Dzisiaj rodzinne planowanie posiłków, ze szczególnym naciskiem na obiady plus mini lekcja rysowania od Gosi z Przetwórni Wspomnień. Pomysł z ankietą wśród domowników, super! Ale możesz też w jej ramach “przepytać” samą siebie i spisać, co najbardziej lubisz jeść. A potem? Już z górki, zobacz sama.


 

Gosia z Przetwórni Wspomnień

Jestem mamą trójki dzieci (Hubi 13 lat, Lenka 11 lat, Maja 7 lat) i żoną jednego męża. Pięć lat temu przeszłam na dietę wegetariańską (a moja rodzina nie). Taka kompilacja okoliczności sprawia, że gdybym chciała, mogłabym spokojnie spędzić cały dzień w kuchni, gotując pięć obiadów dziennie (i szósty tak na wszelki wypadek 😉). Jednak pomimo że uwielbiam gotować, nie mam takiego zamiaru, ponieważ staram się na co dzień łączyć życie rodzinne z pracą zawodową. Jest tego trochę, więc musi być sprawnie. Jak sobie z tym radzę? Zapraszam Was dzisiaj do mojej kuchni 😊.

Jeśli chodzi o planowanie posiłków, to robię to raz w tygodniu i planuję tylko obiady. Jakiś czas temu podczas naszego rodzinnego zebrania przeprowadziłam ankietę, w której każdy wypowiedział się na temat tego, jakie dania obiadowe lubi. Dzięki temu w momentach zaćmienia mogę zerknąć do tabelki i wybrać coś sensownego. Ponieważ moje dzieci mają baaaardzo różne gusta w kwestii smaków, u nas świetnie sprawdzają się dania, w których można bez konieczności przygotowania oddzielnej potrawy zmienić dodatki, czyli pizza, tortilla, pierogi czy naleśniki. Ponadto zauważyłam, że odkąd zrobiłam tę listę, jemy bardziej różnorodnie i menu częściej się zmienia.

Jak planować jadłospis

Jak planuję obiady?

W ciągu ostatniego roku, kiedy zaczęłam pracować zdecydowanie więcej i częściej poza domem, musiałam się zmierzyć z wieloma organizacyjnymi problemami. Mój czas i siły stały się towarem deficytowym. Zanim przywykliśmy do nowych okoliczności, czasami bywało nerwowo, bo w domu nie było nic do jedzenia, a ja musiałam wyjść i wtedy w ruch szły opcje awaryjne. Dzieciaki wysyłałam na szybkie zakupy, które zawsze pochłaniały więcej środków finansowych niż takie wcześniej przemyślane, albo posiłkowałam się obiadami na zewnątrz, co również jest dość drogą i zazwyczaj niezbyt zdrową opcją. Wiele rzeczy od tamtej pory się zmieniło i zorganizowaliśmy się na nowo, a mnie bardzo sprawdza się obecny system.

Obiady planuję, zdecydowanie patrząc w planer (!) i biorąc pod uwagę to, jakie zajęcia niesie ze sobą dany tydzień. Sprawdzam też, kiedy kogo nie ma, ponieważ mój mąż często wyjeżdża w delegacje, a ja często pracuję popołudniami. To dla mnie ważna informacja. W dni, w które wiem, że będę pracowała długo, wybieram błyskawiczne potrawy albo takie, które reszta ekipy może ogarnąć sama. Jeśli mam mało czasu, szybko spisuję sobie tygodniowe propozycje na małej samoprzylepnej karteczce i umieszczam w planerze. Dodatkowo tworzę listę zakupów niezbędną do przyrządzenia obiadów.

Dlaczego planuję tylko obiady? Ponieważ moje dzieci są już na tyle duże, że same decydują i często same organizują sobie śniadania i kolacje. W domu mamy zawsze zestaw produktów, z których lubią komponować swoje poranne i wieczorne posiłki, i nie wymaga to mojej ingerencji. Zakupy organizujemy mniej więcej dwa razy w tygodniu. Robię je w godzinach dopołudniowych razem z Hubertem w ramach jego przerwy od nauki. Korzyści z tego faktu są następujące: po pierwsze unikamy godzin, w których sklepy są oblegane, co skraca czas zakupów, po drugie Hubert nosi ze mną wszelkie sprawunki, a po trzecie to on zazwyczaj dogląda tego, żebyśmy skomponowali w koszyku odpowiedni zestaw śniadaniowo-kolacyjny dla wszystkich. Ja z kolei dbam o to, żeby nie zapomnieć o produktach potrzebnych do przygotowania obiadów, i o to, żeby do domu trafiła siatka pełna owoców i warzyw, które wszyscy lubimy. Dodatkowo moje dzieci od jakiegoś czasu planują weekendowe desery. To znaczy same wybierają, co chcą zrobić, szukają przepisu, przygotowują listę zakupów i przyrządzają wybrane przez siebie ciasto, deser lub inną słodkość. Efekt: one mają frajdę i satysfakcję, a wszyscy coś pysznego do zjedzenia. Jedyne, co jest problematyczne, to nieustanne kłótnie na zapas, czy aby na pewno porcje będą sprawiedliwie podzielone 😉.

