to podsumowanie!

JAK WYGLĄDAŁO TO PLANOWANIE KROK PO KROKU

VI 2019 SYCYLIA
Tak, dobrze widzisz i to nie jest pomyłka. Planowanie 2020 roku zaczęło się już w połowie 2019.
To właśnie dlatego #gangPSC spotyka się dwa razy do roku na dużych wyjazdach #workation – podsumowanie pierwszego półrocza to przecież sprawdzenie, czy wszystko idzie zgodnie z planem, a często od tego zależy to, czy dalszy plan będzie realizowany w taki bądź inny sposób.
To wtedy padły pierwsze pomysły związane z Klubem PSC – między innymi spotkanie Klubowiczek na żywo ze mną, to wtedy zdecydowałam, że nie będę robić kursu online „Zorganizuj się w 21 dni”, bo zwyczajnie nie mam na to siły.

IX 2019
To czas na moje indywidualne przemyślenia i analizy.
Prawie trzy kwartały roku za nami i można już wyciągać pewne wnioski i podliczenia. W tym czasie zaczęłam też prowadzić mój mentorski mastermind dla kobiet, które chcą rozwijać swoje biznesy, i ponieważ większość z nich zgłosiła problem z ustaleniem strategii dotyczącej tego, co chcą robić w 2020 roku, to zaczęłyśmy od… podsumowania tego, co miały wtedy, czyli właśnie we wrześniu 2019 roku. Od razu Ci powiem, że żeby móc zrobić podsumowanie finansowe, trzeba jakoś te dane finansowe zbierać.
U nas służy do tego kilka tabelek:
Tabelka z przychodami ogólna i tabelka z przychodami szczegółowa, tabelka z kosztami, tabelka z marżami.
Tabela z przychodami ogólna jest prowadzona przeze mnie rok w rok i ma na celu pokazanie, jak się zwiększają moje przychody (bo na razie się tylko zwiększają) z miesiąca na miesiąc analogicznie do zeszłego roku. Czyli o ile większe mam przychody w styczniu 2019 roku w stosunku do stycznia 2018 roku. Dodatkowo roboczo wpisuję sobie, co było głównym produktem sprzedawanym w danym miesiącu, bo teraz o tym pamiętam, ale za rok na pewno nie będę.
Tę tabelkę prowadzę i uzupełniam sama.
Tabelą szczegółową zajmuje się Sara i jest tam podział na wszystkie produkty ułożone pod kątem kategorii. Czyli mogę sobie sprawdzić, jaki % sprzedaży w 2019 roku przypada na kategorię „planery ogólnie”, ale mogę też to podzielić na mini planery i Planery Pełne Czasu, a jeśli chcę to rozłożyć zupełnie na czynniki pierwsze, to mogę sprawdzić, który kolor planera sprzedaje się najlepiej.
Dzięki temu analizujemy wszystkie produkty i oczywiście sprawdzamy, jak się ma sprzedaż produktów fizycznych do elektronicznych. Większość osób mylnie sądzi, że biznes PSC rozwija się dlatego, że jest w nim tak dużo produktów fizycznych, choć tak naprawdę wciąż większość naszych przychodów, a już zdecydowanie większość dochodów, pochodzi właśnie z produktów elektronicznych. Dlaczego? Ponieważ koszty ich stworzenia są dużo niższe i najczęściej jednorazowe, podczas gdy w przypadku produktów fizycznych są przypisane do każdej sprzedaży każdego z nich.
Tabelka z marżami jest oczywista – służy do sprawdzania, jaką produkt powinien mieć cenę, jaką z taką ceną będzie miał marżę i czy to nam pasuje, czy nie, natomiast tabelka z kosztami zbiera wszystkie nasze koszty do kupy.
Myślę, że warto jeszcze wspomnieć, iż wrzesień 2019 to miesiąc, w którym już zaczęła kwitnąć idea Przestrzeni Pełnej Czasu, co jest o tyle ważne, że ten projekt baaardzo mocno namiesza w moich planach (a w zasadzie już namieszał).

KREATYWNY ZESZYT Z POMYSŁAMI

Jednym z najlepszych sposobów na planowanie, jakie znam, jest rozpoczęcie go od… kreatywnej burzy mózgów – takiej, w której się nie zastanawiamy, czy to jest fajne, czy nie, czy mnie stać, czy ktoś to kupi, tylko pozwalamy swojemu mózgowi płynąć, a on wymyśla różne dziwne i czasem niestworzone rzeczy.

