Dzisiaj trzecia i ostatnia (jak na razie) część artykułów o książkach, które przeczytałam w 2015 roku.Pierwszą część – o książkach dotyczących zarządzania czasem znajdziecie  TUTAJ, natomiast o książkach przydatnych w prowadzeniu własnego biznesu napisałam w drugiej części TUTAJ.

Zapewne pod koniec roku, wraz z podsumowaniem swoich planów i założeń, napiszę takie artykuły ponownie.

Dzisiaj książki, które czytam dla własnego rozwoju osobistego, takie, które mi pomagają, pocieszają, doskonalą lub zwyczajnie sprawiają przyjemność, bo to przecież też ważne 🙂

Julia Cameron, Droga artysty. Jak wyzwolić w sobie twórcę?

W ostatnim czasie moja ulubiona książka. Między innymi dlatego, że nie wystarczy przeczytać ją raz; ciągle się do niej wraca. Czasem tylko czytam, czasem robię ćwiczenia, czasem w niej bazgrzę. Dobrze działa na mojego wewnętrznego krytyka. Pisałam o tym TUTAJ.

Każda z nas potrzebuje czasem autorytetu, który potwierdzi, że idzie w dobrym kierunku. Dla mnie takim autorytetem jest wspomniana książka. Potwierdza fakt, że mój wewnętrzny artysta umiera, gdy jestem zmęczona i – niestety – pisze beznadziejne teksty. Nie ma też ochoty na malowanie i jakikolwiek rozwój; chce odpocząć i zregenerować się. No, i – jak to autorytet – nakazuje, więc trzeba wykonać.

Daniel J. Siegel, Rozwój umysłu. Jak stajemy się tym, kim jesteśmy

Bardzo lubię czytać o neurologicznych procesach, zachodzących w naszych głowach, dzięki którym jesteśmy, jacy jesteśmy i działamy, jak działamy. Wiedziona ciekawością przeczytałam obie książki Dana Arielego („Potęga irracjonalności” i „Zalety irracjonalności”) oraz uczestniczyłam w jego kursie na coursera.com

Książka pomogła mi zrozumieć, jak rozwija się mózg dziecka i które z moich oczekiwań w stosunku do dzieci są totalnie bez sensu – jak na przykład te, by panowały nad swoimi emocjami (która z nas nie wymaga niekiedy od dzieci, by przestały się złościć, szczególnie wtedy, gdy sama jest zła?).

Steven D. Levitt, Stephen J. Dubner, Super freakonomia. Globalne ochłodzenie, patriotyczne prostytutki i dlaczego zamachowcy-samobójcy powinni wykupić polisę na życie

Sam tytuł wciąga, nie? Myślę, że autor, z umiejętnością formułowania takich tytułów, byłby poczytnym blogerem. Lubię książki pełne nieoczekiwanych zwrotów akcji, szczególnie, jeśli traktują o ekonomii i jej dziwnych zakrętach.

To, co podoba mi się podczas prowadzenia szkoleń dla tak zwanego biznesu, to fakt, że szkoląc w różnych firmach wiem, jak pewne formy działają od środka. Wiem, jak funkcjonują banki, jaki jest mechanizm zdobywania klientów, w której firmie ludzie pracują naprawdę ciężko, a w której zbijają bąki… To wiedza o tym, że nie wszystko jest czarne lub białe, ale również o tym, że bardzie wiele rzeczy „zależy”.

Podobnie jest w książce. Fakty, które wydają się oczywiste i proste na tak zwany chłopski rozum – wcale oczywiste nie są. Czy wiecie, na przykład, że większe jest prawdopodobieństwo, że umrzemy, gdy idziemy pijane chodnikiem, niż gdy jedziemy pijane samochodem (a konkretnie – gdy prowadzimy samochód w stanie nietrzeźwości)? Trochę przerażające, prawda? Ale statystycznie prawdziwe!

Bob Knight, Bob Hammel, Myśl negatywnie. Niekonwencjonalny sposób na rewelacyjne wyniki

Oczywiście tytuł to częściowo prowokacja. Jasne jest bowiem, że nie chodzi o to, by myśleć, że wszystko będzie do dupy, nic się nie uda i by w związku z tym nic nie robić.

Autor książki jest trenerem koszykówki i wiele z tego, co mówi, znajduje swoje korzenie w sporcie. Każdy sportowiec musi nauczyć się przegrywać. Zanim dojdzie do jakiegokolwiek mistrzostwa – wiele, wiele razy przegra. I tak naprawdę od jego zdolności radzenia sobie z przegranymi zależy ewentualna wygrana. Dlatego „Myśl negatywnie” nie jest książką o tym, jak myśleć negatywnie, lecz jak tworzyć scenariusze na bazie ewentualnych porażek, które mogą się pojawić. Książkę gorąco polecam tym z Was, które boją się działać ze względu na możliwość wystąpienia porażki. Dostaniesz bardzo jasną instrukcję, co robić, by niepowodzenie nie miało miejsca, a także co zrobić, gdy się jednak pojawi (bo kiedyś pojawi się na pewno!).

