Dawno, dawno temu byłam ciągle pytana o to, jak wygląda mój przeciętny dzień. Kiedyś nawet o tym napisałam (możecie zobaczyć to TUTAJ) i gdy ostatnio przeczytałam ten wpis, to stwierdziłam, że… nic w nim już nie jest aktualne. Z rozrzewnieniem wspominam czasy, gdy codziennie wstawałam o 7.30, bo dzisiaj o 7.30 to ja już wychodzę do pracy :).
Ostatnio mam różne przemyślenia na temat tego, jak bardzo zmienił się charakter mojej pracy. Jak inna jest obecnie praca Pani Swojego Czasu od tej, którą wykonywałam 5 lat temu. I pomyślałam sobie, że pokażę Wam, jak wygląda moja praca od zaplecza, a jednocześnie jak ją sobie organizuję w poszczególnych dniach i godzinach; z jakich narzędzi korzystam, jak to robię i co to ma na celu.
Wszystkie te uwagi będę wplatać w swój plan tygodnia, który zobaczycie poniżej. Nie jest to przykładowy, typowy tydzień – to jest realny tydzień, złożony z realnych działań, jakie miałam w dniach 16-22 września.

PONIEDZIAŁEK

6.45 – pobudka.
Zawsze wstaję w okolicach 6.30–6.45. Mam ten luksus, że z psem rano wychodzi Mister B. i on mu też daje jeść. Jeśli wstanie wcześniej, szykuje śniadanie dla dzieci. Jeśli nie, robię to ja, przygotowując też śniadanie dla siebie, w czasie gdy Mister B. spaceruje z psem.

7.30 – dzieci z reguły o tej porze wychodzą do szkoły, a ja zaliczam spacer do biura.

Do biura chodzę zawsze na piechotę albo jeżdżę hulajnogą (nie elektryczną). Zajmuje mi to około pół godziny (hulajnogą krócej). Od jakiegoś czasu w zasadzie całą długość tego spaceru poświęcam na Instagram – czytam wiadomości, komentarze, odpowiadam itp. W ciągu tygodnia takich interakcji są tysiące i zajmuje to naprawdę kosmiczną ilość czasu.
Jeśli mnie kiedyś widziałaś idącą do biura, to zapewne pomyślałaś sobie, że jestem wariatką, która nie potrafi się odkleić od telefonu. Ale to nie tak. Ja po prostu nie chcę zostawić mojej społeczności na lodzie, a to obecnie jest jedyny moment, kiedy mogę się nią zająć.
Kiedyś miałam w ciągu dnia przeznaczony na to blok pracy, ale w chwili obecnej musiałam go przenieść na czas dojścia do biura i powrotu, jeśli chcę robić to, co robię w czasie pracy, a jednocześnie nie zaniedbać moich czytelniczek w mediach społecznościowych.

Jeśli się zastanawiasz, czy zwiększyła mi się ilość obowiązków, odkąd założyłam PSC, to owszem. Czteromilionowe obroty nie robią się same.

  • Zapowiadam #kawęzbudzyńską na Instastory.
  • Przygotowuję się do #kwadransuzbudzyńską. To mój cotygodniowy live w Klubie Pań Swojego Czasu, podczas którego odpowiadam na zadane w poprzednim tygodniu pytania. Przeglądam je, robię sobie notatki i szykuję odpowiedzi.
  • Sprawdzam, jaki jest plan na #kawęzbudzyńską. Nasza menedżerka projektów zawsze przed #kawą szykuje mi ściągę, o czym powinnam powiedzieć (co mamy w planach, co kiedy będzie itp.). Wiem, że to może brzmieć śmiesznie, że ktoś mi musi o tym przypominać, ale przy takiej liczbie projektów, jaką mamy, to bardzo usprawnia pracę.

9.30 – #kwadranszbudzyńską (cotygodniowy live dla grupy Fb Klubu PSC).

10.00 – #kawazbudzyńską.

  • 1h pisania #kursoksiążki o planowaniu i celach.

Informuję #gangPSC, że siadam do pisania #kursoksiążki, zamykam wszystkie możliwe kanały dostępu do siebie, włączam timer i zaczynam pisać. Pomaga mi w tym aplikacja Focus Keeper, która działa na zasadzie techniki Pomodoro: ustalam, jak długi ma być okres pisania i ile ma trwać przerwa i aplikacja „dzwoni”, gdy przychodzi czas na jedno albo drugie.

