Klaudyna #GangPSC

Wielkimi krokami zbliża się premiera książki Oli Budzyńskiej „Dzieci i czas. Jak zorganizować życie w rodzinie?”, z której dowiesz się między innymi tego, jak nauczyć planowania i organizacji siebie i swoją rodzinę.

Z tej okazji namówiłam mamy-gangsterki na to, aby opowiedziały o tym, jaki system sprawdza się u nich najlepiej, z jakich narzędzi korzystają i jak angażują pozostałych członków rodziny (a zwłaszcza dzieci!) w codzienne planowanie. U każdej z nas wygląda to zupełnie inaczej, dlatego już za chwilę poznasz sześć różnych wizji tego, jak się organizować całą rodziną – możesz się zainspirować i znaleźć ciekawe rozwiązania dla siebie oraz porównać, do którego systemu najbardziej Ci po drodze.

Zapraszamy, poznaj nas bliżej!

OLA BUDZYŃSKA – PANI SWOJEGO CZASU

Jako osoba ucząca innych organizacji i planowania często spotykam się z przekonaniem, że uczenie dzieci planowania, to robienie z nich robotów, pozbawianie ich dzieciństwa i zabijanie w nich radości życia.

Doświadczenie nauczyło mnie, że myślą tak najczęściej te osoby, które same faktycznie nigdy nie planują i z tym planowaniem mają właśnie takie skojarzenia, natomiast osoby wdrażające planowanie do swoich rodzin z reguły nie wyobrażają sobie już bez tego życia.

U nas też tak właśnie jest. Stosujemy różne systemy do różnych obszarów życia, a wszystko to razem spina się w jedną dobrze działającą maszynę.

Centrum naszego planowania rodzinnego to PLANER ROCZNY suchościeralny, nad którym czuwam ja i mąż. To tam wpisujemy wszystkie wydarzenia, daty i sytuacje, które mają wpływ na całą rodzinę –  wyjazdy rowerowe męża, moje wyjazdy służbowe, konferencje, warsztaty, wakacje, wszelkie dni wolne i święta, terminy zmiany wkłuć Jaśka, terminy wizyt u lekarzy, weterynarzy, kontroli szpitalnych itp.

Ja dodatkowo na ten planer nanoszę niektóre z ważnych premier produktów PSC, bo w czasie gdy zaczynamy lub kończymy sprzedaż naszych produktów, wolę być na miejscu w Krakowie i nad wszystkim czuwać, a takie rozeznanie bardzo pomaga.

Suchościeralność tego planera jest jego wybitną zaletą, bo te plany są dynamiczne i lubią się zmieniać.

Drugim elementem rodzinnego planowania, choć stosowanym tylko przez dzieci, są ich kalendarze.

Dzieci mają jeden wspólny kalendarz z ustalonymi z góry datami, który jest ich punktem odniesienia, a dodatkowo co miesiąc drukują sobie nasze kalendarze do druku i uzupełniają tymi wydarzeniami, które są dla nich ważne.

Młodszy Franek nie ma dużo do uzupełniania, bo wszystkie jego lekcje są realizowane z dnia na dzień – w jego kalendarzu lądują więc takie wydarzenia jak „lodowisko”, „teatr” czy „wizyta Babci”, ale już starszy Jasiek często ma tak, że w poniedziałek dostaje do zrealizowania projekt na piątek i już od niego zależy, czy zrobi go od razu w poniedziałek i będzie miał z głowy, czy też rozłoży sobie na kilka etapów i będzie go realizował codziennie, czy też może wszystko naraz zrobi w czwartek.

Tak czy siak – ostatnie dwa wybory powodują, że warto to zapisać w kalendarzu, żeby o tym nie zapomnieć.

Jak do tego się doda sprawdziany, kartkówki itp., to robi się całkiem niezła lista zadań do wpisania do kalendarza.

