Jakie pytania przychodzą Ci do głowy, gdy słyszysz: „kalendarz dla dzieci”? „Czy moje dziecko nie jest na to za małe?”, „Po co maluchowi kalendarz?”, „Czy dzieciaki cokolwiek z tego zrozumieją?”, „Od kiedy zacząć ten temat w naszym domu?” i inne tego typu? Doskonale to rozumiem i chętnie rozwieję wszystkie Twoje wątpliwości, opowiadając o tym, po co dzieciom kalendarz, jak powinno wyglądać rodzinne planowanie z jego użyciem, w jakim wieku zacząć wdrażać dziecko w naukę kalendarza i jak to zrobić.

Pomoże mi w tym fragment książki „Dzieci i czas. Jak zorganizować życie w rodzinie”.

PO CO DZIECIOM KALENDARZ?

Mam dla Ciebie dwa najważniejsze powody.

Po pierwsze – oczywiste – do orientowania się w upływie czasu. W naszym kręgu kulturowym liczymy to w godzinach, dniach, tygodniach, miesiącach i latach. Jako dorosłym przyzwyczajonym do tego konceptu naprawdę trudno nam zrozumieć dzieci, które nie pojmują, że tydzień ma 7 dni, a doba 24 godziny. To wcale nie jest dla nich oczywiste.

Podobnie jak to, że sobota nie nazywa się „szóstkiem”, skoro mamy czwartek i piątek.

Dla nieco starszych dzieci (które już wiedzą, że tydzień ma siedem dni, i bez problemu potrafią je nazwać) zupełnie nie jest oczywiste, że pierwszy dzień miesiąca nie zawsze jest pierwszym dniem tygodnia, czyli poniedziałkiem, lecz czasem wypada np. w czwartek. Zwróć uwagę, że dla nas – dorosłych – to są naturalne kwestie, nad którymi się zupełnie nie zastanawiamy, a dla dzieci są to rzeczy nowe, niezrozumiałe i wcale nieoczywiste (bo kalendarz ma co prawda ułatwiać życie, ale jednak jest to teoretyczny twór człowieka, a nie np. zjawisko naturalne, takie jak burza czy drzewo).

Nie jest tak, że roczne dziecko nagle zacznie prowadzić sobie kalendarz albo że Ty będziesz robić to za nie. Do pewnego wieku dzieci nie rozumieją pojęć „jutro”, „wczoraj”, „za tydzień” – i to się nie zmieni bez względu na liczbę kalendarzy, które powiesisz na ścianie. Tą kwestią standardowo zajmują się wychowawcy w szkole, a czasem już w przedszkolu. Gdy mój syn miał bodajże pięć lat, w jego przedszkolu wprowadzono kalendarz. Codziennie pytano dzieci, jaki jest dzień tygodnia, jaki miesiąc i który dzień. Zaraz przy wejściu do każdej sali w przedszkolu wisiał taki kalendarz i dzieci jako pierwszą czynność po umyciu rąk i zjedzeniu śniadania ustalały, jaki mają dzień tygodnia, miesiąc oraz porę roku.

Później ten temat spada na szkołę. I okej, jasne jest, że dzieci to opanują, choć to zabawne uczyć się w szkole czegoś, co jest w gruncie rzeczy częścią naszego codziennego życia. Można to przecież zrobić w mniej sformalizowany sposób (lekcja, temat: „Prowadzenie kalendarza”) – po prostu korzystając z niego w domu!

Po drugie (i ten powód jest dla mnie bardziej istotny) – dzieci posiadające kalendarz uczą się, że każdy członek rodziny ma w życiu zarówno przyjemności, jak i obowiązki i zadania.

Jeśli swoje kalendarze wypełniacie razem (czyli w tym samym czasie Ty i Twoje dzieci planujecie miesiąc), to Twoje dzieci widzą, że Ty i Twój mąż/partner/partnerka) macie swoje zadania, a one swoje. Bo w pewnym wieku dzieciaki nie mają pojęcia, że to, czego nie widzą, jednak istnieje! Nawet jeśli nie widzą Twoich obowiązków, niech będą świadome, że je masz!

I nagle okazuje się, że ubrania w naszych domach magicznie nie piorą się same, a potem magicznie nie prasują, nie składają w kupkę i nie znajdują drogi do szafek dzieci. Obiady same się nie gotują, gary nie zmywają, a zmywarki nie opróżniają!

Kalendarz pozwoli Twojemu dziecku wdrożyć się w świat planowania, a Tobie trochę odetchnąć.

