Najczęstszym pytaniem, z którym się ostatnio spotykam jest:

„Jak Ty to robisz, że udaje ci się to wszystko zmieścić w ciągu dnia”?

Zaczynam zupełnie serio się zastanawiać, czy ja robię coś specjalnego, skoro tyle osób mnie o to pyta.

I pomyślałam sobie, ze Wy chyba myślicie, że ja jakąś superwoman jestem, która w ciągu 24 godzin doby upycha jakimś cudem te wszystkie zadania, które z reguły na naszych kobiecych głowach wiszą.

A tak nie jest.

Ja naprawdę na bardzo wiele rzeczy wcale nie znajduję czasu. Lub po prostu ich nie robię.

Czasem mam z tego powodu mniejsze lub większe wyrzuty sumienia, ale trzeba na sprawę popatrzeć jasno i realnie – nie jesteś w stanie zrobić wszystkiego. To po prostu fizycznie niemożliwe, bez względu na to jakich cudownych techniki byś nie stosowała.

Niestety zarządzanie sobą w czasie jest też tak naprawdę zarządzaniem wyrzeczeniami. Czas nie jest z gumy i z czegoś trzeba zrezygnować, żeby zrobić miejsce dla czegoś innego – ważniejszego.

Dziś więc będzie artykuł o tym, czego nie robię. Żeby nie było więcej plotek, że ja znajduję czas na wszystko. Uprzedzam, że będzie tego sporo i będzie to szczera prawda. Możecie się zdziwić, możecie się zaśmiać, a nawet możecie się oburzyć (akurat do tego jestem przyzwyczajona – już kilka razy usłyszałam od uczestniczek moich szkoleń, że jestem wyrodną matką bo wyjeżdżam na drugi koniec Polski na szkolenie, a na dodatek nie prasuję dzieciom ubrań. I nie był to żart!).

Innymi słowy możecie pomyśleć, że jestem beznadziejną matką, żoną i kochanką zapewne też 🙂 Dno i mogiła. Uprzedzam, że jest to moja subiektywna lista i opinia. Masz prawo do swojej, zupełnie innej!

Lista rzeczy, których Pani Swojego Czasu nie robi

NIE SPRZĄTAM

Dawno dawno temu leciał kiedyś w TV program „Perfekcyjna Pani Domu” – mówię o tej brytyjskiej wersji. Oglądałam go jak najlepszą komedię, bo nigdy nawet sobie nie wyobrażałam, że można tak spektakularnie marnować czas 🙂

Sprzątaniem zajmuje się u nas najcudowniejsza na świecie Pani Monika. Jest z nami już od lat, niezbyt regularnie, ale zawsze mogę na nią liczyć. Sprząta w domu takie miejsca, o których istnieniu ja nawet nie mam pojęcia. Pewnie teraz myślisz „jasne, jak by mnie było stać to też bym miała taką Panią Monikę”. Powiem tak – ja wolę ten czas przeznaczyć na pracę, podczas której zarabiam. Między innymi na usługi Pani Moniki.

Jest oczywiście od tej zasady kilka wyjątków – na przykład zamiatanie. Uwielbiam zamiatać! Relaksuje mnie to i odpręża. Na wielki stres najbardziej pomaga mi zamiatanie. Gdy mój mąż widzi mnie ze szczotką w ręku to nie cieszy się, że jego wyrodna żona w końcu zabrała się za sprzątanie, lecz pyta „Co się stało” bo wie, że to mój sposób na odreagowanie problemów.

NIE PRASUJĘ

W zasadzie nigdy. No chyba, że mam spotkanie z Bardzo Ważnym Klientem, choć nawet w takiej sytuacji, w pierwszej kolejności, wybieram po prostu ubrania, które się nie gniotą. Przyznaję się szczerze i bez bicia – cała nasza Rodzina chodzi pognieciona i zawsze tak było. Nawet gdy moje dzieci były niemowlętami to nie prasowałam. Usprawiedliwiam to sobie w ten sposób, że jest to najmniej ekologiczna czynność z czynności domowych, bo pożera mnóstw prądu. A tak naprawdę jej nie znoszę i uważam, że robiąc to marnuję swój czas.

Znów mam wyjątek od tej zasady, ale tym razem nie ja jestem jego przyczyną. Od czasu do czasu wpada do nas teściowa, której się serce kroi na widok tych gnieciuchów i bierze sprawy w swoje ręce. Wtedy nawet majty mamy wyprasowane, a Panie Wychowawczynie w przedszkolu pewnie mówią „Aha Babcia była”.

Oczywiście nie muszę chyba dodawać, że mężowi też nic nie prasuję i nie uważam, by wygląd mojego męża świadczył o mnie. Wygląd mojego męża świadczy o moim mężu. I świadczy o nim doskonale, bo wygląda świetnie:). Mój mąż zresztą też nie znosi prasowania, a ja umiem sobie przypomnieć tylko dwie sytuacje, w których miał wyprasowaną koszulę i bynajmniej nie był to nasz ślub

NIE MYJĘ OKIEN

To jest chyba najbardziej abstrakcyjna dla mnie czynność. Nie wiem gdzie musiałabym mieszkać, żebym miała tak brudne okna, by przestały spełniać swoją funkcję. Okna raz do roku myje nam pani Monika i to w zupełności wystarcza. W moim osobistym przekonaniu czyste okna służą głównie pokazaniu się sąsiadom i przed sąsiadami. A tego również nie robię.

NIE OGLĄDAM TELEWIZJI

Po przeprowadzce do nowego mieszkania zdecydowaliśmy, że nie zabieramy ze sobą telewizora. Wcale nie dlatego, że pożerał nam czas – pożerał nam pieniądze. Płaciliśmy rachunki za kablówkę, a w ogóle z niego nie korzystaliśmy. Dzieciom nie puszczamy bajek w telewizji, bo wkurzają nas bezsensowne reklamy i bezsensowne bajki.

Oczywiście, że oglądam seriale. Jestem przecież człowiekiem. Zdarza się, że wpadnę w cug i leci mi maraton przez całą noc. Na szczęście rzadko 🙂

NIE BIORĘ NA SWOJĄ GŁOWĘ WSZYSTKIEGO

Teraz będzie trochę moralizowania – wybaczcie. Wychodzę z założenia, że Rodzina jest dobrem wspólnym i wszyscy o to dobro wspólne mają dbać. Nawet moje dzieci – ucząc się sprzątania po zabawie i odnoszenia talerzy po posiłku (dwulatek też to oczywiście robi).

Było tak od zawsze.  W naszej rodzinie nie ma zadań przypisanych tylko mamie lub tylko tacie. Panie Wychowawczynie w przedszkolu nie są zdziwione, że raz odbiera Mama a raz Tata, pani doktor nie jest zdziwiona, że do lekarza raz przychodzi mama, a raz tata i tacie nie trzeba pisać drukowanymi literami co z tym dzieckiem trzeba zrobić. Wyjeżdżając z domu na trzydniowe szkolenie nie muszę wzywać posiłków w postaci mamy czy teściowej i zastanawiać się jak oni sobie tam radzą. Radzą sobie ze wszystkim doskonale.

Ja też sobie radzę, bo nie wszystko jest na mojej głowie. Tylko 50% spraw przez mniej więcej 50% czasu (nie wyliczamy tego dokładnie :))

A Ty – czego nie robisz??? Napisz proszę

Pozdrawiam

Ola (Pani Swojego Czasu)

11