Klaudyna Maciąg – #gangpsc

Bywają niespełnione, nieszczęśliwe i zagubione. Albo wręcz przeciwnie – zdobywają szczyty, ale takie, które wcale nie dają im satysfakcji. Potrzebują zmian, więc szukają nowych dróg. Przypominają sobie, co zawsze lubiły robić najbardziej i otwierają się na nowe możliwości. Czasem są odważne i pewne siebie, a czasem kolana drżą im na samą myśl, że robią coś szalonego. Co je łączy? To, że zdecydowały się zmienić życie zawodowe, pójść za głosem serca i nareszcie zacząć robić swoje.

Już w poniedziałek udostępnimy całkowicie za darmo ebook „Kobiece biznesy, które wymiatają. Subiektywny przewodnik Oli Budzyńskiej”, dzięki któremu poznasz trzydzieści sześć niezwykłych kobiet, które osiągnęły spektakularny sukces w biznesie, często zaczynając jak wiele z nas – od rzucenia etatu, od szukania własnej ścieżki, od skoczenia na główkę, mimo strachu i niepewności.

Większość z tych kobiet dobrze znasz – bo ich działania są widoczne w świecie online, w social mediach, w blogosferze. Ale oprócz tych, które zdobyły wielką popularność w kraju, istnieją także kobiety, które może nie stały się sławne, które nie trafiły jeszcze na okładki pism, ale które są równie odważne, równie kreatywne, równie przedsiębiorcze. To właśnie one – czytelniczki Pani Swojego Czasu – są dzisiaj naszymi bohaterkami. Prowadzą małe pracownie i duże przedsiębiorstwa, są freelancerkami, mamami, specjalistkami w swoich branżach. Kiedyś odważyły się pójść w nieznanym kierunku, a teraz dzielą się z Tobą swoimi historiami – jakie miały obawy, dlaczego zmieniły zawodowe życie i co radzą innym. Chcesz poznać ich doświadczenia? Zainspirować się tym, co przeżyły i dokąd doszły? Zapraszam do lektury!

Chcemy być sobą wreszcie!

Ile kobiet, tyle historii pójścia na swoje, ale wiele z nich łączą smutki i żale – rozczarowanie dotychczasową pracą, niemożność pogodzenia życia rodzinnego z zawodowym, frustrujący współpracownicy, brak perspektyw, problemy finansowe. Kobiety często duszą się na etatach, które w oczach wielu wydają się życiowymi okazjami – bo świetne zarobki, bo wielkie firmy, bo służbowe auta i karnety na siłownie. Mało kto wyobraża sobie, że za drzwiami tej „firmy marzeń” naszej przyjaciółce czy córce może być źle. Mało kto myśli o tym, że kierunek studiów wybrany przez dziewiętnastolatkę nie musi być szczytem jej marzeń pięć czy dziesięć lat później. I choć wiele z naszych bohaterek podkreśla, że duże wsparcie dali im bliscy – mężowe, rodzice, przyjaciele – to równie dużo jest scenariuszy, w których mama obraża się za nową drogę swojej córki, znajomi pukają się w czoła, a „życzliwe” koleżanki wieszczą rychły powrót na etat.

Jeżeli dodamy do tego obawy o utrzymanie rodziny, strach przed rzuceniem się na głęboką wodę i niepewność o każdy kolejny dzień, zaczniemy się zastanawiać, ile siły, samozaparcia i woli walki muszą mieć w sobie te wszystkie babki, które mimo przeciwności chcą iść po swoje. Nie każda ma przy boku męża, który dobrze zarabia. Nie każda ma rodziców, którzy w razie czego pożyczą na rachunki. A mimo to – robią to. Po prostu szukają nowych dróg, które doprowadzą je na ich własne szczyty.

Czy się boją? Oczywiście! Najczęściej, że poniosą porażkę, że nie znajdą klientów i że firma nie będzie na siebie zarabiać. Co zatem kieruje nimi, że zdobywają się na odwagę?

