Klaudyna – #GangPSC

Pojawienie się w sprzedaży książki „Dzieci i czas” to doskonały pretekst do tego, aby więcej uwagi poświęcić zagadnieniom macierzyńskim. Sprzyjają temu również okoliczności – niedawny Dzień Matki czy też zbliżający się Dzień Dziecka. Między innymi dlatego w ubiegłym tygodniu mogłaś przeczytać o tym, jak gangowe mamy i ich rodziny ogarniają chaos dnia codziennego (przeczytaj: Rodzinne planowanie. Jak to robią członkinie #GangPSC?). Dziś natomiast oddajemy głos mamom z Klubu Pań Swojego Czasu, które opowiadają o tym, jak łączą planowanie i/lub pracę z wychowaniem dzieci i prowadzeniem domu. Chcesz poznać ich triki i sprawdzone sposoby na zarządzanie czasem w rodzinie? Przeczytaj, co mają do powiedzenia!

Jak planować i pracować z dzieckiem u boku?

Beata, którą znajdziesz na Instagramie jako @beata_pilip, opowiada o wzajemnym szacunku i doskonałym „systemie współpracy” z dziećmi:

„Pracuję w domu i mam pod opieką dwoje dzieci (2 i 4 lata). Nie chodzą do placówek, więc dzień spędzamy razem. Praca w domu z dziećmi to duża sztuka odpuszczania tego, jak bardzo dużo chcę. Uświadomiłam sobie, że czysty i uporządkowany dom w takich warunkach i przy takich maluchach nie jest możliwy do osiągnięcia. Odpuściłam sobie wycieranie co chwilę po dzieciach, bo to nie ma sensu. Nie animuję dzieci, często nie wymyślam im zabaw, pozwalam się nudzić, dzięki temu one potrafią same się bawić i wymyślać zabawy. Staram się nie przeszkadzać im, kiedy widzę, że coś je pochłonęło, staram się szanować ich świat. Często wchodzę natomiast do świata dziecięcego czyli do zabawy, ale nie takiej zabawy klockami, autkami, tylko takiej, która bazuje na wyobraźni. Kiedy moje dziecko jest w fazie fascynacji kosmosem i jest jakąś planetą, wymyślam jaką ja jestem. Jeśli potrzebuję pracować, nie mówię, że idę pracować, ale że jako ta planeta mam jakieś zadanie. Dzieciom łatwiej wejść w coś takiego, bo to ich świat. I nie chodzi o to, żeby tylko w taki sposób komunikować się z dziećmi, raczej o umiejętność wejścia w ich świat, żeby pokazać, że to dla mnie też ważne i że nie tylko oczekuję, że to one wejdą do mojego świata (dorosłego), ale ja też potrafię do nich. Kiedy mały człowiek czuje się zauważony i ważny w swoim świecie, chętniej współpracuje. Pamiętam też, że to nie jest przeciąganie liny i gra na zasadzie ja Ci coś dam, żebyś Ty mi coś dał. Nie, ja chcę to dawać, bo tak nam łatwiej funkcjonować, mamy wtedy dużo radości z tego czasu. Wzajemnie się widzimy i szanujemy”.

Agata Borowska z agataborowska.pl zdradza natomiast jeden trik, który pozwala jej działać sprawnie, mimo nowej roli, w jakiej się znalazła:

„Kilka miesięcy macierzyństwa pokazało mi, że od porządku w pokoju czy kuchni ważniejszy jest ten w głowie. A głowa najlepiej, jeśli jest skupiona na jednym. Oznacza to, że kiedy jestem z dzieckiem, chłonę ten czas całą sobą, a gdy mogę pracować – ruszam do boju i nie w głowie mi rozpraszanie się, skoro i tak na tworzenie mam tylko godzinę.

Nie jest tak, że będąc z dzieckiem nie myślę o pracy. Mózg najczęściej właśnie wtedy podsyła mi pomysły na treści. Robię notatki pisemne lub głosowe i to w zasadzie jedyny trik, który pozwala mi sprawnie tworzyć blog i pisać na zlecenie, nawet po zmianie życiowej roli.

