Przyszedł w końcu ten obiecany od dawna moment, w którym Pani bierze się za testowanie narzędzi, które mają pomagać w zarządzaniu czasem.

Tych narzędzi jest naprawdę całe multum i czasami nie warto tracić czasu na testowanie ich wszystkich, dlatego postanowiłam zrobić to za Was – bo po pierwsze ja to bardzo lubię, a po drugie jakoś tak sobie myślę, że to moja praca po prostu. No bo w końcu kto jak nie Pani Swojego Czasu 🙂

Na pierwszy ogień poszedł Multiplaner i to on jest bohaterem dzisiejszego wpisu. Słyszałam już o nim od jakiegoś czasu, oglądałam wykład jego twórcy na TED (możesz go zobaczyć TUTAJ), a nawet oglądałam filmiki osób, które z Multiplanera korzystają (TUTAJ). Dodatkowo okazało się, że Nadine prowadząca bloga Bo ma być mrucznie jest jego użytkowniczką i bardzo go sobie chwali.

To wszystko zbiegło się w czasie z propozycją Multiplanera – jedna z osób pracująca w tej firmie jest wierną fanką Pani Swojego Czasu (sama tak o sobie mówi) i postanowiła podarować mi wybrany Multiplaner. Nie mogłam nie skorzystać. To znaczy mogłam, ale nie chciałam.

Zacznijmy od tego, że Multiplaner nie jest tanim narzędziem do zarządzania czasem – dlatego, gdyby mi go nie podarowano, abym mogła przekonać się na własne oczy i przetestować, to nie wiem, czy bym go kupiła. Tak to jest z tymi droższymi narzędziami, że trzeba być do nich na 100% przekonanym, bo inaczej plujemy sobie w brodę za potencjalnie zmarnowane pieniądze.

Po tym jak zaczęłam używać Multiplanera i dowiedziałam się jak wyglądał proces jego powstawania przestałam uważać jego cenę za wysoką. Dlaczego?

Po pierwsze Multiplaner to nie jest trochę inny kalendarze – to jest narzędzie do zarządzania czasem. Dlatego płacisz nie tyle za kalendarz lecz za myśl, która przyświecała jego powstaniu.

Po drugie Multiplaner jest opatentowany i słusznie – pokazuje to, że jego twórca poważnie myśli o rozwoju swojego produktu i ceni swoją pracę. Osobiście uważam, że każdy z nas powinien wysoko cenić swoją pracę.

Po trzecie – droga do powstania Multiplanera nie była łatwa – pomysł był, ale nie miał kto tego wydawać. A jak już miał kto wydawać, to nie miał kto tego produkować, bo nie było maszyn, które potrafiłyby coś takiego zrobić. Trzeba więc było stworzyć maszyny.

Za to samozaparcie, dążenie do celu i postawienie na swoim podziwiam twórcę Multiplanera.

A teraz do meritum czyli jak działa Multiplaner w praktyce i jakie są jego wady i zalety.

Multiplaner jest narzędziem, które łączy w sobie najlepsze cechy kalendarza, organizera i notesu. Od dawna piszę Wam, że kalendarz nie służy do zapisywania list „to do” lecz do wpisywania zdarzeń, które mają swój nieodwołalny termin. I tutaj Multiplaner świetnie się sprawdza gdyż jest podzielony na trzy części i każda służy swojemu celowi.

Zaczynając od góry mamy do czynienia z organizerem, w którym mamy miejsce na wszystkie swoje projekty, które aktualnie prowadzimy, lub które dzieją się w naszym życiu. Każdy projekt ma swoją osobną zakładkę. Jakie zakładki ma Pani w swoim egzemplarzu możecie zobaczyć tutaj:

Multiplaner projekty

Poniżej jest kalendarz, który jest miejscem na wpisywanie rzeczy, które mają swój termin, czyli wydarzeń nieodwołalnych.

1-WP_20141210_019

A jeszcze poniżej jest notes, który dla mnie jest oczywiście miejscem na notatki oraz na listę zadań właśnie.

