Naprawdę nie wiesz dlaczego na zdjęciu jest zebra???

To znaczy, że koniecznie musisz wpaść na bloga Nishki, która jest moim dzisiejszym gościem.  Nie ukrywam, że rozmowa z Natalią (bo tak ma na imię Nishka) była dla mnie sporym wyzwaniem. Zwyczajnie bałam się napisać do znanej i cholernie lubianej przeze mnie blogerki bojąc się, że gdy zobaczy mojego mejla zrobi wielkie “phii”.

Okazało się, że nie tylko tak nie zrobiła, ale natychmiast podała mi swój numer telefonu, byśmy spokojnie mogły porozmawiać. Ten artykuł jest właśnie zapisem naszej rozmowy, więc czasem jest bardziej “mówiony” niż “pisany”. Po spisaniu całej rozmowy okazało się, że jest długa na 16 stron! Trochę więc czasu spędziłyśmy (zarówno ja, jak i Nishka) na jej edytowaniu i skracaniu 🙂

A dlaczego Nishka? Bo to moja ulubiona blogerka – inteligentna, z czarnym humorem i ironicznym podejściem do życia. Żona, matka, socjolożka (to tak jak ja).

Zapraszam do rozmowy!

Ola: Na początek ogólnie zapytam Cię o blogowanie. Chciałabym się dowiedzieć, skąd Twój pomysł, żeby zacząć blogować? I dlaczego akurat taki temat?

Natalia: Zawsze lubiłam opowiadać. Anegdoty, dykteryjki. Często z koleżankami z pracy przy porannej kawie odtwarzałyśmy sobie różne tego typu historie i rodzinne dialogi. W rodzinie też to często praktykujemy: przypominamy sobie śmieszne lub zaskakujące powiedzonka, wypowiedzi. W pewnym momencie uznałam, że warto je zacząć spisywać. A skoro już spisuję, to czemu by nie opublikować ich na blogu? (śmiech).

Ola: Natalio, chciałam cię spytać, zahaczając już o kwestię czasu, jaki jest twój stosunek do czasu? Tak po prostu. Czy myślisz o tym, czy też w ogóle się tym nie zajmujesz?

Natalia: Powiem, jakie skojarzenia pojawiają się w mojej głowie: gdy słyszę słowo „czas”. Strach, że tracę i marnotrawię czas; strach, że nie starczy mi czasu. Ale też radość i ulga, że mam czas. Jak widać czas kojarzy mi się z czymś stresującym. Chciałabym go mieć dużo, tymczasem tak szybko się kurczy..

Ola: OK, czyli właśnie po kobiecemu. Z reguły większości kobiet czas kojarzy się ze stresem i z tym, że jest go niewystarczająco. Bardzo mnie interesuje – i jako blogerkę, i jako osobę zajmującą się czasem – jak u innych osób, w szczególności prowadzących blog, wygląda organizacja czasu w tym względzie? Wielokrotnie pisałaś, że dużą wagę przywiązujesz do jakości swoich tekstów, ich stylistyki i poprawności. Powiedz, jak organizujesz swoją pracę nad wpisami blogowymi?

Natalia: Poświęcam temu bardzo dużo czasu. Przykładowo tekst o dzieciach w Internecie, który opublikowałam wczoraj wieczorem. Notatki zaczęłam sporządzać podczas środowej konferencji. W czwartek przepisałam je na komputerze, a w piątek praktycznie cały dzień opracowywałam je. Może dlatego, że zewsząd atakowało mnie wiele odrywających spraw (problem, o którym zaraz opowiem) O godz. 14:00 tekst był w zasadzie napisany, ale wiedziałam, że czeka mnie co najmniej trzygodzinne poprawianie. Do domu wróciłam o 18:00; obiad, herbata.. O 19:00 usiadłam ponownie i dokonywałam poprawek przez prawie dwie godziny. W takich chwilach czasem zastanawiałam się i mówię do siebie:

  • Cholera jasna, po co ty to robisz? Nie możesz go od razu opublikować? Zyskałabyś tyle czasu. Dwie godziny byś zyskała! Nie chodzi o poprawki typu literówki, które zajęłyby chwilę; chodzi o przemyślenie tekstu, przebudowanie go, nadanie mu większej dynamiki. Dużo czasu zajmuje mi skracanie tekstów, bo niestety za bardzo się rozpisuję. To są właśnie moje bolączki, które zajmują dużo czasu. Jak skrócić tekst? Jak sprawić, żeby ciekawie się go czytało?

