Na początek prywata:

Startuję w konkursie Blog Roku. Zamierzam wygrać 🙂

Obecnie na 193 zgłoszone blogi w mojej kategorii mam 4 miejsce (całkiem nieźle prawda?). Ale żeby mieć pewność, że dostanę się do kolejnego etapu muszę być w pierwszej 10 najlepszych blogów. A Ty możesz mi w tym pomóc!

Wyślij sms o treści E11396 na numer 7124

Będzie Cię to kosztować 1,23, ale cały dochód z głosowania idzie na Fundację Dziecięca Fantazja

(i nic się nie martw – jak nie zagłosujesz, to nie zniknę z internetu. Będę dalej robić swoje)

A teraz już artykuł:

Muszę przyznać, że miałam problem z napisaniem artykułu o książkach, które mogłyby Wam pomóc w nieodkładaniu na później, bo – generalnie – mam problem z tematem zdobywania wiedzy.

Wiele moich Klientek to Kobiety, które na wyrywki cytują Briana Tracy’ego czy Davida Allena. Znają na pamięć „Magię sprzątania” Marie Kondo oraz niemal wszystkie dane przytoczone w „Sile nawyku” Charlesa Duhigga. A jednak są moimi Klientkami. Bo co z tego, że dysponują olbrzymią wiedzą, skoro jej nie stosują, i potrzebują kogoś, kto – po pierwsze – pomoże im przełożyć teorię na polskie standardy (nie ukrywajmy – w książkach głównie mamy do czynienia z amerykańskimi zwyczajami), a po drugie – wskaże, jak zastosować ją w praktyce.

Gdy słyszę od moich Klientek:

„Wiesz, przeczytałam twój blog od deski do deski (w tym momencie obejmuje 183 artykuły!), ale, niestety, dalej nic nie zrobiłam”

– mam ochotę mordować! Pierwsze, co radzę takiej Klientce, to: „PRZESTAŃ CZYTAĆ! Blogi, artykuły, książki, porady, newslettery. Odetnij się od całego tego zgiełku i zacznij robić to, co masz robić. Zdobywanie większej ilości wiedzy pomaga tylko wtedy, gdy tej wiedzy nie posiadamy; gdy nie możemy ruszyć z miejsca, bo NIE WIEMY, JAK. Jeśli doskonale wiesz, co masz zrobić, nie musisz przyswajać dodatkowych informacji!”.

Mam nadzieję, że już rozumiecie mój dylemat związany z tematem artykułu. Ostatnio utknęłam w zagadnieniu odkładania na później, przejrzałam więc dostępną literaturę, jednak przedstawienie Wam wniosków to – znowu – tylko dodatkowa porcja wiedzy.

Ponieważ wciąż jestem pytana o to, jakie książki czytałam na urlopie, przygotowałam ich listę (oczywiście nie jest kompletna, bo przeczytałam dużo więcej; nie jest też aktualna, bo część stanowią dosyć stare pozycje, przeczytane wieki temu, jednak łączące się z pytaniem „Jak nie odkładać na później?”).

Uprzedzam, że wybór książek i ich kolejność są przypadkowe – w taki stosik ułożyły się po wzięciu ich z półki.

Brian Tracy, „Zjedz tę żabę”

Absolutna klasyka i pozycja obowiązkowa. Brian Tracy jest światową sławą w tym temacie, a książek o zarządzaniu czasem napisał już pierdyliard. Wszystkie możliwe do kupienia, bo wciąż są wznawiane kolejne wydania (głównie dlatego, że pisze sensownie i ma rację). Jeśli zastosujesz wszystkie punkty wymienione w tej książce, ewidentnie podniesiesz wydajność swojej pracy i zwalczysz skłonność do odwlekania (jak mówi podtytuł książki).

Jednak jest to napisane w taaaaki nuuuudny sposób…! I w tak amerykańskim stylu! „Sukces” to słowo klucz. Użyte w co drugim zdaniu i odmieniane przez wszystkie przypadki w przytaczanych wyrażeniach: „ludzie sukcesu”, „sprzedawcy sukcesu”, „buduj swój sukces”, „sukces jest osiągalny” , „klucz do sukcesu”. Jeśli – tak jak ja – masz alergię na słowo „sukces”, trudno Ci będzie przebrnąć przez tę książkę. Jeśli marzy Ci się sukces na wzór amerykańskiego snu – będziesz nią zachwycona.