Wszystkie trzy części są w moim egzemplarzu od siebie oddzielone (są też planery dwudzielne, w których kalendarz i notes są razem), co powoduje, że mogą działać niezależnie od siebie, lecz jeśli chcemy mogą być ze sobą doskonale zsynchronizowane. Na przykład w folderze CZAS PANI planuję, że muszę wykonać nagrania do kursu online, po czym planuję sobie termin tych nagrań w Kalendarzu, a następnie po przejrzeniu tych nagrań w notesie robię na bieżąco notatki, co jeszcze należy zmienić lub dodać. Wszystkie trzy części mają swoje numerowane strony więc zawsze możesz napisać na których stronach znajdują się Twoje notatki.

To, co jest bardzo ciekawym rozwiązaniem w Multiplanerze to fakt, że jest on planerem rocznym, ale „działa” już od października. To dobre rozwiązanie dla tych osób, które lubią planować na podstawie roku akademickiego.

Na koniec jeszcze jedna uwaga – Kalendarze, planery i notesy służą mi od kilkunastu lat. Już jako nastolatka miałam nawyk prowadzenia kalendarza i wpisywania zadań do realizacji właśnie tam (dziś wiem, ze to błąd). Być może będąc studentką zachwyciłbym się multiplanerem, bo to takie fajne i zaawansowane narzędzie. Jednak będąc studentką Multiplaner do niczego by mi się nie przydał, bo byłby po prostu przerostem formy nad treścią. Zobaczcie na ilość projektów. Mam wyobrażenie, że w swoim życiu prowadzę wiele projektów i moje zakładki to odzwierciedlają (Kurs online, Pani Swojego Czasu, Mama Cukiereczka, firma szkoleniowa, Agencja Guwernantek, Szkoła Guwernantek, Rodzina) a wciąż zostały mi wolne zakłady, których nie wypełniłam. Multiplaner jest faktycznie narzędziem dla osób, które mają mnóstwo spraw na głowie i które prowadząc swój kalendarz mają wrażenie, że sprawy i tak wymykają się pod kontroli. Jeśli komuś do zarządzana czasem wystarcza kartka papieru i nie ma z tego powodu żadnych kłopotów, niedociągnięć i zawalonych spraw to oczywiście Multiplaner będzie dla nich rozwiązaniem nadmiarowym.

A teraz minusy.

Ja lubię jak jest szaleństwo, kolor i kreatywność. A Multiplaner – no cóż – został zaprojektowany przez matematyka (nie, żebym coś miała do matematyków – mój mąż nim jest) i szaleństwa jest tam tyle, co kot napłakał. I tak dobrze, że można chociaż wybrać sobie czerwony kolor okładki – zawsze to jakiś powiew życia w torebce. Ja jednak lubię narzędzia, na które uwielbiam patrzeć, bo są takie piękne. No takie zboczenie po prostu. Multiplaner jest ewidentnie zaprojektowany przez osobę, która miała dużo do czynienia z życiem korporacyjnym i zaprojektowała wnętrze bezpiecznie. Stonowana – polityczna poprawność.

1-WP_20141210_007

Druga sprawa – rozumiem, że Multiplaner pewnie lepiej się sprzedaje za granicą. Być może dlatego wszystko jest w nim po angielsku. Nie mam bariery językowej, lubię korzystać z różnych narzędzi w języku angielskim, dzięki temu mam poczucie, że uczę się języka, jednak w tym wypadku mam wrażenie, że wynika to z braku dbałości o polskiego klienta, który pewnie „i tak nie kupi”. A może się mylę – ekipo Multiplanera skomentuj proszę o co chodzi w tym anglojęzycznym podejściu?

A teraz dodatkowe informacje:

Multiplaner możecie obejrzeć i zakupić TUTAJ (i tak – od razu uprzedzam, że od każdego Waszego zakupu drobny procent biegnie do mnie).

Każda z Was na hasło „PANI” dostanie 15% zniżki

Dajcie znać co o tym sądzicie? Jak się Wam podoba Multiplaner?