Od ponad 2 lat pracuję tylko i wyłącznie w domu. 99% mojej pracy odbywa się w moich własnych czterech ścianach, a ten 1% obejmuje różnego rodzaju szkolenia, spotkania, wykłady i warsztaty, które prowadzę poza domem, a które też są częścią mojej pracy.

Od jakiegoś czasu zastanawiam się nad wynajęciem biura. Zawsze gdy dzielę się z kimś tą myślą, słyszę: „No tak, trudno jest pracować w domu. Chcesz to rozdzielić, tak?”.

Otóż nie. Według mnie nie jest trudno pracować w domu. Praca w domu jest dla mnie superwygodna i superszybka. Wszędzie mam blisko, nie tracę czasu na dojazdy.

Praca w domu jest dla mnie również swego rodzaju koniecznością, ponieważ na wypadek kryzysu związanego z chorobą syna do szkoły mam jakieś 5 minut piechotą.

Biura w zasadzie potrzebuję tylko po to, aby spokojnie nagrywać podcasty i wideo – bez konieczności usuwania reszty domowników i przemeblowywania gabinetu (kręcenie filmów do kursu wymaga odpowiednio zaadaptowanej przestrzeni, jeśli chcę, aby wszystko sensownie się nagrało). Dodatkowo gdy wieczorem prowadzę webinary i tańczę w ich trakcie (brałyście kiedyś udział w moim webinarze? Bo na nich się tańczy!), czasem zastanawiam się, czy moje dzieci na pewno już śpią. Wolałabym nie zastanawiać się nad tym, gdy włączam głośno muzykę.

W moim wypadku praca w biurze jest raczej fanaberią niż koniecznością.

Ale wiem, że dla wielu kobiet jest kłopotem. Pracują w domu – lub chciałyby zacząć to robić – nawet jeśli miałoby to oznaczać po prostu rozwinięcie jakiegoś przedsięwzięcia (na tym etapie niekoniecznie zarobkowego – przypomnę, że Pani Swojego Czasu zaczynała jako blog, który ani złotówki nie zarobił przez kilka pierwszych miesięcy funkcjonowania, a dzisiaj jest przedsięwzięciem, z którego utrzymuję siebie i rodzinę, oraz firmą, która zatrudnia dwie osoby „na stałe” i współpracuje z kilkunastoma innymi przy realizacji poszczególnych projektów).

Praca w domu może wiązać się z wieloma wyzwaniami, bo trzeba zmienić nie tylko swoje przyzwyczajenia, lecz także przyzwyczajenia innych osób – na przykład domowników oraz dalszej rodziny, która jakże ochoczo będzie nas częstować uwagami typu: „A cóż ty robisz cały dzień w tym domu, skoro nawet obiadu nie ugotowałaś?!”.

Praca w domu nie wymaga nie wiadomo czego. Wszystko może się rozwijać przy Twoim biurku, w Twoim domu. Nie potrzebujesz nie wiadomo jakiej infrastruktury czy biura, ale trzeba to sobie zorganizować. I dzisiaj Ci podpowiem, jak to zrobić.

1. Praca to praca. I kropka.

Najczęstszy błąd popełniają kobiety, które wciąż wierzą, że multitasking to sposób na wykonanie większej liczby zadań w krótszym czasie. Multitasking to sposób na większe zmęczenie. I tyle. Zaraz do tego przejdziemy.

OK, zdecydowałaś, że chcesz pracować w domu. Świetnie! Czy ktoś z Twoich bliskich pracuje poza domem? Mąż, żona, siostra, teściowa, brat, wujek? Zresztą – nie ma znaczenia, kim jest ten ktoś; powiedz mi, co ze sobą zabiera, gdy wychodzi z pracy.

Czy zabiera ze sobą kosz pełen brudów, żelazko, deskę do prasowania, stos brudnych garów, szczotkę do zamiatania, produkty do przygotowania obiadu? Nie…? Ależ dlaczego?! Czyżby dlatego, że… idzie do pracy?!

Jeśli tak (a odpowiedź na pewno brzmi: „Tak”), to może czas zastanowić się, dlaczego Ty zabierasz do swojej pracy wszystkie te przedmioty i dlaczego Ty w swojej pracy masz zamiar wykonać wszystkie te czynności, których nikt inny WYCHODZĄCY do pracy nie zamierza robić? Co więcej – nikomu w pracy nie pozwala się wykonywać tych czynności!!! Praca to praca! A zajmowanie się domem to zajmowanie się domem. Można to łączyć (i zaraz Ci napiszę jak), ale nie można tego mieszać!