Zwykle po skończeniu i tak nie jestem z siebie zadowolona. (śmiech) Tak więc blogowanie zajmuje mi bardzo, bardzo wiele czasu.

Ola: Mówiłaś o tym, że masz problem ze skupieniem się na pisaniu – przerwy na odpowiadanie na maile, smsy czy telefony…

Natalia: Tak, jestem bardzo rozkojarzona i łatwo tracę wątki. Łatwo się dekoncentruję, wystarczy mail, smsa, powiadomienie z Facebooka… Zdarzają się ważne wiadomości, które wybijają mnie z rytmu i niweczą cały plan. Dlatego czasami wyłączam Internet i otwieram tylko dokument tekstowy. Moją największą bolączką jest to, że zajmuję się jednocześnie kilkoma zadaniami. Podejrzewam, że to nawet w teorii zarządzenia czasem jest złe, prawda?

Ola: Tak, tak. (śmiech)

Natalia: Robię wtedy wszystko po łebkach, czasem nie mogę skupić się na jednej sprawie i zajmuję się kilkoma na raz. To jest generalnie mój problem życiowy i wiem, że za taki stan odpowiada m.in. tryb życia, który obecnie prowadzimy. Czytałaś może książkę Myśl jak Sherlock Holmes? Polecam.

Ola: O książce przeczytałam na Twoim blogu; samej książki nie czytałam.

Natalia: Kwintesencją pracy Sherlocka Holmesa było – jak sobie wydedukowała autorka – dziennikarka i psycholożka, że skupiał się na jednej rzeczy; był świadomy, skoncentrowany, żadna tam „wielozadaniowość”!

Myślę, że gdybym nie miała tych „odciągaczy” typu Facebook, mail, Instagram, pisanie niekiedy dwóch tekstów jednocześnie – myślę, że zyskałabym czas.

Ola: Naprawdę nie wiem, jak można pisać dwa teksty jednocześnie. To dla mnie totalnie wyższa szkoła jazdy. Ale powiem, ci Natalia, że ja się już w tobie zakochuję, bo swoim czytelniczkom i klientkom powtarzam: jedna rzecz na raz. W przypadku tworzenia artykułów postępuję dokładnie tak samo, jak ty: wyłączam wszystko i tylko i wyłącznie piszę w wordzie.

Natalia: U mnie w rodzinie wielozadaniowość zawsze gloryfikowano; moja babcia robiła wiele rzeczy na raz: gotowała, prasowała, prała i przedstawiano to jako bardzo fajną sprawę. Moja mama też jest zaangażowana w wiele projektów, podejmuje mnóstwo działań. I nagle spotykam moją teściową i mojego męża, którzy są jednozadaniowcami. Miałam wrażenie, że to ona traci czas! Przez wiele lat myślałam o teściowej: Boże, jak ona tak może? Tylko jedną rzecz?!

A ona nauczyła się tego, bo jest malarką. Gdy maluje, świat dla niej nie istnieje, jest tylko ona i obraz, czyli potężne skupienie uwagi. Dopiero niedawno zrozumiałam, że to jest bardzo dobra droga. Uczę się tego.

Ola: Natalia, biorąc pod uwagę to, że często zamieszczasz dialogi swoich córek i rodziny, chciałabym zapytać Cię o organizację czasu w Twojej rodzinie.

Natalia: Mamy dosyć stały rytm. Nasze dni wyglądają podobnie, choć wracamy do domu o różnych godzinach. Czasami o czwartej, czasami o piątej, szóstej, ale ramy są stałe, a tą stałą ramą jest obiad(śmiech). Codziennie przygotowuję obiad, gotowanie po powrocie do domu stało się moim nawykiem.

Pomyślałam, że skoro wszyscy jesteśmy dość chaotyczni, warto mieć wspólne stałe punkty w ciągu dnia, jak wspólne jedzenie posiłków, a w weekendy zawsze chodzimy na spacery. A jakie było pytanie? (śmiech)

Ola: (śmiech) Pytanie brzmiało: jak organizujecie sobie czas w domu? Jak zorganizowani albo niezorganizowani jesteście?

