Klaudyna Maciąg – #GangPSC

Ekipa Gangu Pani Swojego Czasu kocha czytać – i nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Aktualnie świętujemy tyDzień Książki wielkimi rabatami na publikacje Wydawnictwa Pełnego Czasu, ale ponieważ nie samą pracą człowiek żyje, postanowiłam przepytać koleżanki i kolegów z Gangu, jakie są najważniejsze książki ich życia. Jestem przekonana, że co najmniej część z nich dorzucisz na swoją listę „koniecznie do przeczytania”.

„Pan raczy żartować, panie Feynman!”, Richard Feynman

Karo, Bogini Wyrozumiałości: Miałam 10 lat, kiedy dostałam tę książkę od mojej mamy. Niezbyt rozsądnie zareklamowała mi ją jako „autobiografię fizyka teoretycznego, który otrzymał Nagrodę Nobla w 1965 r.” – to zdanie sprawiło, że odłożyłam ją z olbrzymią niechęcią na kilka lat i nie miałam w planach nigdy do niej wracać. Całe szczęście któregoś dnia nuda wygrała i w końcu sięgnęłam po tę książkę na początku gimnazjum. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że ukształtowała ona w ogromnym stopniu moje podejście do nauki i szkoły oraz wspaniale ukierunkowała mój (jeszcze wtedy nieuświadomiony) talent Uczenie się.

Pisząc całkowicie skrótowo – jest to zbiór anegdotek z życia Richarda Feynmana – jednak ten opis zupełnie nie oddaje klimatu tej pozycji! Ona zwiera w sobie wszystko – elementy biograficzne, popularnonaukowe, anegdotki. Można w niej znaleźć komedię, wątki historyczne, romans, dramat, horror i powieść przygodową. Richard Feynman był niesamowicie barwną postacią, zaprzeczającą wszystkim stereotypom nudnego naukowca siedzącego przy biurku. Lubił imprezy i ludzi, z ogromnym poczuciem humoru i dystansem podchodził do siebie i świata, a całe jego życie przesiąknięte było umiłowaniem do nauki i wiedzy, czym zaraził mnie całkowicie. Był mistrzem w znajdowaniu związków i zależności między suchymi wzorami fizycznymi i ciągami obliczeń a otaczającą go rzeczywistością – i potrafił tę zdolność przekazywać swoim uczniom podczas wykładów.

Jest to książka, do której wracam bardzo często i za każdym razem odnajduję w niej coś nowego, na co wcześniej nie zwróciłam większej uwagi.

„Traktat o łuskaniu fasoli”, Wiesław Myśliwski oraz „Salt fat acid heat. Cztery składniki”, Samin Nosrat

Kornelia, Bogini Dyscypliny: Najpiękniejszą literacko książką, którą było mi dane przeczytać, był „Traktat o łuskaniu fasoli” Wiesława Myśliwskiego. Nigdy wcześniej i jak dotąd nigdy później nie trafiło w moje ręce tak misternie zbudowane literackie dzieło, któremu daleko do popularnych i cieszących się splendorem poradników i obyczajówek. „Traktat…” to książka otwierająca umysł i sprawiająca, że chce się życia tak, aby kiedyś móc opowiadać o sobie w sposób tożsamy narratorowi – przemyślany, barwny, szczegółowy, spokojny, a zarazem pełen emocji. To książka, której nie da się przeczytać na raz – każdy akapit rozmyśla się godzinami, bo na kolejnych stronach powieści autor serwuje nam filozoficzne podsumowanie życia głównego bohatera. Nie da się też jednoznacznie powiedzieć, w którym momencie czytania jest się zwykłym czytelnikiem, a kiedy drugim bohaterem fabuły, kiedy jest się mile widzianym w sytuacji bohaterów, a kiedy wręcz przeciwnie. „Traktat…” to naprawdę wymagająca książka, momentami męcząca, ale nie da się jej odłożyć nieskończonej. Przy niej można się zatrzymać i usłyszeć więcej niż tylko własne potrzeby biegnące przez myśli, dzięki niej można zastanowić się nad sensem wydarzeń, w których uczestniczymy i tym, na co mogą wpłynąć w przyszłości.

