Klaudyna Maciąg – #GangPSC

W ramach akcji „Lipiec z BuJo” mogłaś przeczytać na blogu Pani Swojego Czasu m.in. o: liście pomysłów na lato, motywach przewodnich oraz o tym, jak fotografować BuJo. Poznałaś także nowy produkt – Wzornik Kreatywnego Planowania – i dowiedziałaś się, czy efektowne planowanie może być efektywne.

Na zakończenie miesiąca mamy dla Ciebie jeszcze jeden wpis – tym razem zapytałam moje gangowe koleżanki o to, na ile Bullet Journal przydaje im się w życiu prywatnym oraz w pracy i dlaczego lubią tę metodę. Jak się za chwilę przekonasz – każda z nas ma inne podejście do prowadzenia BuJo, ale to, co nas łączy, to szczere zamiłowanie do planowania – po swojemu. Czyli właśnie tak, jak zakładał Ryder Carroll – twórca metody Bullet Journal.

Bullet Journal w #GangPSC

Na początek Sara, Menedżerka Produktów Fizycznych, opowiada o tym, dlaczego dopiero metoda Bullet Journal sprawiła, że zaczęła skutecznie się organizować:

„Śmiało mogę powiedzieć, że BuJo uratowało moje planowanie. Zanim poznałam tę metodę, to często korzystałam z różnych kalendarzy, ale one w moim przypadku nie spełniały zupełnie swojej roli, bo mnie mocno ograniczały. Frustrowało mnie, kiedy puste kartki się marnowały, bo akurat nie miałam nic do zapisania lub gdy innego dnia nie mogłam się zmieścić w wyznaczonym miejscu ze względu na większą ilość planów. Dzięki BuJo mogę swoje planowanie dopasowywać do moich aktualnych potrzeb, modyfikować, kiedy coś nie zdaje egzaminu. Kiedy mam wenę i chcę się wyżyć kreatywnie, to moje planowanie jest bardziej kolorowe, a kiedy nie mam czasu, to są to po prostu bardzo proste zapiski pomagające mi ogarnąć rzeczywistość”.

O swobodzie planowania wspomina także Magda, Projektantka Doświadczeń, czyli nasza Graficzka E-produktu, która wypracowała własny styl korzystania z metody Rydera Carrolla, czym z pewnością podbije serca wszystkich miłośników minimalizmu:

„Moją ulubioną metodą planowania i organizacji jest BuJo w bardzo lazy stylu. Oznacza to tyle, że mój planer ma wspierać realizację moich celów, przy jednoczesnym ograniczeniu do minimum nakładów czasowych na jego tworzenie. I tak od kilku lat każdy miesiąc rozpoczynam od rozrysowania rozkładówek zgodnych z moim aktualnym priorytetem, zarówno osobistym, jak i zawodowym. Co to oznacza? Planuję w nim codzienne zadania, definiuję cele krótkoterminowe, rozpisuję strategię, projekty, tworzę habit trackery i najróżniejsze kolekcje – BuJo naprawdę pomieści wszystko. To również główny powód, dla którego zrezygnowałam z tradycyjnych planerów – żaden nie dał mi tej swobody i możliwości dostosowania go do moich potrzeb, co zwykły-niezwykły notes w kropki”.

bullet journal w praktyce

Wszechogarniająca Joanna, Szefowa Działu Online, może być natomiast świetną inspiracją dla osób, które nie wiedzą, co zrobić z dużą liczbą planerów (któż z nas potrafiłby oprzeć się kupowaniu kolejnych?):

„Z BuJo korzystam bardzo specyficznie i głównie w pracy. Uwielbiam nasze Planery Pełne Czasu i Mini Planery wykorzystywać do… prowadzenia spotkań z gangiem. Tu lądują wszystkie plany spotkań, wszystkie zagadnienia do omówienia, wszystkie notatki. Nie ma to za wiele wspólnego z pinterestowymi inspiracjami, ale mi bardzo się sprawdza. Zawsze mogę wrócić do wcześniejszych ustaleń i wiem, gdzie co mam, bo każdy planer jest przypisany do konkretnego zespołu projektowego lub osoby. I tak na przykład klasyczna fuksja, to oczywiście miejsce na zapiski z Naczelną, żółty z Wydawnictwem Pełnym Czasu, a turkusowy na spotkania całego Gangu. Mam też #Rubin, do którego trafia wszystko, co pomaga mi się rozwijać – tu lądują notatki ze szkoleń, książek – to, co przydaje mi się w mojej pracy nad własnym rozwojem i rozwojem Pani Swojego Czasu.