Jestem klasycznym przykładem osoby, która jest lepiej zorganizowana od kiedy jest mamą. Może dlatego że kiedy byłam w ciąży ruszyła 1. edycja Klubu PSC, oglądałam wszystkie webinary i zastanawiałam się, czy moje dziecko czai, który głos jest głosem jego mamy? :D”.

Malwina Angerman-Kowalska, prowadząca blog archiwazne.pl oraz sklep Malinova Anielova, zdradza z kolei, jak udaje jej się łączyć kilka ról jednocześnie:

„Jestem mamą dwóch córek, obecnie pięcio- i dwuletniej, właścicielką sklepu internetowego z artykułami dla dzieci (projektuję je i produkuję) oraz marki świadczącej usługi dla biznesu. Dodatkowo wciąż pracuję na etacie w korporacji.

Jak to wszystko łączę?

Zawodowo nauczyłam się delegować część zadań. Odpuściłam udowadnianie sobie, że jeśli tylko chcę, to mogę. Owszem, mogę, ale często było to okupione dodatkowym stresem i masą poświęconego czasu. Skupiam się na samodzielnym wykonywaniu zadań związanych z główną działalnością moich marek oraz komunikacją z członkami społeczności i klientami.

W pracy etatowej bazuję na hierarchizacji zadań. W pierwszej kolejności zajmuję się tymi sprawami, które należy dowieźć najwcześniej.

Wszystkie swoje działania staram się wplatać w codzienność. Bardzo lubię procesowe podejście do organizacji swojego dnia czy tygodnia.

Sprawdzam, jakie zadania mam do wykonania w każdym obszarze (prywatnie, etatowo i w ramach prowadzonych działalności) w danym czasie.

Rozpisuję je sobie na kartce i weryfikuję, które z nich mają jakieś wspólne mianowniki, dzięki czemu mogą zostać wykonane równoległe.

Zwracam również uwagę na logistykę.

Jeśli planuję wizyty u specjalistów z dziećmi i nie są one pilne, staram się je umawiać w tym samym dniu, najlepiej w tej samej placówce, a już idealnie, jeśli uda się to zrobić o zbliżonej godzinie wizyty. Często łączę to również z moimi wizytami u lekarzy. I tak przy okazji jednej wizyty w placówce, załatwiam wizyty profilaktyczne całej trójki.

Wysyłkę produktów ze sklepu internetowego ustaliłam w taki sposób, że korzystam tylko z jednego kuriera, który ma punkt odbioru w drodze do mojej pracy. Korzystam również z paczkomatów, które są przy pobliskim sklepie.

Jeśli mam jechać do urzędów, również staram się te wyjazdy połączyć.

Z kolei czas w drodze wykorzystuję do planowania treści związanych z moimi markami. Włączam dyktafon w telefonie i mówię do siebie stojąc w korku. Dzięki temu, wieczorem potrzebuję kilkudziesięciu minut, by napisać cały artykuł, bo większość tekstu mam już nagraną.

Bardzo ważna jest u nas rutyna. Wstajemy zawsze o tej samej porze. Dzieci chodzą do żłobka i przedszkola, my z mężem w tym czasie jesteśmy w swoich biurach.

Teraz, gdy oboje pracujemy zdalnie, a dzieci są z nami, początkowo było bardzo ciężko. Dopiero po miesiącu udało nam się wypracować nowy schemat działania. Jednak ta rutyna i przewidywalność, szczególnie w przypadku dzieci, jest dla nas bardzo ważna”.

Dużo ciekawych przemyśleń w temacie łączenia prowadzenia biznesu z wychowaniem trójki dzieci przedstawia również Agnieszka Gaczkowska z oplotki.pl.

„Nie będę oryginalna, jeżeli przyznam, że organizacja to klucz. W moim wydaniu sprawdza się patent: nie zaginaj rzeczywistości.

Jako mama trójki po prostu planuję grypę/jelitówkę/przeziębienie, doła, bo klocki nie takie, depresję, bo kreskówki nie pozwalam oglądać cały dzień, focha i deficyt uwagi matczynej, kiedy właśnie usiłuję rozmawiać przez telefon itd. u starszaków (6 i 4) oraz poszczepienne odczyny/ząbkowanie/przewijanie/tulenie i zabawianie itd. maluszka (5 miesięcy), moje osłabienie nieprzespanymi nocami (ciągle karmię) i całą stertę rozpraszaczy, których chyba żadnej mamie tłumaczyć nie trzeba. Zostawiam duży bufor czasowy, bo wszystko, co się może spartolić zazwyczaj następuje… ale przynajmniej nie wywołuje u mnie panicznych konwulsji, tylko spokojne przechodzenie do kolejnego punktu planu, kiedy już pożar zostanie ugaszony.