W kategorii użytkowej wygrywa natomiast książka związana z moją miłością do gotowania, która mówi o czterech podstawowych składnikach, których współistnienie i balans wpływa na smak, strukturę i postać każdej potrawy. „SALT FAT ACID HEAT. Cztery składniki” to księga pełna wiedzy o produktach spożywczych i skarbnica informacji o procesach zachodzących w kuchni, których często nie jesteśmy świadome (np. dlaczego kruche ciasto musi leżeć w lodówce przed pieczeniem, a posolona fasola będzie się długo gotować). To też mistrzowsko budząca zmysły książka kucharska z przepisami na przeróżne dania. Samin Nosrat – autorka książki, zaraża fascynacją do poznawania świata smaków i zapamiętywania ich oraz przywraca radość w gotowaniu.

„Wilk Stepowy”, Hermann Hesse


Kuba, Dyktator Filmowy: Najważniejszą dla mnie książką jest „Wilk Stepowy” Hermanna Hessego. Trafiłem na nią kilka lat temu. Krążyła wokół mnie, od czasu do czasu przypominając o sobie. Nic o niej nie wiedziałem, ale tytuł był na tyle intrygujący, że zapadł mi w pamięci, aż w końcu po nią sięgnąłem. Z ważnymi książkami właśnie tak mam, że same wpadają mi w ręce. Było w tej książce coś tak prawdziwego, jakbym się w niej mógł przejrzeć jak w lustrze. Trafiła w napiętą we mnie od lat strunę tak bezbłędnie, że zamiast lektury doświadczyłem przeżycia, które utkwiło we mnie do dziś.
To książka paradoks. Przez pierwszą połowę czytając ją, myślałem, że umrę z nudów. Jednak w pewnym momencie wszystko się zmienia, przewartościowuje i uderza mocniej niż można się tego spodziewać. Dotyka tematów egzystencjalnych, ale robi to na poziomie emocjonalnym. Nigdy dotąd żadna książka tak mnie nie poruszyła.
To oczywiście nie jest książka dla każdego i nie każdy odkryje w niej coś podobnego do tego, co odkryłem ja. Wydaje mi się, że to kwestia pewnego rodzaju wrażliwości, ale też pewnej skazy, pewnego pęknięcia, które sprawia, że puste życie głównego bohatera staje się nam tak bliskie jakby było naszym samym.
A gdybym miał powiedzieć o drugiej najważniejszej książce, byłby to „Siddhartha” tego samego autora. Ale o niej nie będę tu mówił. Powiem tylko tyle, że Hesse był niezwykłym pisarzem, potrafił jak nikt w swoich książkach dotknąć tego szczególnego punktu w człowieku, który tkwi na przecięciu intuicji, emocji i intelektu. Nie znam innego pisarza, który tak potrafi.

„Moment zwrotny”, Melinda Gates

Ania, Menadżerka e-produktów: Najważniejsza książka w moim życiu to zdecydowanie „Moment zwrotny” Melindy Gates. Myślę jednak, że nie wywarłaby na mnie aż tak dużego wrażenia, gdybym wcześniej nie przeczytała dwóch innych: „Factfulness” Hansa Roslinga oraz „Sapiens. Od zwierząt do Bogów” Yuvala Noah Harariego.

Te 3 książki, na czele z „Momentem zwrotnym” wywróciły do góry nogami całe moje postrzeganie świata i sprawiły, że zaczęłam uważniej przyglądać się wiedzy, zasadom, regułom, wierzeniom itp., które wpajano mi do głowy od dziecka w rodzinie czy szkole.