Ostatnim elementem naszego rodzinnego systemu planowania jest pusta plansza suchościeralna – to miejsce na wszelkie spontaniczne zapiski, listy zakupów z ostatniej chwili, przypomnienia na już, numery telefonów usłyszane w przelocie i inne takie drobiazgi.

Nie ma co ukrywać, że w czasach pandemii nic się nie zmieniło, bo prawda jest taka, że cała nasza organizacja stanęła na głowie i musiała zostać wytyczona od nowa.

Planer suchościeralny roczny został wyczyszczony z bardzo wielu zapisków, kalendarze dzieci na marzec od połowy zieją pustką, na kwiecień i maj w ogóle nie powstały.

Powstały za to nowe plany, a w zasadzie harmonogramy dnia, do których użyliśmy suchościeralnej planszy.

Po pierwszym tygodniu rozluźnienia (ale też zastanawiania się szkoły, jak ugryźć kwestię zdalnych lekcji) usiedliśmy razem i przygotowaliśmy plan działania tak, by każdy mógł (w miarę możliwości) pracować i uczyć się.

Mamy więc wypracowaną nową rutynę, dzięki której wiemy do kiedy musimy być „porannie ogarnięci” (wstać, umyć się, wyjść z psem, zjeść śniadanie), kiedy zaczynają się lekcje, kiedy jest przerwa, kiedy dzieci robią zadanie domowe, kiedy obiad itp.

JOANNA KEŃSKA – SZEFOWA DZIAŁU ONLINE

Cześć, z tej strony Asia, znana w #GangPSC jako Wszechogarniająca Joanna, na co dzień jestem mamą dwójki dzieci: Hani (10 lat) i Tomka (6 lat). Zdradzę Wam dzisiaj nasze trzy ulubione sposoby na to, jak planować rodzinnie.

Naszym centrum dowodzenia rodzinnego planowania jest suchościeralna tablica, a na niej przypięty magnesami ścianer pełen czasu i suchościeralny miesiąc rodzinny (aktualnie nie ma go w sprzedaży, ale wróci na chwilę w czerwcowej wyprzedaży i bardzo go Wam polecam). Dlaczego tak? Aktualny miesiąc zawsze rozpisujemy na suchościeralnym planerze, by swobodnie nanosić zmiany, które potrafią pojawić się w ostatniej chwili. Ścianer wiszący obok zawsze jest o miesiąc do przodu – abyśmy mogli zapisywać to, co nas czeka i mieć przed oczami perspektywę zbliżającego się miesiąca/miesięcy. Taki zestaw, z podziałem obu narzędzi na zadania każdego z członków rodziny, bardzo ułatwia nam życie. Bo widzimy, jak wyglądają plany innych domowników – kto może wyskoczyć na wywiadówkę, kto może podrzucić syna na karate, kto wyjeżdża i drugi rodzic w tym czasie ma –  co tu dużo mówić – przechlapane 🙂 Przyznam się Wam szczerze, że o ile marzec jeszcze mieliśmy pięknie rozpisany, to w kwietniu – odpuściliśmy. Kwarantanna – jak zapewne i u Was –  zweryfikowała wszystkie nasze plany. Na szczęście maj przyniósł lekką poprawę i już pojawiły się np. zajęcia dodatkowe dzieci w wersji online, więc wpisujemy i działamy!