Pozostałe działania jakie realizowałam tego dnia:

  • Przedstawienie zasad działania grupy Fb w Klubie Pań Swojego Czasu – post z opisaniem tego, czym się będziemy w grupie zajmować i jakie mamy pomysły na jej funkcjonowanie.
  • Stworzenie kalendarza publikacji na październik dla freaków bujo i planowania.
  • Ułożenie harmonogramu, w którym każda z #freaków ma mniej więcej taką samą liczbę publikacji, a dodatkowo na blogu pojawiają się one na zmianę (raz #FreakBujo, a raz #FreakPlanowania).
  • Spisanie celów uczestniczek mastermindu.

W tym tygodniu zaczęłam prowadzić mój mentorski mastermind dla czterech przedsiębiorczych kobiet (OSA Osobista Stylistka, Marzena Kreatywne Wrota, Paulina One Little Smile i Monika Dr Lifestyle). Dziewczyny miały za zadanie określić swoje cele na ten mastermind, więc przygotowałam sobie przestrzeń tylko na to (segregator A4 PSC) i każdą uczestniczkę dokładnie „opisałam” i zresearchowałam (sprawdziłam bloga, wpisy, media społecznościowe, InstaStory, aktywność, co robią, jak działają, jak często, jak publikują, na czym się skupiają, co pokazują, a czego w ogóle nie).

  • Ustalenie ostatnich kwestii technicznych związanych z mastermindem – co, jak, gdzie i kiedy. To niby drobiazgi, ale ważne w kontekście regularnych spotkań, które mają przebiegać bez zarzutu.
  • Mail w sprawie współpracy z menadżerem przy Przestrzeni PSC.

Przestrzeń PSC to ogromne przedsięwzięcie. Sam remont i wyposażenie to kwota, która prawdopodobnie dojdzie do miliona. Zastanawiam się nad tym, czy nie podjąć współpracy z kilkoma mocnymi i fajnymi markami, które miałyby swój udział w jej powstaniu. Bo wiecie, choćby taka Biblioteka w Przestrzeni Pełnej Czasu. Bardzo dużo książek już mamy, kilka wydawnictw już oferuje swoje wsparcie, Wydawnictwo Bez Maski już nam wysłało swoje książki, ale kto wie, czy nie znajdzie się więcej. Ja jednak nie mam czasu na pisanie, kontaktowanie się, sprawdzanie i tworzenie ofert. Szukałam więc osoby, która się tym zajmie w moim imieniu, i jestem w trakcie ustalania warunków naszej współpracy.

  • Zakup biletów do Warszawy na event Julity.
  • Przygotowania do webinaru dla Klubowiczek PSC.
  • Inbox zero w ramach odwlekania przygotowania się do webinaru :). Czyli mówiąc wprost, jak mi się nie chce pracować nad webinarem, to przerzucam się na czytanie maili i ich zamykanie. Zapał do tego szybko mi przechodzi (nie lubię maili) i wtedy z chęcią wracam do przygotowań do webinaru.
  • Akceptacja przekładek do segregatorów z kolekcji Glamour – są piękne!!!

  • Rozliczenie afiliacji kursu Marcina.

Afiliowałam kurs Marcina Hinza – Twój Pierwszy Podcast – i musiałam zaakceptować rozliczenie.

15.30 – powrót do domu, odpisywanie na wiadomości i komentarze na Instagramie.

15.00–15.30 to moja stała godzina powrotu do domu. Czasem trochę wcześniej, czasem trochę później. Znów odpisuję na komentarze i wiadomości w mediach społecznościowych, które się zebrały podczas całego dnia pracy.

WTOREK

6.45 – pobudka.

  • spacer do biura – sprawdzanie powiadomień na Instagramie i Facebooku.
  • 1h pisania kursoksiążki o planowaniu i celach.
  • przygotowania do webinaru dla Klubowiczek PSC.

Kolejny dzień. Przygotowania u mnie są zawsze rozłożone na 3 dni. Pierwszy to burza mózgu, drugi to zbieranie wszystkiego do kupy i tworzenie struktury, trzeci to ćwiczenie i przygotowania do webinaru.