Przed przeczytaniem „Momentu zwrotnego” miałam poczucie, że na świecie dzieje się cała masa złych rzeczy, z którymi w żaden sposób sama nie jestem w stanie nic zrobić. Tymczasem autorka utrzymuje (i popiera swoje tezy konkretnymi danymi), że wiele ze złożonych problemów tego świata (takich jak np. skrajne ubóstwo, przeludnienie, wysoka śmiertelność wśród dzieci, przemoc domowa), da się rozwiązać wzmacniając pozycję kobiet i gwarantując im takie same prawa, jak mężczyznom. Polecam tę książkę każdemu, kto chciałby się dowiedzieć co może zrobić, żeby świat był lepszym miejscem.

Zagadkowa propozycja Magdy

Magda, Projektantka e-Doświadczeń: “Marzenia zawsze brzmią głupio, gdy się ujmie je w zwykłe słowa” – to słowa autorki jednej z najważniejszych dla mnie książek, ale zanim zdradzę jej tytuł, pozwólcie, że opowiem Wam historię.

Okres rozkwitu mojej czytelniczej zajawki przypadł na lata 80. i wspominam o tym nie bez kozery. Jak zapewne się orientujecie, to były dziwne czasy, a ja wychowałam się w domu, jakich wiele w tamtym okresie, czyli jedzenia nie brakowało, ale nadwyżek finansowych zdecydowanie nie było. Jak łatwo się domyśleć – książki zdecydowanie nie były wówczas pierwszym wyborem zakupowym.

Czytałam dużo, a zasoby biblioteczne były mocno ograniczone, więc wiecznie czułam niedosyt i tęsknotę za nowościami. Na szczęście mam najcudowniejszą mamę na świecie, która w odpowiedzi na moje czytelnicze potrzeby i w nadziei, że nauczę się gospodarować pieniędzmi – zaproponowała mi umowę.

Co miesiąc dostanę określoną kwotę (nie pamiętam konkretnie jej wysokości, ale mniej więcej równowartość 2-3 książek, co było w tamtym czasie, sporym obciążeniem dla budżetu domowego), którą mogę wydać na dowolne książki. Jeżeli jednak będę chciała droższą np. tom Encyklopedii PWN, to muszę na nią z tych pieniędzy odłożyć czyt. zrezygnować z zakupu książek w danym miesiącu.

Nie skłamię, jeśli powiem, że pomimo moich szczerych chęci i jak się szybko okazało, próżnych nadziei mojej mamy, nigdy nie nauczyłam się odkładać i gospodarować pieniędzmi, a konkretnie 1. dnia każdego miesiąca, stałam na progu księgarni przy ul. Spornej w Łodzi, by zakupić nowe tytuły.

Książka, która jest dla mnie najważniejsza, to konkretnie ta, którą kupiłam w ramach tej umowy jako pierwszą. Była to “Ania z Zielonego Wzgórza” Lucy Maud Montgomery.

Kiedy do niej wracam, zawsze łapie mnie nostalgia, bo książki to jedyna pasja, która jest w moim życiu od najmłodszych lat do dnia dzisiejszego. Wyjątkowa również z tego względu, że zaraziła mnie nią moja najukochańsza mama Ela w czasach, w których książki były bardzo nisko w hierarchii ludzkich potrzeb i za to bardzo jej dziękuję.

Trzy propozycje od Bogini Cierpliwości

Natalia, Bogini Cierpliwości: Chciałabym polecić tylko jedną książkę, ale nie potrafię! Zdecydowałam się więc na trzy, a i tak czuję, że to swego rodzaju zdrada wobec tych wszystkich wspaniałych tytułów, które muszę pominąć!

„Ona ma siłę”, czyli przełomowy poradnik o seksualności kobiet. Książka amerykańskiej seksuolożki, psycholożki i terapeutki Emily Nagoski.

To jest niesamowita skarbnica wiedzy na temat kobiecego ciała i jego funkcjonowania. Wszystko napisane jest przystępnym językiem, w oparciu o najnowsze badania. Książka, którą moim zdaniem powinien przeczytać każdy, nie tylko kobiety! Tutaj znajdziesz moją video-recenzję.