Jeśli swoją pracę w domu będziesz traktować jako dodatkową, to efekty również będą dodatkowe. Jeśli swoją pracę w domu będziesz wykonywać zawsze na końcu, po zrealizowaniu wszystkich prac domowych (cud, że pozostał Ci jakikolwiek czas na pracę zawodową!), to efekty będą tożsame z wysiłkiem, który w tę pracę włożysz (czyli kiepskie).

2. Znajdź swoje miejsce do pracy. Albo i nie.

Pewnie teraz zastanawiasz się, cóż to za rada, skoro sama sobie zaprzeczam. Otóż jako Pierwsza Dama Obalania Mitów Związanych z Zarządzaniem Sobą w Czasie lubię również obalać mit, który mówi, że jeśli chcesz efektywnie pracować w domu, musisz wyznaczyć miejsce do pracy.

Niekoniecznie. Odczarujmy to. Owszem, najlepiej by było, gdyby wszystkie przedmioty, papiery i cokolwiek jest Ci potrzebne do pracy znajdowały się w jednym miejscu, tak abyś nie traciła czasu na ich szukanie i aby nie walały się po domu. I owszem, może się zdarzyć, że akurat będziesz taką osobą, której wygodnie jest pracować z jednego miejsca. Na pewno sprzyja to wypracowaniu nawyku siadania do pracy o określonej porze i oddawania się pracy, ponieważ nawyki uwielbiają przewidywalność.

Ja również mam swoje miejsce, którym jest gabinet (widzisz go na zdjęciu tytułowym). Stoją w nim nasze biurka i znajdują się wszystkie materiały związane z naszą pracą (jeśli oglądasz „Kawę z Budzyńską”, znasz go doskonale, bo właśnie z niego najczęściej nadaję).

Ale: często zmieniam miejsce pracy. Zwykle pracuję z komputerem (lub z zeszytem, jeśli coś wymyślam), dlatego mogę pracować, gdzie mnie poniesie. I często niesie mnie na kuchenny stół, na podłogę, do sypialni, a nawet na piętrowe łóżko moich dzieci, które jest niezłą kryjówką przed resztą świata. Sprawdź zatem, co najlepiej działa w Twoim wypadku.

3. Ustal priorytety i zrób plan.

Codziennie rano (a najlepiej – poprzedniego wieczoru) ustal 3 najważniejsze czynności, które powinnaś zrealizować. Nie mam na myśli wstania z łóżka, zrobienia dzieciom śniadania czy odprowadzenia ich do szkoły, ale tego, co popycha do przodu Twoją pracę (bo to było Twoim celem, prawda?). I nie chodzi o to, żebyś zrealizowała tylko te 3 czynności, lecz te 3 zrealizowała na 100% i w miarę możliwości najszybciej, zamiast odkładać je na ostatni moment, bo jeszcze trzeba ugotować, posprzątać, pozamiatać itp.

Gdy pod Twoją opieką jest małe dziecko, sytuacja ma się zupełnie inaczej (ale o tym napiszę poniżej). Ale jeśli Twoje dzieci są w szkole, przedszkolu lub gdziekolwiek indziej (czytaj: nie ma ich w domu), wyznacz sobie godziny pracy. Tak jak na etacie: od – do; o której zaczynasz pracę i o której ją kończysz. Zadania, które masz zrealizować, wpleć w harmonogram swojej pracy.

Oczywiście gdy pracujesz w domu, możesz – i powinnaś – być elastyczna, więc czasem godziny pracy ulegną zmianie. Nie zmienia to jednak faktu, że sztywne ramy pomogą Ci zaplanować i zrealizować to, co masz do zrobienia.

Nigdy nie wciskaj sobie kitów typu: „Od dzisiaj będę pracować codziennie przez 4 godziny”, bo zapytam: „A co to konkretnie oznacza?. Kiedy dokładnie nadejdzie pora na te 4 godziny, a kiedy będziesz robiła sobie przerwy? I co zamierzasz robić w tym czasie?”. Lepiej nie czekaj, aż Cię o to zapytam, i ustal to sobie.

4. Usiądź tyłem.

Nie mam zielonego pojęcia, jakim cudem zlew pełen brudnych garów (ble!) mógłby mnie wzywać bardziej niż fascynująca praca, którą kocham. U mnie praca ZAWSZE wygra z garami! Ale rozumiem doskonale, że jesteśmy różne i nie wszystkie mamy takie podejście do sprzątania, jakie mam ja. Niektóre sprzątają z przyzwyczajenia („zawsze zaczynam dzień od zmywania garów”), a niektóre dlatego, że lubią podczas pracy mieć ład i porządek.

