Znasz ten moment, gdy zasuwasz ciągle wkoło, robisz bardzo dużo rzeczy, mało śpisz, dużo pracujesz? Ciągle więcej, ciągle szybciej. A jeszcze chore dziecko, a jeszcze obiad ugotować, projekt do pracy oddać, rachunki zapłacić, opony na zimowe wymienić.

I nagle szlus – stajesz rano/wieczorem/w środku dnia przed lustrem i wybuchasz płaczem, bo wiesz, że dalej tak nie możesz, że zaraz się rozpadniesz, rozchorujesz, coś gdzieś puści, ale już nie przed lustrem, tylko na forum, przed ludźmi, przed klientami.

To jest taki moment, w którym zdajesz sobie sprawę, że dłużej tak się nie da. Na zewnątrz być może jest jeszcze wszystko ok, bo natłok zadań i obowiązków realizujesz jeszcze kosztem czasu wewnętrznego, czyli czasu swojego prywatnego (swojego snu, relaksu i przyjemności) lub czasu prywatnego swojej rodziny.

Ostatnio uczestniczka jednego z moich szkoleń spytała mnie jak ma sobie poradzić ze złodziejami czasu w swoim domu. Spytałam jakich konkretnie złodziei czasu ma na myśli, na co ona odpowiada, że to są jej małe dzieci (jedno w wieku szkolnym, a drugie przedszkolnym), które przeszkadzają jej wykonywać pracę, którą przynosi ze sobą do domu z pracy. Nie ukrywam, że lekko się zdziwiła moją odpowiedzią, w której uświadomiłam jej, że to nie dzieci są jej złodziejami czasu, lecz ona jest złodziejem czasu dla swoich dzieci, bo dzieci w domu, mając mamę po pracy mają prawo oczekiwać, że mama spędzi z nimi trochę czasu zamiast wykonywać pracę, na którą miała czas w … pracy.

Jasne, że każda z nas czasem stoi pod ścianą i musi zostać po godzinach, musi popracować w weekend i musi dzieciom puścić bajkę, żeby wyrobić się ze swoją robotą (jeśli Ty tak nigdy nie miałaś to koniecznie napisz, bo chciałabym Cię poznać). Ale moment, w którym taki schemat staje się normą, a czas wolny wyjątkiem jest jednak momentem niebezpiecznym i warto to zmienić.

Łatwo powiedzieć trudniej zrobić prawda?

Po pierwsze

Zastanów się czy na pewno chcesz coś zmieniać. Nie, nie przesłyszałaś się. Ogromna ilość Kobiet narzeka na brak czasu i opowiada jak to chętnie w końcu położyłaby się na kanapie i odpoczęła, ale tak naprawdę dobrze czują się w tej roli, bo ta rola choć męcząca to jest jednak bezpieczna. Wszystkie kąty są w niej znane, nie trzeba się niczego nowego uczyć, niczego weryfikować i nie trzeba dowiadywać się niewygodnych prawd na temat samej siebie.

Pamiętaj, że każda zmiana, nawet ta wyczekiwana przez długie miesiące, czy nawet lata, najpierw niesie ze sobą niezadowolenie i spadek Twojej efektywności. Siedząc w dzień zbyt długo na fejsie, zarywasz noce, a jak zarywasz noce to wstajesz rano zła jak osa. Nie jest to miły schemat, ale jest to znany schemat – wiesz czego się możesz spodziewać i nic cię tutaj nie zaskoczy. Zgadzając się na nadgodziny, które dostałaś od szefa wiesz, że wrócisz do domu uchetana z jęzorem do pasa i z dwójką głodnych dzieci pod pachą; wszystko będziesz robić w biegu i znów będziesz wściekła, że nawet w spokoju nie możesz ciepłej kolacji zjeść. Nie jest to przyjemne, ale wchodząc w ten schemat wiesz czego się spodziewać. A jeśli obierasz nową drogę to wchodzisz w nowy, nieznany sobie schemat i ryzykujesz, że wydarzy się coś dużo gorszego od tego, co już znasz. Choć rzadko bierzemy pod uwagę, że to, co się wydarzy może też być o niebo lepsze.