Ja do takiej burzy mózgów (którą najpierw robię sama) muszę się przygotować i niejako rozgrzać.
Stworzyłam więc sobie w tym roku zeszyt, który odpowiednio zatytułowałam, a później zaczęłam w nim rysować kolorowe ramki. Założenie było takie, że każda ramka to jeden pomysł, który mi przyjdzie do głowy.
Tak naprawdę nie ma znaczenia forma wykonania, a więc czy są to ramki, chmurki, lista itp. Mnie po prostu pomaga kolor, rysowanie i odrobina kreatywności w tworzeniu planu działania.

X 2019
SPOTKANIE Z #GANGIEM
W październiku odbyły się dwa wydarzenia: #gangPSC przyjechał do Krakowa, żebyśmy mogły oficjalnie przeprowadzić planowanie na 2020 rok. Było dla nas ważne, żeby to zrobić wspólnie, dlatego że poprzedniego roku robiłyśmy to we trzy (bo #gang składał się tylko z trzech osób) i to zdalnie… przez cały dzień. Nie dlatego, że nam źle szło, ale dlatego, że to wymaga tyle pracy. A w formie zdalnej (choć kocham ten sposób pracy) naprawdę trudno jest to zrealizować.
W tym roku była nas już siódemka (ja, Asia, Justyna, Natalia, Ania, Weronika, Sara), więc było dla nas oczywiste, że musimy to zrobić osobiście i na miejscu w Krakowie. Nasza szalona burza mózgów trwała… cały dzień. Zakończyłyśmy ją wybraniem kilkunastu projektów, które na pewno chciałybyśmy wdrożyć, choć jeszcze nie do końca wiemy kiedy, bo mamy więcej projektów niż miesięcy, w czasie których można je zrealizować.
Drugiego dnia pracowałyśmy (też za pomocą różnych kreatywnych metod) nad celem strategicznym na 2020 rok i mogę z dumą przyznać, że już jesteśmy w trakcie jego realizowania.
Nie jest to wcale seksowny i sprzedażowy cel – wręcz przeciwnie – dotyczy zbudowania zintegrowanego systemu informatycznego, który spinałby nasze wszystkie rozwiązania online i offline, bo dramatycznie już potrzebujemy czegoś takiego.

XI 2019
W listopadzie można było nasze pomysły przekładać na plan (chciałabym Ci w tym miejscu przypomnieć, że pomysły to nie plany! Plany są wrzucone w harmonogram, mają swoje deadline’y, kolejność itp., a pomysły mogą sobie gdzieś leżeć i tyle). Tak się złożyło, że w czasie gdy chciałam się tym zająć, byłam w domu i nie dysponowałam ŻADNYM kalendarzem na 2020 rok! Wyobrażasz to sobie? Żadnym! Na szczęście miałam cały bloczek planerów miesięcznych z naszej dawnej kolekcji akwarelowej, w której dni się uzupełnia. Uzupełniłam więc wszystkie i skleiłam razem, żeby powstała jedna wielka płachta i cały kalendarz na 2020 rok. Nie wiem jak Ty, ale ja uwielbiam rozpoczynać planowanie od ogółu do szczegółu i absolutnie konieczne jest dla mnie widzenie całego roku z lotu ptaka.
Na zdjęciach zobaczysz, że niektóre elementy są tam zapisane ołówkiem i ledwo je widać, a pewne są już zaznaczone trwale na kolorowo. Dlaczego tak? Dlatego że zawsze pierwsze, co zaznaczam na takich planach, to:
– urodziny moje, mojej rodziny i członkiń #gangu,
– wakacje, dni wolne, święta, długie weekendy itp.
To według mnie bardzo ważne. Teoretycznie powinno być oczywiste, ale nie uwierzysz, ile osób o tym zapomina, szczególnie jeśli planuje w palnerze, w którym samodzielnie wpisuje się daty i który nie krzyczy na czerwono, że 15 sierpnia to dzień wolny!
Mam do czynienia z ogromną liczbą kobiet, które planując, są zachwycone, że znalazły idealny termin na promocję swojego kursu online, ale po jakimś czasie okazuje się, że ten czas zahacza o długi weekend i pies z kulawą nogą nie zauważy tego, co mają do powiedzenia.

