Ostatnio namawiałam Was na wzięcie udziału w WYZWANIU, w którym zachęcam do zbudowania jednego pozytywnego dla siebie nawyku. Dzisiaj kontynuuję temat nawyków, jednak w nieco innej odsłonie. Chcę Wam bowiem powiedzieć o tych nawykach, które bardzo często nam się przytrafiają”, a które do niczego nam się nie przydają, a czasem są zwyczajnie dla nas szkodliwe.

Być może ten artykuł będzie przydatny dla Ciebie do zdiagnozowania negatywnych nawyków i próby zamiany ich na jeden pozytywny.

Pamiętaj, że z wyzwaniem zmieniającym nasze nawyki startujemy 1 lutego (to już w niedzielę)

Pisałam również o tym, że raz wytworzonego nawyku nie da się wyplenić; jedyne co możesz zrobić to zastąpić go jakimś innym (miejmy nadzieję pozytywnym dla siebie nawykiem). To dlatego palacze rzucający palenie zaczynają tyć. Bo nawyk palenia zastępują nawykiem jedzenia

Czy chcemy tego czy nie to niestety nawyki w dużym stopniu decydują o tym kim jesteśmy i jak się zachowujemy. Ponoć aż 40% naszych aktywności to tylko i wyłącznie nawyki. I nie może być inaczej, bo bez tych wbudowanych schematycznych zachowań nie byłybyśmy w stanie egzystować. Nie możemy bowiem w każdej sekundzie swojego życia świadomie przetwarzać wszystkich bodźców, które do nas dochodzą. To, co robimy zaraz po obudzeniu się, to, co robimy siadając z kawą do pracy, to jaką drogą jedziemy do pracy, to, co się dziej gdy otworzymy komputer, to, co robimy zaraz przed snem – to wszystko nawyki.

Drobne nawykowe zachowania służą usprawnieniu naszego działania. Pomyśl jak trudne byłoby życie gdybyś codziennie rano świadomie zastanawiała się, którą ręką sięgnąć po szczoteczkę do zębów, jak wycisnąć pastę, w którą stronę szczotkować itp. Jednak negatywne nawyki związane z naszą efektywności osobistą mogą nieźle nabroić w Twoim życiu.

Chciałam Ci opisać kilka takich typowych nawyków. I podsunąć sposoby radzenia sobie z nimi:

NAWYK CIĄGŁEGO MARUDZENIA

Każda z nas od czasu do czasu to robi. Bo marudzenie przynosi krótkotrwałe korzyści – marudzimy z reguły w towarzystwie uzyskując ogólną aprobatę i zrozumienie. Dodatkowo czujemy, że: „rany nie tylko nam tak źle”. Ale długoterminowo nie mamy z tego nic. Po 2 godzinnym spotkaniu, na którym wszyscy marudzili jak to jest źle i beznadziejnie, masz tylko i wyłącznie poczucie straconego czasu.

Dłuższe marudzenie nie zbliża do działania, lecz od niego oddala. Jasne, jesteśmy tylko ludźmi więc dajmy sobie te 5 minut na ponarzekanie jak nam to źle. Z zegarkiem w ręku. A potem przestań, a jeśli masz ochotę na jeszcze, to zadaj sobie te pytania:

  1. Czy mogę zrobić coś, by zmienić tę sytuację, na którą narzekam?
  2. Czy jak się decydowałam na to, na co teraz narzekam, to wiedziałam o wszystkich okolicznościach temu towarzyszących, które teraz mnie irytują (bardzo częsta sytuacja w przypadku pracy na etat i uzyskiwania określonych zarobków, na które się kiedyś zgodziłyśmy, a teraz uważamy, że to stanowczo za mało)
  3. Jeśli narzekasz na samą siebie lub efekty swoich działań, to czy przypadkiem nie jest tak, że może dopiero zaczęłaś i jeszcze brakuje Ci wiedzy i umiejętności?
  4. Czy nie próbujesz szukać rozwiązania poza sobą – w jakimś magicznym systemie („Wszystkiemu winny system”) lub tak zwanych innych czy onych („To oni są winni”, „To inni mają problem”)

Łapiąc siebie na narzekaniu zadaj sobie choć jedno z tych pytań i spróbuj zamienić narzekania w szukanie rozwiązań.

NAWYK PRZEDKŁADANIA PILNOŚCI NAD WAŻNOŚĆ

Żyjemy w straszliwym tempie. Każdy każe nam się spieszyć, zrobić mnóstw spraw, spełnić mnóstwo ról i być szczęśliwą w każdej minucie swojego życia. Czy zauważyłyście jak popularny jest pośpiech i pospieszanie innych. Do tego stopnia mamy to wdrukowane, że korki na ulicach denerwują nas nawet jeśli nigdzie się nie spieszymy. Bo po prostu mogłybyśmy jechać szybciej, a nie jedziemy. Rządzą nami terminy. A jakiś termin upływa nam codziennie, bo codziennie mamy jakąś sprawę do załatwienia.