Monika, Nowoczesna Asystentka, opowiada o swojej drodze w taki sposób: „Brakowało mi pomysłu na siebie, ale wiedziałam jedno – że chcę pracować samodzielnie, najlepiej zdalnie, online, rozwijać się, uczyć, poznawać inspirujących ludzi. Robić to, co chcę i lubię, a nie, co muszę. Tylko jakoś zupełnie nie mogłam poukładać sobie w głowie tego, czym właściwie miałabym się zajmować. Moim wzorem była Ola Budzyńska. To dzięki niej uświadomiłam sobie, że ja nie chcę pracować w transporcie tak codziennie, do końca życia. Zauważyłam, że coraz mniej mam satysfakcji, a coraz więcej we mnie buntu. Obserwowałam więc namiętnie działalność Oli, dołączyłam do grupy Pań Swojego Czasu, licząc po cichutku, że się zmobilizuję i coś wreszcie wymyślę. No cóż, samo patrzenie na sukcesy innych na nic się zda, jak się nie ma tej wewnętrznej siły, motywacji. Dopóki nie pojawi się iskierka i nie rozpali się ogień, można tylko patrzeć, bo działać nie ma jak i z czym. Iskierka w końcu przeskoczyła i wznieciła ogień”.


Monika, organizująca kobiece wyjazdy z pasją, która bardzo lubiła pracę w korporacji, swoją decyzję wyjaśnia tak: „Czułam, że nie żyję najlepszym scenariuszem na moje życie. Że coś mnie uwiera i jednak chcę spróbować czegoś więcej. Myślałam też o wolności, uwolnieniu się ze sztywności korporacyjnych norm oraz systemu klękania przed prezesem. I o czasie! Nie musieć siedzieć w biurze, klepać godzin, kiedy robota nie idzie!” – i dziś jest szczęśliwa, mimo strachu, jaki czuła podejmując decyzję o zmianie.


Kasia z pracowni Meblove Kreacje opowiada o tym, ile dobrego przyniosła jej zmiana: „Kiedyś wydawało mi się, że ja + własna firma, to dwa odległe bieguny. Dziś nie wyobrażam sobie, że mogłabym robić cokolwiek innego. Jestem z siebie mega dumna, bo rzuciłam się na głęboką wodę i mimo wielu trudnych chwil, udało mi się je przetrwać. Zawodowo nigdy nie byłam w lepszym momencie niż w chwili obecnej. Zdecydowanie była to moja najlepsza decyzja w życiu, mimo tego, że łatwo nie jest. Pomimo tego, że pracuję (zwłaszcza fizycznie) bardzo dużo, to pracuję na własnych zasadach i uparcie realizuję kolejne cele, które sobie stawiam”.


O tym, że mimo obaw warto iść po swoje, mówi także prowadząca Słodki Biznes Urszula: „W moim przedsięwzięciu kibicowali mi najbliżsi. Dostałam od nich wsparcie, jakiego wtedy potrzebowałam. Początki nie były łatwe. Wchodziłam w temat zupełnie nowy, nieznany i obcy. Nie wiedziałam, czy podejmuję dobre decyzje. Jedyne, czego wtedy byłam pewna to to, że mam wystarczająco dużo determinacji i zaangażowania, żeby mi się udało. Od samego początku miałam swoje zasady. Wiedziałam, czego chcę”.


O wyzwaniach związanych ze zmianą i wątpliwościach, które wciąż czasem się pojawiają, mówi Aga z TULsie.pl | 24hugs: „Największym wyzwaniem było podjęcie decyzji o rzuceniu roboty na etacie, żeby poświęcić się w 100% swojemu biznesowi. Głosy z zewnątrz nie pomagały, wyliczenia finansów też nie. Bardzo pomógł mąż, który był ze mną w tej decyzji i miał wiarę w powodzenie za nas dwoje (nadal on tej wiary ma więcej niż ja). Dziś, gdy mam słabsze chwile i mam ochotę słuchać myśli i głosów, że na etacie byłoby więcej kasy, czasu itd… szybko przypominam sobie, że u kogoś też nie jest idealnie i przecież nie nadaję się do korpo (do standardowego polskiego biznesiku tym bardziej)”.


