Pamiętaj, ten artykuł pisany był w 2015 roku, więc niektóre informacje nie są już aktualne.

Od jakiegoś już czasu obserwuję, że dzieci są mistrzami efektywności osobistej. Przynajmniej tak długo, dopóki nie wtrącą się dorośli. Zobaczcie dlaczego:

Gdy się nie wyśpią – marudzą.

Wszystkie dzieci działają według swojego wewnętrznego zegara biologicznego. Gdy są śpiące idą spać, a wstają, gdy się wyśpią (bez względu na preferencje rodziców). Te dzieci, które jeszcze śpią w ciągu dnia, pozbawione swojej codziennej drzemki stają się marudne i nieznośne – nie potrafią się zająć same sobą i nie potrafią się skupić na zabawie.

Czy coś Ci to przypomina?

Niestety my zbyt często działamy totalnie w niezgodzie z naszym zegarem biologicznym; pracujemy wtedy, gdy powinnyśmy spać i śpimy, gdy już dawno powinnyśmy być na nogach. A potem jesteśmy zdziwione, że nie potrafimy się zmotywować, skupić na pracy i zrealizować tego, co sobie zaplanowałyśmy. Co więcej zaczynamy wątpić w siebie i w swoje możliwości. Nie dlatego, że są ograniczone, lecz właśnie dlatego, że pozbawiając się snu pozbawiamy się logicznego myślenia, kreatywności i efektywności.

Nie boją się pobrudzić

Dzieci uwielbiają się brudzić prawda? Nie przypominam sobie, żebym widziała w swoim otoczeniu jakiekolwiek dziecko w wieku około roku, które nie uwielbiałoby bawić się jedzeniem brudząc siebie oraz wszystkich i wszystko dokoła. Złapać za kredki i pomazać po ścianie, pobawić się błotem i przy okazji trochę się umazać. Dla dzieci bałagan to stan zupełnie normalny. To my dorośli uczymy je, że tak nie jest.

A teraz popatrz na to odrobinę metaforycznie. My piekielnie boimy się bałaganu. Mam na myśli zarówno ten dosłowny, który nie pozwala Ci dokończyć pracy, zanim nie wysprzątasz na błysk mieszkania, jak i ten mniej dosłowny, który nie pozwala Ci zabrać się za ciężką pracę, z którą zwlekasz od dawna.

Jeśli oczekujesz, że zadania i projekty, które realizujesz, będą zawsze przebiegać łatwo, gładko i przyjemnie… to się mylisz. Musisz być gotowa trochę się pobrudzić, by na końcu docenić ostateczny efekt.

Ciągle się uczą

Dzieci muszą się uczyć, by przetrwać. Rodzą się totalnie od nas zależne i wszystkiego muszą się nauczyć. Zwróćcie uwagę jak to robią. Ciągle pytają, wszystkiego są ciekawe, nigdy nie mają dosyć i każdy element rzeczywistości może im służyć jako element do rozwoju.

Podczas gdy my w swoim dorosłym życiu zaczynamy sądzić, że rozwój dzieje się tylko intencjonalnie i że musimy zaplanować na to jakiś specjalny czas, żeby się uczyć i rozwijać. A przecież tego czasu nigdy nie mamy. My również możemy się ciągle uczyć. Od siebie wzajemnie, od świata, od naszych dzieci.

Dużo się ruszają

Dzisiaj byłam z moimi synami na nartach biegowych (tak w kwietniu w Zieleńcu jest cała masa śniegu). Jaś ma 6 lat i to już jego drugi sezon, ale Franek ma dopiero 3 i w tym roku po raz pierwszy założył na nogi prawdziwe biegówki. Obydwaj dzielnie maszerowali tak długo, dopóki zwyczajnie nie brakło im sił, byś iść dalej.

Dzieci są ciągle w ruchu. Jeśli Twoje nie jest, to prawdopodobnie oznacza, że nabrało już cech otaczającego go świata, czyli świata dorosłych, w którym ruch jest złem wcielonym, w którym do ruchu trzeba się zmuszać i na dodatek robić to w zamkniętych i niezbyt miło pachnących pomieszczeniach.

Ruchliwe dziecko, to szczęśliwe dziecko.

Ruch fizyczny pozwala Ci odpocząć, zrelaksować się i zregenerować. Ruch fizyczny powoduje, że inaczej patrzysz na trudności dnia codziennego. Ruch fizyczny powoduje, że zwyczajnie jesteś szczęśliwsza.

Nie są niewolnikami technologii

To najbardziej kontrowersyjny punkt, bo oczywiście nasze dzieci bardzo szybko stają się niewolnikami technologii. Ale nie dlatego, że chcą, lecz dlatego, że je do tego zachęcamy. To przecież my puszczamy dzieciom bajki, dajemy tablety i telefony dla świętego spokoju.

To my pokazujemy dzieciom, że w telefonie jest coś fascynującego, skoro co 5 minut jakiś dzwonek z niego dochodzący odwodzi nas od pracy/zabawy/posiłku i każe sprawdzić co się tam dzieje.

Od czasu do czasu warto się odłączyć i pobyć trochę w realnym świecie, Ze sobą. Ze swoją rodziną.

Żyją tu i teraz

Dzieci żyją tym, co się dzieje teraz. Martwią się tym, co je zasmuciło w tym momencie i cieszą się tym, co się wydarzyło właśnie w tej chwili. Dzieci nie zadają sobie trudu, by wczorajsze niepowodzenie wpłynęło na jakość dzisiejszej zabawy. Nie przychodzi im też do głowy, by zamartwianie się o to, co będzie w przyszłości, pozwoliło na zepsucie doskonałej rozrywki dnia dzisiejszego.

A my? Zamiast się zabrać za pracę tu i teraz rozpamiętujemy porażki z przeszłości i wmawiamy sobie, że nie jesteśmy dość dobre, by odnieść sukces. Zamiast zabrać się za rozwiązanie problemu wolimy myśleć jak ten problem będzie się rozwijał w przyszłości i jakie dalsze trudności spowoduje w naszym życiu. Czy nie szkoda na to czasu?

Nie zabiegają o bycie lubianym

Dzieci są mistrzami asertywności. Gdy są bardzo małe mają gdzieś co inni o nich myślą i nie pozwalają, by takie myśli wpływały na to, co robią. Są skoncentrowane na sobie – zaspokajaniu swoich potrzeb i realizowaniu swoich celów. Według mnie Kobiety właśnie tego powinny się najbardziej uczyć od swoich dzieci. Realizowania swoich celów i zaspokajania własnych potrzeb, a nie cudzych.

Chcąc znaleźć swój klucz do zarządzania czasem musisz znaleźć swoją drogę i nie zastanawiać się, co świat powie, jeśli tą właśnie drogą postanowisz zmierzać.

Proszą o pomoc, gdy jej potrzebują

Oczywiście małe dzieci mają bardzo specyficzny sposób proszenia, a raczej wymuszenia takiej pomocy. Jednak faktem jest, że gdy dzieci nie potrafią zrobić czegoś same, szukają kogoś w otoczeniu, kto im w tym pomoże, lub je tego nauczy, coś podpowie.

Czy my też tak robimy? Czy raczej, w imię perfekcjonizmu, udowadniamy sobie i przy okazji całemu światu (który oczywiście ma to gdzieś), że jesteśmy doskonałe i wszystko potrafimy zrobić same? Kosztem swojego czasu, siebie, czasu dla rodziny, przyjemności, pasji itp. Może czas na zmiany?