Dzień dobry, w tym tygodniu kończę 40 lat.
Peanów pisać nie będę, ta data mnie ani ziębi, ani grzeje. Nie przeżywam swoich 40 lat, nie martwię się zmarszczkami, nie zastanawiam się, czy wyglądam na tyle, ile mam, czy na tyle, na ile się czuję.
Gdy koleżanka spytała mnie, co zamierzam zrobić z okazji swoich 40. urodzin, bez wahania wypaliłam: „ZROBIĘ 40% ZNIŻKĘ DLA PAŃ SWOJEGO CZASU”, i zobaczyłam w jej oczach zdziwienie. Potem dodała: „Aha, bo mój mąż kupuje sobie ferrari”.

Tak więc całe ogłoszenie brzmi: „Moje drogie, jak wyczyścicie sklep z okazji moich urodzin i zniżki, to ja NIE KUPIĘ SOBIE FERRARI 🙂 🙂 :)”.

40 lat minęło, więc pomyślałam sobie, że będzie śmiesznie, jak na moje 40-lecie usłyszycie o 40 dziwactwach, które Budzyńska ma i sobą prezentuje. Gotowe?

1. Uwielbiam robić zakupy w sklepie spożywczym.

Nie mam w sobie nic z Matki Polki Męczennicy, nie uważam, że robienie zakupów jest moim obowiązkiem, że zrobię je lepiej i szybciej, że znajdę bardziej świeże itp. Wręcz przeciwnie: mój mąż jest tak samo kompetentny w tym obszarze jak ja, a mimo wszystko… uwielbiam robić zakupy spożywcze SAMA. Bez męża, bez dzieci, w świętym spokoju. To dla mnie relaks i odpoczynek.

2. Jednocześnie nie znoszę kupować czegokolwiek w galeriach handlowych.

Butów, ubrań, biżuterii – czegokolwiek! Każda wyprawa do galerii kojarzy mi się z orką na ugorze, hałasem, męczarnią. Bywam w tych miejscach tylko wtedy, gdy naprawdę muszę, a jeśli już jestem, to zapewne w środku tygodnia o godzinie 11.00, kiedy jest tam możliwie najmniej ludzi.
Nienawidzę też chodzić, oglądać i przeglądać ubrań. Lubię wejść, zobaczyć, kupić i mieć z głowy.

3. Słucham chorałów gregoriańskich podczas pracy.

W czasie pracy akceptuję tylko i wyłącznie muzykę bez słów albo muzykę ze słowami, których kompletnie nie rozumiem. Dlatego wszelkie chóry są mile widziane, ale nie wiem czemu najbardziej na świecie uwielbiam te gregoriańskie. Nie pytajcie jakie, bo ja się na tym kompletnie nie znam. Po prostu wrzucam w wyszukiwarkę „chorał” i już. Przy takiej muzyce najlepiej mi się pisze.

4. Uwielbiam się kąpać w super hiper gorącej wodzie.

Ale takiej, że wiecie: normalny człowiek stopy do niej nie włoży. Ta woda jest tak gorąca, że jak usiądę w wannie, to nie mogę się ruszać, bo mnie poparzy. Tak, wiem, to jest niezdrowe. Trudno.

5. Uwielbiam czytać przy jedzeniu.

Dlatego moje książki nie wyglądają zbyt dobrze i dlatego Mister B codziennie chce się ze mną rozwodzić, bo on jest tym gatunkiem kosmity, który najchętniej czytałby w białych rękawiczkach i za szybą. Ja natomiast jem zupę pomidorową nad książką, na którą przy okazji niechcący wylałam kawę i której rogi właśnie zagięłam, żeby zaznaczyć stronę.

6. Kocham podkradać ludziom z talerza i uwielbiam dzielić się jedzeniem.

W ogóle nie ufam ludziom, którzy nie chcą się dzielić jedzeniem! Dzielenie się jedzeniem to najlepsze, co wymyśliła ludzkość! Wiadomo, że najfajniej jest wtedy, gdy w towarzystwie każdy zamawia coś innego, a potem talerze i widelce krążą i następuje totalny miszmasz. Nikt mnie nie przekona, że jest inaczej!

7. Nie żal mi pieniędzy na książki.

I nigdy nie było.
Mam ten cudowny punkt odniesienia, czyli fakt, książki naukowe, w które zaopatruje się mój mąż, potrafią kosztować kilkaset… dolarów. Czym więc są te setki złotych wydane na moje pozycje książkowe? Książki kupuję namiętnie. Nad tym, czy potrzebuję butów, będę myśleć 30 razy, nad ubraniem zastanowię się 10, a nad książką nie spędzę nawet minuty, tylko kupię od razu!

8. Wciąż nie mam żyrandoli i nie przeszkadza mi to.

Nie przeszkadza to nikomu w naszym domu. Myślę, że gołą żarówkę na kablu to chyba mi nawet do grobu włożą.

