Czy zauważyłaś, że gdy chcemy wprowadzić w życie nowy nawyk lub osiągnąć jakiś cel, często zaczynamy od wyznaczenia sobie poprzeczki dramatycznie wysoko?

  • Od jutra całkowicie wyeliminować gluten, cukier i alkohol.
  • Schudnąć 25 kilogramów w trzy miesiące.
  • Codziennie przebiegać 5 kilometrów.
  • Z dnia na dzień przejść na weganizm.

Jak myślisz, czy takie cele są w ogóle osiągalne?

Zacznij od małych kroków

Wyobraź sobie siebie i swoją pierwszą wyprawę w góry. Przed Tobą Rysy, najwyższy szczyt Tatr, o wysokości 2499 metrów. Nie uprawiasz sportu, nigdy nie chodziłaś po górach, ale zachwyciły Cię zdjęcia na Insta i pragniesz zdobyć szczyt. Myślisz, że osiągniesz sukces na tym polu już przy pierwszym podejściu? Nie chcę być posłańcem złych wieści, ale obawiam się, że nie dasz sobie z tym rady.

Może zamiast tego skoczysz na Jurę i zdobędziesz Góry Towarne z ich 348 metrami? To wystarczająco dużo, by złapać zadyszkę i zakwasy w łydkach, ale dużo mniej niż najwyższy możliwy szczyt, a co za tym idzie – dużo większa szansa na sukces. Pierwszy mały sukces, który będziesz mogła celebrować i który być może zachęci Cię, by sięgać wyżej i próbować dalej.

  • Chcesz wyeliminować jakieś składniki z diety? Jeśli Twój lekarz uważa to za słuszne – zrób to, ale nie z dnia na dzień i nie na hurra. Redukuj ich ilość stopniowo aż dojdziesz do pożądanego momentu.
  • Chcesz schudnąć? W porządku, ale czy nie zabrzmi to lepiej, gdy zaplanujesz zdrowe i spokojne minus pół kilograma tygodniowo, zamiast abstrakcyjnie wysokiej liczby za kilka miesięcy?
  • Chcesz zacząć biegać? Może spróbuj z krótkim truchtem wokół bloku zamiast z rzucaniem się na pięciokilometrowy maraton przez osiedle, po którym wyplujesz płuca i orzekniesz, że nigdy więcej, bo prawie wykitowałaś na chodniku?
  • Chcesz przejść na weganizm – koniecznie od zaraz i całkowicie na maksa? A może lepiej ograniczyć spożycie produktów odzwierzęcych, zrobić sobie jeden wegański dzień w tygodniu i stopniowo zwiększać tę ilość?

Wiesz, nikt Ci nie da orderu za to, że rzuciłaś się na zmiany teraz i natychmiast. Za to niemiła koleżanka chętnie prychnie pod nosem, że znowu miałaś biegać i poddałaś się po jednym dniu, a złośliwa ciocia obśmieje Twoją czterdziestą czwartą próbę przejścia na weganizm, która skończyła się szybciej niż w ogóle zaczęła.

Na wprowadzenie nowych nawyków potrzebujesz czasu (i planu działania!). Na przeprowadzenie zmiany także. I nie jest prawdą, że Twoje cele muszą być wielkie, spektakularne i zachwycające.

W świetny sposób opisuje to autorka książki „Weganizm? To proste!” na swoim Instagramie:

Mam więc propozycję: po prostu jedz JEDEN wegański posiłek dziennie. Codziennie.

Dużo? No to zacznij od 1 tygodniowo.

Mało? Hej, to jest 365 posiłków odzwierzęcych rocznie MNIEJ. Jeśli z tej rady skorzysta choć 1% obserwujących mnie tu, czyli 128 osób, robi się z tego 46720 posiłków odzwierzęcych rocznie mniej. To taka sama liczba posiłków jakby 32 osoby przeszły na full weganizm (przy założeniu, że jemy 4 posiłki dziennie). Ale chyba łatwiej przekonać 128 osób do 1 wegańskiego posiłku dziennie niż 32 do full weganizmu od zaraz, prawda?

To założenie jest przecudowne w swej prostocie! Zmieniasz jedną małą rzecz – i dzieje się magia. Może zapragniesz pójść o krok dalej, a może i nie? Nieważne! To już jest zauważalne pójście w wybranym przez siebie kierunku!

Co robić, gdy się odechciewa?

Wiesz, co robię, gdy bardzo mi się nie chce pisać (mimo że to kocham i zajmuję się tym zawodowo)? Uruchamiam edytor tekstu. To mój pierwszy mały krok, na którym mogę poprzestać, ale który z reguły popycha mnie do dalszego działania.

Czasem napiszę jedno zdanie i pójdę na spacer. A czasem zdanie zamieni się w akapit. Ten – w następny – i tak aż do końca. Małe kroczki. Maleńkie – to one składają się na efekty, które osiągamy.

Postaw na siebie! - ucz się z #kursoksiążek i zacznij działać!

Myślisz, że gdybym zmusiła się do pisania z podejściem: „3 strony, teraz, nie wstaniesz od biurka, dopóki tego nie zrobisz!”, efekty mojej pracy byłyby zadowalające?

Albo gdybym powiedziała córce: „Chcesz być szybsza na boisku? Spoko, proszę teraz trzy razy dziennie robić 50 okrążeń wokół bloku i myśleć tylko o treningach” to by mnie posłuchała? Jest ruchliwa, ale mimo wszystko szczerze wątpię.

Dlatego…

postaw krok i nie bój się upaść

Jak już jesteśmy przy dzieciach, to na jeszcze jedną kwestię powinnaś zwrócić uwagę. Być może już nieraz próbowałaś osiągnąć cel, wprowadzić zdrowy nawyk i zrobić coś dobrego dla siebie, ale poddawałaś się przy pierwszych, drugich, trzecich niepowodzeniach?

Wiesz, ile razy dziecko upada, zanim nauczy się chodzić? Ja nie wiem, bo nigdy tego nie liczyłam, ale jestem sobie w stanie wyobrazić, że mnóstwo razy.

Dla odmiany – nie wyobrażam sobie, że po drugim upadku dzieciak dochodzi do wniosku: „A rzucam w cholerę całe to chodzenie”. Nie wyobrażam sobie też, że przy dziesiątej wywrotce wewnętrzny głosik w jego głowie woła: „Jesteś do dupy, w ogóle tego nie ogarniasz, wszyscy wokół ciebie jakoś już to potrafią. Ba, nawet pies sąsiadki się tego nauczył”. Dlatego bądź jak dziecko – zdeterminowana. Nie hoduj w sobie wewnętrznego krytyka.

Upadłaś? No to wstawaj. Przerwałaś na jeden dzień, choć miałaś coś robić codziennie? I co z tego?! To nie przekreśla Twoich dokonań i nie odbiera Ci prawa do dalszej pracy nad nawykiem. To prawo możesz odebrać sobie tylko Ty sama.

I mam wielką nadzieję, że nie będziesz się poddawać tylko dlatego, że coś nie wyszło.

Każdemu z nas kiedyś coś nie wychodzi. I tylko od nas zależy, co z tym zrobimy.

Powodzenia!

Klaudyna Maciąg – #GangPSC