7. 30

„Jest ranek. Pobudka

mówi, woła a w końcu krzyczy 3 letnie dziecię domagające się powstania swojej rodzicielki.

Jaki kurczę blade ranek przecież widzisz, że jest ciemno jak w … nosie, nawet jeszcze ta cholerna latarnia się świeci, którą jakiś dureń postawił naprzeciw okna chyba tylko po to, żeby utrudniała Ci sen.

Zwlekasz się z łóżka i zaczyna się dzień – szlafroki i skarpetki nie wiadomo gdzie porozwlekane po całym domu (ile razy mówiłaś, żeby odkładać je na miejsce).

„Bajka, bajka ja chcę bajkę, a ja dzisiaj wybieram!!!”

Bajta trwa 10 minut, a Ty w tym czasie musisz skorzystać z toalety, umyć głowę, zrobić fryzurę, zrobić makijaż, ubrać się w coś sensownego. Ale wiadomo – jak się jest Mamą to 10 minut na te wszystkie rzeczy to i tak niezły luksus!

„Mamooo chcę herbatę…”

„To sobie zrób do jasnej cholery

masz ochotę odkrzyknąć, ale wiadomo, ze to bez sensu – 6 lat ma to sobie chyba jeszcze nie zrobi. A może jednak – próbował ktoś???

10 minut minęło, a Ty biegniesz z kalesonami, majtami, skarpetami, spodniami i milionem koszulek, żeby jak najszybciej ubrać dzieci. Skarpety jak zawsze nie chcą wejść na nogę, a zegar tyka i bezlitośnie odlicza minuty. Wiadomo, że 8.05 musisz wyjść z domu, żeby być w przedszkolu dokładnie o 8,25, wszyscy o tym wiedzą, cały świat wie, a czemu dzieci nie? (z rozpaczy zaczynasz rymować)

A jak na złość nie ma rękawiczek – kto je do cholery wyrzucił i gdzie???. I dlaczego kaloryfer w przedpokoju jest odkręcony i czemu tu tak gorąco???

„Mamo gotuję się jak jajkooo”

słyszysz jak marudzi 3 latek.

Biegiem wkładasz na siebie kurtkę i truchcikiem do przedszkola.

Tam cała heca rękawiczkowo – kalesonowo – skarpetkowo od nowa – w duchu przeklinasz (bo w przedszkolu przecież głośno nie można) i złorzeczysz na zimę, że jasny gwint nie mógł to się człowiek w Kalifornii urodzić.

Wracasz do domu najszybciej jak się da bo roboty huk huk, lista zadań pęka w szach, ale czy najpierw – śniadanie i herbata czy odpisać na mejle. Siadasz jeszcze w płaszczu i berecie przy komputerze, a tu lawina mejli, odpowiadasz odpowiadasz, a w żołądku burczy więc jednak decydujesz, że idziesz coś zjeść.

Próbujesz nie patrzeć na zlew, na gary i na zmywarkę, która prosi o opróżnienie. Próbujesz być silna i się nie dawać więc się nie dajesz, i siadasz do pracy, a jednak jak już usiadłaś to przypomniałaś sobie, że pranie od wczoraj kwitnie w pralce i jak faktycznie będzie tam trochę dłużej, to jest jednak szansa, że w końcu zakwitnie i nikomu się te kwiatki nie spodobają. Więc lecisz i wyciągasz, wieszasz i nawet strzepywać już nie ma po co, bo wiadomo, że i tak uprasowane nie będzie.

Siadasz do komputera ale po takim wysiłku to bez sensu zabierać się za pracę, bo musisz odpocząć po tym całym poranku przecież zasłużyłaś do jasnej ciasnej, więc odpalasz fejsa, pudelka czy innego potwora, a tam kiecki, makijaże, oskary, plotki, szpany i cały ten wielki świat. Myślisz o tym, że nawet za milion dolarów w taką kieckę się nie ubierzesz, ale w sumie jakby zaproponowali milion, to kto wie, kto wie.