  • Wstępne decyzje w sprawie przygotowania planera dla podróżniczek – Podróżnika.

Będziemy tworzyć planer podróżniczy we współpracy z jedną z moich ulubionych blogerek podróżniczych. Współpraca – nie ukrywam – nie jest łatwa. Ona ciągle podróżuje, a ja ciągle realizuję jakieś projekty. Ale powoli idziemy do przodu.

Aaaa, jak ja nienawidzę tego robić! Dziewczyny mnie ścigają, bo bez tego produkt nie wejdzie do sklepu, ale serdecznie nienawidzę tej tabelki.
Mamy tabelkę, w której są wszystkie nasze produkty opisane pod kątem kosztów produkcji, kosztów sprzedaży netto i brutto, kosztów dostawy, zysku netto na danym produkcie, i wyliczamy, jaka będzie marża z jakiej ceny brutto. Jeśli jest za niska, produkt nie wejdzie do sprzedaży (bo nie opłaca się nam go sprzedawać).

  • Zakupienie biletów lotniczych dla #ganguPSC do Izraela.

W dniach 26 listopada–3 grudnia #gangPSC leci do Izraela świętować podsumowanie roku, ale też pracować. Praca i świętowanie 2 w 1 wychodzi nam całkiem dobrze. Mamy wynajęty ogromniasty apartament w Starej Jaffie (dzielnica arabska w Tel Awiwie) i spędzimy tam siedem cudnych dni.

Od razu uprzedzę pytania, bo wiem, że Was to interesuje. To wyjazd firmowy. Żadna członkini #ganguPSC nic za niego nie płaci (przelot, pobyt i wyżywienie są po mojej – firmowej – stronie). Czasem dziewczyny kupują wino. No i za żarcie dla kotów płacą same, bo mamy w zespole megakociary, które, gdyby mogły, to ratowałyby wszystkie koty świata. Za ich jedzenie płacą z własnej kieszeni.

  • Wysłanie umowy wynajęcia lokalu na Przestrzeń PSC do prawnika.

Gdybym wiedziała, gdy to pisałam, że to dopiero pierwsza z miliona wersji tej umowy!

  • Zaplanowanie prywatnego projektu-niespodzianki.

Nic więcej zdradzić nie mogę, bo osoba, której to dotyczy, się domyśli, ale muszę to napisać tutaj, bo to zadanie bardzo czasochłonne.

  • Informacja na Instagramie o 40% zniżce w tygodniu urodzinowym.

Pierwsza z wielu informacji o tym, że z okazji moich 40. urodzin w sklepie zapanował szał i obniżyłyśmy ceny o 40% na wszystkie artykuły elektroniczne.

  • Pierwsze czytanie umowy wynajmu – po konsultacjach z prawnikiem.

Podpisanie wszelkich umów i faktur korygujących i przekazanie ich Sarze (Boszsz, pobłogosław Sarę!). Serio, ja dziękuję za każdy dzień, w którym ta kobieta jest z nami! Jestem super mega hiper zadowolona z jej zatrudnienia! Sara jest pracowita, dokładna, rzetelna, skrupulatna, lubi porządek, nasze dokumenty teraz wyglądają jak spod linijki, a przy tym… jest wesoła, ma poczucie humoru, lubi się śmiać i gadać tak jak my wszystkie w #ganguPSC.

  • Inbox zero – nie zawsze się udaje, ale akurat dzisiaj poszło. Przyznaję, że są dni, kiedy nawet nie zaglądam do skrzynki mailowej. Oczywiście mogę tak zrobić tylko dlatego, że mamy Natalię – Boginię Cierpliwości, która nad tym panuje.
  • Akceptacja wpisu #freakabujo: przeczytać, sprawdzić, czy jest OK, czy nie potrzeba poprawek, i zaakceptować zdjęcia.

15.30 – powrót do domu – odpowiadanie na wiadomości i komentarze na Instagramie.

Uff.

ŚRODA

6.45 – pobudka.

  • spacer do biura – sprawdzanie powiadomień na Instagramie i Facebooku.
  • 1h pisania kursoksiążki o planowaniu i celach.

