Tworząc kurs „Mama ma czas”, zorientowałam się, że niewiele dzieci ma w swoich pokojach kalendarze wyłącznie do ich dyspozycji. W sumie nie ma się czemu dziwić, bo obecnie w niewielu rodzinach kalendarze papierowe w ogóle wiszą na ścianach. Może w dużym stopniu wynika to z tego, że czas, upływ czasu, a więc także wszelkie kalendarze, niekoniecznie kojarzą nam się dobrze; raczej zapisujemy w nich swoje obowiązki i zadania, które musimy zrobić, dlatego dzieciom chcemy oszczędzić takiego „przymusu” i jak najdłużej chowamy je pod kloszem życia bez list zadań.

Z jednej strony rozumiem takie podejście – jestem ostatnią osobą, która wpychałaby swoje dzieci w harmonogramy szkoły, przedszkola i miliona zajęć dodatkowych.

Mój młodszy syn (zerówka, we wrześniu idzie do szkoły) ma ZERO zajęć dodatkowych. Tak, dobrze przeczytałaś: ZERO!

Nie, nie uważam, że z tego powodu dzieje mu się krzywda. Nie, nie sądzę, że przez to nie znajdzie dobrej pracy i zginie marnie.

Starszy syn chodzi na zajęcia dodatkowe: raz w tygodniu ma angielski i zajęcia taneczne. Zajęcia sam sobie wybrał – odbywają się w jego szkole w czasie, który spędzałby w świetlicy.

Poza tym dbam o to, aby moi synowie w dużym stopniu sami organizowali sobie czas, na przykład (o zgrozo!), biegając samodzielnie po podwórku pod domem (dostałam nawet anonimowy mejl w tej sprawie, w którym poinformowano mnie, jaką straszną matką jestem z tego powodu).

Fakt, że moje dzieci mają kalendarz, nie oznacza, że stały się jego niewolnikami (jak wiele z Was myśli o kalendarzach, planerach i listach zadań). Po prostu wiem, jak bardzo umiejętności postrzegania i rozumienia czasu oraz prowadzenie kalendarza pomagają dzieciom w życiu rodzinnym i w tym, żebyś TY zyskała więcej czasu!

Zainteresowana? To czytaj dalej!

Zacznijmy od początku.

Po co dzieciom kalendarz?

Mam dla Was dwa najważniejsze powody

Po pierwsze – oczywiste – do orientowania się w upływie czasu. W naszym kręgu kulturowym liczymy to godzinami, dniami, tygodniami, miesiącami i latami. Jako dorosłym przyzwyczajonym do tego konceptu naprawdę trudno nam zrozumieć dzieci, które nie pojmują, że tydzień ma 7 dni, a doba 24 h. To wcale nie jest dla nich oczywiste.

Nie jest też oczywiste, dlaczego sobota nie nazywa się „szóstkiem”, skoro mamy czwartek i piątek.

Dla nieco starszych dzieci (które już wiedzą, że tydzień ma siedem dni, i bez problemu potrafią je nazwać) zupełnie nie jest oczywiste, że pierwszy dzień miesiąca nie zawsze jest pierwszym dniem tygodnia, czyli poniedziałkiem, lecz czasem wypada na przykład w czwartek.

Nie jest tak, że roczne dziecko nagle zacznie prowadzić sobie kalendarz. Do pewnego wieku dzieci nie rozumieją pojęć „jutro”, „wczoraj”, „za tydzień” – i nie zrozumieją tego bez względu na liczbę kalendarzy, które powiesisz.

Standardowo tą kwestią zajmują się wychowawcy w szkole, a czasem już w przedszkolu. Gdy mój syn miał bodajże 5 lat, w jego przedszkolu wprowadzono kalendarz. Codziennie pytano dzieci, jaki mamy dzień tygodnia, jaki miesiąc i który dzień.

Później ten temat spada na szkołę. I OK, jasne jest, że dzieci się nauczą, choć to zabawne uczyć się w szkole czegoś, co jest przecież częścią naszego codziennego życia i czego można się nauczyć nie w sformalizowany sposób typu lekcja i temat „Prowadzenie kalendarza”, lecz po prostu korzystając w domu z kalendarza.