„Biegnąca z wilkami”, Clarissa Pinkola Estés

To zbiór mitów i baśni z różnych części świata wraz z analizą autorki. Wszystkie je łączy jedno – dzika kobieta, która symbolizuje instynktowną naturę kobiet.

Dodam tylko, że autorce napisanie jej zabrało 21 lat!

To nie jest książka, która czyta się w jeden wieczór. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że musi ona trafić w odpowiedni moment, żeby zostawić po sobie ślad. Sama miałam do niej kilka podejść, a teraz wracam regularnie i zawsze odkrywam coś nowego!

„Małe życie”, Hanya Yanagihara

To książka, przez którą przepłakałam wiele wieczorów i do dziś wywołuje smutek, gdy tylko o niej myślę. “Małe życie” nie jest lekką i przyjemną lekturą, a podczas czytania zastawiasz się jak wiele bólu i zła jest w stanie doświadczyć jeden człowiek. Ale to też książka o sile przyjaźni, o determinacji, o tym jak bardzo nie da się zapomnieć niektórych rzeczy.

Klub Pań Swojego Czasu - V edycja

Gdybym mogła, dodałabym do tej listy przynajmniej drugie tyle tytułów. Skorzystam jednak z okazji i dodam tylko, że z całego serducha podpisuję się pod tym co napisała Kornelia na temat „Traktatu o łuskaniu fasoli” i Kuba o „Wilku stepowym”.

„Mistrz i Małgorzata”, Michaił Bułhakow

Ola, Pani Swojego Czasu: Ponieważ na swoim IG zawsze pokazuję, jakie książki biznesowe akurat czytam, które pomagają mi w rozwoju biznesu, które mnie czegoś uczą i rozwijają, to tutaj postanowiłam podzielić się prywatą i pokazać Wam moją ukochaną książkę ever – prywatnie.
To klasyka, czyli „Mistrz i Małgorzata”. Książka, którą przeczytałam długo zanim dowiedziałam się, że jest lekturą szkolną (a przynajmniej była w moich szkolnych czasach), a którą później dostałam od mojego obecnego męża z cytatem o miłości, który mam zawsze w głowie i w sercu (a którym się nie podzielę, bo to już dla mnie zbyt prywatne).
Mój egzemplarz książki pochodzi z 1997 roku, ma luźne kartki, znaczniki, zapisane notatki na marginesach, jest rozpadający się i generalnie w kawałkach, ale to wszystko dlatego, że czytam tę książkę co najmniej kilka razy w roku.

„Zacznij myśleć jak mnich”, Jay Shetty

Kasia, Czarująca Baristka: Czasami mam wrażenie, czytając kolejny poradnik, że o większości rzeczy już słyszałam, że nie dostrzegam żadnych spektakularnych odkryć, dzięki którym postanowiłabym zmienić swoje życie lub po prostu coś zmienić. Jednak z pozoru bardzo oczywiste i proste rzeczy, najtrudniej wprowadzić w życie. Przez całą książkę Jaya Shetty’ego miałam właśnie takie odczucia. “Zacznij myśleć jak mnich” otworzyła mi oczy na wiele aspektów związanych z moimi przyzwyczajeniami, pozwoliła mi zrozumieć, dlaczego pewne sytuacje wywołują we mnie określone emocje czy zachowanie. Dzięki tej książce zrozumiałam, że chcę w życiu robić to, co sprawia mi radość, a nie to, czego oczekują ode mnie inni. Chcę otaczać się miłością, dobrymi ludźmi i czuć wdzięczność za to co otrzymuję. Trafiłam na tę książkę w odpowiednim momencie mojego życia i znalazłam wiele odpowiedzi, których od długiego czasu poszukiwałam.