No właśnie, kwarantanna. Ta przyniosła potrzebę zaplanowania czegoś zupełnie nowego. Nauki zdalnej. O ile Tomek jest jeszcze w przedszkolu i dopiero po jakimś czasie zaczął dostawać zadania na grupie na Facebooku, to u Hani w szkole pojawiła się masa rozwiązań, z których ogarnięciem miałby problem niejeden dorosły, a co dopiero dziecko. Na szczęście Hanka, podpatrując to jak planuje jej mama, ma już swoje pomysły na organizację (jeszcze zanim dołączyłam do #GangPSC, czyli prawie 4 lata temu,  uwielbiałyśmy robić wspólne listy zadań). Hania sama zorganizowała sobie system nauki zdalnej. Przygotowała sobie na ścianie ramki: „jutro”, „ważne”, „do zrobienia”, „zrobione”, „dzisiaj” i  „adresy mejlowe nauczycieli”. Na karteczkach z notesu glamour wpisywała zadania i przepinała w odpowiednie miejsce w zależności od tego, na jakim etapie znajdowało się zadanie. Pamiętam, jak duże wrażenie na mnie zrobił ten jej system – stworzyła coś na kształt mojej ulubionej Asany (system do zarządzania projektami, o którym przeczytasz w artykule Zarządzanie projektami w praktyce, czyli jak działa Asana) tylko… w wersji ściennej 🙂

I jeszcze jeden system, który pomaga nam rodzinnie ogarnąć większe „projekty”, jak święta czy uroczystości rodzinne. Tym razem na pierwszy plan wskakują niezastąpione karteczki elektrostatyczne. Zaczynamy od wypisania na kartkach imion wszystkich członków rodziny, bez wyjątku, i przyklejenia ich na ścianę. Swoje zadania dostaje nawet nasza kotka – choć to już pomysł dzieci, by namówić Indi na przytulanie się i wspólną zabawę. Potem rozpisujemy wszystkie zadania, które musimy / chcemy wykonać, by to, na czym nam zależy, mogło zostać zrealizowane. Następnie odczytujemy wszystkie czynności na głos i można się zgłaszać, kto co chce przypisać do siebie. Dzięki temu, że karteczki trafiają od razu na ścianę, przypisane do „właściciela”, widać jak na dłoni, kto ma za dużo zadań i trzeba go odciążyć. A potem przychodzi najlepsze… robienie swoich zadań i ściąganie ich ze ściany. Odkąd stosujemy ten system, przestaliśmy się kłócić (umówmy się, nie o to chodzi w przygotowaniu Świąt) i jest znacznie miej nerwów, bo każdy wie, co musi wykonać. Poza tym każdy sam podejmuje decyzję, co będzie robił – nie ma narzucania z góry, co u dzieci sprawdza się doskonale. Mamy oczywiście ustalony termin, do kiedy musimy się wyrobić, ale to czy np. zrobisz swoje zadanie rano czy popołudniu nie ma już znaczenia. Sam podejmujesz decyzję, w jakim tempie znikają Twoje zadania. A dzieciom sprawia to prawdziwą frajdę.

Tyle ode mnie. Mam nadzieję, że któryś ze sposobów się Wam przyda. Podpatrzcie, co robią inne gangsterki i wybierzcie coś dla siebie – jeśli macie ochotę 🙂

ANIA PERCZYŃSKA – SZEFOWA DZIAŁU TECHNICZNEGO

Podstawą ogarniania rzeczywistości u nas w rodzinie jest kalendarz Google. Każdy ma swój, również dzieci (11 i 16 lat), ale od jakiegoś czasu mamy też „wspólny – rodzinny”, do którego lądują daty wydarzeń, które dotyczą nas wszystkich – np. zaproszenia na imieniny/urodziny w rodzinie, wyjazdy itp. Jest to superwygodne rozwiązanie, można zsynchronizować kalendarze, udostępnić wydarzenie lub po prostu wpisać we wspólny kalendarz. Ten wspólny w zasadzie powstał po tym, jak młody był bardzo niezadowolony z faktu, że „przecież nikt mu nie powiedział, że jedziemy dziś na imieniny do wujka, a on już się z kolegami umówił”. Nie używamy checklist do obowiązków domowych, choć kiedyś, gdy dzieci były młodsze, miały rozpisane zadania. Z czasem przestały zaznaczać na listach. Nie zawsze jest super, bo zdarza się, że trzeba przypomnieć o wyniesieniu śmieci czy umyciu naczyń, ale chociaż pamiętają aby koty karmić!

