Śledziki, trackery czy habit trackery – słyszałaś już gdzieś o tym? Dzisiaj nasz freak bujo – Justyna – pokaże Ci, jak tych rozkładówek używać w bullet journalu, szczególnie do budowania nawyków. Podpowie też, jakie inne dziedziny swojego życia możesz za ich pomocą “śledzić” 🙂 


Justyna Spyrka

Był już mini słownik bullet journalu, było o używaniu rozkładówek miesięcznych, tygodniówek i dniówek. Dziś więc czas na omówienie kolejnej funkcji bujo. Przyjrzyjmy się z trackerom.

Tracker – czyli w bardzo luźnym tłumaczeniu śledzik – to narzędzie pomagające nam budować nowe nawyki. Można je też wykorzystać do monitorowania postępów w działaniach nad jakimś projektem. Zazwyczaj tę rozkładówkę przygotowuje się z góry na cały miesiąc (albo nawet na dłużej), ale to absolutnie nie znaczy, że po narysowaniu można o niej zapomnieć. Wręcz przeciwnie, tracker spełnia swoją funkcję tylko wtedy, kiedy używamy go regularnie, najlepiej codziennie.

Tabelka do śledzenia nawyków nie musi być częścią bujo. W sklepie PSC kupicie odpowiednie bloczki do powieszenia na przykład na lodówce. Ale jeśli tak jak ja wolicie mieć wszystko w jednym notesie, zawsze pod ręką, to pokażę Wam, jak samodzielnie przygotować własny tracker.

Habit tracker w bullet journalu - jak go używać do budowania nawyków

Typowy tracker

Najbardziej powszechnym typem trackera, jaki spotkacie niemal w każdym bullet journalu, jest tzw. habit tracker, czyli śledzik dobrych nawyków. Ta tabelka służy do monitorowania pracy nad czynnościami, które chciałybyśmy robić regularnie, codziennie.

Podczas przygotowywania trackera łatwo popaść w przesadę w wyborze nawyków i w efekcie zniechęcić się do działania. Nawet mnie się to zdarzyło. Początkowo śledziłam niewiele nawyków, a z czasem zaczęłam dopisywać i dopisywać, aż w kulminacyjnym momencie tracker nie mieścił mi się na jednej stronie w notesie! Na szczęście wtedy przeczytałam w książce twórcy bujo (Ryder Carroll, The bullet journal method), że monitorowanych czynności nie powinno być więcej niż sześć. Wywróciłam swój śledzik do góry nogami i okazało się, że wiele z nawyków, które rzekomo ciągle próbuję budować, już dawno wykonuję regularnie bez pomocy tabelki.

Wiemy już, co to jest śledzik nawyków i po co się go używa, ale jak się zabrać do przygotowania takiego trackera?

Zacznij od wypisania na pustej kartce lub na karteczce pełnej czasu wszystkich pomysłów na nawyki, które chcesz zbudować, oraz na te czynności, które codziennie chcesz kontrolować. Nie przejmuj się, jeśli jest ich o wiele więcej niż powinno.

Habit tracker w bullet journalu - jak go używać do budowania nawyków

Gdy wszystko masz już wypisane, wybierz maksymalnie sześć pozycji, które na chwilę obecną są dla Ciebie najważniejsze. Ja wybrałam tylko cztery nawyki: wysypianie się, czas dla siebie, trening i praca nad blogiem. To ostatnie to nie tyle nawyk, ile raczej sposób na sprawdzenie, czy rzeczywiście regularnie poświęcam temu celowi czas.

Karteczkę z wszystkimi pomysłami możesz zostawić sobie na przyszłość, gdy obecne nawyki będą już wypracowane i będziesz szukała kolejnych do śledzenia. Ja swoją chowam w tylnej kieszeni planera, dzięki temu wiem, że na pewno nigdzie mi się nie zawieruszy.

Teraz czas na przygotowanie tabelki. Możesz zacząć od dekoracyjnego nagłówka. Ja wykorzystuję do tego naklejki „portugalskie kafelki”. Żeby rozkładówka na cały miesiąc bez problemu zmieściła się na jednej stronie, warto obrócić planer o 90 stopni. Z lewej strony jeden pod drugim wypisz nawyki, które będziesz śledzić w trackerze. U góry w jednym rzędzie – daty. Najwygodniej jest pracować w systemie miesięcznym, ale możesz zacząć od dowolnego momentu.

Habit tracker w bullet journalu - jak go używać do budowania nawyków

Podstawowa forma trackera jest już gotowa, ale ja dla łatwiejszego odbioru nadam jej bardziej uporządkowaną formę. Cienką końcówką brush pena Tombow rysuję tabelkę. Stawiam pionową linię po każdej niedzieli. Dzięki temu łatwiej mi rozróżnić tygodnie i minimalizuję ryzyko, że przez przypadek zaznaczę jakiś nawyk w niewłaściwy dzień.