10.00–11.30 – mastermind biznesowy prowadzony przeze mnie.
Aaale mam cudne dziewczyny w mastermindzie! Wszystkie prowadzą biznes i wszystkie chcą go udoskonalić! Są pracowite, aktywne, otwarte i chłoną jak gąbka. Każda jest inna, każda robi coś innego i każda robi coś fajnego dla ludzi!

  • Drugie czytanie umowy wynajmu – jak bum cyk, cyk nie pamiętam, po co czytałam to po raz drugi. Może nic nie zrozumiałam za pierwszym razem?
  • #biznesowaśroda w grupie Klubowiczek Klubu PSC.

Środa to dzień, w którym dziewczyny mogą poruszać tematy biznesowe w naszym Klubie PSC (choć nie został on do tego stworzony, ale bardzo o to prosiły, więc mają). Staram się uczestniczyć w tych rozmowach i jeśli tylko mogę, to odpowiadam (bo wiecie! Ja też nie wszystko o biznesie wiem).

  • Poszukiwanie menadżera do przestrzeni PSC do współpracy z markami.

Kolejny etap. Pierwsza osoba okazała się niewypałem i pracuje zupełnie nie tak, jak ja sobie wyobrażam pracę menadżera (być może mój #gangPSC mnie rozpieścił), więc szukam dalej.

  • Zatwierdzenie kalendarza publikacji jednej z ambasadorek PSC.

Projekt #ambasadorkaPSC polega na tym, że ja – marka PSC – nawiązałam współpracę z blogerkami, w ramach której one pokazują, w jaki sposób można fajnie działać i planować w moich produktach.
To nie to samo co #FreakBujo i #FreakPlanowania. #Freaki piszą u mnie na blogu. Blogerki piszą u siebie.

Te blogerki to: Kasia z worQshop, Kasia z zwierz popkulturalny, Ania z Nieprefekcyjna Mama i Asia z Matka Tylko Jedna.

To typowa współpraca na zasadzie marka–bloger, ale według mnie na nietypowych warunkach. Gdy szukałam odpowiednich blogerek, miałam bowiem następujące wymagania i oczekiwania:

  • musi to być ktoś, kogo znam i lubię,
  • musi to być osoba, dla której planowanie i organizacja to naturalne tematy,
  • musi to być ktoś, kto już sam z siebie wcześniej korzystał z moich produktów (czyli sam sobie je kupił) i mówił o nich publicznie (nawet gdy mu za to nie płaciłam),
  • blog takiej osoby nie mógł być słupem reklamowym, na którym każdy artykuł to artykuł sponsorowany.

Dodatkowym moim warunkiem, na który dziewczyny musiały się BEZWZGLĘDNIE zgodzić, była konieczność oznaczania KAŻDEGO postu, każdego artykułu i każdego InstaStory informacją, że powstał on we współpracy z PSC. Uważam, że nieoznaczanie treści, które powstały za pieniądze, jako sponsorowanych jest wprowadzaniem ludzi w błąd i jest to dla mnie rodzaj oszustwa.
Ja nie mam problemu z tym, że płacę tym dziewczynom za megarzetelną i porządną robotę, na którą się z nimi umówiłam. Tak jak wspomniałam wcześniej: wiedziałam, że są to dziewczyny, które kupują moje produkty i które informowały o nich swoją społeczność także wtedy, gdy im za to nie płaciłam, więc byłam pewna, że to będzie dobra współpraca.
Co do dalszych warunków, to powiem Wam, że mam fioła na punkcie tego, by jako pracodawca współpracować i traktować ludzi tak, jak sama chciałabym być traktowana.
Nie wiem, czy wiecie, ale w blogerskim świecie plagą są nieterminowe płatności. Nie jest niczym dziwnym, a wręcz powiedziałabym, że to zupełnie normalne, że blogerzy dostają swoje wynagrodzenie od marek czy agencji z tygodniowym, miesięcznym, kwartalnym, a nawet półrocznym opóźnieniem!

Oczywiście blogerzy Wam tego nie powiedzą i narzekać na to nie będą i wcale im się nie dziwię! Nikt nie podcina gałęzi, na której siedzi. Jeśli zaczniesz narzekać na Agencję X albo Markę Y, to masz jak w banku, że więcej się do Ciebie nie zgłoszą. Teraz płacą z półrocznym opóźnieniem, ale przynajmniej płacą, a gdy im podpadniesz, to przestaniesz otrzymywać zlecenia w ogóle!

