Nawet najlepszy planer kiedyś się kończy. A wtedy trzeba urządzić przeprowadzkę: przenieść swoje plany, listy i kolekcje do nowego zeszytu (przeprowadziwszy wcześniej ich weryfikację), czyli… przeprowadzić migrację. Brzmi skomplikowanie? Spokojnie! Justyna pokazuje dzisiaj na przykładzie swojego bujo, jak to zrobić sprawnie, estetycznie i z głową.


Justyna Spyrka

Niezależnie od tego, jak planujemy i jakich narzędzi używamy, dotyczy nas proces migracji. Zaskoczona? Przecież zdarza ci się przekładać zadania na kolejny dzień albo usuwać je z planów i przenosić do kategorii „może w przyszłym roku”, prawda?

Gdy Ryder Carroll stworzył metodę bullet journal, wcale nie wynalazł migracji. On ją tylko nazwał. Ale choć to proces dobrze znany każdej z nas, dla porządku wyjaśnijmy, o czym mowa.

Co to jest migracja?

Migracja to nic innego, jak zwyczajne przenoszenie zadań i celów. Może się ono odbywać na małą skalę, gdy na przykład przesuwamy zadanie z dnia na dzień albo przenosimy z miesięcznej listy „to-do” do naszej aktualnej tygodniówki. Migracja może też być procesem na wielką skalę. W przypadku bullet journala dotyczy to szczególnie tego momentu, kiedy przenosimy się z planowaniem do zupełnie nowego notesu.

Jak skutecznie przenieść plany ze starego do nowego planera – czyli migracje w bujo

Jak migrować zadania na małą skalę?

Gdy ustalasz zadanie do wykonania, najczęściej trafia ono najpierw do future loga (zobacz wpis Mini słownik bullet journalu). Kiedy zbliża się miesiąc z deadlinem, przenosisz je do miesięcznej listy to-do, a stamtąd w odpowiednim momencie trafia ono do tygodniówki (jeśli takiej używasz) – i dalej do odpowiedniej dniówki. Tak właśnie wyglądałby proces migrowania zadania zgodny z zasadą planowania „od ogółu do szczegółu” (zobacz wpis Jak planować w bullet journal).

Ale migracja na małą skalę odbywa się również wtedy, gdy jakiegoś zadania w danym dniu nie wykonasz. Co się wtedy dzieje?

– przenosisz zadanie na następny dzień (migracja)

lub

– przenosisz je na dalszą przyszłość i wpisujesz do future loga (migracja)

lub

– wykreślasz i na obecnym etapie tego zadania nie realizujesz. Jeśli jednak mimo wszystko chcesz mieć je na uwadze w przyszłości – przenosisz je do odpowiedniej kolekcji (zobacz wpis 5 zalet bujo dla planujących nieregularnie), na przykład na listę luźnych pomysłów (całkowite wykreślenie lub migracja).

Jak migrować na dużą skalę?

Codzienne przenoszenie zadań między różnymi listami to w gruncie rzeczy łatwa sprawa. Im mniejsze zadanie, tym prościej jest je wykonać, ale też łatwiej przenosić je w czasie, czyli przerzucać do odpowiednich rozkładówek w bujo. Problemem może być jednak wykonanie dużej migracji, jaką są przenosiny do nowego planera.

Nowa kolekcja PSC #kreatywnychill

Najbardziej nurtują nas pytania: jak zorganizować się jeszcze lepiej z użyciem nowego bujo? Jak przenieść kolekcje? Jak nie stracić czasu na migrowanie czegoś, co potem może wcale nie być potrzebne? Co właściwie powinnam przenieść? I jak się w ogóle za to zabrać?

Postaram się rozwiać te wątpliwości. Zwłaszcza teraz, w grudniu, kiedy wiele z nas zmaga się z problemem migracji na dużą skalę.

