W tym roku postanowiłam przez jakiś czas połączyć wyjazd wakacyjny z pracą. Wcale tego nie planowałam i wcale tego nie chciałam – do tej pory byłam przeciwniczką podobnych rozwiązań, ponieważ uważam, że wyjazdy wakacyjne są po to, by odpoczywać. Praca na urlopie kojarzyła mi się z pracoholizmem.

Co w takim razie się zmieniło?

Przez pierwsze trzy tygodnie wakacji czas spędzaliśmy w domu z dziećmi – one miały wakacje, a my z mężem pracę. Szybko jednak okazało się, że z takiego rozwiązania ani nie wychodzi praca, ani nie udają się wakacje. Jednocześnie dostałam sygnał od mojej przyjaciółki, że w jej LEŚNYCH APARTAMENTACH – najpiękniejszym miejscu w Polsce, czyli w Kotlinie Kłodzkiej – jest wolne miejsce. Postanowiliśmy wyjechać, żeby dzieci miały coś z tych swoich wakacji.

Bo musisz coś widzieć o Leśnych Apartamentach – dom jest otoczony lasem. Las częściowo leży na ich terenie, dzięki czemu dzieci mają totalną swobodę działania, ale takiego, jakiego nie znajdziesz w mieście. Nie ma placu zabaw, plastików czy animacji; jest las i są jagody, patyki, robale, strumyk, błoto, pagórki, kładki i inne cuda, których dzieci miasta zwyczajnie nie mają.

Postanowiłam więc, że pojedziemy i połączymy pracę z wakacjami (w szczególności ja, bo czekało mnie dokończenie książki; termin, który sama sobie dałam, to koniec lipca 2016). Dodatkową zachętą dla nas było to, że wiele dróg w Kotlinie Kłodzkiej ma cudownie gładki asfalt, więc będziemy mogli pomykać naszymi rowerami szosowymi.

W trakcie wczasów pracowniczych (bo tak nazwałam ten wyjazd) obserwowałam siebie uważnie i sprawdzałam, co się sprawdza, a co nie. Po co? Żeby Wam o tym napisać!

Czy polecam taki sposób łączenia wakacji z pracą? Tak, ale nie zawsze. Czy to korzystne rozwiązanie? Tak, ale nie dla każdego.

Co w takim razie jest ważne, gdy zechcesz połączyć wakacje z pracą?

1.Musisz umieć ustalić swoje priorytety i trzymać się ich.

Jeśli już teraz masz z tym problem i wydaje Ci się, że musisz zrobić wszystko, aby zauważać efekty pracy, na wakacjach ten problem będzie tylko narastał.

Skoro pracujesz, to znaczy, że odbierasz pocztę, sprawdzasz Fejsa itp. Świat nie zatrzymał się tylko dlatego, że Ty masz wczasy. Świat będzie wymagał od Ciebie tyle samo, ile dotychczas wymagał, dlatego musisz umieć stawiać sobie wyraźne granice w zakresie tego, co będziesz robiła, a czym na pewno się nie zajmiesz.

W moim przypadku trzy obszary były dozwolone: pisanie (książki i artykułów blogowych), wdrożenie do pracy Asi, mojej nowej menedżerki, oraz kończenie spraw związanych z kursem „Zorganizuj się w 21 dni”. Całej reszty zadań w postaci mejli, ofert współpracy, wywiadów oraz bieżących kwestii nie ruszam aż do połowy sierpnia (czyli do powrotu z prawdziwych wakacji).

2. Jasno określony i ustalony z innymi wczasowiczami plan dnia. 

Po co? Żeby było jasne, kiedy pracujesz, a kiedy przebywasz z rodziną.

W pracy, która sprawia Ci przyjemność, łatwo się zatracić. Jeśli stale będziesz znikać, jeśli stale będziesz nieobecna lub z nosem w telefonie czy komputerze, Ty nie będziesz miała żadnych wakacji, a Twoja rodzina się wkurzy.

Z moim mężem dodatkowo ustaliliśmy, kiedy jest czas na jego trening rowerowy, a kiedy czas na moją jazdę rowerem.

Mój mąż poświęcił się i wstawał codziennie o 4.30 rano, by zrobić swoje 100 kilometrów na rowerze i wrócić o przyzwoitej porze, tak bym mogła pokręcić pedałami i po powrocie mieć jeszcze czas na pracę.

Praca była podzielona na opisane wcześniej obowiązki bieżące oraz pisanie książki. Obowiązki bieżące wykonywałam w ciągu dnia; nie przeszkadzało mi, że dzieci podczas zabawy co jakiś czas do mnie podbiegały, by pochwalić się, co zrobiły lub co znalazły.

Książkę pisałam głównie wieczorami, gdy dzieci położyły się spać, bo wkurza mnie gubienie wątku, gdy piszę coś dłuższego. Chciałam więc mieć pewność, że nikt nie będzie mnie odrywał od pisania.