9. Nie mamy też sofy i również mi to nie przeszkadza.

Sofy są fajne, ale nie w moim mieszkaniu, bo tu zajmowałyby za dużo miejsca. A ja lubię przestrzeń, więc sofy nie mam. A w ogóle nasza rodzina to taka mocno podłogowa jest. Na podłodze sobie leżymy, gramy w planszówki, bawimy się z psem itp. Na co komu sofa?

10. Uwielbiam jeść i pochłaniam olbrzymie ilości jedzenia…

…co zaczyna być od jakiegoś czasu widoczne, no ale cóż – nie można mieć wszystkiego! Pisałam już, że nie ufam ludziom, którzy nie dzielą się jedzeniem. Warto więc tutaj dodać, że ZDECYDOWANIE nie ufam ludziom, którzy nie lubią jeść!

11. Uwielbiam wodę gazowaną.

Wiem, niezdrowa itp. Ten argument nie robi na mnie żadnego wrażenia. Natomiast w pewnym momencie zaczęło być dla mnie idiotyczne płacić za wodę, którą w sumie mam w kranie, i na dodatek produkować tonę plastiku. Przerzuciliśmy się na wodę z kranu, ale kurde nie chce lecieć stamtąd gazowana :). Kupiłam sobie więc urządzenie do gazowania wody i od teraz pijemy kranówę gazowaną :).

12. Gdy na coś lub na kogoś czekam, zawsze spaceruję.

W ogóle nie rozumiem, czemu ludzie stoją, skoro można spacerować. Spaceruję, czekając na autobus, spaceruję, rozmawiając z kimś, i w ogóle zawsze spaceruję :).

13. Gdy byłam nastolatką, dzień w dzień czytałam Szóstą klepkę Małgorzaty Musierowicz.

Ja dosłownie byłam Cesią i czułam się jak Cesia. Jeśli znacie Jeżycjadę i kojarzycie tę postać, to pewnie się dziwicie, ale moje wczesne nastolęctwo to lata niepewności, zahukania i ogromnej ilości kompleksów!

14. Mam niezdrową fascynacją papierem i wszystkim, co piśmiennicze.

Gdybym mogła, zamieszkałabym w sklepie papierniczym.

Z tego właśnie powodu postanowiłam stworzyć swój własny autorski sklep papierniczy. Nazywa się Pani Swojego Czasu (ha, ha).

15. Uwielbiam burzę.

Uwielbiam ten moment przed burzą, gdy wiadomo, że zaraz będzie koniec świata. Uwielbiam, jak walą pioruny, jak sieka deszczem i wieje tak, że głowę urywa!

16. Mogę przez trzy tygodnie z rzędu jeść ciągle to samo na obiad, jeśli mi akurat zasmakuje.

Na śniadanie w sumie też. Kiedyś chyba przez miesiąc dzień w dzień jadłam jajecznicę z pieczarkami.

17. Jak jem bułkę z serem, to muszę mieć do tego słodką herbatę, choć normalnie nie słodzę herbaty.

18. Byłam przekonana, że nie da się pić niesłodkiej kawy, a jednak… bez problemu.

Obecnie słodka kawa jest dla mnie obrzydliwa i nie piję takiej nawet w czasie kosmicznej wyrypy rowerowej (podczas której cukier schodzi tak szybko jak woda).

19. Uwielbiam oglądać filmy i seriale o zombie.

Znam absolutnie wszystkie na ten temat. W momencie gdy zobaczyłam film o zombie z Bradem Pittem w roli głównej, poczułam się rozgrzeszona. Helloł – skoro Brad Pitt może grać w filmie o zombiakach, to ja mogę te filmy oglądać. Ta moja niezdrowa fascynacja jest nieustannym tematem żartów ze strony mojego męża.

20. Uwielbiam różne dziwne odgłosy: odgłos składania prania, liczenia pieniędzy, pakowania się, wertowania kartek w książce.

Te dźwięki działają na mnie kojąco do tego stopnia, że mam ochotę się położyć i zasnąć. Dlatego bardzo trudno pracuje mi się w bibliotece, gdzie ludzie wertują kartki, i dlatego uwielbiam czerwiec i styczeń, bo wtedy mój mąż naukowiec znosi do domu setki arkuszy egzaminów studenckich i je wszystkie sprawdza, a ja słucham szelestu kartek.

21. Nienawidzę rozmów telefonicznych.

Jeśli chodzi o kulturę telefoniczną, to z wielką chęcią przeniosłabym się do czasów telefonów stacjonarnych i to wtedy, gdy jeszcze nie każdy je miał. Oczekiwanie, że odbiorę telefon, bo ktoś akurat dzwoni, jest dla mnie jakimś wielkim nieporozumieniem.

22. W dzieciństwie chciałam być jak Mary Poppins i przez jakiś tydzień udawało mi się układać kapcie równiutko pod łóżkiem.

W sumie to nie wiem, czy Mary Poppins tak robiła, ale wydawało mi się, że tak :).

23. Nienawidzę aparatu i pozowania do zdjęć.

Jednocześnie uwielbiam mieć ładne zdjęcia, więc jestem bardzo niewdzięczną modelką, bo w czasie sesji robię wszystko, żeby już skończyć, i poganiam fotografa, a potem się złoszczę, że nie mam ładnego zdjęcia.