Jeśli powodem jest pierwsza sytuacja (przyzwyczajenie), nie daj sobie wmówić, że lepiej najpierw zająć się garami i mieć święty spokój – z tej samej przyczyny lepiej najpierw zająć się garami, zamiataniem, myciem okien, odpowiadaniem na telefony, goszczeniem sąsiadki, robieniem prania, szybkimi zakupami itp. I przez to jesteś dokładnie w tym samym punkcie wyjścia: nie masz czasu na pracę, bo zajmowałaś się domem.

W takiej sytuacji moja rada jest bardzo prosta: usiądź tyłem do tego wszystkiego. Łatwiej jest, gdy masz osobny pokój lub osobne miejsce do pracy, bo zamykasz drzwi i wsiąkasz w pracę, ale jeśli na przykład musisz pracować w kuchni (najbardziej zgubne miejsce do pracy – nie dość, że wszystko widać, to jeszcze lodówka jest na wyciągnięcie ręki), usiądź w taki sposób, abyś tego nie widziała.

W drugim przypadku (lubisz porządek) zadbaj wcześniej o uporządkowanie przestrzeni (na przykład wieczorem). Najlepiej nie sama, lecz wspólnie z rodziną.

Tym, co najbardziej przeszkadza, jest świadomość, że coś tam czeka do roboty. Oczywiście gdy zajmiesz się superciekawą pracą, zwyczajnie o tym zapomnisz (gdy piszę ten artykuł, nie pamiętam o niczym innym), ale nie ukrywajmy, że praca to nie tylko superciekawe zajęcia; czasem pojawią się haniebnie nudne zadania, przy których te brudne gary będą wyskakiwać jak jakaś zmora i krzyczeć: „Jeszcze nas nie umyłaś!”.

Wtedy wracamy do punktu nr 3 i zwyczajnie wrzucamy te cholerne gary na naszą listę oraz dopisujemy godzinę, o której zajmiemy się nimi lub o której zrobi to ktoś inny.

Ja na przykład wiem, że dopiero po powrocie z dziećmi ze szkoły i przedszkola zajmę się garami, więc ich widok nie zakłóca mojej pracy. Aha, i nie piszczcie, proszę, że zmywarka rozwiązuje problem – gdy namiętnie zbiera się kubeczki z całego świata, a 90% z nich nie można zmywać w zmywarce, radę ze zmywarką można sobie wsadzić. Wiadomo gdzie 🙂

5. Wykorzystuj przerwy w pracy do wykonania zadań domowych.

Jeśli tak bardzo nie możesz znieść myśli, że coś nie zostanie zrobione do południa, popołudnia (wstaw dowolną godzinę lub porę), wykorzystaj przerwy, aby zrealizować małe zadania.

Większość kobiet, które znam, pracuje w domu przy komputerze i odpoczywa.. również przy komputerze. Nie jest to ani wypoczynek, ani przerwa.

Jeśli pracujesz przy komputerze, odpoczywaj z dala od niego!

W przerwach od pracy z wielką chęcią zajmuję się takimi zadaniami jak:

– szybkie zamiatanie mieszkania (jedyna czynność związana ze sprzątaniem, którą lubię!);
– wstawienie prania;
– rozwieszenie prania (zwróć uwagę, że jeden cykl prania może być idealną jednostką czasową pracy);
– ogarnięcie kuchni;
– rozładowanie zmywarki.

Oczywiście trzeba pamiętać o dwóch sprawach.

Po pierwsze, przerwa od pracy zakłada, że wcześniej była wykonana praca. Samo siedzenie i gapienie się w komputer, surfowanie w sieci, przeglądanie Facebooka lub Instagrama jeszcze nie jest pracą.

Po drugie, długość przerwy również musi być określona czasowo. Lub zadaniowo, ale wtedy musisz pilnować tego zadania. Czyli: przerwa trwa 5 minut albo tyle, ile czasu potrzeba, aby rozwiesić pranie. Chodzi o to, żebyś po rozwieszeniu prania nie składała suchych ubrań, a potem ich nie prasowała czy układała!

6. Przygotuj się na reakcję świata. Negatywną.

Świat wciąż postrzega pracę w domu jako coś mniej prestiżowego, podejrzanego i generalnie gorszego niż praca na etacie. Bez względu na to, jak ktoś do tego podchodzi, prawdopodobnie ma błędne wyobrażenia.

Twoja mama i teściowa zapewne będą oburzone, gdy dowiedzą się, że dzieci jadają obiady w szkolnej świetlicy zamiast w domu, „bo skoro pracujesz w domu, to chyba możesz ugotować obiad, prawda?”, i podczas odwiedzin za każdym razem przeżyją szok, że siedzisz w domu, a gary (do których – pamiętaj – siedzisz tyłem) są nieumyte, „bo skoro pracujesz w domu, to chyba możesz umyć gary, prawda?”.