Po drugie

Jeśli doszłaś tutaj to zakładam, że bierzesz na siebie ryzyko zmiany. I git. To teraz Cię czeka nudna, żmudna i trudna robota 🙂

Jeśli chcesz coś zmienić to musisz wiedzieć co. Wiesz na 100% co przeszkadza Ci w tym, że czas przelatuje Ci przez palce? To świetnie. Nie wątpię w to, że jesteś przekonana, że masz rację. Ale z moich doświadczeń wynika niestety, że nie do końca jest to prawdą. Większość Kobiet, które przychodzą do mnie po pomoc mają już gotową diagnozę swojego wykorzystania czasu – są przekonane, że nie potrafią planować. Albo są przekonane, że robią świetne listy zadań, ale jakoś nie mają motywacji do ich wykonania. Albo mają motywację do wykonywania, ale jakoś ciągle im Facebook przeszkadza.

Kobiety, z którymi pracuję rzucają diagnozą i oczekują lekarstwa. Niestety w większości przypadków diagnoza okazuje się błędna. A to dlatego, że w zarządzaniu czasem najmniej chodzi o techniki i narzędzia, a najbardziej o przekonania i postawy. To z nich wynikają takie, a nie inne zachowania i to one utrudniają wzięcie się za bary z daną techniką.

To, co ja proponuję na tym etapie to stworzenie mapy wykorzystania czasu. To taka diagnoza. Obecnie nie pracuję bez takiej mapy, gdyż to oznacza podawanie lekarstwa na ślepo i dodatkowo jest to strata zarówno pieniędzy, jak i czasu. Mojego i Klientki

Po trzecie

Trzeci ruch to mapa czasu. Idealna mapa czasu obejmuje okres całego tygodnia i zawiera w sobie zarówno obszary prywatne, jak i zawodowe. Bo czas to życie. A życie masz jedno – nie masz osobno prywatnego i zawodowego, choć niektórzy robią wszystko, by tak faktycznie było. Idealna mapa czasu zaczyna się od dnia dzisiejszego – masz na niej wszystkie dni tygodnia, a każdy dzień podzielony jest na odcinki półgodzinne. Co pół godziny zapisujesz na tej mapie, co właśnie robiłaś przez te pół godziny, które przed chwilą minęło. I tak co najmniej przez kilka dni. Oczywiście system ten często jest zawodny, gdyż maszyna zwana człowiekiem ma cudowną umiejętność oszukiwania samej siebie. Więc dochodzi do naciągnięć, nadużyć, rozciągnięć itp.

Na to też są metody.

Jedną z nich jest wyobrażenie sobie, że te zapiski są dokonywane przez kamerę, która rejestruje wszystko, co widzi bez analizowania, interpretowania i osądzania. To, co bowiem powoduje naciąganie faktów to wstępna ich analiza i obróbka, która już na tym etapie często jest dla nas niewygodna. I dobrze – bo to jest sygnał, że zaczyna się dziać coś, na co mamy wpływ.

Drugą z nich jest zainstalowanie w komputerze programu Rescue Time, o którym pisałam już TUTAJ. Program ten liczy ile czasu spędzasz w komputerze wykonując poszczególną pracę (liczy programy i zakładki, na których faktycznie pracujesz w danym momencie, a nie wszystkie zakładki i programy, które masz otwarte). Co tydzień dostajesz raport, który czarno na białym pokazuje Ci jak spędziłaś czas pracując na komputerze.

Trzecią metodą jest zatrudnienie strażnika czasu. Czyli osoby, która przez jakiś okres czasu będzie Twoim cieniem i będzie rejestrowała, notowała i nagrywała wszystko to, co robisz i mówisz. A po umówionym czasie zda Ci raport. To prawda – na tę formę decydują się tylko najodważniejsi, którzy nie boją się uwag Pani Swojego Czasu, ale oni też mają pełniejszy wgląd w to, co zobaczą i wyciągną z tego najwięcej informacji.