Oczywiście nie wystarczy, że go zrobicie; będziesz musiała (na początku) przypominać o nim dziecku, bo jak każdy nawyk, tak i ten sam się nie wyrobi. Jednak po jakimś czasie, gdy Twoje dziecko zapisze w kalendarzu swoje zadania, nie będzie trzeba za każdym razem mu o nich przypominać; wystarczy, że co kilka dni zerknie w kalendarz.

WSPÓLNY KALENDARZ DOMOWY/RODZINNY

Najkrótsze zalecenie brzmi: prowadźcie go.

Gotowy kalendarz możesz powiesić na ścianie i wypełniać; nie ma lepszego sposobu, aby pokazać dzieciom upływ czasu, przyzwyczaić wszystkich do pewnego stałego rytmu i nauczyć, że rodzinne obowiązki domowe są właśnie rodzinne, a nie przypisane tylko mamie lub tacie.

Kurs Czas na Insta!

Sporym zdumieniem było dla mnie to, że dla wielu sześcio-, siedmioletnich dzieci pierwszym momentem, w którym zetknęły się z kalendarzem, jest szkoła. Byłam przekonana, że odkrywają go znacznie wcześniej, bo oczywiście u nas kalendarz w takiej czy innej formie (bo mamy różne jego rodzaje) wisi praktycznie w każdym pomieszczeniu (poza sypialnią i łazienką). W naszym domu wszyscy widzą i uzupełniają wspólny kalendarz. Wszyscy też wiedzą, do czego on służy, i rozumieją, na czym polega upływ czasu.

Tłumaczenie dzieciom, jak upływa czas, jest dużo prostsze, gdy wspólnie prowadzi się kalendarz i robi się to nie w celach edukacyjnych, lecz po to, by wszystkim żyło się łatwiej. Małym dzieciom, które dopiero się tego uczą, samodzielne wypełnianie dni sprawia frajdę i pokazuje, że każda inwestycja zabiera czas.

Uzupełniajcie wspólnie kalendarz – dzięki temu dzieci widzą, że każdy ma obowiązki, spotkania i czas na przyjemności. Fakt, że mama albo tata zaznaczają, że ich nie będzie, bo zaplanowali jakąś przyjemność, jakieś wyjście, uczy samodzielnego podejścia do organizacji. Warto zachęcać dzieci do tego, aby prowadziły własne kalendarze, nawet zupełnie niezależnie od wspólnych. Właśnie w ten sposób dzieci się tego kalendarza nauczą – jeśli go nigdy wcześniej nie miały w domu i nie pracowały nad nim razem z rodzicami, to w szkole będzie on dla nich totalnie abstrakcyjnym pojęciem (i często niestety jest).

W JAKIM WIEKU ZACZĄĆ WDRAŻAĆ DZIECKO W NAUKĘ KALENDARZA?

Pamiętaj, że porównywanie jest bez sensu! Zawsze powtarzam kobietom, żeby nie porównywały się z innymi. To samo dotyczy naszych dzieci – a pytanie o wiek zawsze do takich porównań zachęca: „ooo, moje dziecko już jako czterolatek znało się na kalendarzu”, „moje jako trzylatek odczytywało godziny na zegarku”. Wkrótce dojdziemy do tego, że roczne dziecko myje okna i robi mamie obiad!

Prawda jest taka, że zaczynając wdrażać dziecko w świat kalendarza i planowania, na początkowym etapie i tak bardziej dbasz o wypracowanie własnych nawyków; dziecko zwyczajnie jest za małe, żeby je zrozumieć! Tak więc zacznij pracować z kalendarzem, nie zwracając uwagi na to, ile lat ma Twoje dziecko! Ono może być jeszcze nawet w brzuchu, a już możecie założyć kalendarz rodzinny i z nim działać. Jeśli będziecie robić to systematycznie, to uwierz mi – nie będziecie pytać, w jakim wieku macie w to włączyć dziecko, bo ono samo zaangażuje się w ten proces. Jeśli będzie widzieć, że jest to coś, czego używacie regularnie, że o tym rozmawiacie, że czasem jako rodzina nad tym siedzicie i coś tam zapisujecie, to w pewnym momencie samo zapyta, co to jest i do czego służy. I jak się dowie, że zapisujecie tam różne fajne rzeczy, jak np. „nasze wspólne wyjście do kina w niedzielę”, to samo poprosi (a nawet zażąda), żeby wpisać tam jego urodziny, jego przyjęcie dla misiów i inne takie. Najważniejsze, żebyś przekonała do tego siebie i swoją rodzinę, bo to właśnie Wasze mocne i stabilne nawyki w tym obszarze są najlepszym sposobem, aby dzieci w przyszłości też je wypracowały.

