Jak planować? W czym tkwi problem z planowaniem? Myślę, że wielu nieplanującym kobietom wydaje się, że istnieje jakaś jedna najlepsza, uniwersalna i czyniąca cuda metoda planowania. Oczywiście gdy ją poznają, będą mogły góry przenosić.

Ale na razie jej nie poznały, więc próbują raz jednego, raz innego systemu i wciąż są niezadowolone, bo wciąż nie osiągają efektów.

Takie podejście jest trochę spowodowane naszym przyzwyczajaniem się do schematów.

Nie ma co ukrywać: większość schematów jest fajna, bo porządkuje życie. Jak spojrzymy z lotu ptaka, wszędzie zobaczymy schematy. Społeczeństwo, państwo, funkcjonujące miasto, kultura, cywilizacja – to właśnie schematy, dzięki którym porozumiewamy się i jako tako funkcjonujemy ze sobą lub obok siebie.

Często jednak z powodu schematów dusimy się i męczymy. Bo uwierają nas i nie potrafimy – albo nie chcemy – ich zmienić.

planer

Codziennie spotykam kobiety, które tkwią w pewnych schematach. Nawet jeśli czują, że schematy uwierają je i bolą, trudno z nich zrezygnować („kobieta musi umyć okna na święta”, „zadania powinno się robić bardzo dobrze albo wcale”), bo „co ludzie powiedzą”.

W planowaniu również mamy do czynienia ze schematami.

Gdy kobiety decydują się planować, z reguły otrzymują sporo sprzecznych informacji: „planuj krótkoterminowo”, „planuj długoterminowo”, „wypisz swoje cele 10-letnie”, „wypisz 3 priorytety na dziś”, „stwórz mapę celów”, „zrób sobie kolaż”, „planuj wpisy w mediach społecznościowych”, „nie planuj wpisów i bądź spontaniczna”, „planuj tygodniowo”, „planuj miesięcznie”, „planuj kwartalnie”, „niczego nie planuj i bądź szczęśliwa”.

Kto ma rację? Wszyscy? A może nikt nie ma racji?

Ja Wam powiem tak: jako Pani Swojego Czasu mam wiele korporacyjnych doświadczeń. Nie jestem wielką przeciwniczką korpo (choć nigdy bym tam nie wróciła, uważam, że można się w niej niesamowicie dużo nauczyć, szczególnie na początku kariery zawodowej), ale to, co mi zawsze przeszkadzało, to fakt, że w korporacji zwykle możliwy jest tylko jeden schemat działania. I albo się podporządkujesz, albo wylatujesz.
W sumie to też jest dla mnie OK, bo każda firma ma przecież własną kulturę i własny styl działania, a szef ma prawo decydować, jaka ta kultura jest.

Mój #gangPSC też świadomie decydował się na współpracę ze mną. Dziewczyny wiedziały, jak działam, jak się zachowuję, co mówię, więc byłabym mocno zdziwiona, gdyby nagle zaczęły protestować przeciwko temu, że ich szefowej (czyli mnie) zdarza się przeklinać w trakcie spotkań, gdy mocno się wkurzy albo czymś ekscytuje.

Dlatego działanie według jednego, niby uniwersalnego schematu, nie ma sensu – szczególnie w wypadku planowania, organizacji i zarządzania sobą w czasie.

Ktoś, kto uznał, że jeden sposób planowania będzie doskonały dla osób, które mają zupełnie inne sytuacje prywatne i zawodowe, chyba miał zaćmienie umysłu!

Dlatego od pierwszego dnia istnienia PSC zawsze i z uporem maniaka powtarzam:

Weź czas w SWOJE ręce i zarządzaj nim po SWOJEMU.

Oczywiście, że wiele rad, zasad i metod okaże się uniwersalnych, ale i tak musisz je dopasować do siebie.
Na przykład (świetna zresztą) zasada Pomodoro, której oryginalna wersja zakłada, że przez 20 minut pracujemy w pełnym skupieniu, wykonując jedną czynność, a następnie odpoczywamy przez 5 minut. Takie 25 minut to jeden pomidorek. A potem się przechodzimy do następnego.

Zasada prosta, BARDZO skuteczna, a jednak NIE JEST UNIWERSALNA.

Bo znam kobiety, które są tak daleko w lesie ze swoim planowaniem i swoją umiejętnością skupiania się, że skupienie się przez 20 minut jest dla nich jak wejście na Czomolungmę (mam nadzieję, że wiecie, co to za góra), czyli czymś nierealnym. Dlatego zaczną od 10 minut, a potem zrobią przerwę.

Innymi słowami: zasada jedna, ale dopasowana do konkretnej osoby.

Według mnie tak powinno się postępować ze wszelkimi zasadami, które chcemy wdrażać (oczywiście pod warunkiem że to ma sens i sprzyja Twojej efektywności, bo przecież na tym najbardziej nam zależy).

Tak samo jest z planowaniem.

Jestem wielką zwolenniczką planowania po swojemu, czyli takiego planowania, które nam sprzyja, które powoduje, że jesteśmy szczęśliwe, i które przede wszystkim sprawia, że realizujemy to, na czym nam zależy (aby mieć czas na to, na co chcemy mieć czas!).