A prywatnie? Prywatnie to podziwiam BuJo mojej 10-letniej Hani, która w notesie #lodywaniliowe zdecydowanie lepiej od mamy realizuje się w artystycznych próbach ogarnięcia rzeczywistości”.

Bardzo ciekawym przypadkiem jest także Martyna, nasza InstaCzarodziejka, która uroki BuJo zaczęła poznawać dopiero dzięki Gangowi:

„Będę szczera. Jestem jedną z tych osób, które podziwiały piękne bulletjournalowe zdjęcia i myślały ja tak nie potrafię. Dopiero zainspirowana przez Gangsterki postanowiłam spróbować robić to po swojemu i, czego się nie spodziewałam, od razu to polubiłam.

W pracy BuJo pomaga mi uporządkować obowiązki na cały tydzień. Jestem nieco roztrzepana i nie potrafię zamknąć się w ramkach, dosłownie. Zawsze zapomnę czegoś dopisać w tabeli, dlatego u mnie świetne sprawdza się system kolorystyczny. Na różowo oznaczam zadania na IG @paniswojegoczasu_official, na niebiesko zadania do Klubu PSC, na żółto prywatne, itd.

W życiu prywatnym najbardziej przydaje mi się do rozplanowania małych przyjemności na cały miesiąc. Bardzo ich wtedy pilnuję, kiedy mam je rozpisane w formie Bingo (inspiracja od naszej Kasi).

To dopiero pierwsze randki, ale czuję, że to będzie związek na długie lata.

Ach i koniecznie muszę dodać, że samo planowanie zaczęło sprawiać mi większą przyjemność i relaksować!”.

bullet journal w praktyce

Za co lubimy Bullet Journal?

Kilka członkiń Gangu postanowiło opowiedzieć trochę szerzej o tym, jak wykorzystują metodę Bullet Journal i dlaczego tak bardzo ją lubią.

Magda, Czarodziejka Hakerka:

„Lubię BuJo dlatego, że mogę je całkowicie dostosować do siebie. Nic mnie nie ogranicza. Kiedy byłam na urlopie macierzyńskim i nie miałam ogromnej ilości zadań do wykonania, tydzień zajmował mi dwie strony, które były nawet kolorowe i dopracowane. Teraz, kiedy wróciłam do pracy, jeden, maksymalnie dwa dni mam na jednej stronie, ponieważ przestałam się mieścić z zadaniami. Gdyby był to zwykły kalendarz, to bardzo denerwowałoby mnie to, że najpierw świeci pustkami, a potem nie mam już gdzie wcisnąć kolejnego zadania.

Choć zawsze marzyłam i nadal marzę o pięknym BuJo, jak z Pinteresta, to niestety moje BuJo jest bardziej praktyczne niż artystyczne. Mam system kolorystyczny, który bardziej niż dla wizualnego efektu służy do tego, aby jednym rzutem oka zobaczyć proporcje pracy w poszczególnych projektach danego dnia. Jednak ostatnio moje marzenia uratował Wzornik – dzięki niemu dodatkowe 5 minut poświęcone na rozrysowywanie miesiąca sprawiły, że nareszcie mój planer nie wygląda jak zeszyt dziecka z podstawówki, a powoli przypomina minimalistyczne BuJo”.

bullet journal w praktyce

Dagmara, Marketing Jedi:

„Długo nie mogłam przekonać się do prowadzenia BuJo. Wciąż uważałam, że musi być piękny, kolorowy, totalnie instagramowy. W pewnym momencie doszłam jednak do wniosku, że mogę znaleźć swój sposób na prowadzenie dagmarowego bujo i kompletnie nikt nie będzie mi stał nad głową i mówił źle to narysowałaś. To brzmi tak prosto i logicznie, ale naprawdę… Potrzebowałam bardzo wielu miesięcy, żeby się przemóc. Udało się! Teraz BuJo pomaga mi w ogarnięciu mojej codzienności. Mam wszystko dokładnie rozpisane i rozrysowane, tworzę tabelki np. z nazwami kont reklamowych, do których muszę zajrzeć każdego dnia, i odhaczam sobie, kiedy to wykonałam. Dopiero teraz czuję się spokojna i wiem, że nad wszystkim panuję”.