Dla mnie jest to sytuacja nie do wyobrażenia.
Ja z moimi ambasadorkami jestem umówiona na:

  1. półroczną współpracę,
  2. miesięczne stałe wynagrodzenie w zamian za określone działania z ich strony,
  3. regularne dostarczanie informacji o statystykach, wyświetleniach ich stron itp.,
  4. siedmiodniowy termin płatności ze strony PSC.

  • Akceptacja grafik urodzinowych na zniżkę – 40%.
  • Akceptacja filmu o miniplanerach. Jak pewnie zauważyłyście, od jakiegoś czasu mamy superwypasione filmy produktowe. Sikamy w majtki z zachwytu nad nimi.

  • Akceptacja newslettera do Klubowiczek.
  • Akceptacja ceny produkcji kalendarza na 2020 w kolekcji Glamour.

15.30 – powrót do domu – odpisywanie na wiadomości i komentarze na Instagramie.

20.00 – powrót do biura (webinar).

21.00 – webinar dla Klubowiczek Klubu PSC.
22.40 – powrót do domu.
PS Kiedyś robiłam webinary z domu. Było to wygodne, bo nie musiałam później nigdzie wracać tylko od razu szłam do wanny. Jednak od jakiegoś już czasu bardzo rozgraniczam życie prywatne i zawodowe do tego stopnia, że na webinary również idę do biura. Ja mam większą swobodę (w domu już nie mam swojego gabinetu i musiałabym robić webinar w rowerowni męża), a mój mąż nie musi się przejmować, że ktoś mu się wydziera za ścianą.

CZWARTEK

6.45 – pobudka.

9.00 – spotkanie z Asią.

Co tydzień w czwartek mam indywidualne spotkania z moją menadżerką projektów – Joanną.
Asia z kolei co tydzień – w środy – odbywa indywidualne spotkania z każdą członkinią #ganguPSC – sprawdza, na jakim etapie są zadania, co trzeba zrobić, co zaplanować, gdzie są jakieś problemy, co można świętować, przyjmuje od członkiń gangu pomysły, udoskonalenia itp.
Te spotkania odbywają się od czasu zatrudnienia Sary (maj 2019). Po prostu zrobiło się nas tak dużo, że omawianie zadań każdej osoby na spotkaniu całego zespołu przestało być efektywne i zaczęło zabierać za dużo czasu. Musiałyśmy to rozdzielić.

9.30 – spotkanie z #gangiemPSC.

Co czwartek mamy też spotkania całego zespołu i bardzo je lubimy. Są one poświęcone temu, co się dzieje u PSC w kontekście projektów: co robimy, co planujemy, co kończymy, co świętujemy. Tu rozmawiamy dosyć ogólnie o tym, kto jest na jakim etapie, ale nie omawiamy konkretnych zadań. To jest też czas na wszelkie burze mózgów i śmianie się z szefowej, że znowu przyszła na spotkanie w piżamie.

11.00 – spotkanie z zarządem spółki – właścicielem lokalu, który chcę wynająć na Przestrzeń PSC.

A jednak musiałam wyskoczyć z tej piżamy i pójść na to spotkanie. W sumie nie musiałam – zarząd siedział w dużych wełnianych swetrach i do pracy przyjechał rowerem – składakiem (stał w kącie).

13.00 – powrót do domu.

Rozmowa z Asią i doprecyzowanie wizji wkładów do segregatora. To nasz projekt, który ciągnie się zdecydowanie za długo, a to dlatego, że nie było na niego pomysłu. Ale teraz już jest, więc zaraz ruszamy z kopyta.

  • Dokończenie artykułu urodzinowego na bloga.
  • Dopisanie wstępu do artykułu #freakaPlanowania na bloga.
  • Zatwierdzenie kalendarza publikacji kolejnej ambasadorki PSC.
  • Zakupienie kursów o Pintereście.
  • Pierwsze podejście do szukania projektanta produktu PSC.