Po czwarte

Po tygodniu będziesz miała mapę swojego czasu. Będziesz wiedziała na czym polega Twój problem. Czy chodzi o to, że masz tendencje do perfekcjonizmu i nie potrafisz zostawić żadnego zadania nieco gorzej zrobionego niż inne. Czy może chodzi o to, że jesteś nauczona spełniać oczekiwania i potrzeby wszystkich wkoło, lecz nie swoje, więc większość aktywności usprawiedliwiasz „bo wypada”, bądź „nie wypada” oraz tym, że dzieci, mąż, rodzina, praca, pieniądze, szef są najważniejsze. A Ty na końcu.

A być może nie umiesz odmawiać. Pracujesz w domu i wszyscy o tym wiedzą więc sobie wpadają znajomi i rodzina na kawkę, a Ty nie umiesz im powiedzieć, żeby poszli sobie precz, bo jeszcze się obrażą i nie pomogą w sytuacji, gdy będziesz potrzebowała ich pomocy. Lub po prostu ciężko Ci odmówić pomocy koleżance, czy koledze, bo przecież Trzeba być pomocną prawda?

A być może wydaje Ci się, że masz tyle do zrobienia, że zabierasz się za wszystko naraz i ciężko Ci to skończyć. Jedno zadanie przeplata drugie i każde ciągnie się w nieskończoność.

A być może Twoja praca wymaga ciągłego bycia online i faktycznie Ty ciągle jesteś online, a jak już jesteś to się udzielasz, no bo po co być online i się nie udzielać?

A być może realizujesz swoje zadania mechanicznie, a trudniejsze odkładasz na wieczne nigdy, bo ciężko Ci się zmobilizować do ich wykonywania?

Tych „a być może” potrafi być bardzo wiele. Sama zobaczysz, które z nich jest Twoje i całkiem prawdopodobne, że jest ich kilka i się na siebie nakładają, co powoduje, że ich rozwikłanie jest jeszcze trudniejsze.

Po piąte

Jeśli już wiesz co jest Twoim problemem to możesz zacząć stawiać mu czoła. Dopiero teraz jest ten moment, w którym należy wziąć się za bary z jakąś techniką, czy też narzędziem – nauczyć się go i wdrożyć.

Nie będę tu ich opisywać, bo robię to systematycznie w ramach technicznych wtorków. Pamiętaj tylko, by technikę dobrać adekwatnie do diagnozy i zrobić to bez oszukiwania samej siebie. Jeśli masz problemy z asertywnością to lepsze planowanie dnia i tworzenie fantastycznej listy „to do” nie spowodują, że lepiej wykorzystasz czas. A jeśli zrezygnujesz z facebooka, ale nie masz żadnego systemu zbierania i gromadzenia informacji, które potrzebujesz wykorzystać, to również nikła szansa, że dokona się jakaś zmiana.

Po szóste

Nie przejmuj się niepowodzeniem, potknięciem i porażką. Wręcz przeciwnie – przygotuj się na nią. Przygotuj się na to, że znów zawalisz noc, bo projekt, który robiłaś musiał być perfekcyjny. Przygotuj się na to, że choć bardzo chciałaś odmówić, to jednak po usłyszeniu swojego „nie” zaczęłaś się wycofywać. Przygotuj się na to, że świat online znów Cię pochłonie. Dokładnie tak samo, gdy przechodząc na dietę powinniśmy być przygotowane na to, że sięgniemy po ciastko, którego sobie odmawiałyśmy. Ale nie biczuj się za to. Nie mów sobie, że skoro znowu Ci się nie udało, to pewnie nigdy się już nie uda. Po prostu spróbuj jeszcze raz. I jeszcze.

Po siódme

Pamiętaj, że takich jak Ty jest więcej. Trzymamy za Ciebie kciuki i kibicujemy Tobie, bo same próbujemy się zmieniać. Jeśli nie wierzysz zajrzyj TUTAJ – do grupy Pań Swojego Czasu, które wzajemnie trzymają za siebie kciuki po to, by wziąć czas w swoje ręce i zarządzać nim po swojemu.

To jak – na którym etapie zmiany jesteś?

Ola (Pani Swojego Czasu)

Aleksandra Budzyńska