„Kraina traw”, Mitch Cullin

Wojtek, Menadżer warszawskiej Przestrzeni Pełnej Czasu: Amerykańska dziennikarka, eseistka Joan Didion stwierdziła, że „opowiadamy sobie historie, żeby żyć”, natomiast parafrazując jej myśl stwierdziłbym, że „czytamy, aby widzieć więcej”.

Wybaczcie mi moje zamiłowanie do metafor, jednak dla mnie każde przeczytane opowiadanie, każdy kolejny fragment książki to dodatkowy, nowy, kolor w palecie codziennego obrazu, którym jest życie.

Książka amerykańskiego pisarza Mitcha Cullina „Kraina traw” jest jedną z najbardziej „kolorowych” książek, na które do tej pory przypadkowo natrafiłem? Przypadek? Nie sądzę! Gdybym miał opisać książkę w trzech słowach to posłużyłbym się następującymi epitetami: Niepokojąca. Dziwna. Wspaniała.

O czym jest książka? Opowiada historię istoty niewinnej, pogodnej i bez uprzedzeń, której życie nie jest usłane różami, zaś los na jej drodze przygotował pasmo patologicznych nieszczęść. Przez krytyków została określona jako „Mroczna Alicja z Krainy Czarów”. Książka pochłania nas totalnie do takich granic, że im dalej, tym nie wiemy, co jest snem, co wyobraźnią, a co narkotyczną wizją. W tym wszystkim mamy niesamowitą istotę, która zmaga się z tym światem, widzimy postawę osoby niezwykle odważnej, otwartej na świat, na nowe i nieustannie ciekawej, ba!, głodnej życia, która rozwiązuje z łatwością, bardzo poważne, problemy życia codziennego… pomimo, że jest dręczona przez demony (sic!) w swojej głowie.

Dlaczego właśnie ta książka, ten wybór? Jeszcze żadna książka, która w swej skromnej objętości, nie zrobiła na mnie takiego wrażenia… i wyciągnąłem z niej przede wszystkim naukę na przyszłość: Mimo przeciwności losu trzeba mieć wiarę w to, że kiedyś będzie dobrze. Nie wolno się poddawać…

Jeden z moich ulubionych fragmentów: „Wszystko ma swoje miejsce, rozumiesz? Nawet najmniejsza rzecz. Jeśli przy czymś majstrujesz, zabierasz to coś z właściwego miejsca, nie ma porządku. A wówczas nie ma światła. Wszystko pogrąża się w chaosie”.

Po lekturze polecam przenieść się w filmowy świat Terry’ego Gilliama, który z sukcesem przeniósł na ekran powieść Mitcha Cullina. 

Oby naszym największym zmartwieniem również były wiewiórki na strychu.

„Chiński Maharadża”, Wojtek Kurtyka

Justyna, gangowa #freaczkabujo: Wojtek Kurtyka to żywy symbol. Alpinista, wspinacz, filozof – jeden z najwybitniejszych polskich himalaistów i jeden z pierwszych wspinaczy sportowych na naszym podwórku. Jako miłośniczka gór i wspinania nie mogłam przegapić jego debiutu literackiego.

„Chińskiego maharadżę”uznaje się za thriller psychologiczny, choć moim zdaniem zamknięcie tej pozycji w jednej kategorii jest dla niej krzywdzące. Powieść opisuje proces przygotowania bohatera do przejścia bardzo trudnej drogi wspinaczkowej bez żadnych zabezpieczeń. Ale to tylko pretekst do tego, aby pokazać, jak trudno przebywać sam na sam ze strachem, który może jednocześnie przerażać i pociągać.

Nie powiem, że ta pozycja odwróciła moje postrzeganie świata o 180 stopni, bo tak nie było. Ale powieść pokazała mi, że ze strachem można żyć, robić, działać, osiągać. Że nie zawsze trzeba ze strachem walczyć – a wręcz można go oswoić, polubić i wykorzystać, aby satysfakcja i szczęście były jeszcze większe.

