Dzisiaj będę namawiać do czegoś, co niektórym z Was może się wydawać herezją. Otóż będę Was namawiać do tego, żebyście

przestały szukać równowagi w życiu.

Równowaga w życiu może, oczywiście, oznaczać różne rzeczy, jednak modna stała się z chwilą, gdy do obszaru pracy wkradło się wyrażenie „work-life balance”, na język polski tłumaczone jako „równowaga między życiem zawodowym a osobistym”. I o ile w naszym języku jeszcze „jako tako” brzmi (z naciskiem na „jako tako”), w języku angielskim to totalna porażka, bo oznacza równowagę między życiem a pracą. Tak, jakby praca nie była częścią życia.

Czy szukałaś kiedyś równowagi w swoim życiu? Czy już znalazłaś? Ile czasu Ci to zabrało? Zwróćcie uwagę, że samo hasło „szukanie równowagi” zakłada, że równowaga jest gdzieś schowana, a naszym zadaniem jest dotarcie do tego tajemniczego miejsca i odnalezienie jej. A jak ją znajdziesz, to wyciągniesz za uszy i hyc – po prostu jest. Większej bzdury człowiek nie mógł wymyślić!

Szukanie równowagi w życiu może być naprawdę cholerne trudne i wymagające. Co więcej – z reguły bardzo męczące, a nawet wyczerpujące, gdyż jest to zadanie niemające końca, a jego efekt prawie nigdy nie jest dla nas satysfakcjonujący.

Równowaga zakłada, że waga przydarzających nam się w życiu rzeczy jest wyrównana. Oznacza to, że mamy tyle samo szczęścia, co smutku, tyle samo radości, co płaczu, tyle samo godzin z rodziną, co spędzanych w pracy, wreszcie – tyle samo zadań łatwych, co trudnych, tyle samo miłości, co cierpienia?

Czy naprawdę tak masz? Czy naprawdę tak chciałabyś mieć? Czy naprawdę do tego dążysz?

Równowaga to czasem Twoja zgoda na to, że życie składa się z wielu zróżnicowanych elementów i spraw, niektórych bolesnych i trudnych, których zwyczajnie nie da się wyeliminować.

Harmonia to stan, w którym te trudne sprawy dopuszczasz do siebie i pozwalasz im ze sobą pobyć.

Dla mnie równowaga to moment zaakceptowania tego, że w moim życiu dzieje się dramat (przeze mnie, oczywiście, definiowany jako dramat) i cierpienie na 100%, a jednocześnie stan, w którym świadomie decyduję, że coś przestaje być dramatem. Bo nic nie jest dramatem obiektywnym – to my o tym zawsze decydujemy. Równowaga to dla mnie akceptacja tego, że teraz jest świetnie, a jutro będzie beznadziejnie. Równowaga to dla mnie akceptacja faktu, że dziś być może prześpię (prawię całą noc) ale jutro będę musiała czuwać. Myślenie o tym, że kiedyś będzie idealnie i w końcu znajdę tę upragnioną równowagę jest według mnie ułudą.

Poruszyłam trudne aspekty, ale spójrzcie też na te bardziej trywialne. W swoim zarządzaniu czasem najrzadziej będziesz miała do czynienia ze stanem równowagi.

Kobiety bardzo często dążą do równowagi i harmonii sądząc, że kiedyś osiągną stan, w którym życie przestanie im fundować dodatkowe zadania do wykonania, a ich listy – zamiast się wydłużać – zaczną się skracać. Dopóki żyjesz, zawsze będziesz miała coś do zrobienia. Stan równowagi nie jest stanem nieważkości od zadań i obowiązków.

Jak Ty definiujesz stan równowagi w swoim życiu?

Ola (Pani Swojego Czasu)

Pani Swojego Czasu