Jeśli czytacie mnie już od jakiegoś czasu, wiecie doskonale, że pracuję z Kobietami, pomagając im znaleźć nieco więcej czasu w życiu. Nie jestem jednak wróżką i nie wyciągam czasu z rękawa, dając go w prezencie (choć niektórzy mówią, że zaginam czasoprzestrzeń, a czas jest na moich usługach), lecz wyciskam z Kobiet siódme poty, by same sobie uświadomiły, że jeśli tylko będą chciały i podejmą decyzję – czasu będą miały więcej (choć doskonale wiemy, że czasu nie da się mieć więcej; mamy go zawsze tyle samo).

Podejmowanie decyzji jest BARDZO TRUDNE. Niech schowają się wszystkie metody i techniki; niech schowa się planowanie i rozkładanie słonia na kawałki (jeśli nie wiesz, o co chodzi, przeczytaj TUTAJ). Podjęcie decyzji o tym, że trzeba coś zmienić i że chcę coś zmienić jest najtrudniejsze.

Chciałam pokazać Wam, na czym polega trudność.

Pracując od lat z Kobietami, zauważyłam, że Kobiety uwielbiają posiadać władzę. „Co? – zapytacie. – Jak to? Przecież wiadomo, że więcej jest mężczyzn sprawujących władzę; że parytety i zarządy spółek opanowane są przez mężczyzn”.

Oczywiście – doskonale o tym wiem, mimo to upieram się przy swoim. Kobiety uwielbiają posiadać władzę i realizują tę potrzebę w bardzo różny sposób.

Można powiedzieć, że te z nas, które zajmują stanowiska menedżerskie, realizują ją standardową drogą. Zarządzanie ludźmi to zawsze forma sprawowania władzy, nawet jeżeli formalna i polegająca na tym, że jesteś szefową tylko na papierku (swoją drogą to najsłabsza metoda wywierania wpływu, więc przestrzegam przed powoływaniem się na powyższy argument). Mówiąc szczerze – taki sposób sprawowania władzy nie różni się od modelu sprawowania władzy przez mężczyzn.

Nie zamierzam opisywać wszystkich aspektów władzy, a jedynie te, które mają wpływ na nasz czas.

Władza między innymi oznacza, że masz prawo decydować o sposobie, w jaki coś zostanie zrealizowane, a potrzeba sprawowania kontroli powoduje, że… korzystasz z tego prawa na prawo i lewo. W praktyce przechodzisz w zarządzaniu na tak zwane ręczne sterowanie – wszystko musi być zrobione po Twojemu; realizowane mają być Twoje cele, według Twoich wskazówek i metod – jesteś przecież doświadczona w tym, co robisz, więc zapewne Twoja strategia będzie najwłaściwsza. Nie dopuszczasz do głosu innych osób, a jeżeli już to robisz, z zasady odrzucasz ich pomysły, bo Twoje są lepsze. Bardziej optymalne.

Myślicie, że to jakieś science fiction? Nic bardziej mylnego. Powiedziałabym, że w polskich warunkach to codzienność.

Na początku jest fajnie – zespół, dział, obszar, region (bez względu na to, czym tak naprawdę zarządzasz) kręci się. Osiągasz rezultaty, generujesz wyniki, jesteś chwalona, ale nagle zaczynasz zauważać, że 8-godzinny dzień pracy znajduje się już w sferze marzeń. Jako pierwsza przychodzisz do pracy i jako ostatnia z niej wychodzisz. Dostrzegasz, ludzie przestali być samodzielni i z każdą decyzją oraz z każdym działaniem przychodzą do Ciebie, co wywołuje w Tobie irytację, bo przecież Ty jesteś od zarządzania, a nie od wykonywania za ludzi ich obowiązków. No, ale co zrobić, skoro nigdy nie zrobią tego tak, jak należy? Musisz pracować za nich!

Błędne koło zamyka się.

