Od lutego raz w miesiącu chodzę na zajęcia Kasi Bruzdy Lecyk. To zajęcia z malarstwa. Kasia uczy osoby dorosłe zupełnie nowego podejścia do sztuki. Jest to rozwój osobisty przez sztukę. Myślenie o sobie przez sztukę. W ten weekend mam następne zajęcia i już się nie mogę doczekać!

Zdecydowałam się na te zajęcia, bo kocham malować, choć w zasadzie nigdy tego nie robiłam. Zawsze coś okazywało się krzywe i brzydkie, a przecież wiadomo, że powinno być proste i ładne. Obrazy abstrakcyjne były dziwne i nie potrafiłam namalować martwej natury, bo choćbym nie wiem, jak długo uczyła się szkicować ołówkiem światłocień, i tak nigdy mi nie wychodził.

Bez względu na to wszystko wiedziałam, że kocham proces twórczy. I nie uprawiałam go, bo moje osądy „ładnie/brzydko” były zbyt mocne!

Jednak odkąd zdecydowałam się zacząć malować, dzieją się rzeczy magiczne. Raz w miesiącu jak na skrzydłach biegam do Iluminatorni, w której nauczyłam się wielu ważnych rzeczy:

CZAS DLA SIEBIE NIE JEST CZASEM STRACONYM

Oczywiście nie jest tak, że dowiedziałam się o tym dopiero na zajęciach. Ale ten truizm warto sobie regularnie przypominać, bo my, Kobiety, jesteśmy specjalistkami w odczuwaniu wyrzutów sumienia wtedy, gdy dogadzamy tylko i wyłącznie sobie. Pomyśl, kiedy ostatnio miałaś cały weekend tylko dla siebie? Ale nie dlatego, że tak się akurat zdarzyło, tylko dlatego, że Ty tak zdecydowałaś?

CZAS SPĘDZONY WŚRÓD KOBIET PROCENTUJE

Od mniej więcej roku doświadczam fantastycznego uczucia: dawanie zaczyna procentować braniem. Jestem w kilku różnych grupach kobiecych, koncentrujących się wokół rozwoju i budowania własnego biznesu, istniejących w realu lub tylko wirtualnie. Każda z nich jest inna, ale mają wspólną cechę – są to grupy nastawione na pomoc drugiej osobie. Dajesz tyle, ile jesteś w stanie dać i bierzesz tyle, ile chcesz i ile dasz radę wziąć. Są dni, gdy zwyczajnie nie mam ani ochoty, ani siły na takie uczestnictwo. Ale idę, bo wiem, że oznacza dla mnie regenerację i nowy start. Spotykając się z Kobietami, skoncentrowanymi na tym samym celu, co ja, czuję, jak rosną mi skrzydła!

GDY SIĘ ŚMIEJESZ – OD RAZU CI LEPIEJ

We wszystkim – w życiu, w pracy, w seksie, w rozwoju. Traktowanie siebie śmiertelnie poważnie jest nudne i mało rozwojowe. Gdy się pośmiejesz i spojrzysz na siebie z dystansu, zauważysz rzeczy, o które byś siebie nie podejrzewała, nie mówiąc już o tym, że zwyczajnie masz więcej energii i motywacji do działania. Podczas malowania z reguły towarzyszy nam wielkie skupienie. Ale gdy widzę, że Maja znów zanurzyła pędzel w herbacie, lub gdy, nie daj boże, napiła się wody do płukania pędzli zamiast herbaty – nie umiem powstrzymać wybuchu śmiechu!

WIĘKSZOŚĆ RZECZY MOŻNA NAPRAWIĆ

Pamiętam moment w pracowni Kasi, gdy męczyłam się z namalowaniem nosa 🙂 Ile razy bym nie próbowała, nie maziała – nic mi nie wychodziło i to dalej nie było to. Kasia podeszła, wzięła pędzel trzy razy większy od tego, który trzymałam i czarną farbą (tak, czarną!) prasnęła na moim obrazie kilka bardzo wyraźnych linii. Poczułam totalną panikę – jak ja teraz na twarzy zamaluję te linie? Okazuje się, że bez problemu da się to zrobić, jednak najpierw trzeba mieć odwagę, żeby coś zepsuć, zniszczyć i pobrudzić.

Boimy się działać, bo wydaje nam się, że to, co robimy, musi być od razu idealnie doskonałe. To nas paraliżuje i w ten sposób nie posuwamy się nawet o krok. A będąc przekonana, że możesz naprawić popełniony błąd, od razu szybciej i sprawniej realizujesz swoje plany!

Teraz pierwszą rzeczą, którą robię przy malowaniu, to biorę duży pędzel!

RZECZY SĄ PROSTE, JEŚLI ROZŁOŻYSZ JE NA CZĘŚCI

Wiecie, dlaczego malowanie realistyczne jest tak trudne? Bo malując twarz człowieka nasza lewa półkula wie, że maluje twarz człowieka. A więc, nos, usta, oczy, włosy itp. Lewa półkula “widzi” części ciała, które ma namalować (a konkretnie – nasze wyobrażenia tych części), podczas gdy cała zabawa polega na tym, by zamiast fragmentów ciała widzieć plamy do malowania – jasne i ciemne. Kolorowo, walorowo. Gdy twarz przełoży się na plamy, pociągnięcia pędzla i kolory, jej namalowanie staje się proste.

W życiu jest podobnie. Twój wielki i ambitny plan w całości jest przerażający, ale rozłożony na części pierwsze staje się prosty i przyjemny w realizacji.

GDY ROBISZ TO, CO KOCHASZ, CZAS STAJE W MIEJSCU

Gdy skupiam się na malowaniu, upływający czas dostrzegam jedynie w formie zmieniających się świateł i cieni. Ostatnio ja malowałam w jednym pokoju,  a moje dzieci w drugim. Kompletnie zapomniałam o świecie, podczas gdy moi synowie postanowili się zainspirować malarstwem Polloca. Jeśli wiesz jak malował to wiesz również ile mieliśmy sprzątania 🙂

Znacie to powiedzenie: „Rób to, co kochasz, a już nigdy nie przepracujesz ani jednego dnia”? Każdy freelancer zna ból prawdy, płynącej z tego powiedzenia – działając w temacie, który się kocha, bardzo ciężko ograniczyć ilość wkładanej pracy. Ja na przykład przestałam zauważać, które książki czytam dla przyjemności, a które w ramach pracy, bo wszystkie czytam z przyjemnością!

JEST DOBRE I ZŁE ZMĘCZENIE

Wracając w sobotę z pierwszego dnia malowania, jestem absolutnie wykończona – intensywnością dnia, pełnym skupieniem, spotkaniem z Kobietami, zetknięciem ze swoim i z ich rozwojem. W te soboty kładę się spać razem z moimi dziećmi, czyli o 20:00, i śpię aż do rana, co oznacza prawie 12 godzin snu. To jest zmęczenie totalne. Ale bardzo potrzebne, rozwijające i niesamowicie ładujące akumulatory.

Ale jest też zmęczenie, po którym czujesz się wydrenowana, nie masz ochoty nikogo i niczego widzieć i najchętniej nic byś nie robiła. To zmęczenie, w którym ludzie kładą się na kanapie, biorą do ręki piwo albo wino i włączają telewizor, nie wiedząc nawet, co oglądają i mając tylko jedną nadzieję – zasnąć i odciąć się od świata. Życzę Ci jak najmniej takiego rodzaju zmęczenia!

Czy Ty masz takie aktywności, które nauczyły Cię czegoś o czasie?

Ola (Pani Swojego Czasu)

Pani Swojego Czasu