Gdy były młodsze, mieliśmy w domu zasadę, że weekend to jest czas, w którym dzieci robią śniadania – w sobotę jedno, w niedzielę drugie. Działało to przez kilka lat, ale już od jakiegoś czasu, gdy w tygodniu sami ogarniają swoje śniadania, odechciało im się tego robić w weekendy i jakoś ta „tradycja” wygasła. Pozostała im za to umiejętność zrobienia sobie jajecznicy, sadzonych czy omletu. W ogóle moja córka w domu jest królową omletów, wychodzą jej przepyszne.

Gdy miałam napisać kilka zdań o tym, jak planujemy rodzinnie, to jedyne, co przychodziło mi do głowy, to że chyba nie wymyślę nic, co można byłoby opisać, bo… w większości są jakieś obowiązki, wolne dni, wyjazdy, imprezy itp. Nic specjalnego, żadnego wow. Nie ma o czym pisać. Ale myślę, że te zwykłe czynności, takie codzienne, też trzeba rozplanować. W sumie może nawet dzięki temu artykułowi zdałam sobie sprawę z tego, jak świetnie moja jedenastolatka zorganizowała m.in. ostatnie urodziny dla taty. Dużo wcześniej zaplanowała, jakie ozdoby trzeba kupić do przystrojenia pokoju. Dostałam od razu listę przedmiotów do kupienia na Allegro, zebrane u jednego sprzedawcy z opcją Smart. Znalazła przepis na tort i tu również podesłała mi listę zakupów (oczywiście, że mogłaby zakupy zrobić sama, ale to był czas kwarantanny). Pilnowała, abym na pewno wszystko zamówiła 1-2 tygodnie wcześniej, aby na pewno wszystko, razem z prezentem, zdążyło przyjść na czas. Zaplanowała, kiedy upiec biszkopt na tort i czas na przygotowanie kremu i ozdobienie go. Dostałam też „polecenie”, aby zabrać gdzieś tatę z domu w weekend na czas, kiedy ona będzie przygotowywać te wszystkie balony. I jestem z niej megadumna! Szkoda trochę, że planowanie nauki nie jest jej tak bardzo potrzebne, ale chociaż pamięta o cotygodniowych lekcjach z angielskiego na Skypie – być może dlatego, że ma je zapisane w kalendarzu ściennym PSC, który wisi u niej w pokoju. Ostatnio zaczęła też interesować się tematem bullet journalingu, gdy zobaczyła Mini Planer klubowy. Ma już rozrysowane trackery, zaczęła ćwiczyć lettering (super sprawdzają się karty pracy od Pani Swojego Czasu z mini kursu).

Kalndarz na rok 2021

Zawodowe sprawy planujemy (firmę prowadzę razem z mężem) głównie elektronicznie – kalendarz Google, Asana – ale robiąc przegląd zadań i ważnych terminów, przenoszę te najważniejsze do papierowego planera, który mogę mieć cały czas w zasięgu wzroku. Uwielbiam elektroniczne narzędzia głównie ze względu na możliwość ustawienia przypomnień, automatycznego odnawiania się cyklicznych zadań itp., ale kocham papier i z papierowego planera nie potrafiłabym zrezygnować.

Planowanie i organizacja w rodzinie

DAGMARA KOKOSZKA-LASSOTA – SPECJALISTKA OD REKLAMY

Odkąd siedzimy wszyscy w domu, wypracowaliśmy sobie system godzinowy. Tzn.:

  • do 8:00 musimy być już po śniadaniu, naszykowani, mieszkanie ogarnięte i wszyscy gotowi do pracy;
  • od 8:00 – 10:00 moja córka robi lekcje i korzysta z komputera, mój syn i najmłodsza w tym czasie rysują (głównie w szkicownikach od PSC);
  • od 10:00 do 12:00 mój syn ma angielski online (w formie przedszkola), wtedy moje córki się bawią i też rysują lub naklejają naklejki;
  • od 12:00 – 14:00 moja starsza córka znów robi lekcje.

