I znów jestem w obcym mieście, w obcym miejscu.

Miejsce jest ciemne, ponure i niezbyt przyjazne. Lądując w pokoju, w którym jest małe łóżko, brązowe ściany, jeszcze bardziej brązowa podłoga i wielkie ciężkie brązowe meble mam ochotę od razu wskoczyć pod kołdrę i zaszyć się z serialem do późnych godzin nocnych.

Ostatnią rzeczą w tej chwili, na którą mam ochotę, jest realizować swoje cele, listy zadań itp. Ale wiem, że czytacie, że czekacie i wiem, że się inspirujecie. Piszecie mi o tym często i to mnie napędza do działania.

W związku z tym smaruję artykuł o tytule jakże uroczym – PROKRASTYNACJA. Brzmi jak choroba prawda? I już jesteśmy bardzo blisko (jako społeczeństwo), by traktować to jako chorobę. Wrzućcie sobie w google to słowo, a wyskoczy wam wiele portali ze słowem „zdrowie” w nazwie.

I ta jednostka chorobowa zwana prokrastynacją pozwala nam paradoksalnie tę chorobę w sobie pielęgnować, skarżyć się na nią, mówić jak nam z nią ciężko i jak bardzo chcemy się jej pozbyć. No ale przecież nie możemy, bo jeszcze nikt nie wynalazł lekarstwa. Dawno dawno temu śmiałyśmy się z Emilii z „Nad Niemnem”, która jęczała ciągle o tym swoim globusie, a teraz same jęczymy tylko temat jęków jest nieco inny 🙂

Piszą i mówią do mnie Kobiety: „no ale przecież ja nie mogę systematycznie działać, bo ja cierpię na prokrastynację”. Czasem dodają „chroniczną prokrastynację”. No i pozamiatane. Ona nie może, ona cierpi. Choroba nieuleczalna. Sorry taki mamy klimat, odwlekamy na wieczne nigdy, więc dziś również tego nie zrobimy.

Jakie to wygodne prawda?

Poszłam w negatywy, a wcale tego nie chciałam. Otóż do odwlekania spraw na później (bo tak brzmi polska nazwa tego zjawiska) można podejść na dwa sposoby: zaprzyjaźnić się z tym lub pokonać to.

Zdecyduj proszę, który z nich jest bardziej adekwatny do Twojej sytuacji zacznij działać.

SPOSÓB NR 1 – ZAPRZYJAŹNIJ SIĘ

Miałam kiedyś uczestniczkę na szkoleniu, która jako cel postawiła sobie nauczenie się co robić, żeby nie odwlekać spraw na ostatnią możliwą chwilę, tylko realizować je systematycznie. Zajmowała się zawodowo pisaniem i mówiła, że zawsze czeka do ostatniej możliwej chwili, by coś napisać.

Pytając ją o szczegóły jej działalności zadawałam jej pytania:

  1. Czy przeszkadza jej to, że to odwleka?
  2. Czy zawala inne sprawy przez fakt, że to odwleka?
  3. Czy ma jakiekolwiek inne problemy w związku z tym, że to odwleka (na przykład prywatne)?
  4. Czy czuje się zestresowana faktem, że coś robi na ostatnią chwilę?
  5. Czy odwlekanie powoduje, że dana czynność zabiera jej więcej czasu?
  6. Czy odwlekanie powoduje, że to z czym zwleka jest gorszej jakości?

Niesamowite było to, że na wszystkie te pytania ta Kobieta odpowiedziała tak samo: NIE.

Nie przeszkadzało jej to w żadnym stopniu i nie było to dla niej żadną trudnością. Nie zawalała innych rzeczy przez to, bo wszystkie takie sprawy robiła w ostatniej możliwej chwili, co nie znaczy, że to była zawsze ta sama chwila dla kilkunastu czynności. Nie była zestresowana odwlekając na ostatnią chwilę – wręcz przeciwnie, czuła wtedy przyjemną mobilizację, która wynikała też z faktu, że wszystko co robi w ostatniej chwili jest dużo lepsze niż wtedy, gdy ma na to mnóstwo czasu. Jako przykład pokazywała mi dwa teksty stworzone przez siebie. Jeden tworzyła przez 5 dni w tygodniu pisząc codziennie przez pół godziny. Nie dało się ukryć (nawet dla mnie – laika było to oczywiste), że tekst ten był „mocno wymęczony”. W piątek po południu usiadła i pod presją czasu napisała tekst zupełnie od nowa i „voila” – to było właśnie to, o co jej chodziło. Było to lepsze, było to zrobione szybciej, a ona sama włożyła w to dużo mniej energii.

Jak dla mnie czysta oszczędność czasu.

Dlaczego o tym piszę? Bo są takie sytuacje, kiedy zostawianie spraw na później jest po prostu bardziej korzystne, szybsze w wykonaniu i efektywniejsze. Ja to zawsze wiedziałam i buntowałam się przeciwko konieczności systematycznej pracy, kiedy czułam, że to nie jest moja droga. Ale jakiś czas temu trafiłam na artykuł, który pięknie pokazał to co zawsze czułam – że są takie sytuacje, w których odwlekanie do ostatniej możliwej chwili jest najlepszą strategią przynoszącą największe korzyści.