Okej, ale załóżmy, że jednak chcemy poznać tę „granicę” wieku.

Kiedy zacząć?

No cóż, dzieci poniżej trzeciego, czwartego roku życia w niewielkim stopniu rozumieją koncepcję czasu. Zapewne milion razy słyszałyście, jak Wasza pociecha mówiła: „wczoraj pójdę na urodziny” albo „jutro poszłam do przedszkola”. Powtarzają nasze słowa związane z czasem, ale ich nie rozumieją. Około czwartego roku życia zaczynają rozpoznawać pory dnia, a nieco później – dni tygodnia.

Z tego, co wiem, właśnie w grupach mniej więcej pięciolatków są wprowadzane w przedszkolach kalendarze, w których dzieci rano, wspólnie z wychowawczynią, określają dzień tygodnia itp. Sześciolatki zaczynają rozumieć koncepcję roku i następujących po sobie pór, a wkrótce próbują również ogarniać czas godzinowy. Siedmiolatki powoli wdrażają się w naukę godzin, tygodni, miesięcy, pór roku i wiedzą mniej więcej, co ile trwa. Wychodzi więc na to, że kalendarz możemy wdrożyć u dzieci cztero- lub pięcioletnich, aczkolwiek znam mamy, które tłumaczyły go już dwulatkom (oczywiście nie w sposób liczbowy, tylko obrazkowy). To od Ciebie zależy decyzja, czy to już.

Idealny wiek według mnie to pięć, sześć lat. Sześciolatek wkrótce idzie do szkoły, zmieni mu się rozkład dnia i nagle będzie musiał pamiętać o sprawach, o których do tej pory zupełnie nie musiał myśleć: spakować tornister, odrobić lekcje, zabrać strój do ćwiczeń, nalać wody do bidonu, przypomnieć mamie o występie, na którym ma być przebrany za rybkę (to mój syn jutro), kupić nasiona rzeżuchy itd. Zwróć, proszę, uwagę, że napisałam „sześciolatek będzie musiał pamiętać o…”. Co ciekawe, ten milion spraw ląduje na głowach… właśnie mam (bardzo chciałabym napisać „rodziców”, ale nie znam ANI JEDNEGO OJCA przejmującego się tym, że jego dziecko ma jutro bal karnawałowy, i panikującego, że nie zdoła mu przygotować przebrania, znam natomiast setki mam, które tak robią). Ciągle jestem pytana, czy pakuję tornister za syna. A ja ciągle odpowiadam: „Przecież to jego szkoła, jego lekcje i jego odpowiedzialność!”. Nie, nie pakuję syna do szkoły. I nie, nigdy tego nie robiłam! Poszedł do szkoły jako sześciolatek i od drugiego dnia (bo pierwszego był tylko apel) pakował się sam. Owszem, przez pierwsze tygodnie byłam blisko i czuwałam nad tym pakowaniem; pilnowałam, aby odczytywał zajęcia z planu lekcji i sprawdzał, czy wszystko wziął. Zadawałam pytania: „A co z piórnikiem?”, „Co powinno znaleźć się w piórniku?”, jeśli widziałam, że czegoś zapomniał. W kolejnych tygodniach przypominałam mu, żeby się spakował, a wieczorami pytałam, czy jest spakowany. Czasem podpytywałam, na jaki dzień się spakował, bo okazywało się, że „mu się pomyliło” i spakował się na piątek, choć nazajutrz wypadała środa. Obecnie syn ma checklistę – przygotowanie tornistra jest jednym z jej elementów, więc tylko pytam, czy zrobił wszystkie zadania ze swojej listy.

No dobra, trochę odpłynęłam od tematu.

Najważniejsze, co musisz z tego zapamiętać, to fakt, że nie ma złego momentu na wprowadzenie w życie rodziny kalendarza. Możesz zrobić to jak najwcześniej i po prostu sama czerpać korzyści z organizacji codzienności w takiej formie, a potem wciągnąć w to resztę rodziny. Możesz też czekać na moment, gdy dziecko będzie bardziej świadome.

Jedno jest pewne – kalendarz to niesamowicie przydatne narzędzie, z którego z powodzeniem może korzystać cała rodzina. A jeśli szukasz kreatywnego kalendarza, który przyciągnie uwagę Twojego dziecka, dostarczy mu mnóstwa frajdy, a przy okazji pomoże się zorganizować – dopisz się do listy zainteresowanych Kalendarzem Pełnym Czasu Dla Dzieci. W podziękowaniu za zapis otrzymasz gotową do wydruku kolorowankę i dowiesz się więcej o nowym produkcie, który stworzyłyśmy specjalnie z myślą o dzieciach.