Planowanie i organizacja w rodzinie

Codziennie też w szkicownikach rysują jakiś jeden tematyczny rysunek. W tym tygodniu jest to jakieś zwierzątko.

KASIA MISTAÇOĞLU – KREATYWNIE NAM PLANUJĄCA

Mój Kajtek w kwietniu skończył 2 latka i powiem z ręką na sercu, że do tej pory nie próbowaliśmy nawet wkręcić go w rodzinne planowanie. Ja wiem, że można, wiem, że dzieci są różne, wiem, że pewnie u niektórych się da wykombinować jakiś super prosty system „planowania” nawet z tak malutkim dzieckiem – u nas się nie dało, albo po prostu, mówiąc zupełnie szczerze… nam się nie chciało 🙂

Postawiliśmy za to na wspólne planowanie z moim mężem, zależało nam na zbudowaniu w miarę powtarzalnych rutyn w codzienności. Wiadomo, że te rutyny zmieniały się, inaczej wyglądały, gdy mieliśmy na pokładzie kilkumiesięcznego niemowlaka, inaczej gdy Kajtuś poszedł do żłobka, a inaczej teraz, w czasie izolacji, gdzie pracę z domu łączymy z opieką nad dwulatkiem. Generalnie jednak rutyna to u nas słowo klucz, a zaraz za nim mogłabym dopisać, że dni mamy poszatkowane jak mapa Afryki, ale dzięki temu potrzeby całej naszej trójki są w miarę zaspokojone 🙂

Planowanie i organizacja w rodzinie

Pod koniec każdego miesiąca wspólnie z mężem planujemy kolejny. Na planerze miesięcznym zapisujemy umówione spotkania, treningi i inne wyjścia. Ponieważ ten planer wisi u nas w kuchni, wystarczy jedno spojrzenie, aby wiedzieć, co dzieje się którego dnia. Dodatkowo w niedzielę poświęcamy chwilę na dokładniejsze zaplanowanie kolejnego tygodnia – ustalamy wtedy takie drobiazgi, jak to, kiedy trzeba iść po zakupy, kto kiedy wychodzi na trening i jak dzielimy się usypianiem Kajtka. Ten system wszedł nam w krew, to jedna noga naszego planowania.

Druga to powtarzalność. Postanowiliśmy nie wymyślać koła od nowa i jeśli coś się u nas sprawdza, pozwala ograniczyć podejmowanie codziennie tych samych decyzji i mówiąc wprost – ułatwia życie i oszczędza czas – to jesteśmy jak najbardziej na tak.

W ten sposób powstała lista śniadań i przekąsek z której korzystamy co tydzień, dopisując tylko do niej pomysły na obiad.

W ten sposób podzieliliśmy się porankami – ponieważ ja obsługuję noce, to chłopaki codziennie bawią się razem do 6.30 a ja mam wtedy czas dla siebie, potem zmiana, o 7.30 siadamy do śniadania, a o 9 uciekam do pracy. Ta przewidywalność jest fajna, chociaż jeśli bycie mamą nauczyło mnie czegoś przez te 2 lata, to jest to świadomość, że nie potrwa ona długo 🙂

W ten sam sposób nauczyliśmy się przekazywać sobie pałeczkę, jaką jest spędzanie czasu wolnego z Kajtkiem, tak, aby on mógł nacieszyć się nierozproszoną uwagą mamy albo taty, a druga osoba mogła wtedy po prostu, po ludzku odpocząć. Kiedyś, gdy Kai był malutki, wymienialiśmy się co pół godziny, teraz ten czas się wydłużył do godziny. To rozwiązanie jest super, bo ja od rana wiem, że około 16 będę miała godzinę podczas której skupiam się tylko na Kajtku – odkładam telefon, nie myślę o pracy, ale jestem z nim.

