Wydaje mi się, że czasem uważacie mnie za niewolnicę swoich celów. Zresztą wcale mi się to nie wydaje – Wy mi to wprost piszecie (w mejlach na przykład). Czasem myślę, że wyobrażacie mnie sobie jak taką surową babkę w okularach i linijką w ręku odmierzająca dokładnie kroki do zrealizowania swojego celu. I pewnie myślicie, że narzucam sobie niesłychaną dyscyplinę w ich realizacji i karzę siebie za niepodjęte działania. I że mam całe swoje życie podporządkowane realizacji celów, a wszystko w ramach tego życia zaplanowane, zorganizowane i rozpisane na najmniejsze detale.

A czasem jeszcze napiszecie do mnie strofująco, że przecież nie można stać się zakładnikiem swoich celów, że nie można ich realizować za wszelką cenę itp. Bo niby ja tak robię 🙂 Jeśli tak myślicie to chyba nigdy nie widziałyście tego motywatorka Pani Swojego Czasu:

 Cele w betonie

I jeśli tak o mnie myślicie (przepraszam za szczerość) to albo czytacie Panią od niedawna, albo czytacie nieuważnie.

Dzisiaj więc będzie Dzień Dementowania Plotek na temat Pani swojego Czasu

Chciałam napisać jasno i wyraźnie – ja nie jestem mistrzynią organizacji. Mistrzynią organizacji jest Magda Dobrze Zorganizowana lub Niebałaganka, które mają wszystko doskonale poukładane (widziałam kiedyś torebkę Magdy – cud miód – wszystko ma swoje miejsce). Mistrzem organizacji jest mój mąż, którego książki leżą na regałach w idealnym porządku, a moje bardziej trochę jak popadnie.

Ja jestem mistrzynią znajdowania czasu na to, co jest DLA MNIE ważne.

W związku z tym moje plany odzwierciedlają to, co jest dla mnie ważne – to, że chcę spędzać jak najwięcej czasu z moim mężem i dziećmi, to, że chcę rozwijać swoje plany zawodowe, bo kocham swoją pracę, to, że chcę dbać o swoje zdrowie. To są moje cele i plany, które ja sama sobie wymyśliłam, które sprawiają mi przyjemność i które chcę realizować. Czy realizując je czuję się zakładnikiem swoich celów? Nie. Bo mój cel jest czymś dla mnie ważnym.

Jeśli ktoś ma poczucie, że jest zakładnikiem swojego celu, to jest tak prawdopodobnie dlatego, że realizuje cel, który nie jest dla niego aż tak ważny, albo realizując go poświęca coś innego.

Czy fakt, że żyję z kalendarzem w ręku jest czymś złym?

Czy fakt, że wiem już teraz co będę robić 25 lutego o godzinie 11.30 jest czymś dziwnym? Być może dla Ciebie tak. Ale dla mnie nie, bo to właśnie życie z kalendarzem w ręku ułatwia mi organizację mojego życia i życia całej naszej rodziny.

Jeśli jesteś Mamą to pozwól, że zadam Ci jedno pytanie – czy jeśli od życia z kalendarzem zależałoby zdrowie i życie Twojego dziecka to przerzuciłabyś się na takie? Myślę, że pytanie jest retoryczne prawda?

Od mojego dnia, tygodnia i miesiąca z kalendarzem w ręku zależy życie i zdrowie mojego dziecka. Jeśli 25-ego lutego o godzinie 11.30 zadzwoni do mnie szef a zarazem prezes (bo to jedna i a sama osoba), Marie Forleo, Oprah Winfrey a nawet sam pan bóg z propozycją sławy i pieniędzy to powiem:

„Bardzo mi miło, ale teraz jest czas na mierzeniu cukru i podanie insuliny. Musi Pan/Pani zaczekać”

Bo są sprawy ważne i ważniejsze. Mój kalendarz pozwala mi ogarnąć sprawy najważniejsze. Mój kalendarz przypomina mi, że w życiu jest tak naprawdę kilka rzeczy, na których zależy mi najbardziej. I jeśli będę musiała wybrać, to nie będę błądziła po omacku lecz wybiorę to, co najważniejsze.

Howgh!

Ola (Pani Swojego Czasu)

o-mnie