Znajomi i przyjaciele, którzy w życiu nie pracowali w domu i nie mają o tym zielonego pojęcia, z chęcią zaczną obdarowywać Cię durnymi sformułowaniami typu: „Ty to masz fajnie! Pracujesz w domu, czyli możesz pracować, o której godzinie chcesz i skąd chcesz”. Generalnie wyobrażają sobie, że praca w domu polega na leżeniu na hamaku i sączeniu drinka, podczas gdy pomysły same spływają do głowy, a Ty od czasu do czasu leniwym krokiem podchodzisz do komputera i je zapisujesz. I już! Biznes się kręci.

Obydwie grupy są tak cudowne i kojące, że szybko nauczysz się unikać kontaktu z nimi (no dobra, rodziny unikać się nie da!).

Moja strategia, która działa na rodzinę: potwierdzać! Gdy słyszę pytanie (które tak naprawdę nie jest pytaniem, lecz skargą i wyrzutem): „Jak można nie mieć czasu na ugotowanie obiadu, skoro cały dzień siedziałaś w domu?”, traktuję je faktycznie jako pytanie, a nie skargę, i odpowiadam: „Zwyczajnie. Pracowałam. Nie gotuję obiadu w czasie pracy”. Uwierzcie mi, że po trzech takich incydentach pytania się skończą.

Co do znajomych – nie znalazłam jeszcze sposobu. Kiwam głową i głupio się uśmiecham. A, co mi tam! Niech myślą, że mam takie rajskie życie 🙂 🙂 🙂

7. Domownicy – Twój wróg.

Oczywiście trochę żartuję. Ale trochę nie.

Najbliższe nam osoby zwykle nie rozumieją, jak można pracować w domu, na czym to polega itp. Często tak się dzieje, gdy rozwijamy jakieś przedsięwzięcie i jeszcze (jeszcze!) na nim nie zarabiamy, ale już je promujemy. W sieci. W mediach społecznościowych (na przykład w grupach na FB).

Nasza druga połówka rzadko kiedy zna naszą strategię promocji, dlatego widzi jedynie, że wciąż jesteśmy na fejsie. Może zatem warto usiąść i porozmawiać o tym, co robimy i dlaczego, żeby skończyły się te wyrzuty?

W negocjacjach z rodziną przydają się także… godziny pracy.

Gdy mój mąż czasem pracuje w domu (a ma do tego mniej restrykcyjne podejście niż ja) i chce czegoś ode mnie, a ja akurat jestem skupiona na czymś superważnym, zwyczajnie mówię mu: „Nie ma mnie w domu. Jestem w pracy” – i do tematu wracam dopiero po skończeniu tego superważnego dla mnie zadania.

Fajną radę znalazłam też w książce Agnieszki Skupieńskiej pt.: „Zostań Freelancerem. Praca zdalna od A do Z”. Otóż jeśli już zarabiasz na tym, co robisz w domu, najskuteczniejszym sposobem na zamknięcie ust komentującym domownikom jest… powiedzenie im, ile zarabiasz.

8. A co z dziećmi?

Jestem pewna, że te z Was, które mają dzieci, szybko przeleciały artykuł wzrokiem (modną, ale jakże nieskuteczną metodą skanowania) i z pretensją w głosie chcą mi teraz powiedzieć: „No dobra, wymądrzająca się kobieto. Mam małe dziecko w domu i nie mam jak opracować planu, bo co mi po nim, skoro dziecko ma własny harmonogram? Skoro dziecku nie wytłumaczę, że w ten sposób mamusia zarabia pieniądze, więc musi zająć się sobą? No i nie mam jak usiąść do mojego dziecka tyłem, bo mi wlezie na głowę. To co ja mam zrobić?”.

Rozumiem, że możesz mieć podobne zastrzeżenia. Nie powiem niczego nowego, czego już nie mówiłam: uważam, że kobietom wyrządza się wielką krzywdę, gdy wmawia się im, że urlop macierzyński (co za kretyn nazwał to urlopem?! Pewnie to był facet!) to idealny okres na rozwinięcie biznesu!

Po pierwsze – z tego, co pamiętam, urlop macierzyński trwa rok (ostatni miałam dobrych kilka lat temu, więc wybaczcie tę niepamięć) i nawet bez noworodka i niemowlaka pod opieką to zbyt krótko na rozwinięcie biznesu! A co w sytuacji, gdy masz dziecko od opieką…!