Twórczyni marki Mia Rock, Kasia, opowiada natomiast o wątpliwościach – tyle że cudzych, a nie własnych: „Założenie tej firmy to był ogrom wyrzeczeń, mnóstwo nauki i nieustępliwość. Ludzie łapali się za głowę jak słyszeli, że porzuciłam togę na rzecz rockowych ubranek. Często słyszę pytania, czy nie żałuję tylu lat studiów, aplikacji i doświadczenia na rzecz takiej firmy. Teraz, po ponad roku od startu firmy, mogę powiedzieć, że nie żałuję absolutnie niczego. Znajomość prawa ogromnie pomaga mi w prowadzeniu firmy. Moja wiedza jest moim ogromnym atutem, nawet przy dziecięcym biznesie.

Po takim czasie mam także świadomość, jak wielu nowych rzeczy się nauczyłam. Że startując z tą marką nie wiedziałam kompletnie nic. Teraz – kiedy moje ubranka pojawiają się na targach (byłam nawet na Tattoo Konwencie, co było jednym z moich marzeń), widzę zachwyty ludzi nad oryginalnością mojego pomysłu i mam świadomość, że wszystko, poczynając od nazwy (Mia to imię mojej córki), poprzez grafiki i kroje ubranek jest w 100% moje i stworzone przeze mnie – muszę przyznać, że daje to ogromną satysfakcję”.


Nieco inną historię ma za sobą Agata z HorseSense, która zdecydowała się połączyć ze sobą etat i własną działalność, a dopiero później musiała podjąć najtrudniejsze decyzje: „Przez trzy lata łączyłam pracę z działalnością gospodarczą. W 2008 roku przyszedł kryzys – ja dostałam ofertę projektu w Kazachstanie (taka zsyłka 😉 i wiedziałam, że muszę zdecydować. Albo zrezygnuję z pracy i ciągnę dalej działalność… albo przepadnie to, co wypracowałam. Działalność w tym momencie nie zarabiała, ale miałam oszczędności. I rzuciłam się na głęboką wodę. Bałam się STRASZNIE. Budziłam się rano, i wyobrażałam sobie, że zaraz wyląduje na Dworcu Centralnym w Warszawie (no wiem, że to nie za bardzo wspierające było…). Jednak się zmobilizowałam i determinacja i konsekwencja zaczęły procentować. Nie przyszło mi łatwo ustabilizować ten biznes. Nadal mam poczucie, że płynę okrętem na pełnym morzu i czasem są burze”.


Z kolei Paulina, twórczyni About Face Illustration, pokazuje jedną z możliwych dróg, gdy decydująca okazuje się pasja: „Kiedy moja córka miała pięć miesięcy, zdecydowałam się zaryzykować, wykonałam pierwszą ilustrację, wrzuciłam na Instagram. Po 4 miesiącach miałam już tyle pracy, że nie było mowy o powrocie na jakikolwiek etat. 4 lata później wiem, że to była najlepsza decyzja, firma się rozwija i niejednokrotnie dawałam radę utrzymać nas z niej sama (4-osobowa rodzina), wspierając męża w otworzeniu własnego biznesu”.


Na koniec – historia fotografki Ani, która również poszła w kierunku pasji, ale ostateczną decyzję podjęła wtedy, gdy w jej życiu wydarzyło się coś otrzeźwiającego: „Zdjęcia robiłam od zawsze. Jako nastolatka biegałam ze starym zenitem mamy po ogrodzie, szukając motylków i kwiatków które mogłabym sfotografować. Jak urodziłam córkę, to siłą rzeczy ona stała się głównym obiektem moich fotograficznych zainteresowań. Potem byli znajomi, a po nich klienci. I tak od kilku lat prowadzę dobrze prosperujący biznes. Stałam się znana i rozpoznawalna w okolicy. Przez kilka lat ciągnęłam jednocześnie i szkołę i firmę, ale nie dałam już rady. Rok temu, wracając przed samymi świętami Bożego Narodzenia z pracy, ze szkoły, zasnęłam za kierownicą. Na szczęście nic się nie wydarzyło. Ale zrozumiałam wtedy, że nie warto się zajeżdżać i postanowiłam że całą siłę i moce przekieruję na to co tworzę sama. Nie żałuję ani minuty. Żałuję, że tak późno się na to zdecydowałam. Młodsze znajome, córki znajomych, które właśnie wchodzą na rynek pracy, mówią, że jestem dla nich inspiracją. Widzą, że nawet mając więcej niż dwadzieścia kilka lat, można znaleźć swoją przestrzeń i stworzyć miejsce w którym osiągnie się sukces”.