Problem polega na tym, że sprawy pilne są niesamowicie głośne i słyszalne – domagają się naszej uwagi. A sprawy ważne najczęściej siedzą cicho w kącie i czekają aż ktoś je zauważy.

Nie wszystko na Twojej liście zadań to sprawy ważne. Wiele kobiet realizując mój kurs pyta o to jak ma odróżnić sprawy ważne od pilnych? Ważne to te, które przybliżają Cię do realizacji twoich celów, choć mogą nie mieć żadnego określonego terminu, dopóki Ty im takiego nie nadasz!

A może tak odwrócić kolejność i zbudować sobie jeden pozytywny nawyk – do porannej kawy wykonać najpierw jedną ważną (niekoniecznie pilną) sprawę?

To co pomaga przy takim działaniu to nie zaprzątanie sobie głowy pilnymi sprawami wtedy, gdy sobie o nich przypominacie, a akurat jesteście w trakcie robienia czegoś ważnego. Najlepszym na to sposobem jest kawałek miejsca obok swojej listy zadań lub gdziekolwiek indziej, na który będziesz wpisywać wszystko to, co Ci wpadnie do głowy w trakcie realizacji ważnego zadania. Dla mnie ważnym zadaniem jest na przykład napisanie tego artykułu. Standardowo mam zamknięte wszystkie komunikatory, które łączą mnie ze światem, ale nie doszłam jeszcze do takiej perfekcji, żeby wyłączyć swoją głowę (zresztą wcale tego nie chcę). Tak więc głowa od czasu do czasu podsuwa mi hasła typu: „Pamiętaj, żeby zrobić przelew”, „Pamiętaj, żeby poprosić o jadłospis”, „Pamiętaj, że Klient A czeka na odpowiedź”

Jeśli za każdym razem, gdy przyjdzie taka myśl do głowy, przerywałabym pisanie artykułu, to nic kompletnie by z tego nie wyszło. Zamiast tego mam w swoim planerze specjalne miejsce na takie sprawy i na bieżąco je zapisuję. Gdy skończę ważną sprawę zajmę się nimi (a zajęcia oznacza, że zobaczę czy trzeba się zająć nimi teraz, czy też jutro, czy też być może w ogóle)

NAWYK NIE ROZCIĄGANIA STREFY KOMFORTU

Wiem, że to wałkowanie tematu strefy komfortu już się staje nudne, ale co innego mówienie, a co innego działanie.

Ale uwaga – pamiętaj, że ja nie zachęcam Cię do tego, żebyś zawsze i wszędzie rozciągała swoją strefę komfortu. Ja nawet nie zachęcam Cię do tego, żebyś robiła to, o czym ja piszę. Ja Cię zachęcam do tego, żebyś zobaczyła jak to u wygląda u Ciebie i sprawdziła czy ten stan Ci odpowiada. Jeśli tak to hip hip hurra – jesteś w domu. Ale jeśli Ci ten stan nie odpowiada to może warto coś zmienić? Coś zrobić, żeby zaczęło odpowiadać?

Tym czymś może być właśnie rozciągnięcie strefy komfortu. Praca nad tym może przynieść niesamowite efekty i zupełnie niespodziewane rezultaty i wiem co mówię, bo przetestowałam to na sobie (wszystko najpierw testuję na sobie) Otóż planując swój kurs założyłam, że będą w nim filmy z moją osobą. Nie mam problemów z wystąpieniami publicznymi i lubię je, ale kamera strasznie mnie stresuje. Swój pierwszy filmik nagrywałam 26 razy (!) i co najciekawsze – nie możesz go nigdzie zobaczyć, bo wciąż uważam, że jest beznadziejny. Dlaczego? Bo mówiłam w nim o sobie i o tym jak doszło do tego, że jestem Panią Swojego Czasu. I kurczę umiem o tym pisać, ale nie umiem o tym mówić!

Byłam lekko tym faktem załamana, ale okazało się, że mówienie do kamery o zagadnieniach merytorycznych (a tak robiłam kręcąc filmy do kursu) już nie jest takie straszne. I im więcej mówiłam, tym bardziej to lubiłam. Do tego stopnia, że decyzję o nagraniu filmiku o wyzwaniu budującym nawyki podjęłam w ciągu minuty!

A nowym nieoczekiwanym rezultatem tych działań (którego zupełnie nie planowałam) jest pomysł na to, by część przekazu kierować do Was właśnie drogą filmową. Swoją drogą – co Wy na to?