Przychodzisz więc do mnie i oczekujesz, że czas wolny wytrzasnę Ci z rękawa jak czarodziej gołębia z cylindra, tymczasem słyszysz ode mnie: „Podejmij decyzję. Daj ludziom więcej swobody i możliwość podejmowania decyzji”. Oczywiście, że zdarzą się błędy i wpadki – taka jest cena za podjęcie decyzji dopiero teraz.

Druga sytuacja, z którą najczęściej mam do czynienia, jest pozornie inna, choć w rzeczywistości taka sama. Również w tym przypadku Kobiety uwielbiają posiadać władzę, zupełnie nie odbierając jej w ten sposób.

To Kobiety, które rządzą w domu. Czasem pracują zawodowo, czasem nie, ale w domu rządzą. Zaczyna się bardzo dyskretnie i w bardzo aprobowany społecznie sposób, mianowicie po urodzeniu dziecka. Skoro kobieta urodziła dziecko, jest chyba oczywiste, że przyjeżdża do niej mama lub teściowa, by pomóc? To bardzo miłe, prawda? Jako matka dwójki dzieci wiem przecież doskonale, jak wyczerpujące okazują się pierwsze dni/tygodnie, a nawet miesiące macierzyństwa.

No wiec przyjeżdża mama czy teściowa, która swoje dzieci już odchowała, i zaczyna rządzić. Do spółki z Kobietą. Mężczyzna nie przewija dziecka, nie kąpie, nie usypia, bo będzie przeszkadzał; bo przecież nie umie; bo coś zrobi; bo nie umie uspokoić, uciszyć itp.

Mijają miesiące, a Twoje dziecko nie wyobraża sobie, by ktoś inny mógł je przewinąć, wykąpać czy uśpić. Mama jest absolutnie niezbędna. Mama nie może wyjść wieczorem z przyjaciółmi, o wyjeździe na weekend nawet nie wspominając, bo jak mąż sobie poradzi?

Ale to przecież przyjemne uczucie, prawda? Dzieci kochają Cię i potrzebują. Ani się obejrzysz, a dojdziesz do ściany i sytuacji, w której mąż – jeśli nie wręczysz mu kubła – nie wyniesie śmieci; który jeśli nie zadzwonisz z przypomnieniem – nie zjawi się na występie córki w przedszkolu; któremu jeśli nie napiszesz w kalendarzu wołami, że dzisiaj są urodziny jego (!) mamy – nie zadzwoni z życzeniami.

Zaczynasz nienawidzić warunków, w jakich się znalazłaś, bo nagle okazuje się, że wszystko jest na Twojej głowie. Jak to zmienić? Przecież nie można tak zwyczajnie odpuścić – wtedy śmieci nie będą wyniesione, teściowa nie otrzyma życzeń z okazji urodzin, a Twoje dziecko nie zobaczy taty na wystąpieniu przedszkolnym. I to jest właśnie, moja droga, władza, którą tak kochasz i której nienawidzisz jednocześnie.

Chciałabyś, żeby sytuacja uległa zmianie, ale tylko na Twoich zasadach. Chciałabyś, żeby mąż sprzątał, ale niech to robi wyłącznie wówczas, gdy Ty o tym zdecydujesz i dokładnie według Twoich standardów i reguł. Niech sam zacznie porządnie się ubierać, niech sam sobie prasuje koszule, ale, na rany boga, niechże wybierze jakąś sensowną (czytaj: taką, jaką Ty wskażesz). Niech pomoże przy kąpieli dziecka, ale „jezus maria! nie trzymaj jej tak tej głowy!”.

Bez względu na to, która z powyższych sytuacji opisuje Ciebie, możesz łudzić się, że jest Ci ciężko; możesz skarżyć się, że jesteś wykorzystywana, a życie okazuje się niesprawiedliwe. Tak naprawdę, moja droga, sprawujesz władzę i posiadasz kontrolę. Na swoje własne życzenie. Chcesz, żeby to się zmieniło? Podejmij decyzję!