Dzisiaj nasz #FreakPlanowania – Gosia z Przetwórni Wspomnień pokaże Wam w jaki sposób podchodzi do zaplanowania miesiąca w swoim #bujo.
Gosia to artystyczna dusza i jej planowanie jest piekne, estetyczne i kolorowe – pamiętaj, że każdy planuje na swój sposób – tak jak lubi i co najważniejsze – tak jak mu się sprawdza 🙂


Gosia z Przetwórni Wspomnień

Planujecie rocznie, miesięcznie czy tylko krótkoterminowo? Ja lubię oprócz rozpisanej wersji rocznej (lub też długoterminowej, w zależności od projektu) specjalne miejsce poświęcić na rozpisanie miesiąca. Dzięki temu łatwiej mi ogarnąć planowanie konkretnych tygodni, a plany długoterminowe mają formę ogólnikowych haseł, a nie szczegółowych zagadnień, i są bardziej przejrzyste.

Dlatego dzisiaj chciałam Wam pokazać, jak zaprojektowałam sobie październik. Zamarzyło mi się, żeby był kolorowy. Z pogodą może być już wtedy różnie, więc postanowiłam, że chociaż w planerze nie będzie smutno i ponuro. Wybrałam całą paletę brush penów Tombow ABT, zestaw vintage. Musicie wiedzieć, że uwielbiam palety kolorystyczne! A jeszcze te turkusy w połączeniu z szarościami!

Pracę rozpoczęłam od przetestowania akcesoriów, których planowałam użyć. Lubię sprawdzić, jak dane narzędzie zachowuje się na konkretnym papierze. Można taki wzornik przygotować na osobnej kartce albo którąś z ostatnich stron planera przeznaczyć właśnie na ten cel. Jeszcze inna kwestia to wybór brush penów do pisania. To bardzo rozległy temat, ale te konkretne, których użyłam, Tombow ABT, dobrze się sprawdzają do większych liter, można też ich używać jako zakreślaczy lub do kolorowania. Dodatkowo mają cienką końcówkę z drugiej strony, która pełni funkcję cienkopisu. Natomiast Tombow Fudenosuke świetnie się nada do mniejszych liter. Dla mnie to wielkość liter, jakie chcę napisać, jest podstawową funkcjonalnością, którą kieruję się przy zakupie. Polecam obydwa te modele osobom, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z brush letteringiem.

Mamy już paletę kolorów, wybrane narzędzia, można więc przejść do działania. Na pierwszy ogień przy rozpisywaniu każdego miesiąca idzie tabelka z pierwszych stron planera. To tam wpisuję moje ogólne plany, godziny zajęć, wyjazdy dzieci. Również w tym miejscu zaznaczam, kiedy mój mąż znika gdzieś służbowo, i koordynuję to z własnymi planami. To ramowy plan miesiąca.

październik nie musi być nudny

Czas, żeby zajrzeć głębiej do środka planera. Jeśli planujecie rozpisywać każdy z miesięcy osobno, fajnie jest zacząć stroną tytułową, która ładnie wizualnie wprowadzi nas w dalsze karty. Postanowiłam, że październik będzie się rozpoczynał stroną pełną kolorowych liści. Najpierw więc narysowałam kontury całej kompozycji cienkopisem.

Po tym, jak już skończyłam zarys mojej kolorowanki, mogłam zacząć zabawę kolorami. Ta strona tytułowa była czasochłonna, ale ja po prostu to lubię! Przygotowywanie takich projektów mnie relaksuje. To moja pasja i robię to z radością!

październik nie musi być nudny

I gotowe!

Techniczne kwestie mamy już za sobą, czas więc zagłębić się w planach. Ważne było dla mnie, żeby w jednym miejscu zaplanować i rozpisać wszystkie zajęcia cykliczne, które będę prowadziła w październiku. W tym roku mam ich wyjątkowo dużo, więc żeby nie stresować się tym, co gdzie mam poprowadzić, i nie musieć co tydzień nerwowo wertować zapisków, stworzyłam jedną tabelkę.

październik nie musi być nudny

A żeby nie było nudno, naklejkowymi kropeczkami zaznaczyłam liczbę zajęć w każdym miejscu.

I gotowe. Wystarczy wpisać tematy zajęć i działać. Przy okazji, planując w ten sposób, będę mogła łatwo wrócić do tego, co robiliśmy na zajęciach kilka miesięcy wcześniej, żeby nie dublować zagadnień.

październik nie musi być nudny

I ostatnia strona październikowych zapisków – habit tracker. To narzędzie, które może okazać się pomocne w śledzeniu różnych nawyków. Brzmi poważnie, a tak naprawdę to po prostu forma tabelki. Możemy w niej w prosty sposób odhaczać czynności, które chcemy wykonywać z pewną regularnością. Na październik wybrałam cztery ważne dla mnie kwestie, o których nie chciałabym zapominać na co dzień. Trzy z nich mają związek z regularnością wpisów na naszych firmowych mediach społecznościowych i nie chodzi mi o to, żeby robić to codziennie, ale raczej o to, żeby sprawdzić, jak nam idzie regularność tych działań. Natomiast czwarta jest jedną z podstaw mojej harmonijnej egzystencji. Mam sporo obowiązków na co dzień i żeby się z nich wywiązywać, staram się dbać o swój stan wewnętrzny. Dodatkowo charakter mojej pracy wręcz wymaga otwartości i kreatywności, co w warunkach skrajnego zmęczenia jest niemal niemożliwe, dlatego do tej pory bardzo pilnowałam, żeby codziennie rano i wieczorem znaleźć po 15 minut na to, żeby się zregenerować. To razem dawało pół godziny dziennie, które pozwalało mi utrzymywać równowagę. Od września liczba moich obowiązków wzrosła, dlatego stwierdziłam, że aby uniknąć sytuacji, w której nie wiem, jak się nazywam, dobrze będzie zadbać o kolejne 15 minut spokoju w środku dnia. I właśnie temu służy ten tracker. Pół godziny jest już moim nawykiem i nie muszę sobie o tym przypominać, ale dodatkowe 15 minut to coś nowego i chciałabym, żeby weszło mi to w krew.

Tak właśnie wygląda mój październik. Dopasowany do moich potrzeb, zaplanowany w sposób, jaki lubię. Czekam na niego z niecierpliwością i jedno wiem na pewno: w planerze jest kolorowy, a w rzeczywistości na pewno nie będzie nudny.

A Ty co planujesz na październik?