Artykuł możecie przeczytać TUTAJ, a ten fragment być może Was do tego zachęci:

Jeśli dysponujemy 10 sekundami, powinniśmy poczekać aż do dziewiątej. Jeśli godziną, zadecydujmy w 59 minucie. A jeśli mamy rok, wówczas powstrzymajmy się z decyzją aż do Sylwestra

Czyż to nie fantastyczne podejście? Zamiast się biczować, że znów z czymś zwlekam można zobaczyć, że to dlatego, by zrobić to, co mam zrobić możliwie najlepiej.

ALE

Jak już kiedyś pisałam na Mamie Cukiereczka, życie nie jest słodkie jak cukierek i jeśli Twoje odwlekanie zaczyna powodować, że zawalasz, że czujesz się źle i się stresujesz, że nie wyrabiasz z czasem i zaczynasz gonić w tak zwaną piętkę, to czas na sposób nr 2.

SPOSÓB NR 2 – WALCZ

W jaki sposób? Proszę bardzo:

Po pierwsze wydrukuj sobie TEN motywator

Jest on kwintesencją tego, co chcę powiedzieć – przestań gadać o tym jak masz mało czasu, przestań narzekać na to, jak bardzo nie umiesz/nie możesz/nie chcesz się zmobilizować. Przestań gadać – zacznij działać. Kasia z Babskiego Tabu ma takie hasło: „Rusz tyłek i bądź sobą”. Uwielbiam je. Generalnie za mało ruszamy nasze tyłki. Więc zacznijmy.

Nie jedz słonia w całości.

Pisałam o tym już TUTAJ. Najczęstszą przyczyną zwlekania jest bowiem fakt, że przeraża nas ogrom roboty, za który mamy się zabrać. Wynika to z tego, że na naszej liście zadań wpisujemy całe projekty zamiast zadań właśnie. Sama wpadłam w tę pułapkę, gdy jakiś czas temu na swojej liście zadań wpisałam „stworzyć kurs online z zarządzania czasem”. Jakimś dziwnym trafem okazało się, że ciągle to przesuwałam i odwlekałam i nie mogłam się za nie zabrać. Bo to nie jest zadanie. To jest bowiem projekt, na który składa się szereg mniejszych zadań

Naucz się, dowiedz się, sprawdź.

Często jest tak, że nie mamy umiejętności i kompetencji do tego, by słonia rozłożyć na kawałki. Skoro nigdy nie robiłam kursu online to skąd mam wiedzieć jak się go robi? Pora się więc dowiedzieć. Sprawdzaj, pytaj, czytaj, pisz, googluj. Skoro już siedzisz tyle czasu na fejsie to wykorzystaj go i zadaj pytanie, a nuż ktoś zna odpowiedź? Jest oczywiście prawdopodobieństwo, że wymyśliłaś coś, czego jeszcze nikt nigdy na świecie nie zrobił i wtedy „łał czapki z głów”, ale bata nie ma. Skoro jesteś pierwsza to musisz sama wymyślić jak to zrobić.

Bardzo precyzyjnie określ, co jest do zrobienia.

Im bardziej szczegółowo, tym lepiej. Czyli tak naprawdę – jest to zrobienie listy zadań do danego projektu. Może tak być, że to ktoś Ci tę listę zrobi, a Ty ją tylko realizujesz. Tak jest z moim projektem „kurs online”, gdzie po zrealizowaniu 3 pierwszych punktów, które widzisz powyżej, znalazłam w końcu kompetentną osobę, która teraz przedstawia mi krok po kroku, co mam robić, w jakiej kolejności itp. Cud miód J

Zaplanuj ile czasu Ci to zajmie.

Określ sobie z góry ile czasu poświęcisz na wykonanie tego zadania, które ciągle odwlekasz. Bardzo często nie zabieramy się za jakieś zadanie bo nie wiemy jak długo będzie ono trwało i boimy się, że spędzimy nad nim całą wieczność. W związku z tym zaplanuj sobie, że robisz to przez pół godziny. I tyle faktycznie rób

„Będę to robić tylko przez kwadrans”.

To metoda na te sytuacje, w których mamy zrobić coś czego robić nie lubimy, a jednak mniej lub bardziej musimy. Ja na przykład nie znoszę pisać raportów poszkoleniowych. A jednak muszę. Siadając więc do tego zadania (które oczywiście zgodnie z moim schematem działania odłożyłam na ostatnią możliwą minutę) mówię sobie – „to tylko kwadrans”. I trochę mi lepiej (choć nie ukrywam, że ta czynność nie staje się przez to moją ulubioną)

Zrób pierwszy krok.

Jak to mówi Agata Dutkowska „baby step”. Brzmi niewinnie i takie jest. Cóż to bowiem jest napisać mejla” „Dzień dobry chciałabym zrealizować kurs online, czy może mi Pan pomóc”? Mały, bardzo mały krok. Ale uruchomił lawinę wydarzeń. I o to chodzi. Żadna z nas nie realizuje niesamowicie wielkich projektów inaczej jak poprzez „baby steps” właśnie.

A Ty odwlekasz nawykowo czy raczej okazjonalnie? Podziel się poniżej swoim sposobem na odwlekanie.

Ola (Pani Swojego Czasu)

11