Gdybym dostawała od kogoś złotówkę za każdym razem gdy słyszę „Nie mam czasu” byłabym już bardzo bogata. Jeśli tylko ktoś wie, że zajmuję się zawodowo czasem to od razu dostaję serię pytań: „Co mam zrobić, żeby…?” „Jak mam zrobić, by…”, „Jaką metodę zastosować, aby…?”.

Jestem dumna, że dostaję te pytania. Jestem dumna, że ktoś chce skorzystać z mojej wiedzy, że mogę się podzielić, że mogę powiedzieć Ci co można zrobić, żeby lepiej się zorganizować, ogarnąć swój czas i zaprzyjaźnić się z nim.

Pełna energii i zapału zaczynam więc mówić o swoich najlepszych patentach i pomysłach. Wiem, że działają, bo nie dość, że ja je sprawdziłam wielokrotnie, to jeszcze wszelkie nauki społeczne potwierdzają ich skuteczność. Więc wyobraźcie sobie mnie, gdy z takim zapałem opowiadam o tym, co można zrobić (jeśli mnie znasz osobiście, to wiesz jak bardzo potrafię się entuzjazmować jakimś zagadnieniem), a w większości wypadków odpowiedź jaką uzyskuję jest:

„Ale ja nie mam na to czasu”

Dzisiejszy wpis będzie więc po części polemiką z tym zdaniem, a po części strzałem w moje własne kolano (lub stopę – jak wolisz), gdyż będę namawiać niektóre z Was, byście zaprzestały odwiedzania Pani Swojego Czasu. Niektórym z Was powiem, że powinnyście mnie opuścić.

Oszalałam? Chyba nie.

Mam to szczęście, że z moimi czytelniczkami spotykam się także na żywo przy różnego rodzaju okazjach. Spotykam więc koleżankę i przy okazji moją okazjonalną czytelniczkę, a ona mi mówi z wyrzutem sumienia i poczuciem winy w głosie, że nie czytała moich ostatnich artykułów i w ogóle nie nadąża za ich czytaniem i ma zaległości. I mnie za to przeprasza!

Inne z Was w komentarzach piszą, że zamiast realizować swoje zadania z listy zadań to czytają moje artykuły. Jeszcze inne mówią mi na skajpie, że Pani jest za dużo; gdzie się nie obejrzą tam im Pani wyskakuje i zaczynają się bać przysłowiowej lodówki (że niby stamtąd też wyskoczę).

Jak wiecie przygotowuję kurs online z zarządzania czasem dla tych z Was, które sobie z tym czasem nie radzą i chciałyby przestać z nim walczyć i się z nim zaprzyjaźnić. Ale udział w tym kursie też zabierze czas. Chyba, że chcesz, żeby on wyglądał tak:

Moja gadająca głowa powie Ci: „Zosiu normalnie teraz przez godzinę miałabyś robić coś w ramach mojego kursu, ale postanowiłam Ci tę godzinę podarować i zrób z nią co chcesz – napij się kawy, prześpij się, odpocznij, zamieć mieszkanie, idź pobiegaj – cokolwiek. Masz darowaną godzinę, a darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby”.

Czy to nie byłby fajny pomysł?

Według mnie nie do końca – według mnie pokazuje to tylko jak bardzo lubimy oddawać sprawczość i odpowiedzialność za to, co robimy i co się z nami dzieje, w cudze ręce, a nie nasze. Równie dobrze w każdej chwili sama możesz sobie podarować taką godzinę. Ale z jakichś przyczyn tego nie robisz.

Wracając do kursu. Piszecie mi, że świetnie, że bardzo chciałybyście wziąć udział, ale nie macie czasu i nie znajdziecie czasu na uczestniczenie w tym kursie. Że milion innych kursów, artykułów, webinarów się do Was dobija, a Wy NIE MACIE CZASU na ich realizację.

I teraz – jeśli jesteś w takiej sytuacji, to mam dla Ciebie dwa wyjścia. Zanim zastosujesz którekolwiek z nich zastanów się sama przed sobą czy Twoje życie, Twój czas i Twoja organizacja czasu wygląda dokładnie tak, jak byś chciała, żeby wyglądało? Połóż rękę na sercu i szczerze samej sobie odpowiedz czy wszędzie masz tip top dobrze, albo może nawet nie tip top dobrze (nie wiem nawet czy to możliwe), ale na tyle dobrze, że jesteś zadowolona.

Jeśli odpowiadasz sobie TAK – jest u mnie dobrze; wiadomo, że zawsze mogłoby być ciut lepiej, ale generalnie ogarniam, to znaczy, że kurs, webinar, szkolenie online, artykuł i kurka dziurka wie co tam jeszcze NIE SĄ CI POTRZEBNE. Być może potrzebujesz czasem (jak każda normalna Kobieta) zabić kawałek wolnego czasu (zmarnować go tak jak pisałam TUTAJ) i to też jest ok. Ale chciałabym, żebyś uwierzyła w siebie – Kobiety potrafią świetnie zarządzać czasem. I być może wcale nie potrzebujesz pomocy. Być może jesteś w kieracie męskiego myślenia, że wszystko musi być perfekcyjnie zaplanowane, zorganizowane, zapisane i dopięte na ostatni guzik. A potem oczywiście nic się nie wywala i nie rozwala i realizuje się zgodnie z planem.

