Cześć i Czołem! Dzisiaj przedstawiam Wam kolejnego freaka w naszym zespole – Kasię – która jest freakiem planowania i od czasu do czasu będzie Wam pokazywać, jak planuje swoją rzeczywistość z wykorzystaniem produktów Pani Swojego Czasu.
Kasia pozostając w temacie, który w tym tygodniu u PSC wychodzi z każdego kąta, czyli dzieci – przygotowała dla Was artykuł pokazujący, jak wygląda jej domowe centrum zarządzania czasem, które nie wyręcza dzieci w zadaniach, ale je do tych zadań włącza. Zobaczcie same:


Katarzyna Galant

Planowanie musi być dostosowane do kontekstu życiowego – powiadają mądrzy ludzie, w tym Ola Budzyńska, Pani Swojego Czasu. No więc bierzesz swój kontekst i dziergasz sobie na miarę własny sposób planowania. W końcu jesteś efektywna, dowozisz terminy, nie zapominasz o rocznicach, nawet czas na rozwój się znajduje. Jesteś z siebie dumna, a tu nagle BACH! i kontekst się zmienia, wywraca na lewą stronę, staje na głowie, obraca o sto osiemdziesiąt stopni. To jest właśnie miejsce, w którym się poznajemy.

Mój kontekst

Od trzech miesięcy jestem mamą dwóch synów i niedawno poczułam, że czas ruszyć się trochę z domowych pieleszy, zacząć realizować malutkie projekty, zadbać o siebie. Żeby tego dopiąć, odkurzyłam swój planer i zaczęłam planować jak do tej pory, jak mama jedynaka, malucha, który nie ma własnego zdania i można go w miarę swobodnie do swoich terminów dostosować. I nagle okazało się, że:

  1. mam dwójkę dzieci, a to zupełnie inna historia,
  2. mój trzylatek ma już własne zdanie i całkiem silną potrzebę, by było one brane pod uwagę.

Musiałam trochę pokombinować, przyjrzeć się nam, naszym kształtującym się nawykom i poeksperymentować, bo to, jak planowałam do tej pory, w nowym kontekście w ogóle się nie sprawdziło.

Nasze potrzeby

Zaczęłam od ustalenia naszych potrzeb, zrobiłam burzę mózgu i wyszło mi, że system planowania:

  • musi być elastyczny, bo dzieci za nic mają to, że nie lubię kreślić w planerach;
  • musi znajdować się w miejscu łatwo dostępnym, bo rozkładanie się z przyborami papierniczymi kilka razy dziennie generuje masę zamieszania;
  • musi uwzględniać każdego z nas z osobna.

Pomyślałam też, że trzy lata to dobry wiek, by zacząć łagodnie wprowadzać syna w tematykę planowania. W końcu czym skorupka za młodu nasiąknie, tym trzynastolatek trąci. Mam nadzieję wychować dzieci samodzielne i odpowiedzialne, więc trzeba działać już teraz. I tu pojawił się dodatkowy wymóg: system musi być czytelny dla malucha, a więc obrazkowy.

Produkty

Po ustaleniu założeń nowego systemu przyszedł czas na wybranie produktów, których użyję. Można mieć dwa podejścia do fizycznych artykułów do planowania. Wariant pierwszy, minimalistyczny – wystarczą mi kartka papieru i długopis. Wariant drugi, na pełnym wypasie – gromadzę wszystkie dostępne „przydasie” związane z planowaniem. Obie opcje niosą ze sobą pewne zagrożenia. Przy minimalistycznym podejściu można się szybko zniechęcić, bo liczba rozwiązań jest jednak dość mocno ograniczona, przy drugim zaś istnieje ryzyko, że nigdy nie wyjdziemy poza fazę kupowania.

U mnie wygrał złoty środek i użyłam dwóch nowych produktów od Pani Swojego Czasu. Bardzo podobał mi się ich wygląd i wiedziałam, że jakość będzie obłędna, bo miałam już do czynienia z tą marką.