Jak rozwijać własny biznes? Rady na start

Na pewno widzisz już, że do celu „własny biznes” prowadzić może wiele ścieżek. Niewykluczone, że któraś z tych historii jest podobna do Twojej. Inspirujące opowieści to może być jednak za mało, dlatego poznaj rady doświadczonych koleżanek, które dzielą się swoimi spostrzeżeniami w temacie zakładania i prowadzenia własnej firmy oraz radzenia sobie z wątpliwościami, strachem i brakiem wsparcia.

Na początek – Wirtualna Asystentka Magda: „Moja rada dla osób, które chcą zaryzykować – bądźcie odważne i silne. Dajcie sobie wielki kredyt zaufania – uwierzcie, że możecie! Wiara w swoje siły i możliwości, to według mnie pierwszy klucz do sukcesu. Drugi – to ciężka praca i zaangażowanie. Gdy będziecie miały słabszy dzień, mam dla was radę: idźcie do łazienki, stańcie przed lustrem i popatrzcie sobie głęboko w oczy. Powiedzcie sobie, jak ważne jesteście i że to od was zależy wasza droga. Mnie wystarczy kilka słów: Magda nie pękaj! A jak pękniesz, to się posklejaj i zasuwaj dalej! Bo zasługujesz na więcej. I wy też zasługujecie. Wierzę w Was”.


Paulina, Zainspirowana, zebrała kilka rad na start: „Nie musisz szukać zupełnie nowego obszaru do działań – wiedza czy umiejętności, które masz, są bardzo cenne – znajdź tylko osoby, które tego potrzebują i zacznij sprzedawać; zanim otworzysz biznes – znajdź klientów – inwestycje czy strona www zaczekają; zawsze możesz spróbować działania na swoim, a potem zrezygnować i wrócić na etat; poszukaj ludzi w podobnej sytuacji do Twojej, stwórz lub dołącz do jakiegoś mastermindu – wsparcie innych przedsiębiorców jest bezcenne; mocno przysiądź nad wyceną swoich usług – pamiętaj, że Twój czas jest bardzo cenny”.


Założycielka marki Polka Sport, Kasia, dodaje od siebie: „Uważam, że warto spróbować, choćby po to, żeby się przekonać, że to nie dla Ciebie. Na pewno warto dobrze przemyśleć tę decyzję, w miarę możliwości przygotować sobie prosty biznes plan i policzyć wszystko w excelu. Uniknie się wtedy potencjalnych strat finansowych. Myślę, że gdybym rozpoczynała Polkę Sport ponownie, to nie rzucałam bym etatu zanim biznes by się nie rozkręcił. Przez jakiś czas prowadziłabym to równolegle.

W biznesie kluczowe jest dobranie do współpracy wiarygodnych, rzetelnych i uczciwych partnerów biznesowych. To jest trudne, bo często ludzie ukrywają swoje prawdziwe intencje i to, że firma ma problemy. Ale warto poczytać opinie w Internecie, poprosić o rekomendacje innych klientów. Uważam, że to bardzo ważny aspekt”.

Kalndarz na rok 2021

Bardzo motywujące są także słowa Joanny ze Szczęśliwego Końca Świata: „Idź i buduj, kobieto! Bój się i rób. A jeżeli jeszcze nie wiesz dokładnie, co chcesz robić i w którym kierunku się zawodowo realizować, to wierz mi, że możesz to w sobie odnaleźć. Wszystkie odpowiedzi są w Tobie. A jeżeli czujesz, że jest Ci trudno i kompletnie nie wiesz, jak ruszyć z miejsca, w którym jesteś teraz, to proś o pomoc – rozglądaj się i sięgaj po pomoc. To jest naprawdę ok! Już nie czekaj”.