Rory Vaden, „Zwlekanie się opłaca”

To mój nowy nabytek. Zresztą – pozycja nowa, bo napisana w 2015 roku.

Na pierwszy rzut oka widać, że redaktor wymyślający tytuł wersji polskiej wiedział, co robi (w wersji angielskiej tytuł brzmi: Procrastination on Purpose i ma nieco inny wydźwięk niż polskie tłumaczenie). Nawet ja dałam się złapać. No bo jak to możliwe, żeby zwlekanie się opłacało? To ja robię kurs online o tym, jak nie zwlekać, a ktoś śmie pisać, że odwlekanie się opłaca?! W 3 sekundy zamówiłam książkę!

W mojej skromnej opinii to bardzo, bardzo dobra pozycja. Podważa znane schematy, zadaje niewygodne pytania i mówi – hura, eureka i jeszcze inne okrzyki radości, ponieważ to samo powtarzam od początku istnienia PSC – że w zarządzaniu czasem nie liczą się tylko i wyłącznie metody i techniki oraz narzędzia, ale także nasze uczucia i emocje!

Tytuł jest, oczywiście, wabikiem, bo książka nie zachęca do tego, żebyś teraz olała wszystko, czym się zajmujesz, i poszła oglądać ulubiony serial, podczas gdy ważne sprawy czekają na Ciebie. Główny przekaz jest taki, by pozwolić sobie na: ignorowanie, czyli eliminowanie pewnych spraw ze swojego życia (ciągle mówię o tym, że sztuka zarządzania czasem nie polega na dowalaniu sobie więcej, ale na eliminowaniu); inwestowanie, czyli automatyzowanie tego, co możesz zautomatyzować wokół siebie (a możesz mnóstwo kwestii, tylko właśnie trzeba sobie dać na to pozwolenie); niedoskonałość (po prostu kocham tego człowieka!), czyli nauczyć się delegowania zadań innym osobom; przerywanie pracy, czyli pracowanie w takich porach, by praca miała sens (zamiast wykonywania określonych czynności dla samego faktu bycia zajętą).

Ostatnim pozwoleniem jest pozwolenie sobie na bycie skupioną. Gdy stoi przed nami zadanie, które musimy i chcemy wykonać, którego nie delegujemy, którego nie odkładamy i które mamy zrobić właśnie teraz, jest to idealny moment, by skupić się i skoncentrować. Skupić, czyli poświęcić tylko i wyłącznie temu zadaniu, i skoncentrować, czyli robić to, co dla istoty tego zadania jest najważniejsze.

Bardzo polecam Ci tę książkę. Jej główną zaletą jest to, że pobudza do myślenia! A to niezwykle istotne!

 

Jeffrey Combs, „Zrób to teraz. Stop odkładaniu spraw na jutro”

Podejrzewam, że podczas czytania tej książki nieźle zniszczyłam sobie szkliwo, bo ciągle zgrzytałam zębami. Książka napisana tak, że można z niej zrobić idealny wykład podczas studiów czy szkolenia stacjonarnego; wiecie – wszystko ładne i piękne, trzymające się kupy; każdy się uśmiechnie i powie, że to super ważne i od jutra zacznie stosować, a potem uczestnicy rozejdą do domów i nikt niczego nie zrobi.

Książka prezentuje typy prokrastynatorów (cóż za obrzydliwe słowo) oraz sposoby radzenia z prokrastynacji przez każdego z nich. Wydaje się fajne, prawda? I faktycznie, niektóre propozycje są całkiem sensowne i pokrywają z tym, czego doświadczam w swojej pracy zawodowej (perfekcjoniści na przykład), część jednak jest dla mnie zupełnie niezrozumiała (np. buntownicy). Oczywiście może być po prostu tak, że nie spotkałam tego rodzaju osób i tyle.

Ciekawe jest to, że przy każdym typie autor szeroko opisuje własne życie, wychodzi więc na to, że absolutnie jest każdym z nich. A to mniej mnie przekonuje. Jeszcze mniej przekonują mnie szczegółowe charakterystyki poszczególnych osób, które nie dość, że według autora zachowują się w konkretny sposób (co w sumie zupełnie normalne, skoro zachowanie obejmuje szereg określonych cech), to jeszcze z reguły ubierają się w konkretny sposób (lubią podobne kolory) i chorują na podobne choroby. Taka generalizacja jest dla mnie zbyt mocno naciągana.