Ten czas razem to okazja do wspólnej zabawy, do wyjścia na spacer i biegania w ogrodzie, ale też do angażowania naszego malucha w pierwsze domowe obowiązki. Robimy wtedy porządki, ścieramy kurze, wieszamy i składamy pranie, albo pieczemy jakieś proste ciacho. Wiadomo, że dwulatek na jednej czynności nie skupi na długo uwagi, więc maraton sprzątania to nie jest, ale powoli wprowadzamy w ten sposób Kajtka w świat, w którym nie samymi resorakami człowiek żyje 😉 

Powoli dochodzimy do momentu w którym będziemy mogli coraz mocniej angażować synka w rodzinne planowanie, na razie jednak są to raczej proste decyzje (spacer czy zabawa w ogrodzie, wycieranie kurzy czy składanie prania), a nie rodzinne narady i ustalanie wszystkiego wspólnie. Pierwsze lata z małym dzieckiem na pokładzie są tak szalone, że warto sobie życie upraszczać, a nie utrudniać 🙂 Rutyny, powtarzalność, plan minimum i czasem dryfowanie na wodzie zamiast płynięcie pod prąd, to chwilowo najlepsze, co w tym rodzinnym planowaniu udało nam się wypracować.

Planowanie i organizacja w rodzinie

KLAUDYNA MACIĄG – SZEFOWA DZIAŁU CONTENTU

Jest nas troje. Plus pies. Mąż pracujący 5-6 dni w tygodniu, pięcioletnia córka, która nie wiadomo kiedy wróci do przedszkola oraz ja – pracująca zdalnie prosto z kuchennej wnęki.

Wokół mnie wisi pięć różnych kalendarzy i planerów – i naprawdę każdy ma ogromne znaczenie w kontekście naszego rodzinnego planowania.

Na początek – centrum dowodzenia – suchościeralny planer roczny w rozmiarze A1, który natychmiast rzuca się w oczy, gdy wejdziesz do naszej kuchni. To na nim rozpisujemy najważniejsze wydarzenia – urodziny, rocznice, rodzinne wycieczki, moje konferencje, wyjazdy, występy Zosi i jej zajęcia taneczne oraz wszelkie wydarzenia w stylu wesel i komunii. To pod tę rozpiskę planujemy wszystkie aktywności, z kupowaniem prezentów włącznie.

Planowanie i organizacja w rodzinie

Widok miesiąca mamy w aż dwóch narzędziach – kalendarzu ściennym oraz suchościeralnym planerze miesięcznym w rozmiarze A3. Ten pierwszy już na początku miesiąca zostaje wypełniony po brzegi wydarzeniami z pięciu kategorii: „urodziny i rocznice”, „opłaty”, „#GangPSC”, „moje” i „sport”. Wbrew pozorom, każda z tych kategorii jest ważna dla wszystkich domowników – jeżeli #Gang ma spotkanie, wiadomo, że potrzebuję w domu ciszy; jeżeli Raków gra mecz, wiadomo, że nie wolno planować niczego innego na ten dzień; jeżeli trzeba opłacić prąd, gaz albo Netfliksa, to… wiadomo, że nie można tego przegapić.

Ponieważ kalendarz zostaje zapełniony od razu, potrzebuję także planera miesięcznego, który mogę uzupełniać na bieżąco m.in. o tematy artykułów na bloga, niezaplanowane wcześniej webinary i szkolenia, nagłe wyjazdy itd.

Narzędziem numer cztery, z którego korzystamy, jest suchościeralny planer tygodniowy. O ile swoje własne aktywności mam szczegółowo rozpisane w Planerze Pełnym Czasu, to codzienne plany rodzinne muszą być widoczne dla wszystkich, żeby rzeczywiście były wypełniane. To tam mamy zapisane drobnostki, które wypadają w danym tygodniu – godziny pracy męża, zadania do wykonania, zakupy do zaplanowania, ważne rzeczy do zapamiętania itd. Obok wisi jeszcze suchościeralny plan posiłków, na którym rozpisana jest moja dieta, żebym nie musiała nieustannie zaglądać na Vitalię oraz stale uzupełniana lista zakupów spożywczych. To, że znajduje się ona na lodówce, bardzo dużo ułatwia, bo uzupełniamy ją na bieżąco, gdy tylko zauważymy, że kończy się jakiś produkt. Potem wystarczy zrobić jej zdjęcie i udać się do sklepu. Dla mnie to bardzo miła odmiana po latach irytowania się, że mąż znów zgubił gdzieś karteczkę z listą produktów do kupienia.