Po drugie (i ten powód jest dla mnie bardziej istotny) – dzieci posiadające kalendarz uczą się, że każdy członek rodziny ma w życiu przyjemności, ale także obowiązki i zadania.

Jeśli swoje kalendarze wypełniacie razem (czyli w tym samym czasie Ty i Twoje dzieci planujecie miesiąc), to Twoje dzieci widzą, że Ty i Twój mąż/parter/Twoja partnerka) macie swoje zadania, a dzieci mają swoje. Bo w pewnym wieku dzieciaki nie mają pojęcia, że to, czego nie widzą, jednak istnieje! Nawet jeśli nie widzą Twoich obowiązków, to niech wiedzą, że je masz!

I nagle okazuje się, że ubrania w naszych domach magicznie nie piorą się same, a potem magicznie nie prasują, nie składają w kupkę i nie znajdują drogi do szafek dzieci. Obiady same się nie gotują, gary nie zmywają, a zmywarki nie opróżniają!

Kalendarz pozwoli Twojemu dziecku wdrożyć się w świat planowania, a Tobie trochę odetchnąć.
Oczywiście nie wystarczy, że go zrobicie; będziesz musiała (na początku) przypominać o nim dziecku, bo jak każdy nawyk, tak i ten sam się nie wyrobi.

Jeśli Twoje dziecko zapisze w kalendarzu swoje zadania, nie będziesz musiała za każdym razem przypominać mu o nich; wystarczy, że co kilka dni zerknie w kalendarz.

W jakim wieku zacząć wdrażać dziecko?

Pamiętaj, że porównywanie jest bez sensu! Zawsze powtarzam kobietom, żeby nie porównywały się do innych. Do tego samego zachęcam, jeśli chodzi o nasze dzieci.

Prawda jest taka, że zaczynając wdrażać dziecko w świat kalendarza i planowania, na początkowym etapie i tak bardziej dbasz o wypracowanie własnych nawyków; dziecko zwyczajnie jest za małe, żeby je zrozumieć! Ale to właśnie Twoje mocne i stabilne nawyki są najlepszym sposobem na to, aby Twoje dzieci w przyszłości też je wypracowały.

Kiedy zacząć?

No cóż, dzieci poniżej trzeciego, czwartego roku życia w niewielkim stopniu rozumieją koncepcję czasu. Zapewne milion razy słyszałyście, jak Wasza pociecha mówiła: „Wczoraj pójdę na urodziny”.

Około czwartego roku życia zaczynają rozpoznawać pory dnia, a nieco później – dni tygodnia.

Z tego, co wiem, właśnie w grupach mniej więcej pięciolatków są wprowadzanie w przedszkolach kalendarze, w których dzieci rano, wspólnie z wychowawczynią, określają dzień tygodnia itp.

Dzieci sześcioletnie zaczynają rozumieć koncepcję roku i następujących po sobie pór roku, a wkrótce próbują również ogarniać czas godzinowy.

Siedmiolatki powoli wdrażają się w koncepcję godzin, tygodni, miesięcy, pór roku i wiedzą mniej więcej, co ile trwa.

Wychodzi więc na to, że kalendarz możemy wdrożyć u dzieci cztero- lub pięcioletnich, aczkolwiek znam mamy, które kalendarz tłumaczyły już dwulatkom (oczywiście nie w sposób abstrakcyjny, tylko obrazkowy).

Idealnym wiekiem jest według mnie sześć lat. Sześciolatek wkrótce idzie do szkoły, zmieni mu się rozkład dnia i nagle będzie musiał pamiętać o sprawach, o których do tej pory zupełnie nie musiał myśleć: spakować tornister, odrobić lekcje, zabrać strój do ćwiczeń, nalać wody do bidonu, przypomnieć mamie o występie, na którym ma być przebrany za rybkę (to mój syn jutro), kupić nasiona rzeżuchy i milion innych spraw.

Co ciekawe, ten milion spraw ląduje na głowach… właśnie mam!