Nicholas Carr, Płytki umysł. Jak internet wpływa na nasz mózg?

Mam wielki problem z tą książką. Z jednej strony zgadzam się ze wszystkim, co jest w niej napisane: ludzie, czytając blogi – nie czytają już książek; przeskakując z linka na link wiele rzeczy robią po łebkach, działając w systemie multitaskingu; czytają tylko nagłówki, nie zagłębiając się w treść itp.

Jednocześnie mam wyrzuty sumienia, bo sama się do tego przyczyniam; w moich tekstach znajdujecie przecież linki, prawda? Z drugiej jednak strony – czytam mnóstwo książek i tego nic już chyba nie zmieni.

Tak czy siak, swoje dzieci staram się przed tym chronić – chłopaki otrzymali od dziadka tablet i mogą go używać przez godzinę… tygodniowo! A czasem nawet mniej, bo jeżeli się nie upomną, to nie dostają.

Sheryl Sandberg, Włącz się do gry

Oczywiste było, że kupię tę książkę. Jestem feministką i nie ukrywam tego (i błagam, nie skupiajcie się teraz na pytaniu, czy nienawidzę facetów! Oczywiście, że ich kocham, choć nie wszystkich – mam męża i spłodziłam z nim dwóch synów; jestem totalnie otoczona facetami!). Pani Sandberg też jest feministką, czego nie ukrywa, choć szczerze przyznaje, że kiedyś zatajała, wstydząc się, bo zawsze znalazł się ktoś, kto zapytał, czy pali staniki na wiecach (jakby to było ulubione zajęcie feministek!).

Szczerość jest jedną z ujmujących cech książki. Nie wiem, na ile stanowi przyjętą strategię (wiecie – zwiększenie czytelnictwa itp.), ale mam podobnie – albo piszę szczerze, albo w ogóle, więc podejście podoba mi się.

Ujęło mnie jeszcze jedno – Sheryl (a co, w końcu jest w moim wieku i – jak to Amerykanka – na pewno nie miałaby nic przeciwko, żebym mówiła o niej po imieniu!) nie twierdzi, że wszystkie mamy robić karierę, albo że wszystkie mamy wychowywać dzieci. Uważa, że fajnie byłoby mieć wybór nie tylko gospodarczy (w sensie miejsc pracy dla kobiet), ale też społeczny i rodzinny. To oznacza, że również mężczyźni powinni mieć wybór. I nikt nie powinien patrzeć krzywo na kobietę robiącą karierę, czy mężczyznę wychowującego w domu dzieci. Niestety – w polskim społeczeństwie to wciąż trochę utopia.

Uwaga! Na koniec będzie dowód, że jestem tylko człowiekiem. Nie obawiajcie się, to nie jest tak, że czytam książki tylko o zarządzaniu czasem, samorozwoju lub biznesie. Oczywiście, że czytam książki tylko dla przyjemności.

Dla przyjemności czytałam/czytam/będę czytać.

Wszystkie części Millenium – książki są znacznie lepsze, niż adaptacja pierwszej części (bo jak dotąd tylko pierwszą zekranizowano).

Wszystkie książki w ramach sagi „The Games of the Thrones” (strasznie mnie wkurza, jeśli ktoś ogląda serial, a nie czytał książki, bo to jednak dwa całkowicie odmienne światy; poza tym nie wiem, jak można nie lubić książek, które mają ponad 1500 stron! Jak ja widzę tak grubą pozycję – aż wzdycham z zachwytu!

Prawie wszystkie książki Grishama (które czytam po angielsku, nic nie pojmując z prawniczego żargonu, co wcale nie przeszkadza mi w zrozumieniu akcji).

„Opowieść podręcznej” – ulubiona powieść Margaret Atwood.

Moje dwie ulubione pozycje książkowe to: „Mistrz i Małgorzata” oraz „The Shadow of the Wind” (przeczytana wyłącznie po angielsku); wracam do nich co najmniej raz w roku, co oznacza, że „Mistrza” zaliczyłam już co najmniej 20 razy Był pierwszą książką, jaką w czasie trwania naszej miłości podarował mi jeszcze wtedy nie mąż, a że zrobił to wiosną, cytat: „I właśnie tej wiosny zdarzyło się coś bardziej zdumiewającego, niż stutysięczna wygrana” (cytuję z pamięci, więc mogłam pomylić), nabrał dla mnie zupełnie nowego znaczenia.

Ze starszym synem skończyliśmy niedawno „Porwanie Baltazara Gąbki” i kontynuujemy „Misję profesora Gąbki”. Jednocześnie z nieukrywanym żalem wspomnę, że młodszy ma fazę na „Toy Story” – fatalną książeczkę, napisaną na podstawie bajki (jeden z niewielu przykładów, potwierdzających, że film jest o niebo lepszy, niż książka!), w której podczas czytania co chwila wyraz „ej” muszę zamieniać na „hej” (bo nie znoszę, gdy moje dzieci używają „ej”).

A Wy? Co czytacie tylko i wyłącznie dla rozwoju i przyjemności?

Ola (Pani Swojego Czasu)

Pani Swojego Czasu