To by było na tyle, jeśli chodzi o sprawy dorosłych. Swój świat w temacie planowania ma także nasza córka Zosia.

Ponieważ mamy w domu tylko jednego pasjonata sprzątania – i na pewno nie jestem to ja – bardzo łatwo u nas o spięcia związane z tym tematem. I o ile ja wiem, że po prostu muszę czasem zachować pozory bycia przyzwoitą żoną i przecieram te cholerne blaty w kuchni (oczywiście żartuję, bycie dobrą żoną nie powinno mieć związku z takimi pierdołami), to młoda wprowadzała w każdą sobotę bunt na całej linii. Pewnego dnia postanowiłam podejść ją strategicznie i od tamtej pory traktuje sprzątanie, jak ciekawe wyzwanie.

System jest prosty – na kartce A4 rysuję, co musi zostać sprzątnięte. Lądują więc tutaj takie kategorie, jak „misie”, „klocki” czy „ubrania” oraz dziesięć kolejnych propozycji, które na bieżąco wymyśla Zośka, byle mieć więcej zadań wykonanych 😉 Obok danego symbolu rysuję okienko, w którym zaznaczamy wykonanie zadania. Świetnie sprawdzają się tutaj naklejki emotki z radosnymi symbolami, które młoda wkleja w okienka, gdy tylko wykona dane zadanie. Dostarcza jej to ogromu radości i satysfakcji, a cosobotnie spięcia o sprzątanie zamieniły się w dobrą zabawę.

Nasza pięciolatka posiada także pokaźny zestaw karteczek elektrostatycznych w różnych kolorach, które wykorzystuje m.in. do zapisywania tego, o czym nie możemy zapomnieć (np. „W niedzielę o 17:00 odcinek specjalny Psiego Patrolu”, „Zabrać do babci nowe puzzle” itd.). Dużą zaletą karteczek jest to, że można je przyczepiać do każdej powierzchni i nigdy nie zostawiają one żadnych śladów na meblach, ścianach czy oknach.

Dobra rada: chcesz zająć czymś dziecko na pół dnia? Daj mu zestaw karteczek i poproś o wytapetowanie nimi pokoju albo ułożenie obrazka. Potem nastaw kawę i rozsiądź się z książką w wygodnym miejscu. Przetestowane u wielu osób – i zawsze się sprawdza!

Na koniec chciałabym wspomnieć o jeszcze jednym rozwiązaniu, które nie wiąże się bezpośrednio z planowaniem, ale za to uczy dziecko refleksji nad czasem. Każdego wieczora przed snem zapisujemy w planerze etno, co w tym dniu podobało się Zosi najbardziej. Cudownie jest zbierać takie drobne momenty i widzieć, co dziecku daje radość. Jednego dnia będzie to wycieczka, innego fakt, że tata założył śmieszną maskę, a mama zatańczyła do muzyki z „Grease”, a jeszcze innego fakt, że za oknem od rana świeciło słońce. Chciałabym, aby to wyłapywanie cudownych momentów weszło Zosi w krew i towarzyszyło jej już zawsze, bo to piękne, wzruszające, niesamowicie satysfakcjonujące zjawisko.

Planowanie i organizacja w rodzinie

A jakie są Twoje ulubione nawyki związane z czasem?

Jak planuje Wasza rodzina?

Czy znalazłaś inspirację wśród propozycji gangsterek?