Jak zapewne wiecie, na hasła typu: „Jak się zorganizujesz, możesz mieć czas na wszystko”, lub „Wszystko jest kwestią organizacji” wybucham śmiechem. Nie tylko w to nie wierzę (bo wierzyć można na przykład w krasnoludki), lecz także głośno to obśmiewam, bo zwyczajnie jest to niezgodne z prawami fizyki. WSZYSTKO, czyli coś nieograniczonego, nie może zmieścić się w danej jednostce czasu, z założenia ograniczonej, jaką jest choćby doba.

Każda z nas zatem codziennie wybiera, na co poświęca swój cenny czas, a na co nie. Niektóre z nas robią to nieświadomie, pozwalając, by robili to za nie inni (delikatnym naciskiem, przymusem), inne robią to w pełni świadomie, zgadzając się jednocześnie, że jest to wybór wiążący się z pewnymi konsekwencjami, które nie będą pochwalane przez wszystkich.

Każda z nas ma takie sprawy, rzeczy, chwile, czynności, osoby, na które szkoda jej czasu. Bardzo jestem ciekawa, na co Wam szkoda czasu. Poniżej moje typy.

Na robienie fryzury

Owszem, przyznaję był w moim życiu moment, w którym kupiłam szczotkę do układania włosów i praktycznie codziennie spędzałam jakieś 15 minut na układaniu fryzury. Dzisiaj zdecydowanie szkoda mi tego czasu i wolę zrobić coś innego. Poza tym moja obecna fryzura jest tak genialna, że niczego nie muszę z nią robić – myję głową, czeszę włosy – i tyle! I zawsze wygląda świetnie. Szerokim gestem rozdaję namiary na fryzjerkę (w Krakowie), która popełniła to cudo na mojej głowie.

Na prasowanie

W moim domu rodzinnym (sorry, mamo, że zdradzam sekrety!) nigdy nie było tradycji prasowania ściągniętego prania. Każdy brał do siebie swoje ubrania i prasował wtedy, gdy ich potrzebował.

Prasowało się tylko ubrania! Do dziś pamiętam, gdy na pierwszym roku studiów pracowałam jako pani do sprzątania i dostałam za zadanie wyprasować firanki! Przez pierwsze pięć minut na serio myślałam, że to żart, bo u mnie w domu firanki wieszało się wilgotne i „prasowały się same” pod wpływem swojego ciężaru. Prasując wtedy te cholerne firanki, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że jest to chyba najgorszy sposób marnowania czasu.

Do tej pory tak myślę. Firanek nie prasuję, bo ich nie mamy. Ale też nie prasuję ręczników (niby po co…?), majtek, ścierek kuchennych i takich tam. Ubrań w zasadzie też nie prasuję i wszyscy chodzimy w pogniecionych. Raz na kwartał prasuję bluzkę, w której wyskakuję podczas spotkań Klubu Pań Swojego Czasu, bo fotograf twierdzi, że pognieciona źle wygląda na zdjęciach 🙂

Uwaga! Nietracenie czasu na prasowanie łączy się z ostracyzmem społecznym wyrażanym w sposób jawny lub ukryty. Bądź na to przygotowana 🙂

Na zbieranie paragonów i liczenie kasy

Jestem w tej luksusowej sytuacji, że dobrze zarabiam. A nawet bardzo dobrze, bo mam dryg do pieniędzy. Zawsze lubiłam zarabiać pieniądze i nie wstydzę się tego. Nie mam problemów z wycenianiem swojej pracy oraz z braniem za nią pieniędzy, co okazuje się wcale nie takie oczywiste – znam wiele kobiet, które świetnie potrafią sprzedać cudze pomysły, ale swoich już nie, bo wciąż czują blokady z braniem kasy za to, co kochają robić. Cóż, ja takich blokad nie mam! 🙂

Mój mąż powiedział mi kiedyś, że moją pasją jest zarabianie pieniędzy – i może miał rację.

Tak czy siak, zawsze – nawet wtedy, gdy zarabiałam jako pomoc domowa i jadłam na zupki chińskie oraz smażoną mielonkę z puszki (najgorsza rzecz, jaką kiedykolwiek jadłam!), nigdy nie zbierałam paragonów i nie spisywałam swoich wydatków. Uczciwie donoszę, że nie mam pojęcia, czy jest to słuszna strategia (właściwie wiem: słuszna nie jest, ponieważ wszyscy każą te paragony zbierać i zliczać wydane pieniądze, by nie żyć ponad stan), bo zawsze, ale to zawsze wydawało mi się to straszliwą stratą czasu. Do tej pory uważam, że zbieranie, spisywanie i sumowanie tego wszystkiego marnuje mój czas. Zamiast liczyć, ile straciłam, wolę w tym czasie zrobić coś, co spowoduje, że zarobię jeszcze więcej.

Na swoją obronę dodam, że przed życiem ponad stan broni mnie fakt, że nigdy nie biorę kredytów (ba! nie mam nawet karty kredytowej!), by nie wydawać więcej, niż mam.

