Nadal pozostaję w temacie wakacji i odpoczynku, ponieważ w ostatnim czasie, mając wiele przemyśleń i wielu rzeczy doświadczając na sobie, nie mogę nie podzielić się z Wami swoimi odkryciami (które, być może, odkryciem Ameryki nie będą, co nie znaczy, że nie są ważne).

W tym roku moje wakacje są dosyć dziwnie skonstruowane. Na przełomie lipca i sierpnia wyjechaliśmy na dwutygodniowe wakacje do Grecji. Po powrocie wybraliśmy się do Zieleńca, do Leśnych Apartamentów, w których przebywamy obecnie. W zasadzie nie są to wakacje, ponieważ już pracuję, ale jak można nie nazwać wakacjami sytuacji, w której codziennie rano leży się w hamaku, po południu idzie w góry, a artykuły dla Was pisze w głębokim cieniu na drewnianej ławie? Poza tym w Leśnych Apartamentach zawsze panuje taka atmosfera, że bez względu na to, ile pracy mnie czeka, mam wrażenie, że jestem na wakacjach.

Potem wracamy do domu i wyprawiamy starszego syna do szkoły, ale pod koniec września zamierzam wybrać się na tygodniowy plener malarski do Florencji razem z Kasią i jej Iluminatornią.

Poszarpane te wakacje, a jednocześnie jakby wydłużone. Z jednej strony plusy, z drugiej minusy. Gdy pracuję, przebywając w miejscu wypoczynkowym, a horda dzieci biega wkoło, bawiąc się w Indian (Leśne Apartamenty naprawdę są ulokowane w lesie, w którym zrobiono małą wioskę indiańską), cieszę się, że posiadam umiejętność, która pozwala mi na koncentrację w takich warunkach. Słyszę wszystko, co dzieje się dokoła (wiem na przykład, że teraz dzieci topią lalkę Barbie w strumyku, by po chwili ją uratować), a jednocześnie pracuję w pełni skupiona – to chyba taki dziwny rodzaj multitaskingu.

W trakcie swoich wakacji i chwil wypoczynku zauważyłam pewne niepokojące zachowania, które potwierdzają, jak bardzo jestem przyzwyczajona do życia i bycia online. W czasach, w których każda szanująca się blogerka posiada konto na Facebooku oraz Instagramie, aż dziwne staje się rozpoczynanie dnia bez zdjęcia kubka z parującą kawą i standardowym zapytaniem: „Dzień Dobry, wstaliście już?” (czy coś w tym stylu). Oczywiście – są różne wersje tego samego zdjęcia; jeśli spędzasz wakacje nad morzem – wrzucasz zdjęcie z plaży; jeśli w górach – uwieczniasz wschód słońca, mający pokazać, jak wcześnie jesteś na nogach i z jaką werwą spędzasz wakacje.

Jeśli spędzasz wakacje tak, jak ja obecnie (czyli urlopujesz się, a jednocześnie pracujesz, bo dzieci mają wolne w przedszkolu), obowiązkowe jest umieszczanie zdjęcia swojego komputera z hamaka, leżaka, plaży, koca piknikowego, czy chociażby balkonu (wersja minimum). Dzięki temu wszystkie widzimy, jak dobrze jest pracować w tak egzotycznym miejscu, w którym przy okazji można pobujać się na kawałku szmaty, wypić kawkę, zjeść pyszne jedzonko (bo – oczywiście – zdjęcia jedzenia są równie obowiązkowe). Zwyczajna praca przy biurku jest już dawno passe.

Ale to wszystko powoduje, że – będąc na wakacjach – nie potrafimy odpocząć. Wyraźnie zaobserwowałam to u siebie. Leżąc dziś rano – nomen omen – na hamaku i pijąc kawę, rozważałam, czy przypadkiem nie zrobić zdjęcia, nie uaktualnić statusu na fejsie, a może jeszcze sfotografować okolicę, las itp., wrzucić na Instagram i liczyć spływające lajki. Ale potem pomyślałam, że przecież jest niedziela, czas mojego wypoczynku. Bieganie za aparatem i zastanawianie się, gdzie wykonać zdjęcie, a potem obrobić je (wiadomo przecież, że trzeba zastosować odpowiedni filtr!) nie jest najlepszym sposobem na spędzenie niedzielnego poranka. Kiedyś ludzie odpoczywali, mając gdzieś, kto o tym wie. Chwalili się dopiero po powrocie, pokazując, gdzie byli, co robili i co jedli; nie na bieżąco. Na bieżąco był po prostu wypoczynek.

Dzisiaj wszystko dzieje się pod presją chwili i pod presją oglądalności. Naprawdę wiem, co mówię – posiadam konto na Facebooku i na Instagramie i tak, jak każdy inny, cieszę się, gdy jest odzew, pojawiają komentarze i lajki. Jednak dzisiaj ,czując właśnie przymus opublikowania czegoś, doszłam do wniosku, że jednak nie tędy droga.

Postanowiłam więc trochę bardziej myśleć o sobie i jeśli odpoczywać, robić to na całego.

Co zatem można zrobić, by w największym stopniu odpocząć?

– ustawić autoresponder i nie zaglądać do poczty w czasie wakacji;

– jeśli działasz na fejsie – przygotować wszystkich, że będziesz publikować o określonej godzinie, ale też zacznij robić to wcześniej, by swoich odbiorców do tego przyzwyczaić;

– na czas wakacji korzystać z narzędzi do planowania postów. Jeśli robisz to tylko na fejsie i prowadzisz grupy – zadanie utrudnione, ale z pomocą przyjdą inne narzędzia, jak na przykład Hootsuite, Edgar czy Postplanner;

– robiąc zdjęcia, nie myśleć o ich wykorzystaniu na blogu czy Instagramie; po prostu uwieczniać chwile, które Cię ciekawią i które są dla Ciebie ważne; nie edytować zdjęcia zaraz po jego zrobieniu. Skoro jesteś na wakacjach i masz wypoczywać – poświęć się właśnie temu, a nie wgapianiu w monitorek, podczas gdy Twoja rodzina syka ze zniecierpliwienia.

– jeśli korzystasz z powiadomień w swoim telefonie – na czas wakacji wyłącz je. Będą Cię ciągle wybijać z rytmu wakacyjnego i powodować wyrzuty sumienia, że jesteś tu, a nie tam.

A Ty jakie masz sposoby na odpoczynek na całego?

Ola (Pani Swojego Czasu)

1-Pani Swojego Czasu by Bogacka 15