Natalia: O Boże, wiesz co? Jestem bardzo zorganizowana, jeżeli chodzi o sprawy zadaniowe; czynności – nazwijmy je – zawodowe, na przykład blogowe. Nie zawalam rzeczy, pilnie pracuję, można na mnie polegać. Jestem punktualna, rzetelna; wiem, że trzeba do kogoś zadzwonić, pamiętam o urodzinach, imieninach. Pod tym kątem jestem zorganizowana.

Ale mam problem z ogarnięciem porządku; na przykład w garderobie mam taki chaos z ubraniami, że brak słów…Z dokumentami podobnie. Ciągle coś gubię, czegoś szukam. Moje dzieci niestety również to po mnie „odziedziczyły”.

Ola: Chciałam zapytać Cię właśnie o córki. Czy w jakiś sposób organizujesz im czas, albo starasz się, żeby ten czas jakoś spędzały, albo jakoś nie spędzały? Czy to jest coś, co robisz świadomie, czy to jest tak, że dzieje się samo?

Natalia: Córki nie uczęszczają na dodatkowe zajęcia. Osiągają w szkole świetne wyniki, a oprócz tego mają pasje: rysują, uprawiają sport, organizują domowe teatrzyki itp. Po co im więcej?

Mam wrażenie, że współczesnym dzieciom – dorosłym zresztą też – brakuje czasu na bujanie w obłokach. Przeraża mnie trochę współczesna wizja totalnego zaplanowania dzieciom wolnego czasu: w poniedziałek basen, we wtorek tańce, w środę hiszpański, w czwartek ponownie zajęcia taneczne… Takie dzieci nie mają czasu, żeby nic nie robić, żeby się zresetować.

Ola: Och zgadzam się z Tobą w 100%. Ja swoim dzieciom też nie planuję czasu wolnego 🙂 Chciałam jeszcze zapytać bardziej o Ciebie – co powoduje, że zapominasz o czasie? Co tak Cię wciąga, że kompletnie przestajesz istnieć i zauważać upływ czasu?

Natalia: Czasami, gdy wpadam w wir pisania, gdy bardzo chcę o czymś napisać, mam wenę – wtedy zapominam i nic mnie od tego nie odrywa. Nie liczę wtedy czasu.

Ola: Natalio, w zasadzie miałam kończyć, ale gdy zaczęłaś mówić o tym, jak mając wenę i pisząc artykuł – zatracasz w czasie – przyszła mi do głowy jeszcze jedna rzecz, o którą chciałabym Cię zapytać. Nie ma nic wspólnego z czasem; dotyczy blogowania, a ponieważ też bloguję – bardzo mnie ta kwestia interesuje. Skąd czerpiesz pomysły na artykuły? Czy wpisy umieszczasz spontanicznie, czy masz je zaplanowane? Jak to wygląda u Ciebie?

Natalia: Część wpisów mam zaplanowanych z wyprzedzeniem,   zwłaszcza te, które są wynikiem współpracy reklamowej. Czasem pomysły nagle przychodzą mi do głowy i wtedy ważne jest, żeby tę muzę od razu schwytać, bo nie wróci. Wiele razy już tak miałam.

Pieliłam kiedyś w ogródku chwasty i nagle doznałam olśnienia : Napiszę o różnych rodzajach i aspektach miłości: zakochaniu, zdradzie, lęku, miłości, pasji, seksie i tak dalej, na podstawie literatury rosyjskiej: Tołstoja, Dostojewskiego! – pomyślałam. Dosłownie miałam w głowie gotowy tekst. Skończyłam pielić ogródek, stwierdziłam, że ugotuję obiad, porobię coś z dziećmi, a artykuł napiszę jutro.

A tu guzik, jutro nie udało się. Usiadłam, chciałam coś napisać, ale już nie miałam tego flow i tekst nie powstał.

– Weno, gdzie jesteś? Wracaj! – krzyczałam, ale nic z tego, wena odfrunęła, bo to była jakaś wyjątkowo wredna wena. 🙂

 Nishka

Natalia Tur, znana jako Nishka prowadząca bloga matki, żony, socjolożki, o tej samej nazwie (Fot. Bartek Goldyn)