Następnie sięgnęłam do naszej wcześniejszej listy pomysłów, które chciałybyśmy zrealizować w tym roku (tej, która powstała po burzy mózgów z #gangiem), i przyporządkowywałam im daty – na razie ołówkiem. Nie trzeba tego robić chronologicznie – można zacząć od tych, które już na 100% mają termin. No bo: #kursoksiążka już zapowiedziana, więc wiadomo, że będzie realizowana w styczniu. Książka „Dzieci i czas” to pewniak na Dzień Matki, a Klub Pań Swojego Czasu otwiera się cyklicznie co pół roku, więc wiadomo, że będą to maj i listopad.
Wiele projektów zależy od spraw, o których moje klientki nie mają pojęcia, a więc na przykład od dostępności papieru w hurtowniach. Ten cudny, tak chwalony papier w naszych planerach, jest baaardzo niedostępny – pojawia się i szybko znika, a nasze drukarnie mają za zadanie kupować ile tylko wlezie, nawet jeśli akurat w danym momencie nie będziemy niczego drukować. Bo na pewno się przyda. A mimo to i tak trudno go zdobyć, więc czasem jakiś planer wchodzi akurat w takim a nie innym czasie, bo ni cholerę wcześniej nie dało się zorganizować papieru!
W ten sposób powstaje bardzo wstępny plan, który jest potencjalnie dość niebezpieczny.
Bo nie wiem, czy masz świadomość, ale papier… przyjmie wszystko. Najbardziej szalone, dziwaczne, skomplikowane i niebezpieczne plany również. Dlatego po stworzeniu takiego planu nie obwieszczam go światu, ani nawet mojemu zespołowi, tylko wzywam na naradę Wszechogarniającą Joannę, która jest naszą menadżerką projektów (a wkrótce będzie szefową działu online), i razem pracujemy nad tym planem: ustawiamy, liczymy, sprawdzamy, czy to ma sens, czy mamy bufory czasowe, czy nie zajeżdżamy siebie, zespołu i swoich klientek też (ciągłe promocje mogą zabić każdego). Dodatkowo następuje przeliczenie planu na przychody, bo przecież trzeba ustalić budżet.
Tutaj Ci się przyznam do małej machlojki: otóż budżet powinno się raczej planować z góry.
Tyle i tyle zarobię, tyle i tyle wydam, takie będą koszty itp. Ale ja nigdy tego tak nie robię.
Zawsze sprawdzam, jak to wyglądało w poprzednim roku, a potem mówię: „Okej, chciałabym zarobić tyle i tyle”, patrząc na to, co miałam poprzednio. Oczywiście wiem, ile MUSZĘ zarobić minimalnie, żeby móc utrzymać firmę, pracowników, siebie i rodzinę. Ale jeszcze się nie zdarzyło, żebym tego minimum nie wyrobiła w ciągu dwóch pierwszych miesięcy roku, więc się jakoś bardzo tym tematem nie przejmuję.

Gdy tu już prawie wszystko miałyśmy ustalone, przeniosłam to z roboczej papierowej gigantycznej kartki na nasz plan docelowy, z którym zostaniemy już później przez cały rok, czyli na suchościeralny planer roczny. Nie ma on dat, więc jest uniwersalny, a dzięki temu, że jest suchościeralny, kiedy jakieś plany się zmienią (a zmienią się – to Ci mogę zagwarantować), wtedy je zmywasz i nanosisz nowe.

W moim biurze wisi taki planer zawodowy, a w domu – prywatny. Oprócz tego w domu do planowania używam jeszcze:

  • pustej planszy suchościeralnej do zapisywania spraw wszelakich, ogłoszeń drobnych itp.,
  • kalendarza rocznego w formie plakatu, na którym są zaznaczone moje ważne daty zawodowe. Dzięki temu gdy mój mąż mówi: „Oluś, chciałbym tego i tego lutego wybrać się na rower do Maroka”, to zerkam na mój zawodowy kalendarz i sprawdzam, czy nie mam wtedy jakichś promocji, ważnych sprzedaży itp. Choć akurat jego wyjazdy z tym nie kolidują, a wręcz przeciwnie – mam więcej wolnego czasu na zajęcie się robotą :). Ale już na przykład nasze wspólne wyjazdy i spontaniczne wypady rodzinne muszą być sprawdzone z planem promocji, bo ciężko gdzieś wybyć, jeśli akurat nastaje czas świecenia moją gębą w internecie.