Na mycie okien

Okna w domu mam brudne. Czyste stają się wtedy, gdy pani Monika uprze się, że jednak musi je umyć. Przez większość roku jestem w stanie wyperswadować jej mycie okien i przekonuję, że są w domu ważniejsze rzeczy do posprzątania, ona jednak raz na jakiś czas się upiera i wtedy okna miewam czyste (te w salonie przez jakieś trzy godziny, dopóki nie wrócą moje dzieci; cała reszta kurzy się jeszcze szybciej, bo w zasadzie mieszkamy na placu budowy, a mamy suche lato, więc kurz lata sobie wte i wewte).

Od razu uprzedzam co wrażliwsze z Was – tak, spokojnie mogę pracować przy brudnych oknach. Nie, nie ściska mi się serce na ich widok. Nie, nie interesuje mnie, co sądzą na ten temat moi sąsiedzi. I – tak, jestem w stanie cieszyć się wiosną/latem/jesienią/zimą/świętami/życiem, spoglądając przez brudne okna.

Na skrolowanie Facebooka

Czy też inaczej – przeglądanie feeda. Sprawdzanie, co słychać u znajomych. Kto i dokąd wyjechał, skąd wrócił i co aktualnie porabia jego dziecko. Gdy zechcę się tego dowiedzieć, zapytam o to bezpośrednio moich znajomych.

Internet kocham, ale używam go do spraw zawodowych oraz nielicznych ustaleń prywatnych z kilkoma osobami – wciąż mam znajomych, z którymi umawiam się za pomocą SMS-ów, bo wiem, że wiadomości na FB nie odbiorą przez najbliższy miesiąc (wchodzą tam raz na miesiąc).

Czasem interesuje mnie, co dzieje się w grupach na FB, do których należę, i w zasadzie tam bywam najczęściej.

Na koszenie trawy/grabienie liści (ale nie na sadzenie roślinek)

Trawę w naszym ogródku koszę ja, ponieważ pewna jej długość zaczyna mi przeszkadzać, a mojemu mężowi jeszcze nie. Koszę ją jednak maksymalnie dwa razy – wiosną, gdy urośnie tak, że nie da się z ogródka korzystać, oraz wczesną jesienią, gdy ponownie zaczyna zarastać.

Po kosiarkę sięgam wtedy, gdy mojemu młodszemu dziecku trawa sięga do pasa. Mamy niezłą zabawę (koszę i grabię z dziećmi, oczywiście) – nie kosimy rządek po rządku, lecz wykaszamy sobie tunele, kółka albo inne ciekawe wzorki. Bo umówmy się – koszenie nie jest jakąś specjalnie pasjonującą pracą i trzeba je sobie urozmaicać.

Ogródek grabię również tylko po skoszeniu trawy. Nie grabię liści jesienią, bo mi się nie chce, a poza tym przeczytałam kiedyś u Wajraka, że liści nie powinno się grabić, bo zabieramy robaczkom ich naturalny ekosystem. Czuję się zatem usprawiedliwiona. Owszem, po takiej zimie pod nieskoszonymi liśćmi trawnik nie wygląda wiosną najlepiej, ale raptem trzy dni wystarczą, by stał się bujny i zielony (zwłaszcza że jest na nim mnóstwo chwastów, a te, jak wiadomo, rosną jak szalone).

Cała moja niechęć do prac ogrodowych nie obejmuje sadzenia kwiatków – bardzo lubię je kupować, szadzić, podlewać i cieszyć nimi oko.

Na inspirowanie się na Pintereście

Być może dlatego, że jak na razie nie do końca zrozumiałam, o co chodzi z tym Pinterestem. Wiem, jak działa FB i jak na nim działać. Pojęłam nawet Instagram i też zaczynam na nim wymiatać, ale wciąż nie do końca pojmuje, do czego służy ten Pinterest. Odpowiedzi: „Do inspirowania się” lub: „Do tworzenia tablic inspiracji” mnie nie zadowalają, bo wiecie, co sądzę o takich tablicach (jak nie wiecie to zajrzyjcie TUTAJ).

Od czasu do czasu dochodzę do wniosku, że jednak jestem stara, bo nie robię wielu rzeczy, które teraz są naturalne. Dla mnie naturalne nie są. Na przykład nie przepadam za wyszukiwaniem rzeczy/towarów/treści w Internecie. Znam osoby, które w poszukiwaniu jakiegoś przedmiotu potrafią przeskanować cały Internet; je to bawi, mnie to męczy. Poszukiwanie inspiracji do sesji zdjęciowej na Pintereście (robiłam to ostatnio) męczy mnie niezmiernie i jest dla mnie marnowaniem czasu, więc robię to z zegarkiem w ręku i daję sobie na to jednorazowo pięć minut (by nie oszaleć), choć wiem, że część z Was może przesiadywać tam godzinami.

Na toksycznych ludzi

Już dawno nauczyłam się, że nikogo nie zmienię, jeśli nie będzie chciał się zmienić. Toksyczny człowiek to nie ten, który mnie krytykuje, lecz ten który robi to dla własnej przyjemności. Pełną garścią czerpię od ludzi, którzy mnie wspierają (także krytykę) i którzy mi dobrze życzą, lecz zwyczajnie usuwam ze swojego pola widzenia tych, których jedyną intencją jest mi dokopać.

A na co Tobie szkoda czasu?