Gwoździem do trumny był fragment, w którym autor przekonuje czytelników, że „co prawda nie ma dzieci”, ale jest w stanie wyobrazić sobie, jak to jest być zajętym, mając dzieci w domu. Jak widzę takie „cuda”, to mnie krew zalewa. Nie trzeba być Cezarem, żeby myśleć jak Cezar, ale gdy bezdzietny facet pisze, że rozumie, co to znaczy być zajętym rodzicem, mam tylko jedną odpowiedź:

„Taaa, jasne!”.

Kerry Gleeson, „Zrób to od razu. Program osobistej efektywności”

Program, który opisuje autor w książce, to PEP (Personal Efficiency Program) – system pracy oparty na idei, by spraw i zadań nie odkładać na później, lecz zajmować się nimi od razu. Zatem ja od razu powiem, że prawdopodobnie masz małą szansę na przebrnięcie przez tę książkę tak po prostu, dla przyjemności; ja przebrnęłam przez nią, opracowując program szkolenia dla korporacji, która chciała dowiedzieć się czegoś więcej na temat funkcjonowania systemu PEP.

Nie twierdzę, że książka jest zła; wręcz przeciwnie – zawiera wiele ciekawych i szczegółowych wskazówek umożliwiających rozwiązanie konkretnych problemów – tak konkretnych, że aż rzadko poruszanych w innych książkach: jak porządkować pliki w komputerze, jak zorganizować szafki w biurze, jak grupować e-maile, jak utrzymywać porządek we wspólnych teczkach itp. Znajdziesz tam nawet rysunki przedstawiające system zawieszonych teczek na dokumenty (gdybyś nie wiedziała, jak wygląda) oraz idealnie zorganizowane biuro (co na blacie, co w szafce, co w szufladzie, co w segregatorze, a co na półce). Informacje bardzo przydatne, ale raczej nie do poczytania dla przyjemności. Zresztą – może to i lepiej? Masz jakiś problem, otwierasz na określonej stronie – i rozwiązanie gotowe.

Neil Fiore, „Nawyk samodyscypliny. Zaprogramuj wewnętrznego stróża”

To kolejna książka, którą przeczytałam wzdłuż i wszerz. Nie znoszę ani tytułu książki, ani jej podtytułu, a najbardziej obrazka na okładce – kija bejsbolowego, będącego jednocześnie marchewką; kojarzą mi się z tym, czego chcę unikać w zarządzaniu sobą w czasie, bo mam wrażenie, że właśnie te elementy odrzucają ludzi od brania spraw w swoje ręce; obawiamy się, że jak już zaczniemy to robić, wiecznie ten kij będzie nad nami wisiał, a my do końca życia będziemy szli przez świat z jarzmem samodyscypliny.

Nie jest to książka, którą połkniesz w jeden wieczór, ale polecam ją tym z Was, które sądzą, że odkładają zadania (lub że inni odkładają) – z lenistwa. I że gdybyście nie były leniwe (czytaj: nie miałybyście defektu charakteru), to nie odkładałybyście. No ale skoro odkładacie, to już tak macie.

Nic bardziej błędnego! Książka wyraźnie pokazuje, że odkładanie bierze się głównie ze strachu, niskiej samooceny i wielkiej obawy przed krytyką. I pokazuje, jak sobie z nimi poradzić.

Nie jest to nowość, ale polecam Wam tę pozycję.

Shaa Wasmund, Richard Newton „Przestań gadać. Zacznij działać. Kopniak w tyłek, w sześciu odsłonach”

Już po tytule jest jasne, że książkę musiałam kupić. Sama na prawo i lewo rozdaję kopniaki w tyłki, więc jak mogłabym nie sprawdzić, jakie kopniaki serwuj autorzy? No i książkę poleca sam Seth Godin!

Książka napisana tak, by dobrze, czyli szybko i bez większego wysiłku można było ją przeczytać. Zawiera obrazki, cytaty z Kubusia Puchatka na całą stronę, wykresy, rysunki, wielkie znaki zapytania, a nawet skorpiony. Sam design powoduje, że masz ochotę ją przeczytać, ale niestety – czytając ją, nie dokonałam jakiegokolwiek odkrycia, którym mogłabym się z Wami podzielić. Jedyne określenie, jakie przychodzi mi do głowy, to „przerost formy nad treścią”.

A jaką Ty ciekawą książkę ostatnio przeczytałaś? Polecisz coś?

Ola  (Pani Swojego Czasu) – to nie fotomontaż – naprawdę tak teraz wyglądam 🙂

Zrob to dziś leadpages