NAWYK NIE KOŃCZENIA SPRAW

Bardzo paskudny nawyk spowodowany wieloma czynnikami – a to tym, że źle oceniłyśmy czas, jaki przeznaczyłyśmy na dane zadanie. Albo tym, że dałyśmy sobie na listę zadań jednego wielkiego słonia zamiast serii małych kroków do zrealizowania. Albo tym, że zabierając się za zadanie zapomniałyśmy, że skupienie się na tym jednym zadaniu jest istotne i dałyśmy się rozproszyć, i wciągnąć w wir pilnych spraw, które się do nas „dobiły”.

Tak czy siak niekończenie spraw powoduje, ze twoja głowa jest wciąż przeładowana informacjami i rzeczami do załatwienia. Oczywiste jest, że jeśli jakieś zadanie od pół roku przepisujesz z dnia na dzień na nową listę zadań, to już go nie zrealizujesz. To może przestań je przepisywać i je po prostu wyrzuć? Ze swojej listy, a przede wszystkim ze swojej głowy.

Co możesz zrobić, żeby uniknąć tego nawyku:

  1. Planuj realnie – przemyśl ile naprawdę czasu potrzebujesz na to zadanie? Jeśli nie wiesz – popytaj innych. I pamiętaj o zasadzie 60:40, która w tym przypadku sprawdza się idealnie (pisałam o tym TUTAJ)
  2. Na realizację zadania wyznacz sobie czas bez rozpraszaczy. Wyłącz fejsa, skrzynkę mejlową i telefon. Daj sobie te 30 minut pełnej skupienia pracy! Czy to naprawdę aż tak dużo? Czy świat się zawali jeśli będziesz offline przez te 30 minut?
  3. Przypomnij sobie ile czasu i energii już włożyłaś w to, żeby zrealizować to zadanie. Dokończenie go teraz, w chwili gdy i tak je realizujesz, zajmie ci mniej czasu i energii niż dokończenie go jutro. Więc ustaw sobie jeszcze jednego półgodzinnego pomidorka i zrób to zadanie do końca!

NAWYK „NIBY PLANOWANIA”

Nawyk niby planowania jest dosyć zgubny i perfidny, ponieważ z zewnątrz wygląda całkiem fajnie. Co więcej, gdy od czasu do czasu mówimy swoim znajomym o takim nawyku, to nie spotykamy się z potępieniem, a czasem wręcz z zachwytem. Ale uwaga – dotyczy to tylko tych znajomych, których spotykamy przelotem, raz na kilka miesięcy, którzy nas pytają co u nas słychać, a ty im wtedy w twarz tym niby planowaniem, a oni mówią „wow” i że „słuchaj, już muszę uciekać itp.”

Niestety każdy kto zna Cię trochę lepiej i zna Cię trochę dłużej, i spotyka się z Tobą w miarę regularnie wie, że Twoje planowanie to niestety jest właśnie „niby planowanie”.

Ja swoich Klientek nie muszę znać bardzo dobrze, szczerze mówiąc w ogóle nie muszę ich znać, żeby wiedzieć czy ich planowanie jest na serio, czy też jest niby planowaniem.

O co więc chodzi? Niby planowanie polega na tym, że mamy wielką ochotę i chęć do planowania swojego życia i swoich celów, które chcemy w życiu osiągnąć. Ponieważ wszystkie amerykańskie poradniki odnoszenia sukcesu mówią nam, że mamy planować z rozmachem i brać pod uwagę swoje marzenia, to oczywiście robimy to. Planujemy wyjazdy, biznesy, związki, relacje i cudowne życie pełne miłości, pieniędzy i zdrowia oczywiście.

Ale pozwól, że zadam Ci kilka pytań, żeby dowiedzieć się czy masz nawyk niby planowania?

„Od czego zaczniesz”

„Co zrobisz jutro”

„Co będziesz miała gotowe po miesiącu”

Jeśli nie znasz odpowiedzi na te pytania, to mam złą wiadomość – wolisz „niby planować” od „planować na serio”. I jeszcze jedna zła wiadomość – niby planowanie fajnie brzmi dla tych niby znajomych. Niestety dla Ciebie staje się szybko nużące i frustrujące. Bo jedyne co miałaś to piękną wizję w przyszłości i kurczę jakoś ta wizja się nie realizuje. Wtedy często sobie mówisz: „myślałam, że uda mi się to szybciej”

Jeśli złapałaś się na nawyku niby planowania to zachęcam Cię do jak najszybszego planowania na serio – możesz zacząć od tego, żeby dołączyć do WYZWANIA i określić sobie jeden nawyk, który przybliży Cię do realizacji Twojego celu. Co Ty na to?

Rozpoznajesz jakieś nawyki u siebie? Zamierzasz coś zmienić?

Ola (Pani Swojego Czasu)

Ola Budzyńska