Kreatywnie Nam Planująca Kasia:

„Lubię tę metodę, ponieważ jest niesamowicie elastyczna i pozwala na dopasowanie planera w 100% do siebie, swoich potrzeb i oczekiwań. Bardzo często zapominamy o tym, że system Bullet Journal w swojej idei jest bardzo, bardzo prosty i bazuje raptem na kilku podstawowych zasadach. To, co widzimy, przeglądając Instagram lub Pinterest, to wykorzystanie tych zasad, przerobienie ich pod siebie i dla siebie. Ja lubię korzystać z systemu Bullet Journal po swojemu – biorę sobie klucz i spis treści, uwielbiam migrację zadań i sam fakt, że planując w czystym notesie nic mnie tu nie ogranicza. Mój Bullet Journal to przede wszystkim planer i do planowania głównie z niego korzystam”.

Od siebie dodam, że bardzo mnie cieszy, iż osoby, które wcześniej wierzyły w różne mity na temat BuJo, z czasem przekonują się, że tak naprawdę chodzi tutaj wyłącznie o nieskomplikowane planowanie, które ma nam ułatwiać ogarnianie rzeczywistości. To nie jest konkurs piękności, tylko – tak, jak wspomniała Kasia – prosta metoda, którą możemy maksymalnie dostosować do siebie, swoich potrzeb i możliwości.

I właśnie za to tak wiele osób BuJo pokochało.

Kurs Czas na Insta!

Bullet Journal w pracy

Drugie pytanie, jakie zadałam Gangsterkom, dotyczyło wykorzystania metody Bullet Journal w pracy. Jak odpowiedziały?

Magda:

„W pracy BuJo jest moim backupem oraz centrum panowania nad światem. Bez niego ginę marnie. Gdyby nie codzienne spisywanie sobie rzeczy do zrobienia, to dawno przestałabym ogarniać Ilość spraw i projektów, które mam na głowie. Dodatkowo dzięki BuJo zaczęłam robić regularny braindump. Mam wolną głowę i mogę pracować kreatywnie. Świetnie sprawdza się również jako miejsce do kontrolowania efektów mojej pracy nad blogiem i realizacji celów”.

Dagmara:

„Przede wszystkim mogę sobie zrobić tabelki z powtarzalnymi czynnościami i zaznaczać je każdego dnia. Dzięki temu nic mi nie umyka. A poza tym jestem wzrokowcem… Lepiej mi się planuje na papierze, gdzie mogę sobie zwizualizować swoje zadania”.

Kasia:

„Bujo pomaga mi przede wszystkim w pracy! Mam tu rozpisane wszystkie rzeczy, które muszą być zrobione. Jasne, korzystam z Asany, ale to na papierze najlepiej porządkuje mi się poszczególne zadania, to tutaj rozpisuję je na mniejsze kroki. W moim planerze robię burze mózgów, rozpisuję projekty, wypisuję pomysły na zdjęcia, trzymam pod ręką notatki związane z planami dotyczącymi tego, co ma wydarzyć się za miesiąc lub dwa, tutaj mam kalendarz w którym zapisuję terminy spotkań – to moje papierowe centrum dowodzenia”.

A co ze mną? Jako Władczyni Contentu u Pani Swojego Czasu każdego dnia korzystam z Asany oraz naszego dedykowanego planu contentowego w Excelu – i one zastąpiły mi Bullet Journal. Zadania związane z pracą dla PSC mam przed oczami na ściennym kalendarzu oraz w urządzeniach mobilnych i nie widzę sensu, by dodatkowo rozpisywać je w BuJo. Ale to jest coś, czego nauczyłam się dopiero z czasem – lata temu zdarzało mi się mieć w planerze miliony kolekcji, które były powieleniem tego, co i tak robiłam na telefonie czy komputerze (np. odznaczanie obejrzanych odcinków seriali na Trakt.tv czy przeczytanych książek na Goodreads). W pracy nie powtarzam tego błędu – bo zależy mi na czasie.