Ciągle ktoś mnie pyta, czy pakuję tornister za syna. A ja ciągle odpowiadam: przecież to jego szkoła, jego lekcje i jego odpowiedzialność! Nie, nie pakuję syna do szkoły. I nie, nigdy tego nie robiłam! Poszedł do szkoły jako sześciolatek i od drugiego dnia szkoły (bo pierwszego był tylko apel) pakował się sam.

Owszem, przez pierwsze tygodnie byłam blisko i czuwałam nad tym pakowaniem; pilnowałam, aby odczytywał zajęcia z planu lekcji i sprawdzał, czy wszystko wziął. Zadawałam pytania: „A co z piórnikiem?”, „Co powinno znaleźć się w piórniku?”, jeśli widziałam, że czegoś zapomniał.

W kolejnych tygodniach przypominałam mu, żeby się spakował, a wieczorami pytałam, czy jest spakowany. Czasem podpytywałam, na jaki dzień się spakował, bo okazywało się, że „mu się pomyliło” i spakował się na piątek, choć jutro środa.

Obecnie syn ma checklistę – przygotowanie tornistra jest jednym z jej elementów, więc tylko pytam, czy zrobił wszystkie zadania ze swojej listy.

No dobra, trochę odpłynęłam od tematu.

Kalendarz książkowy czy w formie planszy?

To zależy od wieku dziecka. Jeśli chcesz nauczyć je idei czasu, kalendarza, dni tygodnia itp., zdecydowanie lepsza okaże się plansza, na której wszystko widać z lotu ptaka.

Generalnie kalendarze książkowe są odpowiednie dla dzieci, które obyły się z planowaniem jako takim, no chyba że traktują je jako rodzaj dziennika do zapisywania/rysowania tego, co działo się w ciągu dnia.

Jak zrobić kalendarz z dzieckiem?

1. Wybierz odpowiedni czas.

Pamiętaj, że jeśli planowanie kojarzy Ci się z przykrym obowiązkiem i katorgą, tak samo odbierze je Twoje dziecko.

U nas planowanie to fajna zabawa: wyciągamy kalendarze, mazaki, pisaki, kredki, ołówki i pędzelki i dajemy upust nie tylko planom, lecz także kreatywności. Przy okazji jest to dobry sposób na wspólne spędzanie czasu.

2. Najprostszą wersją jest kartka (piszę o tym na wszelki wypadek, gdyby przyszła Ci do głowy wymówka, że nie wiesz co i jak, nie masz talentu, pieniędzy i inne takie pierdy!).

Wystarczy kartka formatu A4 i już możecie tworzyć kalendarz! Aby ułatwić Wam sprawę, w kursie „Mama ma czas” dostajecie gotowy szablon – już kolorowy, a jednocześnie uniseksowy! Zależało mi na tym, żeby nie dzielić go na „dziewczęcy” i „chłopięcy”, bo nie wierzę w takie podziały! Fajnie, żeby dziecko mogło samo ozdobić kalendarz.

3. Pamiętaj, że to DZIECKO uzupełnia kalendarz! To uwaga do tych mam, które dziwią się, że członkowie rodziny nie biorą za nic odpowiedzialności. Nie robią tego, bo nie muszą, skoro przejmujesz odpowiedzialność.

Zamiast przedstawiać złe wzorce i wyręczać kogoś w pracy, po prostu pokaż w swoim kalendarzu, jak to robić. Oczywiście czterolatkowi możesz wpisywać hasłowo pewne zdarzenia, choć lepiej byłoby, gdyby sam wymyślił symbole i rysunki opisujące pewne wydarzenia.

No i pamiętajcie, że kalendarze nie mają dla przedszkolaków tak praktycznego znaczenia, jakie mają dla dzieci w wieku szkolnym; przedszkolaki zwyczajnie nie mają jeszcze tylu obowiązków, ale tworzenie i rysowanie po pierwsze – przyspieszają naukę koncepcji czasu, a po drugie – wprowadzają nawyk, na którym nam zależy.

kalendarz dla dzieci

4. Uważam, że w nauce pomaga kalendarz bez dat, w którym dziecko samo wpisze daty; potrzebujesz jedynie wzoru. Moje dzieci korzystają w tym celu z rodzinnego kalendarza ściennego.