Migracja = rewizja

Autor metody bullet journal przy omawianiu tematu migracji do nowego notesu (lub gdy w ogóle zaczynamy jakiś notes prowadzić) proponuje ćwiczenie, które nazywa inwentaryzacją umysłu:

„Podziel kartkę papieru na trzy kolumny […]. W pierwszej wypisz wszystkie sprawy, którymi aktualnie się zajmujesz. W drugiej – te zadania, które powinnaś realizować. Trzecią kolumnę poświęć temu, co chcesz robić. […] Następnie wykonaj test i zadaj sobie dwa pytania dotyczące każdej wypisanej na kartce rzeczy: czy to jest ważne? (dla ciebie albo dla kogoś, kto jest ci bliski). Czy jest niezbędne? (Na przykład opłata za mieszkanie, spłata kredytu […]). Jeśli nie umiesz zdecydować, czy coś jest niezbędne, zastanów się, co by było, gdybyś nigdy tego zadania nie wykonała. Czy miałoby poważne konsekwencje?” (Ryder Carroll, The bullet journal method, tłum. własne na podstawie wersji hiszpańskojęzycznej)

Jak skutecznie przenieść plany ze starego do nowego planera – czyli migracje w bujo

Na koniec w każdej kolumnie zostaną tylko te sprawy, które przeszły test. Autor zaznacza, że powinniśmy to ćwiczenie wykonać na oddzielnej kartce papieru, żeby naszego nowego zeszytu, a zatem nowego etapu w organizacji, nie zaśmiecać od początku planami, których wcale nie będziemy realizować.

W gruncie rzeczy ten proces selekcji wykonujemy w bujo codziennie przy przenoszeniu małych zadań, ale wtedy nie wymaga on aż tyle czasu i przemyśleń. Przy dużej migracji fajnie jest przejrzeć różne cele i wybrać tylko te, które naprawdę będziemy realizować, mając na uwadze, że w ciągu kolejnych miesięcy mogą się pojawić zupełnie nowe pomysły i inne priorytety.

Jak migruję bujo do nowego notesu – krok po kroku

  • Krokiem zero w mojej migracji jest przygotowanie roboczej styczniowej rozkładówki z miesięcznym kalendarzem i listą „to-do” na końcu tegorocznego planera. To ten moment, kiedy jeszcze nie mam gdzie planować stycznia „na czysto”, a już co nieco muszę zapisać.
  • W tym roku zacznę migrację od inwentaryzacji umysłu metodą Carrolla. Dotąd po prostu przeglądałam dawne cele i wymyślałam nowe. Uważam jednak, że propozycja autora to naprawdę to świetny pomysł na to, jak lepiej wybierać priorytety.
  • Przeglądam stare bujo (to z kończącego się roku, a czasami też poprzednie) i na ostatniej stronie aktualnego notesu wypisuję wszystkie rozkładówki w trzech kolumnach. Pierwsza z nich: „sprawdziło się” – to te rozkładówki, które idealnie zdały egzamin w takiej formie, w jakiej ich używałam. Są to strony, które na pewno przeniosę do nowego bujo.

Druga: „sprawdziło się, ale…” – ale coś trzeba poprawić. Może zostawiłam za dużo miejsca, może za mało. Może struktura była nie taka? A może powinnam robić taką stronę na krótszy okres? Są to te strony, które chciałabym dalej testować i zabrać do nowego notesu, ale muszę je dopracować, żeby spełniały swoją funkcję.

Trzecia kolumna: „nie sprawdziło się” – to oczywiście te rozkładówki, których użyłam w zeszłym roku pod wpływem inspiracji czyimś notesem, ale absolutnie nie sprawdziły się w moim planowaniu. Do wywalenia.