Na bardzo ważne kwestie zwraca uwagę psycholog Natalia Kwiatkowska: „Zbuduj solidne fundamenty w oparciu o swoją wizję. Swoją, nie kogoś innego. Działaj nawet małymi, ale konsekwentnymi krokami. Już na początku oddaj część swojej pracy profesjonalistom (np. księgowość), bo choć wiąże się to z kosztami, pozwala zaoszczędzić mnóstwo czasu i nerwów! Nie bój się, że czegoś jeszcze nie wiesz, albo nie potrafisz – nie musisz być dobra we wszystkim! Prowadzenie swojego biznesu to przecież ciągła nauka…”.


Ola z Wild Rocks zwraca uwagę na kwestię budowania społeczności: „Jeśli miałabym coś komuś doradzić, to powiedziałabym jej lub jemu, żeby działał. Z tym co ma, tam gdzie jest. Nie czekał na idealny moment. Żeby od dnia zero budował społeczność, bo nawet jeśli content is the king, to community is the queen. I żeby bardzo, bardzo uważnie słuchał swoich odbiorców, bo to oni między słowami podpowiedzą mu najlepsze pomysły na rozwój biznesu”.


Wieloma trafnymi spostrzeżeniami dzieli się także Anna z Laboratorium Biznesu: „Zastanów się, czy chcesz pozostać freelancerką (solopreneurką) czy jednak budować zespół i skalować firmę, bo to wymaga kompletnie innych kompetencji. Dobrze zbadaj swój rynek i klienta, bo nie ma nic gorszego niż wysiłek pchany w biznes, który nie ma solidnych fundamentów i nie trafia w potrzeby rynku. Naucz się podstaw zarządzania, sprzedaży, finansów. Dużo czytaj, ale nie literatury inspiracyjnej czy ogólnorozwojowej, tylko książek naprawdę biznesowych. Rozmawiaj z innymi przedsiębiorcami, bo prowadząc biznes nieraz poczujesz się samotna i zagubiona – a jednocześnie będzie Ci się wydawać, że tylko Ty tego doświadczasz. Znajdź mentora, kogoś, kto przeszedł podobną drogę z sukcesem i zapytaj, czy nie chciałby z Tobą raz na jakiś czas pogadać, odpowiedzieć na pytania. Jeśli naprawdę myślisz o biznesie, nastaw się na ciężką walkę – ale idź z podniesioną głową i wiarą, że jeśli dobrze się przygotujesz i będziesz ciężko pracować, to pokonasz wszystkie przeciwności”.


Parę słów od siebie dodaje także twórczyni marki Pani Kropka Dekoruje, Justyna: „Moja rada jest taka żeby doświadczać, próbować. Rozwijać się na różnych płaszczyznach. Dużo czytać i inspirować się. Obserwować ludzi i uczyć się od nich. Oczekiwać i chcieć coś więcej od życia. Kochać życie i go doświadczać. Doceniać, popełniać błędy i wyciągać wnioski. Próbować i próbować”.


Ola, która jest architektką, zwraca uwagę na to, co może stanąć nam na drodze, ale od razu podsuwa też rozwiązania: „Moją rada dla dziewczyn, które chcą robić coś swojego, to jedynie to, że strach zawsze będzie, krytyka też, niedocenianie przez innych, często rodzina też nie będzie cię doceniać i uważać za fachowca i eksperta (i niech tak będzie) ale rób swoje pomimo tego wszystkiego, najgorsze, co może się stać to to, że za jakiś czas będziesz nadal w tym samym miejscu, co jesteś teraz, i jak nie uda się, to wtedy zawsze możesz szukać pracy na etacie, bo przecież wiele z nas jest bardzo szczęśliwych w takim bezpiecznym miejscu”.