Oprócz tego moje dzieci mają kalendarze w swoim pokoju, żeby móc tam sobie wpisywać zadania, klasówki itp.
Gdy wszystko jest już zaplanowane na tip top – a to „tip top” jak najbardziej oznacza świadomość, że wiele buforów czasowych zostanie wchłoniętych przez szalone pomysły Budzyńskiej (przypomnij sobie, ile pomysłów z 2019 roku w ogóle nie było planowanych) – wtedy Wszechogarniająca Joanna bierze się za bary z Asaną i zaczyna tam szaleć. Każdy projekt musi zostać wrzucony na Asanę, mieć daty i przyporządkowane osoby, a te dotyczące najbliższych trzech miesięcy muszą zostać przełożone na obszary i kategorie, obszary na zadania, zadania na podzadania. Każde zadanie ma zaś wyznaczoną osobę, która je wykona, oraz termin, w jakim powinna to zadanie zrealizować.

Od razu Ci powiem, że nie jest tak, iż zadanie planowane na listopad 2020 roku jest w tym momencie bardzo szczegółowo planowane na Asanie. Nie ma takiej potrzeby i sensu. Po pierwsze, teraz czekają na nas ważniejsze sprawy, czyli projekty, którymi trzeba się zająć tu i teraz, a po drugie, do listopada może się jeszcze bardzo dużo zmienić. Właśnie dlatego nasze planowanie odbywa się na dwóch dużych spotkaniach – w połowie roku weryfikujemy nasze założenia i sprawdzamy, czy nadal mają sens, czy będziemy je kontynuować, czy zmieniać.

Tak na marginesie dodam, że na tym etapie naszych działań zorientowałyśmy się, że nie ma szans, żeby nasza graficzka Weronika była w stanie to wszystko „obrobić”. Każda z nas zajmuje się czymś innym w #gangu, ale Weronika jest potrzebna praktycznie do każdego projektu. Nawet jeśli go nie tworzy od podstaw (tak jak kolekcje #dżunglove lub #glamourpsc), bo są to na przykład artykuły piśmiennicze, które są przez nas dystrybuowane, to tak czy siak one potrzebują mockupów do sklepu. W ten sposób zrodziła się idea zaangażowania kolejnej osoby do pracy i obecnie z Weroniką ściśle współpracuje Paulina, która zajmuje się drobniejszymi zadaniami graficznymi (mockupami, plakatami, grafikami na social media), żeby Weronika mogła dbać o nasze kluczowe projekty.

XII 2019 IZRAEL

Na przełomie listopada i grudnia 2019 roku cały #gang (w zasadzie nie cały, bo nie mogły z nami być Justyna i Weronika) pojechał do Izraela. Oczywiście na planowanie już jest dla nas za późno.
Nie da się planować 2020 roku, jeśli za chwilę ten 2020 ma się już w pełnej krasie dziać :).
I do Izraela (TUTAJ możesz poczytać o naszych wyjazdach) nie jechałyśmy w sumie po to, żeby planować, bo to już było zrobione, ale raczej po to, żeby precyzować i uściślać.
Po pierwsze wszystko to, co związane z naszym projektem strategicznym. Zadaniem Ani – szefowej działu technicznego – było przygotowanie tak zwanej „OPERACJI KOMBAJN – zintegrowanego systemu informatycznego dla PSC” („kombajn”, bo ma w sobie mieścić wszystko) – czyli kompleksowego zapytania ofertowego do potencjalnych dostawców.
Początkowo taka „operacja” mnie przerażała, bo do tej pory było tak, że wybierałyśmy jakąś firmę i heja. Ale po pierwsze w tym „heja” mamy sporo błędów, a po drugie dotychczasowe systemy kosztowały nas kilka, maksymalnie kilkanaście tysięcy złotych, a KOMBAJN jest na tyle dużym, rozbudowanym i skomplikowanym przedsięwzięciem, że będzie nas kosztował kilkadziesiąt, a pewnie kilkaset tysięcy, i trzeba to zrobić porządnie (na marginesie powiem, że Ania zrobiła to tak, że szczęka mi opadła z czwartego piętra aż do piwnicy).
Poza tym w Izraelu naszymi zadaniami były: doprecyzowanie pewnych zagadnień związanych z rekrutacją nowych osób do #ganguPSC oraz burza mózgów na temat promocji i sprzedaży naszej nowej #kursoksiążki o celach i planowaniu.