5. W kalendarzu dziecko wpisuje nazwę miesiąca, a następnie uzupełnia daty. Zwróćcie razem uwagę na to, że jeden dzień miesiąca nie zawsze (a w zasadzie prawie nigdy) nie jest pierwszym dniem tygodnia, czyli poniedziałkiem! Dzieci tego nie wiedzą!

Pokazuj, ile dni ma miesiąc.

Zobacz, mój syn się rozpędził i chciał w maju wpisać 32 dni, no bo w sumie dlaczego nie?

Dzięki samodzielnemu uzupełnianiu dzieci uczą się, ile dni ma miesiąc (będą wiedziały na przykład, że około trzydziestu, nie czternastu).

Niech dzieci wpisują dni takimi mazakami i kolorami, jakimi chcą. Dla młodszych to idealna okazja do ćwiczenia ręki i pisania cyfr. Oczywiście nie chodzi o to, aby cyfry były idealne, więc odpuść, gdy dziecko zrobi błąd lub napisze trójkę w lustrzanym odbiciu (do pewnego wieku to normalne).

Zobacz, u mojego syna pierwsza jedynka jest właśnie w „lustrzanym odbiciu”, ale kolejne już są normalne, bo praktyka czyni mistrza!

kalendarz dla dzieci

6. Żeby utrwalić w dziecku, że korzystania z kalendarza = przyjemność, wpiszcie najpierw przyjemności: wyjścia do kina, wycieczki, wspólnie spędzany czas itp.

Mój młodszy syn wpisał do swojego kalendarza wyłącznie przyjemności, czyli pobyt w Toskanii na początku miesiąca, wyjście do Klockolandu i przyjazd babci Kryni (w zasadzie przyjazd babci ja wpisałam w zaznaczonym przez niego obszarze, bo mnie o to poprosił).

7. Nie wymagaj od dzieci, żeby od razu pamiętały o wszystkim. Najpierw pytaj je o przyjemności i miłe wydarzenia, potem o regularne zadania/obowiązki/zajęcia (u mojego syna jest to basen, na który chodzi w ramach lekcji szkolnych, a który oznacza pakowanie dodatkowego plecaka), a na końcu o to, co jeszcze chciałyby uzupełnić.

Na początkowym etapie działania z kalendarzem sama musisz pamiętać o „wydarzeniach krytycznych” (przedstawienie, na które musisz przygotować strój żonkila), jeśli nie chcesz, aby Cię zaskoczyły trzy minuty przed wyjściem do szkoły („Mamo, zapomniałem ci powiedzieć, ale dzisiaj jest święto wiosny i wszyscy mieli się przebrać za żonkile”).

8. Powieście kalendarz w widocznym miejscu.

Kalendarz będzie zadziała tylko wtedy, gdy będzie widoczny, w przeciwnym wypadku cała zabawa nie ma sensu.

U mojego starszego syna kalendarz wisi nad biurkiem, a u młodszego nad łóżkiem. Od razu Ci podpowiem, że to nie jest dobry pomysł, bo chłopaki mają łóżko piętrowe; dostanie się do kalendarza trwa milion lat świetlnych i staje się niewygodne, gdy trzeba go uzupełnić. Powoli pracujemy nad zmianą miejscówki.

kalendarz dla dzieci

kalendarz dla dzieci

Pamiętajcie, że wprowadzanie kalendarza do życia dziecka powinno być formą zabawy, bo tylko wtedy będzie się dobrze kojarzyło!

Zdaję sobie sprawę, że nie jest to popularne rozwiązanie; w mojej miniankiecie na Instagramie 78% osób odpowiedziało, że ich dzieci kalendarza nie mają. Jeśli masz w tej kwestii pytania lub chciałabyś podzielić się swoim sposobem na wprowadzanie dziecka w świat czasu, daj znać w komentarzu!