Wracasz szybko do pracy, bo przecież coś trzeba by zrobić, ale ktoś dzwoni do drzwi i okazuje się, że to sąsiadka, której czasem pilnujesz kota (i psa, i rybki i jakiegoś kaszalota, czy co to jest takie futrzaste i małe. Chyba jednak nie kaszalot. Ale śmierdzi też). Ona wpada tylko na chwilkę oczywiście bo przecież jest tak samo zapracowana jak Ty i chce pożyczyć cukru, ale kawą nie pogardzi, a kawę masz dobrą więc nie wypada odmówić i trzeba zaserwować, a ona po raz kolejny się dziwi, że nie masz firan i że tak dziwnie bo wszyscy widzą itp.

Myślisz już po jaką cholerę ją w ogóle wpuszczałaś i w sumie tyle rzeczy mogłabyś ciekawych zrobić, albo nawet nic nie robić i też byś lepiej i przyjemniej ten czas spędziła, kiedy w końcu wstaje z krzesła i grzecznie się żegna i uśmiecha, i znów nie wypada jej powiedzieć, żeby poszła w cztery diabły i to najlepiej na zawsze. Więc buzi buzi i do widzenia, i do następnego razu (kiedy to masz nadzieję, że jednak nie otworzysz drzwi).

Ani się nie zorientujesz, a już ta pora, że trzeba biec do przedszkola, by odebrać dzieci i jeszcze nie wyszłaś, a już wiesz, że masz dość, bo tam będzie stara śpiewka – „gdzie są moje spodnie i kurtka i ktoś mi ukradł szalik, mamo a ja zrobiłem krasnoludka, a ja narysowałem cyrk ale bez cyrku, a dlaczego trąba powietrza nazywa się trąba i czy rany julek możemy już iść do domu”???

Do domu się spieszysz, bo obiadu oczywiście nie jadłaś i cokolwiek ciepłego przydałoby się Twoim w brzuchu, ale dzieci jak na złość akurat dzisiaj chcą oglądać każde ździebełko i robaczki, i patyczki, i inne takie. Jasne, że kreatywność jest ważna i tyle razy czytałaś o rozwijaniu tej empatii do życia i przyrody, ale czy to musi dziać się akurat dzisiaj? Akurat teraz gdy Tobie z głodu kiszki skręca???? Do jasnej cholery chodźmy już do domu krzyczysz w środku jak opętana, ale na zewnątrz idziesz w tempie dzieci. Kroczek, kamyczek, kroczek ślimaczek, kroczek i kurwa robaczek.

W domu rzucasz wszystko jak szalona, a dzieciaki niech się rozbierają same, najwyżej jutro znowu będzie problem ze znalezieniem rękawiczek, teraz masz to gdzieś, bo lecisz robić obiad i udajesz, że nie słyszysz tych okrzyków

Mamooo a on mi, mamooo a on mnie

Marzysz o wieczorze kiedy dzieciory pójdą do kąpieli ,a Ty będziesz miała chwilę dla siebie. W spokoju i bez krzyków, bo jak ich zamkniesz w łazience to tych krzyków tak strasznie nie słychać prawda? Walczysz z rozsądkiem który mówi, żeby sprawdzić dlaczego tak krzyczą, bo pewnie podtapiają całą łazienkę, ale w końcu odpuszczasz, bo wiadomo, że chwilowy spokój ważniejszy. Potem okazuje się, że to faktycznie było bez sensu, bo święty spokój szlag trafi jak się okaże, że łazienka jest zatopiona, odpływ zatkany papierem toaletowym, a dzieci jak były brudne tak dalej są.

Przy czytaniu bajek wszystko Ci się myli, a nawet jak się nie myli i próbujesz być sprytna, i czytać co drugi akapit, to nagle te Twoje dwa małe potwory potrafią się skupić na każdym Twoim słowie i pamiętać każdy akapit tej cholernej bajki o tym cholernym kolorowym słoniu w kratkę. Więc czytasz słowo po słowie, a czasami się zacinasz i już już odpływasz w błogi niebyt, kiedy mała ręka bezlitośnie Cię wyrywa z tej błogości i krzyczy

mamooo nie śpij, czytaaaaj

Czytasz, całujesz, gasisz światło, padasz, odpływasz. Jutro będzie znowu piękny dzień!

Ps. Wszelkie podobieństwa do prawdziwych osób zupełnie przypadkowe!

Ola (Pani Swojego Czasu)

 o-mnie