Początkowo chciałam dać tytuł: „Czas ruszyć tyłek”, ale wyzwanie, o którym chcę Wam napisać, działo się pod hasłem „rusz4litery” – jak by na to nie patrzeć, „tyłek” ma 5 liter, nie 4 litery jak stara, dobra „dupa”
(przy okazji uprzedzam zszokowanych, którzy być może są tu pierwszy raz w życiu, że słowo „dupa” występuje często
i jest raczej ulubionym słowem w moim słowniku; znajduje się nawet na stronie głównej mojego bloga, więc helloł…! Jeśli to dla Ciebie coś strasznego, uciekaj, póki możesz!).

Na szczęście mamy wrzesień. Za nami wszelkie głupie hasła typu „pozbądź się brzuszka przed pójściem na plażę”, „wymodeluj pośladki przed pójściem na plażę”, „wyprostuj nogi, pozbądź się cellulitu, wybiel piegi” i cholera wie co tam jeszcze (a wszystko to koniecznie „przed pójściem na plażę”), więc nie posądzicie mnie o to, że każę Wam ruszać szacowne 4 litery po, to, żebyście w spokoju mogły wybrać się na plażę.

Żałuję (wiem, trochę długi ten off topic), że gdy miałam 15, 18, 25 lat, moja mama nie mówiła mi, że powinnam mieć w dupie takie hasła i po prostu iść na plażę.

Zawsze łykałam te hasła jak ryba wędkę, w rezultacie w wieku 39 lat zorientowałam się, że ostatni raz dwuczęściowy strój kąpielowy miałam na sobie przed urodzeniem starszego syna (czyli 10 lat temu!). Od tamtej pory nie, bo tłuszcz, bo fałdy, bo gruba jestem, bo cellulit, bo nieopalona, nieogolona i inne takie.

No dobra, ale ja przecież nie o tym chciałam!

Dlaczego o tym piszę?

Otóż dlatego, że gdy wyrzuciłam z głowy te wszystkie durne przekonania, zaczęłam się ruszać… dla samego ruchu właśnie. Bo jest to przyjemne, bo lepiej się po nim czuję, bo mam lepszy humor, bo lepiej mi się myśli, bo jestem bardziej kreatywna, bo lepiej sypiam…

Jednocześnie gdy dzieliłam się z Wami swoimi „wyczynami fizycznymi” (które dla Was mogły nie być niczym szczególnym), zauważyłam, że my, kobiety, mamy naprawdę spartolone podejście do aktywności fizycznej (żeby nie powiedzieć dosadniej).

No ok, ale jaki to ma związek z organizacją, z czasem i z zarządzaniem sobą w czasie?

Bardzo oczywisty.

Niezwykle często mówię Wam o nawykach fundamentalnych, czyli takich, które każda z nas ma i dzięki którym może działać dalej – organizować się, ustawiać, planować swoje życie i spełniać się w taki sposób, w jaki chce i kiedy chce.

A nawyki fundamentalne są banalnie proste. Jest ich trzy:

  • odpowiednia ilość snu;
  • odpowiednie paliwo dla organizmu, czyli jedzenie i picie;
  • ruch, czyli aktywność fizyczna.

Zwyczajnie nie ma takiej opcji, żebyś z zapałem, energią, motywacją, determinacją, radością i konsekwencją szła przez życie i tworzyła je na własnych zasadach, jeśli nie dosypiasz i jesteś chronicznie zmęczona, jeśli zjadasz i wypijasz syf totalny, a na dodatek w ogóle się nie ruszasz. To jest po prostu niemożliwe. Jasne, że przez jakiś czas każda z nas może jechać na deficytach, ale na dłuższą metę Twój organizm się zbuntuje i da Ci znać, że nie tędy droga! A wtedy będziesz mogła bardzo głęboko wsadzić sobie wszelkie metody i techniki pomagające się zorganizować, bo będą one jak naklejanie plasterka na ranę z gangreną – może przez chwilę będzie ładnie wyglądał, ale smród i tak się przebije!

Jeździłam na rowerze nad jeziorem Garda i dostawałam od Was kolejne wiadomości o tym, jak pomogłam Wam się zmobilizować, jak zmotywowałam Was do ruszenia tyłka: biegania, skakania, spaceru zamiast jazdy tramwajem czy hulajnogi zamiast jazdy samochodem. Wtedy pomyślałam, że mogłabym zorganizować takie pospolite ruszenie i zrobić z tego zorganizowaną akcję.

Zaczęłam nieśmiało i nieformalnie – po prostu powiedziałam do oglądających mnie na InstaStory: „Ruszcie się i dajcie mi znać, co robicie. Wykorzystajcie do tego weekend”.

Odzew był naprawdę duży i stał się dla mnie sygnałem, żeby iść dalej.