Na stałe korzystam z grupy mastermind i usług mentorki biznesowej, bo momentów kiedy potrzeba świeżego spojrzenia jest coraz więcej. Nauczyłam się też nie być wszechwiedząca – czyli po ludzku deleguję, co tylko się da. Wirtualną asystentkę zatrudniłam zanim jeszcze było mnie na nią stać, bo uwolniła mój czas potrzebny na zarabianie i rozwój. Projektantkę graficzną przyjęłam na kilka godzin w miesiącu – bo jej szablony do social mediów robią robotę, którą próbowałabym nieskutecznie, w pocie czoła tworzyć pięć razy dłużej.

To mój sekret.

Deleguję zanim jeszcze jestem na to gotowa. Ciągle jestem w procesie notowania, co zajmuje mi za dużo czasu, a mogłoby być zrobione przez kogoś innego. Przyjęłam zasadę, że robię tylko to, co absolutnie musi być zrobione przeze mnie.

O przepraszam, robię jeszcze to, co akurat w danym czasie pędzi na fali flow. Kiedy mam wenę np. do rozkminy SEO, cisnę, czytam, wdrażam, testuję jak szalona, płacę za osobiste konsultacje, żeby uczyć się w najszybszym możliwym CZASIE. Kiedy już mój zapał ostygnie (jestem z tych ze słomianym do potęgi), oddaję wypracowane procesy innym osobom z zespołu, albo zatrudniam specjalistę i deleguję (dzięki temu również łatwiej jest mi taką osobę rekrutować, bo akurat w danym momencie siedzę w temacie). To działa!

Jeżeli mogę dać Ci jakąkolwiek radę – to właśnie taką – DELEGUJ! Spec zrobi to za Ciebie prawdopodobniej 5 razy szybciej i 3 razy lepiej. Nie warto marnować czasu na zosio-samosiowanie… bo tracisz najcenniejszy zasób, który nigdy do Ciebie nie wróci… CZAS. W tym czasie rób to, za co klienci Ci płacą, albo pracuj NAD Twoim biznesem (a nie W Twoim biznesie).

AAA. I ostatnia rada ( chociaż jakoś nie czuję się w mocy kogokolwiek pouczać i to słowo rada jakoś mi nie pasuje, ale za nic nie mogę znaleźć czegoś bardziej odpowiedniego). Ta moja mądrość przyszła wraz z koronawirusową rzeczywistością, kiedy w domu wróciłam do punktu zerowego  w zakresie delegowania obowiązków domowych (mąż niestety pod groźbą utraty pracy nie może pracować zdalnie, a koleżanka, którą zatrudniłam do pomocy w ogarnianiu porządków z wiadomych przyczyn nie odwiedza nas już i w magiczny sposób nie zamienia tego całego barłogu w lśniący pałac… i to na mnie spadła logistyka naszego stadka, no bo przecież praca on-line to takie niekończące się kawki i wiszenie na telefonie z mamusią [hehe]).

Mianowicie.

Po co wydawać majątek na graficzki, wirtualne asystentki, specki od seo, korektelki… [wstaw dowolne] skoro potem ten uratowany czas spędzasz na zbieraniu skarpet męża z podłogi albo ogarnianiu czegoś, co można nauczyć dzieci….

Nie zrozum mnie źle – każda z nas ustala własne zasady rodzinnej koegzystencji, ale kiedy po ludzku porozmawiałam z moim facetem, ile kosztuje mnie uwolnienie kilku godzin czasu potrzebnego na kreatywną pracę albo po prostu na zarabianie (dzięki zatrudnieniu VA itd.), to sam wyrywa mi odkurzacz z ręki. BA! Nawet nauczył się nagle gotować (wygłaszam peany zachwytu nad  tym jego przesolonym spaghetti 3 razy w tygodniu, ale przynajmniej logistyka zakupowo-kuchenna to już nie mój czaso-pożeracz… widać, zachęciło… bo nawet żurek ostatnio machnął… może vege pierwszych lotów to nie było, ale dzieciarnia wcinała, aż się uszy trzęsły) .