Postawiłam na suchościeralną planszę z serii #dżunglove oraz na elektrostatyczne Karteczki Pełne Czasu. Oba produkty wybrałam gładkie (nie ma na nich wcześniej zaprojektowanych tabel, list itp.), żeby móc maksymalnie dostosować je do własnych potrzeb.

Domowe Centrum Zarządzania Czasem

Wraz z nowymi produktami w naszym domu powstało Centrum Zarządzania Czasem. Miejsce: lodówka. Dostępność: dla wszystkich chodzących członków rodziny. Cel: wspólne planowanie.

Chciałam, żeby mój trzyletni syn mógł się włączyć w rodzinne planowanie. Codzienne rysowanie planu dnia nie wchodziło w grę. Wydrukowanie jednego stałego harmonogramu też było bez sensu, przecież plany przy dwójce maluchów zmieniają się czasem z godziny na godzinę. Potrzebowałam czegoś, co można by przesuwać, układać podmieniać jak klocki. Z pomocą przyszły Karteczki Pełne Czasu – elektrostatyczne kartki w różnych kolorach. Narysowałam na nich symbole oznaczające różne czynności, które wykonujemy w ciągu dnia. Jeśli nie mieliście do czynienia z tego typu karteczkami, to koniecznie musicie je przetestować. Przylegają bez kleju do każdej płaskiej powierzchni i można bez problemu nimi manipulować. Tak powstał obrazkowy plan dnia.

Początkowo myślałam, że będziemy je umieszczać na tablicy suchościeralnej, którą przykleiłam na lodówce, ale okazało się, że jest tam trochę za mało miejsca. Poza tym dla mnie plan obrazkowy okazał się niewystarczający, potrzebowałam miejsca na swoje bardziej konkretne zapiski. Ostatecznie plan obrazkowy i plan tradycyjny ze sobą sąsiadują.

Jak to działa?

Wieczorem zapisuję na tablicy suchościeralnej najważniejsze wydarzenia następnego dnia: wyjścia, wizyty, zakupy itp., planuję czas na osobiste projekty.

Rano wybieramy spośród karteczek przyklejonych na lodówce te z odpowiednimi rysunkami i układamy z nich z synkiem harmonogram.

Karteczki są w trzech kolorach: ja mam turkusowe, starszak zielone, a maluch żółte. Podstawą są karteczki trzylatka, to on ma wiedzieć, co będzie robił po kolei. Umieszczone obok kartki moje i malucha mają mu uświadomić, że nie wszystko będziemy robić razem, że jest święty czas dla mamy na kawę i książkę. Jeśli cokolwiek się zmieni, wypadnie drzemka, spontanicznie zdecydujemy się na jakąś wycieczkę, wystarczy wymazać coś z tablicy, poprzesuwać karteczki i mieć pewność, że wszystkie ważne rzeczy zostaną w ciągu dnia ogarnięte.

Korzyści

Dzięki temu systemowi udaje mi się realistycznie podejść do tego, co mogę zrobić w ciągu dnia. Od razu widzę, kiedy plan swoje, a rzeczywistość swoje. Mogę się dostosować, zrezygnować z mało ważnych elementów, odpuścić albo wręcz przeciwnie – zmobilizować się. Mój synek sprawdza, co go czeka w następnej kolejności, łatwiej go zachęcić do wykonania następnej czynności czy odroczenia przyjemności, bo to też jego plan, a nie tylko moje wymagania.

Choć nasze życie nadal przypomina żonglerkę w wykonaniu hipopotama, to od czasu wprowadzenia wspólnego planowania jest dużo spokojniej, częściej się uśmiechamy i możemy się cieszyć obecnością nowego członka rodziny.

Dobre planowanie uwzględnia kontekst, ale żaden kontekst nie jest nam dany raz na zawsze. Warto więc od czasu do czasu przyjrzeć się, co można zmienić i z kim się podzielić odpowiedzialnością. Bo chociaż jesteśmy Paniami Swojego Czasu, nie jesteśmy jego jedynymi władczyniami.