Paulina, Pet Coach, która prowadzi już drugi biznes, dużo uwagi poświęca strachowi: „To, co mogłabym doradzić tym, którzy się boją – ja też się boję. Cały czas, każdego dnia podejmując nowe decyzje, ryzykując. Strach zawsze będzie Wam towarzyszył, ale dopóki nie spróbujecie, to się nie przekonacie, czy ten strach Was napędza, czy nie. Jedno jest pewne – to, jak będziecie dumne z siebie, że zrobiłyście coś samodzielnie, dla siebie i swojego biznesu jest nie do opisania”.


Dużo ciekawych uwag i rad przygotowała także MumAssist, Marcelina: „Gdybym miała coś poradzić tym z Was, które nie są pewne swoich pomysłów: zapytajcie siebie, czego chcecie i na czym Wam zależy. Bardzo często widzę, że to nie my kobiety nie jesteśmy czegoś pewne, tylko nasze otoczenie wciąż nam wbija do głowy, że nie damy rady. A z bardziej przyziemnych spraw: skupiaj się na tym, żeby rozwiązać problemy klienta, a nie zarabiać pieniądze (one i tak przyjdą); przygotuj się na porażki, one są wpisane w drogę na szczyt; miej zaplecze finansowe, które pozwoli Ci przetrwać co najmniej kilka miesięcy; zysków firmy nie traktuj jak Twój zarobek, ale jak materiał na inwestycje w jej rozwój; inwestuj w siebie (bo Twoja firma to Ty), szkól się i szukaj rozwiązań, a każda wydana w ten sposób złotówka wróci do Ciebie z nawiązką”.


Krótka, ale bardzo cenna, jest porada od fotografki Joanny: „Trzeba ryzykować, mieć oparcie w bliskiej osobie i chcieć spełniać swoje marzenia i coś w tym kierunku robić. a nie tylko o nich mówić”.


Copywriterka Urszula, twórczyni marki Słów Składanie, dodaje od siebie: „Co bym radziła innym? Przede wszystkim zastanowić się, czy to dla mnie. Nie każdy nadaje się do własnej firmy, to naprawdę ciężka harówka, o biznesie myśli się czasem 24/7. Znam wielu ludzi, którzy lepiej odnajdują się na etacie, doceniają stałość godzin, benefity, stabilne zarobki. Jeśli nie ma się dość determinacji i ambicji oraz praca nie jest pasją – jakkolwiek utarty jest to frazes – to ciężko będzie wytrwać, prowadząc własną firmę. Zwłaszcza w Polsce, która niestety, według mnie, przedsiębiorczości wcale nie wspiera”.


Z kolei Małgorzata, która jest coachem i mentorem kariery, przedstawia swoje „złote zasady” dotyczące łączenia pracy z macierzyństwem: „Po pierwsze, nie pracować na urlopie macierzyńskim (wiadomo jak to wygląda we własnej działalności) i to prawie mi się udało. Po drugie – skupić się na jednym projekcie, zamiast łapać kilka srok za ogon. Od 4 miesięcy z przerwami na infekcje żłobkowe pracuję nad stworzeniem mojego biznesu od nowa (nowa wizja, nowa strategia, nowa strona internetowa, nowe usługi i w planie własne produkty), jednocześnie realizując zlecenia na dotychczasowych warunkach. Idzie powoli, ale nie śpieszę się (patrz poniżej). Zatrudniłam Wirtualną Asystentkę do pomocy – powinnam była zrobić to wieki temu!!! Po trzecie – cieszyć się macierzyństwem (nie zapominając o własnym rozwoju i własnych potrzebach) i pracować ok. 4 godziny dziennie – czasem się udaje, czasem nie”.