Do czego zmierzam (i już się nie rozwlekam). Nie porównuję się z kumpelą, która ma jedną latorośl w wieku nastoletnim  i nieprzespane noce to dla niej mgliste wspomnienie. Nie porównuję się też do mamy szóstki (Szacun, kobieto! Mistrzyni logistyki!). Patrzę na swoje zasoby, mocne strony, faceta, dzieciaki i finanse. Robię przegląd tego, gdzie jestem i gdzie chcę być za tydzień, miesiąc, rok w moim biznesie. Biorę „byka za rogi” i tworzę plan. Nie dla jednej czy drugiej kumpeli, ale dla siebie. Jeżeli w tydzień uda mi się napisać dwa artykuły zamiast pięciu, to nie biczuję się, ale sprawdzam, czy przy dwóch też da się czuć progres w pozycjonowaniu strony. I ciągle aktualizuję strategię (zlecam pozostałe trzy albo strategię sprowadzam do dwóch)… i tak z całą resztą.  Odpuszczam mniej ważne na rzecz absolutnie priorytetowych i mocno dbam o to, żeby jedyną osobą do której się porównuję była Agnieszka. Czyli ja. Tylko ta z wczoraj.

Nowości w sklepie Pani Swojego Czasu - zestawy na start

Odpowiedź na pytanie Jak łączysz własny biznes z wychowaniem dzieci? sprowadza się u mnie do takich mikrowyborów. Wierzę, że dzieciaki widzą, ile kosztuje mnie każda decyzja i uczę je w ten sposób szacunku do pracy, sztuki kompromisu, świadomych wyborów, negocjowania, delegowania, pracy w obszarze swoich mocnych stron… i tych wszystkich modnych aktualnie wartości, które jakoś fajowo wyglądają w blogosferze, ale jakoś tak frustrująco wychodzą w praktyce. Na pytanie Jak? – odpowiem: wybieram. Z pełną świadomością konsekwencji, bagażem zysków i strat oraz poczuciem dobrze wykorzystanego CZASU (czyt. wykorzystanego tak, jak MOJA sytuacja, MOJE finanse, MÓJ partner, MOJE dzieci mi pozwalają… już wiesz, co chcę Ci powiedzieć ;)).

Nawet jeżeli kosztownie tracę czas na najdurniejszą kreskówkę ze znudzonymi korono-rzeczywistością dzieciakami, a robota piętrzy się na biurku… to ciągle czuję się z tym dobrze, bo to mój wybór.

Paradoksalnie – dla mnie odpowiedź na pytanie JAK  ŁĄCZYSZ…? brzmi WYBIERAM”.

Kolejną osobą, która podzieliła się swoimi radami, jest EwaM, która wychowanie dzieci łączy z pracą etatową:

„Jestem mamą trójki dzieci (9, 7, 5) i pracuję na etacie w szkole – ale prywatnej – tak że jest to praca w godzinach 8.00-16.00. Jak łączę to z wychowaniem dzieci? Stosuję dwie zasady. Może zabrzmi to dziwnie, ale pracuję TYLKO w pracy. Wracam do domu i przestawiam się w 100% na rodzinę. To trik, do którego zmusiła mnie nowa sytuacja zawodowa. Pracując w szkole państwowej, kiedy kończyłam ok. 12-13, szybko wracałam do domu i tam zabierałam się za przygotowanie do lekcji. Obecnie z pracy wracam 16/17 i ustaliłam sobie, że do domu jej nie przynoszę. Uwielbiam ten czas bez pracy – kto jest nauczycielem, wie o czym mówię. Drugą zasadą jest wrzucenie na LUZ w domu. Wracam do trójki dzieci, które po całym dniu chcą mi opowiedzieć wszystko, co im się przydarzyło i najczęściej robią to równocześnie. Hałas w szkole, hałas w domu – można oszaleć ALBO dać się ponieść z nurtem dzieciakom, które tak bardzo spragnione są kontaktu z rodzicami. Po powrocie nie zajmuję się praniem, prasowaniem i gotowaniem, tylko spędzam czas z dziećmi, po prostu z nimi jestem – bez specjalnych fajerwerków.