„Kierunek freelance. Sukces na własnych zasadach” – Ewa Brzozowska

Justyna, gangowa #freaczkabujo: Z książką Ewy Brzozowskiej mam pewien problem, bo… w zasadzie nigdy nie skończyłam jej czytać. Zaczynałam kilka razy, za każdym razem docierając do dalszego rozdziału i dochodząc do tego samego wniosku: wszystko, o czym autorka pisze, już wiem.

Poradnik „Kierunek freelance” jest skierowany do osób, które rozważają taką formę pracy, ale jeszcze nie wiedzą, czym to się je. Z książki dowiecie się, czym jest freelance, jak możecie zorganizować pracę w takiej formie, jak zalegalizować działalność oraz na co warto zwrócić uwagę, aby zarobić, a się nie urobić. Pozycję czysta się dobrze, lekko, choć warto pamiętać, że została ona wydana kilka lat temu i niektóre przepisy prawne, o których wspomina autorka, mogły ulec zmianie.

Dlaczego uważam, że to jedna z najważniejszych lektur mojego życia? Uświadomienie sobie, że poradnik dla freelancerek już niczym mnie nie zaskakuje, było punktem przełomowym, który spowodował, że zdecydowałam się wskoczyć na główkę w głęboką wodę biznesu. Dzięki tej książce założyłam firmę, rozpoczęłam współpracę z pierwszymi klientami „na fakturę”, zaczęłam zarabiać sensowne pieniądze i dołączyłam do #GanguPSC. Tak że – choć poradnik skierowany jest do osób totalnie zielonych w biznesy – polecam książkę wszystkim, którzy jeszcze się wahają. Uświadomienie sobie, że macie już wystarczającą wiedzę, aby działać, to świetna motywacja.

„Magiczne lata”, Robert McCammon

Na koniec polecenie ode mnie, gangowej Władczyni Contentu. Wymyślając ten artykuł, nie sądziłam, że sama sobie rzucę kłody pod nogi – to ograniczenie do jednego tytułu jest po prostu zabójcze! Gdybym mogła, podrzuciłabym tutaj całą listę tytułów, które zmieniły moje życie (wśród których znajduje się m.in. nasza #kursoksiążka „Asertywność i pewność siebie”), ale postanowiłam, że będę twarda i wytypuję jeden tytuł. Moim wyborem będą zatem „Magiczne lata”, znane w Polsce także pod tytułem „Chłopięce lata”, Roberta McCammona.

To jedna z tych powieści, która doskonale smakuje, gdy jesteś młodym człowiekiem, a jeszcze lepiej – gdy jako dorosły wspominasz swoje szczenięce lata. Z jednej strony jest to rasowa przygodówka z intrygującym wątkiem kryminalnym, z drugiej, pojawiają się tutaj elementy przyprószone magią oraz bardzo ważne tło społeczno-obyczajowe. Krótko mówiąc – totalna mieszanka emocji i wrażeń.

Lądujemy na typowym amerykańskim Południu lat ’60 i wraz z nastoletnim Corym wędrujemy po lasach, szukamy kłopotów, opowiadamy straszne historie przy ognisku, biwakujemy, bijemy się z chłopakami i przekraczamy granicę między słodkim dzieciństwem a powolnym osiąganiem dojrzałości, gdy życie zaczyna się komplikować. A w takim rejonie nietrudno o komplikacje – rasizm, bolesne wojenne wspomnienia, szemrane interesy to tylko niektóre z nich.

Polecam tę powieść wszystkim, którzy z nostalgią wspominają czasy dzieciństwa i dorastania. Ja wsiąknęłam bez reszty i do dziś pamiętam, jakie uczucia towarzyszyły mi, gdy czytałam tę książkę pierwszy raz, mając niewiele ponad dwadzieścia lat.

Uff, to by było na tyle!

Wiesz już, co czyta Gang. A jaką książkę Ty uważasz za najważniejszą w swoim życiu?