Po drugie – po co zostawałaś z dzieckiem w domu? Czy przypadkiem nie po to, aby …  z nim pobyć?

Czy przypadkiem nie po to, aby poświęcić mu swój czas i swoją obecność? Niestety (lub w zasadzie na szczęście) obecność, jakiej wymaga małe dziecko, nie polega na tym, że przebywamy w tym samym pomieszczeniu, lecz że zajmujemy się dzieckiem! Dziecko ma gdzieś głęboko naszą pracę i – dopóki jest bardzo małe – ma prawo mieć ją gdzieś!

Jeśli dziecko przeszkadza Ci wykonywać w domu pracę na cały etat, umieść je w żłobku lub przedszkolu i nie wciskaj światu kitu, że chcesz być z nim blisko przez pierwsze lata jego życia!

No dobra – pojechałam po bandzie. Tak naprawdę nie chodzi mi o to, że nie masz prawa robić niczego swojego, rozwijać się lub pracować w domu, gdy masz małe dziecko. Masz prawo i jak najbardziej jest to do wykonania. Ale nie możesz oczekiwać, że zrobisz tyle, ile zrobi kobieta, która pracuje w domu bez dziecka. I nie możesz oczekiwać, że Twoja firma rozwinie się w takim zakresie jak firma kogoś, kto nie ma dziecka, skoro przeznaczasz na pracę trzy godziny dziennie lub wieczory (czyli wtedy, gdy Twoje maleństwo śpi).

Tak naprawdę to nie jest kwestia tego, czy masz dziecko pod opieką, lecz kwestia Twoich oczekiwań i dopasowania ich do realnej sytuacji, w której się znajdujesz.

9. Ruszaj się

Wiem, że to może być dziwna rada w kontekście tego tematu, ale uwierz mi, że nie jest. I na dodatek jest baaardzo potrzebna. Szczególnie jeśli dopiero zaczynasz.
I już nawet nie chodzi o to, że przytyjesz (bo przytyjesz!), gdyż pracując w domu ruszasz się dużo mniej, niż pracując poza domem, ale bardziej o to, że po kilku miesiącach takiej pracy (szczególnie jeśli to praca siedząca) zwyczajnie wysiądzie Ci kręgosłup.

Tak więc w domu zainwestuj w dobre krzesło, a na nie taką specjalną poduszkę, na której siedzisz, ale jednocześnie ciągle balansujesz. Dobra jest też taka wielka piłka, na której można siedzieć przy biurku, ale też cudownie rozciągnąć kręgosłup.

No i – ruszaj się! Bo inaczej będziesz gorzko żałować!

10. Czasem powiedz: „Pieprzę to!” i zrób wszystko na odwrót.

Powiedz mi prawdę: dlaczego zdecydowałaś się na pracę w domu? Czy przypadkiem nie dlatego, żeby czuć wolność, być swoją własną szefową i samodzielnie decydować o swoim czasie?

To od czasu do czasu właśnie tak zrób!

Moim życiem generalnie rządzi rutyna – jestem z tego niezwykle dumna, bo bardzo mi pomaga w osiąganiu moich celów. Ale czasem mówię: „Dupa” i idę na śniadanie z przyjaciółką, a potem łażę bez celu po sklepach. I wieczorem NIE nadrabiam tego, czego nie zrobiłam w ciągu dnia. Po prostu robię sobie dzień wolny w środku tygodnia. I tyle!

Czasem z premedytacją olewam wszystkie swoje reguły, bo po to prowadzę elastyczny biznes w domu, aby być elastyczną. Dopóki tego nie nadużywam, dopóty nic się nie stanie 🙂

Jeśli chcesz przeczytać więcej na temat organizacji swojego życia (bez względu na to, czy pracujesz w domu, czy na etacie), to zapraszam do zapoznania się z moją książką “Jak zostać Panią Swojego Czasu. Zarządzanie czasem dla kobiet”.

To książka napisana dla kobiet, o kobietach i z perspektywy kobiety. Napisałam ją po to, aby kobiety zapragnęły realizować swoje marzenia i cele oraz zastanowiły się, co jest dla nich ważne! Aby nie tylko poznały techniki organizacji, lecz także odpowiedziały sobie na pytanie czy są gotowe na zmianę swoich nawyków, bo to one w największym stopniu decydują o tym, jak wygląda nasze życie. Wreszcie napisałam ją po to, aby obalić mit „superorganizacji w zarządzaniu czasem”, którym karmią nas korporacje i teoretycy głoszący, że gdy dobrze planujemy, jesteśmy w stanie zrobić wszystko.

Wszystkie pakiety znajdziesz TUTAJ.