Patrycja z One Little Photo radzi natomiast: „Gdybym miała dać radę osobie, która chciałaby przejść na swoje, przede wszystkim powiedziałabym, żeby ta osoba nauczyła się organizacji (wtedy doba rozszerza się tak, że da się zrobić więcej niż NIC), nie bała się i zaczęła działać małymi krokami. Krok po kroku, cel po celu” i dodaje kawałek swojej historii: „Założyłam sobie na początku zbyt dużo celów, których później nie umiałam zrealizować. W międzyczasie trafiłam na artykuły i podcasty Oli. Pochłaniałam je jeden za drugim i zaczęłam wyciągać wnioski. Doszło do mnie, że moim najpoważniejszym błędem był brak równowagi w życiu. Nie potrafiłam oddzielić czasu pracy i czasu dla siebie, co się okazało bardzo ważnym aspektem w prowadzeniu swojego biznesu. Bo przecież człowiek zmęczony i wyczerpany nie jest w stanie mądrze i efektywnie pracować, przynajmniej na dłuższą metę. Zaczęłam planować. Realnie i z rozsądkiem. Uświadomiłam sobie, że moja firma nie jest żadnym wyścigiem szczurów i dojdę do swoich celów w odpowiednim czasie. I nagle, kiedy uspokoiłam się wewnętrznie, wszystko zaczęło inaczej funkcjonować”.


Aga, która rzuciła korporację na rzecz projektowania odzieży kolarskiej, również podzieliła się swoimi przemyśleniami: „Na pewno warto spróbować realizować swoje pomysły, bo kto inny za nas to zrobi, jak nie my same? Na pewno ważne jest, by mieć jakieś zaplecze finansowe, na wypadek niepowodzenia, liczyć, budżetować, otaczać się wartościowymi ludźmi i wciąż uczyć i rozwijać się. Prowadzenie własnego biznesu wymaga wg mnie ciągłego rozwoju, chyba z każdej dziedziny szczególnie na początku drogi. Kryzysy zdarzają się, ale to właśnie one mnie umacniają. Polecam każdej osobie, która ma pomysł i nie obawia się go wykorzystać”.

Uff, trochę się tego zebrało, prawda? Mam nadzieję, że uwagi kobiet, które mają za sobą różne drogi, ale ostatecznie doszły do tego samego punktu, jakim jest prowadzenie własnej firmy, pomogą Ci, jeśli i Ty zdecydujesz się pójść taką ścieżką.

Praca na swoim – czym możesz się zajmować?

W ramach podsumowania historii, jakie otrzymałam od czytelniczek Pani Swojego Czasu, przygotowałam listę branż i zawodów, jakimi się one zajmują. Niewykluczone, że znajdziesz tutaj coś dla siebie:

  • organizacja warsztatów i wyjazdów dla kobiet;
  • wirtualna asysta;
  • tworzenie niepowtarzalnych produktów i wprowadzanie na polski rynek czegoś zupełnie nowego;
  • coaching;
  • psychologia;
  • obsługa social mediów;
  • programowanie;
  • prowadzenie pracowni artystycznej;
  • malarstwo;
  • prowadzenie firmy z branży IT;
  • fotografia;
  • tworzenie marki odzieżowej;
  • organizacja szkoleń z wystąpień;
  • copywriting;
  • tłumaczenia;
  • grafika komputerowa;
  • organizacja programów rozwojowych;
  • doradztwo w zakresie chustonoszenia;
  • prowadzenie biura projektowego;
  • florystyka;
  • szkolenie zwierząt.

Całą tę listę podsumować można krótko – niekiedy kobiety bazują na wykształceniu, innym razem – opierają się na pasji. Czasem o nowej drodze decyduje przypadek, innym razem – czujne obserwowanie innych.

A jaką drogę Ty widzisz dla siebie?

Zostawiam Cię z inspirującymi słowami od Kasi z Mama ma moc: „Moim największym marzeniem jest jednak to, by kobiety umiały odkryć, czego chcą i realizować to z maluchami pod pachą (swoją lub partnera). I aby nie miały przy tym wyrzutów sumienia!” oraz Anny Prończuk-Omiotek: „Początki bycia w 100% na swoim są dla mnie meeega trudne, ale za każdym razem, gdy upadnę, to potem się otrzepię, podnoszę koronę i idę dalej”.

Chcesz pójść na swoje? Przeanalizuj sytuację i zrób pierwszy krok albo wskakuj na główkę, bo – jak widać – każda z tych dróg może zakończyć się sukcesem.

A jeśli potrzebujesz więcej inspirujących historii, to w poniedziałek wypatruj pojawienia się ebooka o kobiecych biznesach, które wymiatają, bo dzięki niemu przekonasz się, że świat biznesu online należy do kobiet!