Koniec końców odeszłyśmy od tego pomysłu, bo włączyłyśmy do #ganguPSC Weronikę z Mavelo i to ona będzie pełnić tę funkcję.
W #ganguPSC staramy się specjalizować i oddawać każdej gangsterce nie tylko konkretne zadania, ale raczej obszar, za który jest odpowiedzialna. Jesteśmy już na tyle dużą organizacją, że nie możemy (ja albo Asia) kontrolować wszystkiego. To dlatego mamy Anię, która opiekuje się działem technicznym i jest odpowiedzialna za to, co się tam dzieje i co jest tam inicjowane. Tak samo teraz będzie miała Weronika – dział graficzny to jej broszka i odpowiedzialność. Nie jest już tylko freelancerką, która wykonuje zlecone jej zadania, ale jej zadaniem jest tworzyć te zadania i projekty, wymyślać i uzgadniać z nami, a następnie dbać o to, by były realizowane (jej rękami oraz rękami kilku innych graficzek, z którymi współpracujemy).

  • Akceptacja grafik do grupy Fb Klubu PSC.
  • Sprawdzenie kart pracy do webinaru klubowego pod kątem merytorycznym.

Wszystkie nasze webinary mają karty pracy robione przez Sylwię z LazyKiwi i zawsze sprawdzamy, czy są przygotowane poprawnie merytorycznie.

  • Przygotowanie rodzajów danych potrzebnych do monitorowania dla ambasadorek PSC.
  • Udostępnienie Sarze tablic na Pintereście.

Zaczynam działać także z tym medium, choć idzie powoli (ale jednocześnie – piszę te słowa, kończąc ten artykuł – ostatnio znacznie przyspieszyło).

  • Uzgodnienie szczegółów w sprawie warsztatów dla #ganguPSC w październiku.

W dniach 9–11 października cały #gangPSC zjeżdża fizycznie do Krakowa. 10 października mamy nasze wewnętrzne spotkanie na żywo, podczas którego robimy burzę mózgów związaną z przyszłością PSC i kierunkami, jakie obieramy. 11 października weźmiemy natomiast udział w warsztatach organizowanych dla nas przez zewnętrzną firmę i będziemy udoskonalać nasz sklep online, który wymaga dużo pracy, bo daleko mu do najlepszego sklepu online. A to jest nasz cel.

  • Zaakceptowanie artykułu #freakaBujo „Mini słownik Bullet Journalu”.
  • Zaakceptowanie spisu treści webinaru do wrzucenia na platformę Klubu PSC.
  • Na platformie Klubu PSC Klubowiczki mają wiele ułatwień, na przykład każdy webinar ma spis treści. Dzięki temu mogą sobie dokładnie sprawdzić, jaka jest zawartość danego webinaru, zanim go w ogóle obejrzą :).
  • 1h pisania kursoksiążki o planowaniu i celach.

Tym razem pisałam pod koniec dnia pracy.

PIĄTEK

6.45 – pobudka

  • spacer do biura – sprawdzanie powiadomień na Instagramie i Facebooku.
  • Przejrzenie próbek i wzorów piórników. Kiedy ogłosiłyśmy, że szukamy polskiego producenta piórników, zgłosiło się do nas bardzo dużo fajnych osób i zadeklarowało wysłanie próbek. Trzeba więc było przejrzeć kilkadziesiąt ofert. I tu znów dziękuję za Sarę. Ja przeglądam, dotykam, mówię swoje uwagi, a Sara wszystko notuje, systematyzuje i układa w odpowiednich tabelkach, żeby potem wiedzieć, z kim się ma ponownie skontaktować, co pisać i o co prosić.
  • Decyzja o wyborze cienkopisów do sklepu PSC.

Postanowiłam, że oprócz tych artykułów piśmienniczych, które obecnie mamy w sklepie, do sprzedaży wejdą także moje ulubione cienkopisy, których używam do rysowanek i kolorowanek.

  • Zapoznanie się z pytaniami na #kwadranszbudzyńską (Klub PSC).
  • W piątek na grupie Fb Klubu PSC Klubowiczki mają okazję zadać mi pytania. Sprawdzam je na bieżąco, bo na niektóre odpowiadam od razu, nie czekając na poniedziałek.
  • 3h pisania kursoksiążki o planowaniu i celach.

W tym tygodniu zaczął się okres, kiedy godzina pisania książki dziennie przestała wystarczać i trzeba było zacząć poświęcać na to dłuższe odcinki czasu.

  • Kontakt z ubezpieczycielem w sprawie ubezpieczenia Przestrzeni PSC.