Kobiece zarządzanie czasem tak nie wygląda i jest bardzo prawdopodobne, że robisz to doskonale nie mając planu, listy zadań, a nawet kalendarza. Jest bardzo prawdopodobne, że mojego bloga czytasz dla rozrywki (za co ogromnie Ci dziękuję), ale wcale nie potrzebujesz moich rad. A być może potrzebujesz tylko upewniania się, że robisz dobrze. Jeśli tak jest to nie będziesz potrzebować mojego kursu. Ja naprawdę głęboko wierzę w to, że:

Każda Kobieta potrafi wziąć czas w swoje ręce i zarządzać nim po swojemu.

Jeśli jednak odpowiedziałaś sobie na pytanie NIE – ciągle zawalasz terminy, ciągle się spóźniasz na spotkania, ciągle masz milion rzeczy do zrobienia i końca nie widać, to faktycznie nie jest to łatwa sytuacja.

I co z tym można zrobić?

Wyjścia są dwa. Możesz dalej biegać jak ten chomik w swojej karuzeli. Znam osoby, które tak biegną już prawie sześćdziesiąty rok życia. Znam 25-latki, które już się wdrażają do tego biegu i są przekonane, że tak ich życie będzie wyglądało, bo tak wygląda życie każdego człowieka. Biegnij i koniecznie ciągle krzycz, że na nic nie masz czasu, bo jesteś strasznie zabiegana, bo ciągle musisz biec.

Możesz biegać jak chomik, możesz biegać z pustymi taczkami, możesz ciąć drzewa tępą piłą – nie ma znaczenia jaką mniej lub bardziej zgrabną metaforę sobie tutaj wymyślimy.

Chodzi jednak o to, że jeśli ten bieg nie jest dla Ciebie miły i komfortowy, to może trzeba przestać biec i trzeba się zatrzymać, i pomyśleć. A myślenie zabiera czas. Nauka zabiera czas, rozwój zabiera czas. Przyjemności zabierają czas, dobre jedzenie zabiera czas, seks zabiera czas. Czy mamy się pozbywać wszystkiego tylko dlatego, ze zabiera nam czas? Życie, Moje Drogie, generalnie jest tylko i wyłącznie zabieraniem nam czasu. Z każdym dniem naszego życia czasu nam zostaje o ten jeden dzień mniej. Co nie znaczy, że mamy się go pozbywać prawda?

Drugim sposobem jest więc zatrzymać się i pomyśleć, i wymyślić. Gdzie biegniesz? Po co tam biegniesz? I co musisz zrobić, żeby tam dobiec (jeśli to jest cel do którego faktycznie chcesz biec). Być może po przystanięciu i zastanowieniu się dojdziesz do wniosku (i tu jest mój strzał w moje kolano), że ja Ci w tym biegu już nie jestem potrzebna. Że zadania i działania, które masz zrobić w drodze do tego celu, nie zawierają w sobie czytania Pani Swojego Czasu. Jasne, że będzie mi przykro. Jasne, że wolałabym byś dalej tu była. Nigdy przenigdy nie spodziewałam się, że Pani po 3 miesiącach działania będzie blogiem czytanym przez tysiące Kobiet! Będę Wam za to dozgonnie wdzięczna!

Jednocześnie doskonale rozumiem sytuację, w której musisz przestać się inspirować, a zacząć działać. Spotykając się ze mną nie miej wyrzutów sumienia, że nie przeczytałaś mojego najnowszego artykułu, lecz ciesz się tym, że w tym czasie napisałaś swój artykuł, albo bawiłaś się z dzieckiem, albo byłaś na spacerze, albo realizowałaś zadania ze swojej listy zadań.

Przyznam się Wam, że nie ma dla mnie bardziej deprymujących komentarzy niż takie, w których piszecie, że doskonale wiecie, że powinnyście teraz coś robić, ale zamiast tego wolicie czytać Panią. To znaczy, że to, co piszę nie działa i jest nieskuteczne. Ja za Was nic nie zrobię. Nie znajdę za Ciebie godzinę czasu na odpoczynek, zabawę z dziećmi czy kurs online Pani Swojego Czasu. Musisz to sama zrobić. Jeśli tylko chcesz.

Na koniec zachęcam Cię do spojrzenia na czas oczami dziecka. Małe dzieci nie mają umiejętności oszukiwania samych siebie i patrzą na czas dużo bardziej realnie, niż my same go postrzegamy.Mój ulubiony fragment:

“Dorośli mówią, że nie ma czasu a on jest. I dorośli kłamią”

Posłuchać możesz TUTAJ:

Ola (Pani Swojego Czasu)

Aleksandra Budzyńska