Kilka trików żeby ogarnąć dom:

  • Jedzenie – żeby lodówka miała coś w środku i żebym mogła ze smakiem zjeść domowe jedzenie w pracy – w weekendy planuję posiłki na tydzień lub dwa, robię zakupy, a w tygodniu po położeniu dzieci sobie pichcę – uwielbiam gotować i to mnie relaksuje.
  • Pranie – tylko w weekend. Prosta, acz genialna zasada. Dzięki niej nasze mieszkanie nie jest ciągłą suszarnią.
  • Prasowanie – z zasady nie prasuję ubrań, tylko je składam – mamy dosłownie dwadzieścia rzeczy wymagających prasowania i robię to rzadko, najczęściej oglądając serial.
  • Porządki – ogarniamy w soboty – wspólnie z dziećmi, ale bez większej spiny, mamy też zasadę, że przed spaniem dzieci mają pochować zabawki, rano ścielą łóżka.
  • Nagłe sytuacje z dziećmi – bardzo pomaga nienormowany czas pracy męża – ratuje tzw. nagłe wypadki czy zdrowotne czy organizacyjne i to on może pójść do lekarza lub pojechać na wycieczkę z klasą syna jako opieka.

Narzędzia:

  • Na stałe zagościł u nas Ścianer Pełen Czasu – jest wygodny, bo widzimy przegląd całego miesiąca oraz zajęcia poszczególnych członków rodziny. Uzupełniamy go wspólnie z mężem,
  • Planer Pełen Czasu – tu mam wszystko zapisane i zawsze pod ręką – plan dnia, tygodnia, święta, urodziny dzieci, plan lekcji, kinderbale. W planerze mam wszystko, oprócz pracy – do pracy służy osobny notatnik, który zostawiam w szkole (!).
  • Notatnik lekarski – zeszyt podzielony na trzy części, każda dla jednego dziecka, rozmiar nieduży i wszystkie daty wizyt, badania dzieci, szczepienia w jednym miejscu.
  • Biuwar dżunglove A3 – siedząc przy biurku widzę cały tydzień z lotu ptaka – to bardzo ułatwia.

No i mój relaks:

  • W tym roku wieczorami chodzę na pilates.
  • Nawykami wypracowałam sobie codzienne czytanie książek.
  • Raz w tygodniu chodzę na kurs kaligrafii.
  • W weekendy wrzucam na luz zupełny – czasem zwyczajnie siedzimy w domu i nic nie robimy 🙂

A mąż, hmm… jak dobrze pójdzie, to razem zasypiamy. Błogosławieni (!) teściowie zabierają nam wszystkie dzieci w czwartek po szkole, a odbiór mamy w piątek po lekcjach. To jest dzień dla naszej dwójki. Czasem spędzamy go razem, a czasem osobno łapiemy oddech przed kolejnym tygodniem.

Zdarzają się jednak takie dni, że przerasta mnie to wszystko! Wtedy czekam, aż minie kryzys i ruszam naprzód”.

Na ważne aspekty zwraca uwagę także Ania:

„To, co od siebie mogę napisać, to że najczęściej mamy nie uważają, że są superzorganizowane, bo to nie zaczęło się z dnia na dzień. Trochę metodą prób i błędów, poza tym, to jest ciągła ewolucja, bo potrzeby się zmieniają. Najważniejsze w organizacji jest robić to po swojemu, a nie dlatego, że ktoś inny tak organizuje czas. Bo nigdy nie będzie nam łatwo wdrożyć cudzych idei. Kluczowe jest tylko na ile my potrzebujemy zmian.

Osobiście uważam, że każda osoba w tym Klubie na pewno ma fajnie zorganizowane życie, bo gdyby jej na tym nie zależało, nie byłoby jej tutaj. Czasem po prostu za bardzo się biczujemy. Co do organizacji, to ja też staram się wykorzystywać sprzęty ułatwiające pracę, nie katuję się zbędnymi obowiązkami, staram się być egoistką, jeśli chodzi o czas dla mnie. I naszą mantrą w rodzinie jest: wszyscy gramy do tej samej bramki, jesteśmy jedną drużyną, czyli każdy coś robi nie dlatego, że mama tak każe, ale bo każdy jest równoprawnym członkiem rodziny. Bo to nie chodzi o to, by ktoś komuś robił przysługę, tylko rozumiał, czemu coś trzeba w domu zrobić. Albo dlaczego mama chce mieć święty spokój. Podsumowując, tak naprawdę najważniejsza w organizacji jest rozmowa!”.