Przestrzeń Pełna Czasu musi być ubezpieczona i to na niemałą kwotę, więc to i owo trzeba z agentem ustalić.

  • Kontakt w sprawie negocjacji (Przestrzeń PSC).

Ciągną się, ciągną i ciągną. Pisałam ten artykuł dwa tygodnie temu, piszę dzisiaj i negocjacje dalej się ciągną.

15.30 – powrót do domu – odpowiadanie na wiadomości i komentarze na Instagramie.

SOBOTA

7.30 – pobudka i spacer z psem (w ciągu tygodnia z psem rano wychodzi Mister B.)

10.00 – spacer do biura – sprawdzanie powiadomień z weekendu na Instagramie.
Żeby było jasne: normalnie nie pracuję w weekend i nie chodzę w weekend do biura :). Ale pisanie książek wszystko zmienia i stawia do góry nogami. Potrzebuję się zamknąć i pisać do oporu.

11.00 – pisanie #kursoksiążki o planowaniu i celach w systemie 30:10.
System 30:10 oznacza 30 minut pisania, a potem 10 minut „pierdzenia w stołek”, czyli robienia wszystkiego poza pisaniem, na co akurat mam ochotę. I tak do oporu – jak długo dam radę. Albo do momentu, gdy Mister B. napisze, że muszę już wracać, bo zwariuje z dziećmi :).

  • Dokończenie tego artykułu, który właśnie czytasz.

Tak naprawdę to go nie dokończyłam, bo w międzyczasie zmieniła mi się koncepcja i z prostej listy czynności i zadań, które wykonuję w danym tygodniu, wyszła mi jakaś cholerna kobyła, którą kończę później.

16.00 – powrót do domu – odpisywanie na wiadomości i komentarze na Instagramie.
Normalnie w weekend się wyłączam i zupełnie mnie nie ma w mediach społecznościowych. Ale jak mam weekend pracujący, to także i od tego robię wyjątek.

Tydzień Pani Swojego Czasu

NIEDZIELA

Pobudka – oby nie wcześniej niż przed 7.30.
Jeśli ktoś chce mnie obudzić wcześniej, to gryzę i morduję.

  • Pisanie #kursoksiążki o planowaniu i celach – tym razem udało się w domu. Dzieci wygoniliśmy na dwór.
  • Planowanie kolejnego tygodnia – zawsze to robię w niedzielę.

Do planowania na co dzień używam Planera Pełnego Czasu oraz Asany. Ta kombinacja jest dla mnie idealna! Najpierw patrzę w planer, jak wygląda ten tydzień z lotu ptaka, bo pewne rzeczy mam zaplanowane na miesiąc do przodu (np. kalendarz publikacji freaków planowania i bujo na blogu oraz działania ambasadorek, a także jakieś spotkania, o których wiem z dużym wyprzedzeniem. Dodatkowo wszystkie mastermindy, #kawyzbudzyńską, #kwadransezbudzyńską, spotkania z #gangiem i z Asią mam już wpisane na sztywno do planera). Potem patrzę w Asanę i sprawdzam, co nas czeka. Przypomnę tylko, że wszystko, co dotyczy PSC, jest na 100% zawarte w Asanie.
Najpierw przeglądam moje zadania (filtruję wszystkie zadania w #gangPSC pod swoją osobę) i rozpisuję je w planerze, często modyfikując datę w zależności od swoich zobowiązań (daty w Asanie są faktycznymi deadline’ami, ja często ustawiam sobie własne – oczywiście wcześniejsze – w zależności od mojego rozkładu pracy oraz kwestii prywatnych). Widząc, jakie mam zadania, wiem, jakie tematy będę miała na tapecie w danym tygodniu. Ustawiam więc sobie tematy na Instagram oraz Facebooka, czasami bardzo precyzyjnie określając, jakie zagadnienie zostanie poruszone w który dzień. To wcale nie jest trudne, gdy dzieje się tak dużo jak u nas.
W poniedziałek na 100% muszę powiedzieć, o czym będziemy rozmawiać na #kawiezbudzyńską, we wtorek i w piątek są zawsze artykuły na blogu, więc mówię o nich, w środy webinary i temat zapisywania się na nie. W międzyczasie wszystko to, co mi przychodzi do głowy (mam osobną listę takich tematów do pogadania/przemyślenia i często biorę je właśnie stamtąd).