Habit tracker w bullet journalu - jak go używać do budowania nawyków

Wśród czynności, które wybrałam do trackera, jest też trening. Aktualnie zamierzam trenować dwa razy w tygodniu, we wtorki i czwartki. W linii treningu w te dni naklejam naklejkę. Dzięki temu wiem, że to wtedy mam iść na siłownię, i tą czynnością nie muszę się już przejmować w inne dni.

Habit tracker w bullet journalu - jak go używać do budowania nawyków

Inną formą śledzika jak taka, w której zamiast jednej dużej tabelki rysujemy kilka mniejszych odpowiadających formą kalendarzowi miesięcznemu. Ja zazwyczaj zmieniam układ trackera co jakiś czas, żeby się nie znudzić.

Tracker gotowy, ale jak go używać?

Codziennie znajduję chwilę na przejrzenie swojego bujo. Wtedy nie tylko planuję zadania na następne dni, ale też przeglądam całą rozkładówkę na bieżący miesiąc, w tym tracker. Jeśli robię to wieczorem, zaznaczam brush penem te nawyki, które dziś miały się dobrze, a jeśli siadam do bujo rano – odhaczam te za dzień poprzedni.

Habit tracker w bullet journalu - jak go używać do budowania nawyków

Jeśli danego dnia nie wykonałam zadania ze śledzika, zostawiam puste okienko. Jeśli zaś z jakiegoś powodu nie wypełniłam tabelki (na przykład zapomniałam albo byłam na wyjeździe bez notesu) – stawiam ukośną kreskę. Wolę widzieć, że po prostu nie zaznaczałam nawyków niż że tak źle mi idzie ;).

Inne trackery

Śledzik nawyków to najpopularniejszy bulletjournalowy tracker, ale na tej samej zasadzie można stworzyć mnóstwo innych rozkładówek. W czasach studenckich miałam tracker nieobecności na zajęciach. Rozrysowałam bardzo prostą tabelkę na cały semestr. Z lewej strony wypisałam wszystkie przedmioty, a u góry daty odpowiadające poszczególnym tygodniom. Tygodnie, w których dany przedmiot nie występował, od razu wykreśliłam krzyżykiem. Potem, za każdym razem, gdy byłam na zajęciach, zamalowywałam kratkę na czarno. W przypadku nieobecności stawiałam kropkę. Dzięki temu widziałam czarno na białym, czy aby nie wplączę się w jakiś problem z zaliczeniem na koniec półrocza.

Jestem fanką seriali, dlatego w swoim bujo mam też tracker im poświęcony. Pod każdym tytułem rysuję liczbę kwadratów odpowiadającą danemu sezonowi i zaznaczam jeden z nich po obejrzeniu każdego odcinka. Oczywiście nie ma to większego sensu w kontekście planowania – Netflix sam zapamiętuje, gdzie skończyłam oglądać – ale zwyczajnie podoba mi się ta rozkładówka w bullet journalu. No i po czasie, przeglądając notes, lubię wspomnieć jakiś dobry serial. I może obejrzeć jeszcze raz.

Habit tracker w bullet journalu - jak go używać do budowania nawyków

Na tej samej zasadzie można przygotować tracker czytania (lub pisania!) książki, przechodzenia (lub tworzenia) kolejnych modułów kursu online, sprzątania domu, zabawy z psem… Co tylko przyjdzie Wam do głowy.

Ciekawym rodzajem trackera jest taki, który w efekcie tworzy wykres. Bardzo popularny jest na przykład tracker snu. Z lewej strony wypisz liczbę godzin, na dole daty. Codziennie zaznacz kropeczką, ile spałaś. Kropki możesz potem połączyć i stworzyć wykres niczym z zajęć ze statystyki ;).

Habit tracker w bullet journalu - jak go używać do budowania nawyków

Dodatkowo w ten sam sposób można obok przygotować tracker humoru i porównać, czy ilość snu ma wpływ na Twoje samopoczucie (mały spoiler: zazwyczaj ma).

Ani habit tracker, ani inne śledziki nie są nieodłącznym elementem bullet journalu. W moim notesie przy niektórych rozkładówkach miesięcznych się pojawiają, a przy niektórych zwyczajnie je pomijam. Wszystko zależy od tego, jakie na dany miesiąc mam cele i priorytety. Bullet journal ma to do siebie, że jest dokładnie takim planerem, jakiego potrzebujesz. Ale jeśli jeszcze nigdy nie próbowałaś pracy z trackerem, warto dodać go do bujo chociażby na próbę. Po miesiącu sama stwierdzisz, czy to rozkładówka dla Ciebie i czy przyczyniła się do poprawienia produktywności. Jeśli nie – bez żalu się z nią rozstań, bo nie ma nic gorszego niż śledzenie nawyków, które już mamy albo których wcale nie chcemy budować. To prosta droga do znienawidzenia całej metody bullet journal, a przecież tego byśmy nie chciały, prawda?