Czy coś jeszcze planuję w kwestii żywienia?

Tak, to, co zabiorę do pracy. I to również jest efekt zeszłorocznych zmian. Kiedy nie planowałam, często zdarzało mi się zajadać w pracy byle czym, a w efekcie byłam głodna, zdenerwowana i w dodatku przybyło mi po zimie kilka kilogramów. Dlatego teraz staram się w tej kwestii dbać o siebie i umawiamy się z Magdą wcześniej, która z nas kiedy gotuje. Jest to o tyle wydajny system, że w praktyce wymaga ode mnie przygotowania około dwóch posiłków w tygodniu. I tutaj, żeby nie popaść w rutynę, stworzyłam sobie listę kulinarnych inspiracji w wersji wege. Omija mnie też całe marudzenie, że to jedzenie „jakieś takie nie takie”, więc mogę poszaleć i robię to z przyjemnością.

Jak planować jadłospis

I tyle w kwestii samego planowania żywienia. Przyznam szczerze, że mam sporą swobodę w wykorzystywaniu tego co w lodówce i gospodarowaniu jedzeniem, więc nie wymaga to ode mnie jakiegoś ogromnego nakładu energii i czasu.

No dobrze, było o planowaniu bardzo konkretnie, a teraz mała wisienka na torcie dla tych, którzy chcieliby planować nie tylko efektywnie, lecz także ładnie. Napisałam Wam, że często zapisuję plan obiadów na małej karteczce, bo tak jest szybciej. Ale z uwagi na moją naturę i pasję (jaką jest kaligrafia), jeśli tylko mam dłuższą chwilę, to z przyjemnością rysuję sobie bardziej zaawansowaną wersję jadłospisu. I właśnie to chciałam Wam dzisiaj krok po kroku pokazać, zwracając uwagę na kilka uniwersalnych zasad, które możecie wykorzystać do planowania czegokolwiek 😊.

Dodatkowo uważam, że kaligrafię najlepiej się ćwiczy, pisząc konkretne rzeczy, których potrzebujemy, a nie spędzając godziny na przepisywaniu literek w kółko. Jest to zdecydowanie bardziej praktyczne i nie wymaga wygospodarowania dodatkowego czasu. To jedna z podstawowych rad, jakie przekazuję na warsztatach: jeśli chcesz ćwiczyć kaligrafię, najlepiej pisz to, co potrzebujesz napisać!

Zaczynam od nagłówka. I tu rada nr 1. Już sama zmiana narzędzia, jakim piszecie, wprowadzi urozmaicenie do Waszych zapisków. Tutaj użyłam brush pena Tombow ABT i napisałam nim zwykłe drukowane litery, a poniżej już cienkopisem nazwy dni tygodnia.

Ponieważ jadłospis poniżej będzie miał również listę zakupów, przedzieliłam stronę kropeczkami, a drugi nagłówek napisałam innym kolorem w innym kierunku. To wprowadza do kompozycji dodatkowe urozmaicenie przy niewielkim nakładzie pracy. Do wszelkich zapisków związanych z planowaniem świetnie pasują też zakreślacze. Ja akurat używam w tym celu tych samych brush penów, którymi piszę, żeby niepotrzebnie nie mnożyć narzędzi.

Jak planować jadłospis

A teraz czas na ozdobniki. Niezobowiązujące, proste graficznie obrazki, rameczki, znaczki (z angielskiego nazywane od gryzmołków doodle) wprowadzają „życie” do zapisków. Osobiście uważam, że ćwiczą wyobraźnię i rękę, a ich rysowanie jest naprawdę relaksujące. Niemniej mam świadomość, że wiele dorosłych osób boi się rysować i tylko z tego powodu tego nie robi. Dlatego przygotowałam dla Was tutorial, który krok po kroku pokaże, jak w prosty sposób urozmaicić swoje kuchenne zapiski.

To tyle ode mnie w kwestii planowania jedzenia. Smacznego rysowania 😊.