W niedzielę robię też szkielet postów, które będą publikowane na Instagramie/Facebooku. Nie planuję w żadnym zewnętrznym narzędziu do planowania – szykuję sobie posty robocze w mediach społecznościowych i po prostu w odpowiedni dzień je potem publikuję.

Po zrobieniu tego wszystkiego rzucam jeszcze okiem na kalendarz w Asanie, gdzie widzę WSZYSTKIE zadania całego #ganguPSC wrzucone w harmonogram. Dzięki temu mam poczucie, że wiem, co się dzieje u każdego, choć jednocześnie doskonale zdaję sobie sprawę, że nie jestem w stanie ani tego zapamiętać, ani ogarnąć, i dobrze, bo to wcale nie jest moje zadanie :).

Na koniec planowanie uzupełniam listami spraw prywatnych, które mam do zrealizowania w danym tygodniu. Ich nie ma na Asanie – są wyłącznie u mnie w planerze, ewentualnie w telefonie z ustawionym przypomnieniem (każde wydarzenie i spotkanie, które ma określony termin i godzinę, jest ustawione wcześniej w telefonie z 30-minutowym alarmem na wszelki wypadek. Zdarzyło mi się już nieraz tak mocno zagłębić w robocie, że zapomniałam o spotkaniu, i gdyby nie alarm, byłabym w czarnej dupie. Tak samo przypominam sobie o autobusach, pociągach itp. Przezorny zawsze ubezpieczony.).
Na koniec napiszę Wam o dwóch drobiazgach, które bardzo ułatwiają planowanie.

KOLORY

Żeby sobie ułatwić orientację w gąszczu zadań, które mam w danym tygodniu, stosuję system kolorystyczny polegający na tym, że różne kategorie zadań mają u mnie różną kolorystykę.
Innym kolorem oznaczam to, co będzie publikowane na Facebooku/Instagramie, inny kolor ma każda z ambasadorek, inny kolor (i miejsce w sumie też) mają artykuły w ramach działań #freaka planowania i bujo, inny wakacje i urlopy, inny zaś sprawy prywatne.
Stworzyłam sobie system, który może być dla Was śmieszny, ale mnie się doskonale sprawdza! Na początku planera mam kolorystyczną legendę, w której każdy rodzaj zadania ma swój przyporządkowany kolor.

Tydzień Pani Swojego Czasu

Dodatkowo poszłam po bandzie i brush peny, którymi oznaczam te kolory, obkleiłam taśmą klejącą i podpisałam, do kogo lub do czego (w sensie do jakiego rodzaju zadania) przypisałam dany kolor. Szaleństwo, ale się sprawdza, więc co mi tam.

Tydzień Pani Swojego Czasu

SYSTEM KARTECZEK

System karteczek powstał z potrzeby chwili, ale wytrzymał próbę czasu. Otóż ja swoich planerów się nie pozbywam – nie wyrzucam ich. Są one dla mnie trochę świadectwem tego, co się dzieje u PSC, jak się rozwija itp., bo widzę to po zadaniach (np. zauważam, że coraz więcej zadań mam w stylu „sprawdzić, zaakceptować, potwierdzić”). Dlatego do planera wpisuję ważne zadania, a zadania pierdołowate i niezwiązane ze strategią PSC lądują na karteczkach: „zapłacić rachunki, dowiedzieć się czegoś tam” i inne pierdoły zapisuję na małych karteczkach, które w miarę realizowania po prostu usuwam i tyle. Dzięki temu nie ginę w długiej liście zadań przypisanej do jednego dnia.

Tydzień Pani Swojego Czasu

Na koniec kilka uwag o planowaniu w planerze jako takim.
Planer Pełen Czasu służy mi wyłącznie do takiego planowania, jakie widzicie na zdjęciach. Nie mam w nim żadnych innych rozkładówek i to mi pasuje. Wszystkie notatki ze spotkań, wszelkie ustalenia z #gangiemPSC mam w segregatorze.
Założyłam osobny segregator na to, co się dzieje w moim mastermindzie. W jeszcze innym segregatorze przygotowuję się do webinarów.

A sprawy prywatne – domowe – mamy w naszym rocznym planerze suchościeralnym.