3. Sprawdź, czy w ogóle się do tego nadajesz.

Czy wiesz, w jakie miejsce jedziesz? Spokojne czy zatłoczone? Pełne dzieci czy tylko ludzi dorosłych? Będziesz miała komfort pracy? Przede wszystkim – co dla Ciebie oznacza komfort pracy?

Ja na przykład uwielbiam pracować w zatłoczonych i głośnych miejscach – idealny jest dla mnie Dworzec Centralny w Warszawie. Posadźcie mnie na środku, a wykonam taką robotę, że hej!

Zwróć jednak uwagę, że takie miejsca bywają specyficzne – owszem, są głośne i tłoczne, ale nikt bezpośrednio Ci nie przeszkadza, nie zaczepia Cię i nie dopytuje o coś, prawda?

Wiedziałam, że w Zieleńcu sporo osób pojawi się z dzieckiem – dla mnie to żaden problem podczas pracy.

Niektórym mogłam nawet wydać się dziwna, gdy wieczorem, zabierając się za pisanie książki, siadałam na tyle blisko ogniska, żeby słyszeć dobiegający gwar rozmów i inne odgłosy, na tyle daleko jednak, by nie być jego częścią. W takich warunkach koncentruję się w genialny sposób!

Poza tym umiem pracować wszędzie. Pisałam już na schodach, na tarasie, na huśtawce, w chatce, na trawie, w kuchni, na ławce przed domkiem. Właściwie jedynym miejsce, przy którym nie pisałam, był stół w naszym pokoju.

workation - pani swojego czasuworkation - pani swojego czasu

Pisząc artykuł, dowiedziałam się przy okazji, że wiele osób pracuje w podobny sposób – napisały do mnie na przykład założycielki portalu MamoPracuj.pl, które tak właśnie spędzają wakacje zimowe.

4. Zdecyduj, kiedy masz workation, a kiedy wakacje.

Wiem, że obecnie panuje moda na totalne łączenie pracy z wakacjami. Wiem, że są osoby, które pracują w trakcie wakacji, bo generalnie ciągle pracują. Rozumiem to i szanuję, ale kompletnie nie zgadzam się z takim podejściem, choćby dlatego, że na własnej skórze czuję, jakim dobrodziejstwem bywa totalne odcięcie się od tego, co zostało gdzieś tam w domu – i prywatnie, i w kwestiach zawodowych.

Pracoholizm – obok perfekcjonizmu – to kolejne uzależnienie, którym lubimy się chwalić, tymczasem według mnie zupełnie nie ma czym.

Gdy to czytasz, jestem już na wakacjach w Grecji.

Tu nie uprawiam żadnego workation. Tu mam prawdziwe wakacje. Czasem wyleguję się na plaży, czasem się wspinam. Nawet nie wzięłam ze sobą komputera. Jasne, zajrzę czasem do sieci, bo zwyczajnie to lubię (zajmuje mi to jakieś 5 minut rano i 5 minut podczas sjesty), ale nie mam zadań, które powinnam zrobić (a którymi zajmowałam się w Zieleńcu).

Pamiętam swój strach w zeszłym roku związany z niepublikowaniem na Fejsie przez dwa tygodnie. Obawiałam się, że coś strasznego się stanie. Oczywiście – nic strasznego nie miało miejsca. Zostałyście ze mną i nigdzie nie uciekłyście.

W tym roku jestem w jeszcze lepszej sytuacji, bo mam do dyspozycji mój zespół, który zadziała na wypadek kryzysu.

5. Wykorzystuj, co się da i jak się da.

Wakacje to wakacje. Choćby nawet pracownicze. Wszystko jest bardziej elastyczne i częściej ulega zmianie niż w czasie normalnej pracy. Z tego powodu często pisałam w telefonie – było to zwyczajnie bardziej wygodne rozwiązanie, gdy nagle musiałam szybko wstać, by pobiec, zobaczyć, rozstrzygnąć konflikt lub uratować jakieś dziecko (niekoniecznie swoje) od rożnych codziennych kryzysów. Wtedy telefon do kieszeni – i już byłam gotowa.

Oczywiście każdy kij ma dwa końce, ten również – mając w telefonie pracę, istniało ryzyko, że stale będę pracować.

Notatki robiłam głównie w aplikacji Evernote, która w zupełności wystarcza do zapisywania krótkich tekstów. Dzięki synchronizacji urządzeń tekst miałam na monitorze komputera natychmiast po zalogowaniu się na stronę. Niekiedy pod wpływem weny cały artykuł powstawał w telefonie, a na komputerze był jedynie wygładzany – jak na przykład ten, który właśnie czytasz.

Co o tym sądzisz? Łączyłaś kiedyś prace z wakacjami?