Gdybym teraz wzięła do ręki kilkanaście planerów i kalendarzy dostępnych na rynku i przyjęła, że muszę planować w zgodzie z nimi, to okazałoby się, że jestem wielką leserką i nieudaczniczką.

No bo przecież:

  • nie rysuję sobie koła życia i nie zaznaczam kolorami obszarów, które powinny być u mnie lepsze, ładniejsze, pełniejsze (może dlatego, że po prostu to wiem);
  • nie tworzę sobie list typu: „100 rzeczy, które chcę zrealizować w swoim życiu”, bo nie czuję takiej potrzeby;
  • nie potrzebuję listy inspirujących cytatów, bo najbardziej inspirują mnie własne dokonania;
  • nie planuję zgodnie z harmonogramem godzinowym, bo harmonogram mojej pracy wyznaczają godziny mierzenia poziomu cukru u mojego syna, na dodatek harmonogramy godzinowe kończą się zwykle o 22.00, kiedy z reguły jestem już w łóżku;
  • nie potrzebuję na papierze spisu kontaktów, numerów telefonów i adresów mejlowych, bo wszystko mam w telefonie zsynchronizowanym z chmurą, oczywiście;
  • nie potrzebuję wypisywać codziennie listy zakupów, telefonów do wykonania i ilości wody, jaką mam wypić, bo te opcje albo są mi zupełnie niepotrzebne, albo monitoruję je inaczej.

Na dodatek gdybym wzięła do ręki takie planery/organizery/kalendarze – zwał, jak zwał – przeznaczone stricte dla przedsiębiorców, i uznałabym, że należy planować zgodnie z nimi, to nie tylko okazałoby się, że tak po ludzku i prywatnie kicha, lecz także biznesłomen ze mnie żadna, bo praktycznie NICZEGO nie robię tak, jak „powinno się robić” zgodnie z tymi planerami.

A przecież mój biznes się rozwija, ja i mój #gangPSC zarabiamy coraz więcej, więc hello, o co tu chodzi…?!

No chyba właśnie o to, żeby z całej masy możliwości WYBRAĆ SOBIE to, co dla nas jest najważniejsze, najprzyjemniejsze, ale też NAJKORZYSTNIEJSZE!

planer

Ostatni wyznacznik jest chyba kluczowy, bo gdy zaczynamy coś nowego, nie zawsze jest lekko, łatwo i przyjemnie (a przecież robimy po to, żeby było efektywnie!).

Dlatego już jakiś czas temu przeszłam na model planowania po swojemu. Sama wybieram, co chcę zaplanować i w jaki sposób. Z nieograniczonych możliwości (bo ogranicza mnie tylko wyobraźnia) wybieram to, co pasuje do mnie i do mojego stylu życia, działania i biznesu.

I właśnie dlatego PLANER PEŁEN CZASU, który stworzyłam w tym roku, odpowiada w 100% na potrzebę planowania po swojemu i decydowania o tym, jakich schematów w swoim planowaniu potrzebujesz, a jakich zupełnie nie.

Planer uzupełniasz samodzielnie. Sama decydujesz, czy wolisz planować bardziej ozdobnie, czy w wersji minimalistycznej (jak ja). Wyjątkiem są szablony kalendarzy miesięcznych – przyznaję szczerze i bez bicia, że chciałam je mieć (bo planuję miesięcznie), ale zwyczajnie nie chciałoby mi się ich rysować.

Ten artykuł jest pierwszym z cyklu artykułów, w których pokażę Wam, jak można samodzielnie zaplanować dzień, tydzień, miesiąc, rok, rozpisać projekt, dbać o nawyki itp. Dowiecie się, jak to wygląda od strony praktycznej.

Jeśli macie szczególne zapotrzebowanie na konkretny temat w ramach cyklu, z chęcią przyjmę zamówienia. Wpisujcie je, proszę, w komentarzach pod wpisem.

Jeszcze przypomnę, że trwa przedsprzedaż mojego planera – w ciągu 3 dni przedsprzedaży zamówiłyście już 1179 sztuk!

Planer w skrócie to:

Format B5
Ilość stron: 256
Sztywna okładka w kolorze różowym lub grafitowym
Autorska, barwna grafika na wewnętrznej stronie okładki
Doskonałej jakości gładki papier
W 100% polska produkcja

W planerze znajdziesz:

  • stronę tytułową z miejscem na swoje dane
  • spis treści, który tworzysz sama, by łatwo odnaleźć plany/notatki zapisane w planerze
  • 12 kart z miesięcznym kalendarzem – możesz zacząć planować od kiedy tylko chcesz
  • część notesową – kartki w szare kropki, które możesz zapełnić swoimi planami

Dodatkowo planer posiada:

  • trzy kolorowe wstążki, którymi zaznaczysz ważne dla siebie strony
  • przezroczystą kieszonkę na tylnej wewnętrznej okładce
  • gumkę na długopis
  • gumkę zamykającą całość

Do każdego planera otrzymasz:

  • ebook ze sprawdzonymi sposobami planowania Oli (Pani Swojego Czasu) i Kasi (WorQshop), czyli niezbędnik dla tych z Was które lubią planować minimalistycznie i tych, które lubią robić to w sposób kreatywny

planer