Postanowiłam wykorzystać fakt, że mam spore zasięgi, więc mogę zachęcić do ruszania się sporą liczbę kobiet, i zorganizowałam wyzwanie w grupie „Panie Swojego Czasu”.

czas ruszyć dupę

Nie mam w tym interesu, nie zamierzam zostać instruktorką fitnessu ani sprzedawać Wam planów treningowych; robię to dlatego, że ruch pomaga w życiu i dzięki aktywności fizycznej czujemy się lepiej.

Jeśli uczestniczyłaś w wyzwaniu, to super! Mam nadzieję, że obejrzałaś live’y, ruszałaś się i połknęłaś bakcyla. Jeśli nie, to do poniedziałku do 20.00 wszystkie nagrania są na platformie. Możesz dowiedzieć się z nich ciekawych rzeczy.

W dniu pierwszym wyzwania #zróbtodziś i #rusz4litery mówiłam o tym:

  • dlaczego mamy spartolone podejście do ruchu fizycznego;
  • czym w ogóle jest i na czym polega aktywny tryb życia;
  • jakie korzyści płyną z ruszania się.

Analizowałyśmy swoje plany dnia i planowałyśmy nasze aktywności.

Pierwszego dnia mówię o tym, że od najmłodszych lat uczy się nas, że aktywność fizyczna musi do czegoś prowadzić. W wypadku dziewczyn (NIESTETY) najczęściej są to: piękna figura, płaski brzuch, jędrna pupa i brak cellulitu. Dodatkowo w szkole jesteśmy oceniani za jakieś bzdety (skok przez kozła, robienie dwutaktu itp.). Powoduje to, że ruch przestaje nam się kojarzyć z radością płynącą z samego ruszania się!

W drugim dniu wyzwania mówiłam o 3 najważniejszych powodach, przez które odkładamy aktywność na później.

Pierwszym z nich jest lenistwo, które wcale lenistwem nie jest, bo osoby leniwe nie mają ochoty się ruszać i nie czują z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia.

Drugim powodem jest strach przed krytyką, który – ponownie – częściej dotyka kobiet. Jesteśmy przekonane, że gdy wyjdziemy pobiegać, wybierzemy się na zumbę albo do siłowni, to ludzie będą patrzeć na nasze grube uda, wyśmiewać koślawy taniec, nieskoordynowane ruchy i brak kondycji.

A przecież prawda jest taka, że każdy koncentruje się na sobie. SERIO – nie jesteśmy aż tak ważne dla innych, żeby ciągle gapili się na nas i analizowali nasz wygląd. Jak myślisz, dlaczego w siłowniach i w klubach fitnessu wszędzie są lustra…? Właśnie dlatego, że człowiek to taka istota, która najbardziej w świecie lubi gapić się na siebie i podziwiać siebie.

Trzecim powodem jest nasze przekonanie, że powinniśmy dążyć do tego, aby było perfekcyjnie i idealnie. Jeśli to, co robimy, takie nie jest, to w ogóle nie ma sensu się do tego zabierać.

I OK, takie podejście może mieć Twój szef, jeśli Ci zleca zadanie, ale – trzeba sobie powiedzieć wprost – w wypadku aktywności fizycznej JEST GŁUPIE!

Nie tylko nie prowadzi Cię do osiągania coraz lepszych wyników, lecz wręcz do niczego nie prowadzi, bo z takim podejściem po 2 dniach biegania nie przebiegniesz maratonu. Nie biegasz w ogóle, więc jesteś w punkcie wyjścia, czyli nadal w czarnej dupie!

Trzeci dzień był poświęcony budowaniu nawyków.

Skąd akurat taki temat? Bo odkładanie na później to nawyk, który sobie wyrobiłyśmy i który chcemy zastąpić innym nawykiem – porcją ruchu fizycznego.

Przedstawiam Wam również 4 najlepsze strategie budowania nawyku w odniesieniu do aktywności i fizycznej i opowiadam, jak monitorować swoje nawyki.

W ostatnim – czwartym – dniu wyzwania mówię o tym, co robić, żeby nasz zryw nie był jednorazowym zrywem, lecz częścią systematycznego dbania o swoje zdrowie i dobre samopoczucie, aby nasze życie stało się po prostu aktywnym życiem.

Opisuję aż 10 strategii, które Ci w tym pomogą!

Jeśli chcesz zobaczyć, jak w końcu #ruszyć4litery, zapisz się na wyzwanie TUTAJ i obejrzyj filmy. Czas masz tylko do poniedziałku do 20.00

PS. Zwróć uwagę, że w artykule ani razu nie użyłam słowa „sport”. Robię to z premedytacją. Wiele kobiet pisze: „Nie lubię żadnej dyscypliny sportu”. I dobrze, nie musisz! Nie musisz uprawiać żadnej dyscypliny sportu, żeby żyć aktywnie!

W aktywnym trybie życia nie chodzi o to, żeby 3 razy w tygodniu biegać na zumbę, podnosić ciężary i tańczyć flamenco, lecz o to, żeby się ruszać i mieć z tego fun! I tego Ci życzę!

czas ruszyć dupę