23. Chałwa jest jedynym rodzajem słodyczy, jakiego nie zjem. Ble! Paskudztwo!

24. Uwielbiam zapach apteki i wszystko, co się z nim kojarzy.

W ogóle lubię dziwne zapachy – zapach tytoniu (ale nie dymu papierosowego!), zapach benzyny na stacji paliw.

25. Na ślubie miałam świadka, a nie świadkową.

W sumie to nawet nie byłam pewna, czy tak można, bo nigdy nie słyszałam o tym, żeby panna młoda miała za świadka faceta, i jak zadzwoniłam u Urzędu Stanu Cywilnego, to pani, którą o to zapytałam, również musiała się tego dowiedzieć. Potwierdzam więc wszystkim zainteresowanym, że można.

26. Lody lubię w ilościach „kilku liźnięć”, ewentualnie jako dodatek do espresso.

Wyjadanie lodów z kilogramowego kubełka podczas chandry jest dla mnie stanem obcym (ale już wyjadanie ciastek – nie).

27. Mogę zjeść każdą ilość czipsów paprykowych.

Kiedyś przyjaciółka powiedziała mi, żebym sobie kupiła taką wieeeelką megapakę i jak zjem całą, to się na pewno porzygam z obrzydzenia i więcej czipsów nie ruszę. Uświadomiłam ją, że ja DWIE takie paki bez problemu opędzluję podczas jednego odcinka serialu (z zombiakami, ha, ha).

28. Od wielu lat nie jem mięsa (w sumie to już nie pamiętam od ilu), choć pamiętam jego smak i to, że je uwielbiam!

29. Gdy jestem w domu lub w biurze i dzwoni telefon, od razu chwytam za szczotkę i zamiatam.

Nie mam pojęcia czemu, ale uwielbiam łączyć ze sobą te czynności!

30. Zamiatanie jest jedyną czynnością porządkową, którą lubię i wykonuję regularnie z przyjemnością i uśmiechem na ustach.

Zamiatanie mnie relaksuje i jak chcę się uspokoić albo odstresować, to łapię za szczotkę i biegnę zamiatać korytarz w naszym bloku. Zanim obskoczę sześć pięter, jestem jak nowo narodzona!

31. Uwielbiam gadać o biznesie!

W sumie odkryłam to całkiem niedawno, bo przed PSC tak nie miałam. Teraz, gdy mi się trafi rozmówca równie zainteresowany jak ja, to OMG – cały wieczór mogę gadać o marketingu, strategiach, sprzedaży, lejkach itp.!

32. Dla relaksu rysuję kolorowanki.

Nie jestem w tym dobra, ale co z tego, skoro mnie to relaksuje.
Wystarczy, że moje dzieci mówią: „Mamo, jakie to piękne!”.

33. Piję szatańsko mocną kawę.

Do kawiarki na jedną porcję potrafię wsypać 6–8 łyżeczek.
Nie wiem, czy wiecie, ale kawa pełna czasu to mieszanka kaw, która jest stworzona specjalnie dla mnie i pod mój gust (mówiąc wprost: jest bardzo mocna).

34. Piję hektolitry kawy i kawa pełna czasu z naszej palarni wychodzi do mnie w kilogramowych opakowaniach, bo w takich małych to się nie opłaca.

35. Zasady „zrobione jest lepsze od doskonałego” nie stosuję do projektów graficznych.

Albo mi dupę urywa, albo do druku nie pójdzie :).

36. Cały czas poprawiam ramiączka od stanika i nie chcę iść do brafitterki.

To znaczy byłam kiedyś u dwóch i za każdym razem byłam niezadowolona z tego, co ze mną wyczyniały :).

37. Jak wpadnę na jakiś pomysł, to cała dygoczę.

Od razu chcę go zrealizować. Jestem niezwykle niecierpliwa, gdy przychodzi do wdrażania moich pomysłów, bo chciałabym od razu mieć je wszystkie. Dlatego myślę, że jednym z moich większych osiągnięć jest zaakceptowanie faktu, że PSC musi się rozwijać stopniowo i krok po kroku.

38. „Nagminnie informuję zespół o swoich pomysłach za późno, bo najpierw mówię o nich Paniom Swojego Czasu”.

Domyślacie się, kto to napisał? Zapytałam #gangPSC, czy widzą u mnie jakieś dziwactwa, i punkty 38, 39 i 40 to właśnie ich słowa.

39. Zawsze, zanim o coś zapytasz, to mówisz: „Czy mogę ci zadać pytanie?” i mnie to przeraża, bo to brzmi, jakbyś zaczynała poważną rozmowę, a potem zadajesz zupełnie normalne pytanie.

40. Bardzo dba o swój zespół: na wyjazdach robi megaśniadania i potrafi po tym, jak na odprawie zabrano nam wszystkie masła pistacjowe, kupić zapas w sklepie bezcłowym.