Karolina z kolei zdradza, jaki system sprawdza się w jej domu:

„Jeszcze rok temu pracowałam na dwa pełne etaty, z częściową pracą zdalną. Plus gratis mam córkę w wieku przedszkolnym. Obecnie pracuję na 1,5 etatu, częściowo też zdalnie. U nas w domu jest to system w który zaangażowany jest mąż. Wspólny kalendarz i stałe godziny pracy bardzo ułatwiają zgranie. Poza tym ja lubię wstawać rano i zaczynam pracę zanim córka wstanie – zajmuje to około godzinę-półtorej. Potem przedszkole, ja do pracy (cztery razy w tygodniu) lub do domu. Najczęściej po drodze robię zakupy, w domu w przerwach przygotowuję posiłki lub ogarniam pranie. Mąż odbiera córkę z przedszkola. Niedziela jest świętem rodzinnym i całą spędzamy razem. Generalnie każdy dzień z tygodnia jest inny, ale każdy poniedziałek jest taki sam itd.”.

Na koniec zostawiłam wypowiedź Ewy Frej, która na klubowej grupie wywołała niemałe poruszenie swoją historią. Ewa jest mamą szóstki dzieci (z których jedno jest niepełnosprawne) i prowadzi bloga Matka Gigantka oraz sklep Dla Bliźniaków:

„Jestem mamą szóstki dzieci, w tym dwóch par bliźniąt z różniącą wieku 20 miesięcy. Od wielu lat prowadzę własny biznes, kiedyś w formie spółki, od 8 lat samodzielnie. Pracowałam tez trochę w korporacji jako menedżer sprzedaży i szkoleniowiec. Od ponad roku zaczęłam interesować się biznesem online. Zaczęło się od bloga, potem sklep, teraz chcę tworzyć własne produkty, właśnie w obszarze macierzyństwa.

Jak łączę dom z pracą? Po pierwsze: działam zgodnie z planem. Zaczynam od kalendarza rodzinnego. Tam wpisujemy najważniejsze rzeczy. Rzeczą, która determinuje wszystko jest rehabilitacja jednego z synów, który zmaga się z mózgowym porażeniem dziecięcym. Po ustaleniu i wpisaniu jego turnusów, zabiegów itp. wpisujemy stałe punkty czyli: szkoła, przedszkole, wwr (zajęcia z wczesnego wspomagania rozwoju), potem idą zajęcia dodatkowe. Dopiero do tego planu ja dostosowuję moją pracę. Wyznaczam sobie bloki czasowe, w których pracuję. W ciągu dnia robię wiele przerw na inne zajęcia, a dopinam wszystko późnymi wieczorami lub wczesnymi rankami, jak towarzystwo śpi.

Gdy jest przedszkole, oczywiście mam dużo łatwiej i głównie pracuję wtedy, gdy oni są w przedszkolu. Jak są chorzy, wypada turnus albo tak, jak teraz, jest mi dużo trudniej, jednak zawsze udaje mi się znaleźć tych kilka godzin na pracę. Zawsze planuję z wyprzedzeniem, ustalam priorytety i działam zgodnie z listą ważności, która oczywiście w trakcie potrafi ulec zmianie. Zawsze mam plan B. Ponieważ przy tylu dzieciach i braku jakiejkolwiek pomocy osób trzecich muszę mieć w zanadrzu plan, co zrobić, jak np. dzieci się rozchorują itp. Dlatego w pracy to, co mogę, robię na zaś. To, co mocno mi pomaga w domu, to uporządkowanie przestrzeni. Każda rzecz ma swoje miejsce i z zamkniętymi oczami ją znajdę. Nie tracę czasu na zbędne rzeczy. Wyeliminowałam telewizor ze swojego życia. Dużo rzeczy robię przy okazji. Dla przykładu, gdy sprzątam, gotuję czy prowadzę samochód słucham szkoleń. Wybieram te, które maja wersje audio, bo są dla mnie najwygodniejszą formą.