Jak skutecznie przenieść plany ze starego do nowego planera – czyli migracje w bujo
  • Szukam inspiracji. Ten krok to raczej proces, który trwa nieustannie przez cały rok, na przykład gdy przeglądam Instagram. Przed samą migracją do nowego notesu jeszcze raz zerkam na zapisane zdjęcia i tablice na Pintereście. Zazwyczaj niewiele z tych inspiracji rzeczywiście trafia do mojego planera, bo już jakiś czas temu przekonałam się, że im mniej, tym dla mojego planowania lepiej. Ale lubię też testować nowe rozwiązania, więc co rok sprawdzam sobie kilka nowości.
  • Niektórzy bullet journaliści rozrysowują sobie „skład” kolejnego notesu na brudno, zanim przeniosą się do nowego zeszytu. Ja tego nie robię, bo uważam, że jest szybsza metoda: na karteczkach pełnych czasu lub karteczkach samoprzylepnych wypisuję poszczególne rozkładówki, których użyję, i przyklejam na kolejnych stronach planera pełnego czasu. Od razu widzę, co gdzie będzie i ile zajmie miejsca.
Jak skutecznie przenieść plany ze starego do nowego planera – czyli migracje w bujo
  • Wybieram gamę kolorystyczną, którą zastosuję w future logu, rocznym trackerze ( zobacz wpis Habit tracker w bullet journalu – jak go używać do budowania nawyków) i innych całorocznych rozkładówkach. Staram się dobrać ją tak, aby później łatwo było ją uzupełnić o kolory przewodnie poszczególnych miesięcy, nie tracąc przy tym wizualnej spójności stron w bujo. Robię to dlatego, że lubię mieć ładny planer, ale to w sumie tylko kwestia estetyki. W 2019 roku wybrałam kilka kolorów, które potem przewijały się przez mój notes (róż, błękit, żółć). Rok wcześniej z kolei postawiłam na biało-szaro-czarne rozkładówki. W tym roku chyba zdecyduję się na mój ulubiony ostatnio turkus z zestawu brush penów Candy.
  • Robię sobie dużo kawy. Przygotowuję brush peny, cienkopisy i naklejki. Włączam dobry, ale niewymagający pełnego skupienia, serial. I zabieram się za rysowanie. Nie robię szkiców ołówkiem, bo szkoda mi na to czasu, rysuję od razu „na czysto”. Zazwyczaj migrację przeprowadzam dość wcześnie, ale w tym roku zamierzam wykorzystać świąteczny tydzień na przenosiny.

Czy to nie strata czasu?

Takie przepisywanie zadań i przerysowywanie tabelek rzeczywiście może wydawać się stratą czasu. Ja jednak uważam, że dzięki rewizji i selekcji tego, co migrujemy, jest to raczej zainwestowanie go w lepsze określenie swoich priorytetów i wyznaczenie celów, a także przyszła oszczędność czasu, na przykład przez wcześniejsze wypracowanie odpowiednich nawyków (zobacz wpis Habit tracker w bullet journalu – jak go używać do budowania nawyków).

Osobiście nigdy też nie przenoszę kolekcji, które się nie zmieniają, czyli na przykład bucket list czy listy podróżniczej. Stolice Europy są takie same, nie widzę sensu przepisywania ich na kolejną kartkę. Z kolei takie kolekcje jak książki warte przeczytania czy filmy do obejrzenia poddaję rewizji tak samo jak cele i zadania. Wiem, że na przestrzeni roku będę musiała dopisać do nich kolejne pozycje, więc przeznaczam im miejsce w nowym notesie, ale z zeszłorocznych tytułów przenoszę tylko te, które nadal uważam za warte przeczytania.

Wydaje się, że z wykonaniem rocznej migracji jest sporo pracy, ale w rzeczywistości zajmuje to nie więcej niż jedno popołudnie. Nie będę oceniać, czy to dużo czasu, czy mało. Powiem tylko, że dobrze dopasowany do potrzeb planer to ogromne ułatwienie na cały rok. Mam nadzieję, że Wasze migracje pomogą wam to osiągnąć i przez kolejne 12 miesięcy będziecie sobie wdzięczne za wybranie metody bullet journal.