Co oczywiście nie znaczy, że planery nie przydają mi się na ścieżce zawodowej. Wręcz przeciwnie – nasze gangowe burze mózgów i spotkania obfitują w tyle pomysłów i planów, że zapisuję jeden Planer Pełen Czasu za drugim.

Jak Bullet Journal przydaje się w życiu prywatnym?

Ostatnie pytanie do Gangsterek dotyczyło korzystania z BuJo w sferze prywatnej. Również tutaj otrzymałam naprawdę ciekawe odpowiedzi:

Magda:

„BuJo w życiu prywatnym wykorzystuję do totalnie innych celów niż zawodowo. Powolna nauka kaligrafii przy pisaniu ładnych nagłówków, kolorowanie różnych elementów, projektowanie rozkładówek, a nawet rysowanie tabelek działa dla mnie uspokajająco i jest idealną formą relaksu”.

Dagmara:

„Mam listę urodzin, prezentów świątecznych, miejsc, które odwiedziliśmy. Traktuję tę formę trochę jako taki pamiętnik do wyłapywania ważnych i ulotnych chwil. Uwielbiam do tego wracać”.

Kasia:

„Aktualnie moje BuJo wykorzystuję przede wszystkim do planowania i rozpisywania zadań związanych z pracą. Większość naszego planowania rodzinnego odbywa się z pomocą innych narzędzi, a ja nie czuję potrzeby, aby rozpisywać to dodatkowo w BuJo. Lądują więc w nim tylko te zadania, które ja mam w naszej rodzinie do zrobienia (np. zaplanowanie posiłków i zrobienie listy zakupów, zamówienie jakiegoś prezentu, umówienie szczepienia), widok z lotu ptaka mamy w miejscu, które dostępne jest dla wszystkich.

Kiedyś w moim BuJo prowadziłam różne listy i kolekcje – zapisywałam tu tytuły przeczytanych książek, miałam listę miejsc do odwiedzenia w Warszawie czy listę rzeczy, które zawsze zabieramy ze sobą na wyjazdy. Teraz wolę mieć jeden notes do planowania, w innych gromadzić takie rzeczy, a w innym robić notatki.

W BuJo mam więc tylko wizję i cele na dany rok rozpisane na pierwszych stronach planera (bo lubię do nich wracać i chcę zawsze mieć je pod ręką) oraz mały habit tracker w którym co miesiąc pilnuję kilku konkretnych nawyków. Tyle z prywaty”.

Fakt, że razem z Kasią wykorzystujemy BuJo zupełnie odwrotnie, jest dla mnie niesamowicie fascynujący. W moim przypadku codzienne korzystanie z Bullet Journala wiąże się głównie ze sprawami prywatnymi – takimi jak zadania na dany dzień, szybkie listy („to spakuj”, „w tych godzinach odjeżdża tramwaj”, „tamto kup”) czy przydatne kolekcje. Przy czym te ostatnie lądują w zupełnie innym planerze niż moje codzienne rozkładówki. Dlaczego? Żeby uniknąć ciągłego przenoszenia tych samych treści z jednego narzędzia do drugiego. Dlatego właśnie w Puderniczce mam rozpisany każdy dzień, a kiedy zakończę jej użytkowanie, nie będę musiała do niej nieustannie wracać, żeby podejrzeć np. harmonogram sprzątania czy listę ulubionych dań, bo te mają swoje dedykowane miejsce w moim ukochanym Żółtku.

Proste? Proste!

bullet journal w praktyce

Bullet Journal – planowanie po swojemu

Jak widać na przykładzie Gangu Pani Swojego Czasu – różne osoby w różny sposób korzystają z tego samego systemu. BuJo ma być nasze i tylko nasze, bo to metoda jest dla człowieka, a nie człowiek dla metody. Nie jest prawdą, że planowanie jest skomplikowane, czasochłonne, zarezerwowane tylko dla utalentowanych – i różnorodność naszych Bullet Journali doskonale to pokazuje.

Jeśli chcesz planować po swojemu – zrób to.

Będzie minimalistycznie? Super!

Będzie niesamowicie kolorowo? Wspaniale!

Będzie nijak? I co z tego? To Twój planer, zeszyt, notes czy segregator – i Tobie ma służyć. Bez względu na wszystko.