Kolejnym trikiem jest rytm. Rytuały domowe, takie jak kąpiel i jedzenie, mają swoje stałe pory. To bardzo dobrze wpływa na dzieci i daje nam więcej spokoju.

Gadżety. Używam wielu wspomagaczy, które oddają mi czas, np. robot samosprzątający, suszarka do ubrań, THERMOMIX. Zaczęłam tez dbać o minimalizm – im mniej i tylko to, co potrzebne, tym łatwiej zapanować nad przestrzenią i nad dziećmi (PS Dużo zabawek wcale nie jest dobre dla dzieci).

Angażuję moje dzieci w obowiązki domowe i każde z nich się wdraża. Moje dzieci też są bardzo samodzielne. Zawsze wolałam poświęcić więcej czasu na naukę (tu też przydaje się cierpliwość), a potem mieć spokój, bo robią to same i nie muszę ich wyręczać. Dla przykładu, moje dzieci od kiedy skończyły rok nie były karmione. Jedzą wszystko samodzielnie.

Z trików dotyczących planowania: w swoim kalendarzu zaznaczam rzeczy kolorami. Praca ma swój kolor, działania online drugi, kolejna praca trzeci, szkolenia czwarty, wizyty lekarskie inny, rehabilitacja inny, ważne sprawy inny, dzieci inny.

Planuję też posiłki, gotuję większe porcje naraz i mrożę. Nie tracę czasu na zakupy. Wysyłam męża z listą lub kupuję online.

Jak mam kilka rzeczy do załatwienia na mieście, to ustawiam je pod względem lokalizacji, żeby nie nadrabiać kilometrów i nie tracić czasu w korkach. Wizyty w urzędach staram się załatwiać w godzinach, kiedy są najmniejsze kolejki, a co mogę, robię online. Każde z dzieci ma swój segregator – tak że zawsze wiem, gdzie szukać ich wyników badań, dokumentów itp.

Jak wpadam na jakieś pomysły, które chcę zrealizować, nagrywam je na video lub wpisuję do notatnika, żeby nie uciekły. Ważne spotkania i wydarzenia zaznaczam w kalendarzu i ustawiam przypomnienie z alarmem.

Sprawiam sobie regularnie przyjemności, żeby nie zwariować. Spotykam się z koleżankami i dbam o czas dla siebie. Teraz uczę się medytacji i poświęcam na to – a jednoczenie dla siebie – 20 minut każdego dnia. To chyba najważniejsze”.

Jak widzisz – nasze Klubowiczki mają zupełnie odmienne sytuacje, ale ich sposoby na ogarnianie rzeczywistości i łączenie wielu ról są dość zbliżone. To, co możesz teraz zrobić, to przysiąść z kartą papieru, planerem czy wirtualnym notatnikiem i wypisać swoje przemyślenia.

  • Które sposoby do Ciebie przemówiły?
  • Które patenty i triki chciałabyś wypróbować w swoim domu?
  • Jak wykorzystasz inspirację płynącą z tego artykułu u siebie?
  • Czy masz pomysł na system, który się u Was sprawdzi?

Metodą małych kroków możesz wprowadzać zmiany w swoim domu. Koniecznie zaangażuj do tego innych członków rodziny! I pamiętaj o najważniejszym: ten artykuł ma być dla Ciebie inspiracją do działania. Nie porównuj się z nikim, nie wmawiaj sobie, że jakaś jesteś lub nie jesteś. Po prostu działaj – na własnych zasadach, czerpiąc z doświadczeń innych i odnosząc to do swojej rzeczywistości.

Potrzebujesz więcej pomocy i inspiracji? Sprawdź:

  • Książkę „Dzieci i czas. Jak zorganizować życie w rodzinie”, którą do 8 czerwca kupisz z darmową dostawą. Do wyboru masz wersje: papierową, elektroniczną lub w pakiecie ratunkowym z gadżetami umilającymi czytanie. Co ważne! Po zakupie otrzymasz dostęp do zamkniętej platformy z kilkudziesięcioma materiałami bonusowymi – kalendarzami, listami do druku, kolorowankami, webinarami itd.
  • Kursy online Pani Swojego Czasu: Mama ma czas, Zrób to dziś i Kurs na cel – które pomogą Ci w różnych obszarach życia.