Jak widzisz nasze planowanie 2020 roku to nie jedno, nie dwa i nawet nie trzy posiedzenia. To w mojej opinii dobrze pokazuje, że powiedzenie: „Miej cele, ale nie wykuwaj ich w betonie”, jest naprawdę słuszne. Nasze cele i plany muszą podążać za nami, a jednocześnie wytyczać nam drogę, i nie jest to łatwe zadanie.

Podsumowując plany PSC na 2020 rok mogę Cię zapewnić, że będziesz miała do czynienia z:

  1. Sprzedażą #kursoksiążki o celach i planowaniu, także w pakiecie z obecną już #kursoksiążką o asertywności;
  2. Nową kolekcją #PASTELOVE w zupełnie nowej odsłonie (czyli nie będą to ani planer, ani mini planer);
  3. Wkładami do planowania według różnych kategorii tematycznych przeznaczonych do planowania w segregatorach;
  4. Książką „Dzieci i czas” o zarządzaniu czasem dla dzieci i rodziców;
  5. E-bookiem o budowaniu zaangażowanej społeczności;
  6. Dwoma edycjami Klubu Pań Swojego Czasu;
  7. Darmowym e-bookiem o kobiecych biznesach, które warto obserwować;
  8. Nowymi kolorami planerów i mini planerów (jeszcze nie wiemy jakie – będziemy to konsultować z Wami);
  9. Różnymi wersjami kalendarzy książkowych na 2021 rok;
  10. Powstaniem Przestrzeni Pełnej Czasu w Krakowie;
  11. Rekrutacją do Przestrzeni;
  12. Nową kolekcją papierniczą, którą „otworzymy” Przestrzeń;
  13. Kursem online poświęconym budowaniu biznesu online;
  14. Podróżnikiem – czyli planerem dla podróżniczek;
  15. Pierwszą książką wydaną w wydawnictwie PSC, która nie będzie mojego autorstwa.

I pewnie jeszcze dziesiątkami innych projektów, o których teraz nawet nie myślimy, a po prostu wpadnę na nie w czasie trwania roku :).

Do tych wszystkich sposobów na planowanie dodaję jeszcze dwa ostatnie. Po pierwsze:
planowanie akcji promocyjnych i sprzedażowych robię w kalendarzu #glamourpsc, w którym zaznaczam czas promocji i sprzedaży, a ponieważ jest tam sporo miejsca na uzupełnianie, to każdy dzień jest opisany pod kątem tego, co się będzie w nim działo. Nauczona doświadczeniem stosuję to, co mi się sprawdza najlepiej, czyli różne kody kolorystyczne przyporządkowane do różnych mediów społecznościowych i form komunikacji, które będziemy realizować. Inny kolor mają działania na Instagramie, inny na Facebooku, jeszcze inny newslettery, artykuły itp.
Dzięki temu jeden rzut oka pozwala mi sprawdzić, czy czegoś nie mam za dużo, a czegoś za mało.
Mam też jasność, o czym będę mówić, jak będę promować i będę miała 100% pewności, że wszystkie tematy, o których chcę powiedzieć, zostaną poruszone. To sprawia, że wiem, co mam robić każdego dnia, i nie mam poczucia, że ciągle mówię o tym samym.

Po drugie: ostatnim elementem planowania jest mój osobisty Planer Pełen Czasu, do którego wpadają codzienne zadania, które mam realizować. Nie biorę ich znikąd – są one oczywiście wypadkową tego, że dany projekt jest rozpisany na Asanie na poszczególne zadania, a ja jestem jedną z osób, która je realizuje. Można więc powiedzieć, że w moim planerze znajduje się kopia tego, co w Asanie. Mnie jest to jednak bardzo potrzebne, bo sporą część pracy wykonuję z dala od telefonu i komputera i nie mam ochoty tam wracać, by sprawdzić lub odhaczyć swoje zadania.

Ponadto w planerze mam także zadania prywatne związane z rodziną, dziećmi i przyjaciółmi, a w Asanie tego nie ma, bo dotyczy ona tylko spraw zawodowych. W swoim planerze również stosuję kod kolorystyczny, który ułatwia życie jak cholera. Mam nawet specjalnie opisane pisaki, żeby się nie zastanawiać, który kolor jest do czego, ale o tym pisałam już w TYM artykule.

Mam wielką nadzieję, że przyjrzenie się od środka temu, jak wyglądało moje planowanie, było dla Ciebie ciekawe i znajdziesz w tym jakieś pomysły, które wykorzystasz u siebie.