Dzisiaj mam dla Was artykuł, który przygotowywałam od jakiegoś czasu. Wiecie bowiem, że jestem maniaczką książek – nie zjem, nie wypiję, nie posprzątam, a przeczytać muszę.

Często pytacie, jakie książki polecam – zarówno, jeśli chodzi o zarządzanie czasem, jak i takie, które według mnie są przydatne w kontekście prowadzenia własnej firmy. Dzisiaj postanowiłam odpowiedzieć na te pytania. Dodatkowym impulsem do napisania artykułu był fakt, że jednym z moich celów na 2015 rok jest czytać co najmniej jedną książkę tygodniowo. Idzie mi dobrze – za nami 19 tygodni 2015 roku, a ja przeczytałam około 25 pozycji.

Przeczytane książki podzieliłam według trzech kategorii: zarządzanie czasem, biznes i rozwój, choć przyznam, że nie było to proste, bo wiele z nich zajmuje się trzema powyższymi zagadnieniami jednocześnie. Po napisaniu artykułu okazało się jednak, że jest to kobyła, która może okazać się niestrawna, jeśli zaprezentuję ją w jednym wpisie. Tak więc artykuł składa się z 3 części i będzie publikowany co tydzień. Dzisiaj czeka na Was lista książek dotycząca zarządzania czasem.

Pamiętajcie, że nie jest to lista polecanych przeze mnie książek, lecz tych, które przeczytałam w 2015 roku. Polecane tytuły będę przedstawiać osobno – zamierzam pisać recenzję książek, które z mojego punktu widzenia mogą okazać się przydatne w zarządzaniu czasem i prowadzeniu biznesu.

ZARZĄDZANIE CZASEM

Dr Robert Maurer, Filozofia Kaizen. Jak mały krok może zmienić Twoje życie

Książka bardzo krótka i zwięzła, a jednocześnie bardzo ciekawa, do przeczytania podczas podróży pociągiem relacji Kraków – Warszawa. Filozofię kaizen znam od dawna, bo każdy prowadzący szkolenia w korporacjach musi ją znać (korporacje kochają kaizen). Jednak zaaplikowanie jej do codziennego życia wygląda dużo przyjemniej i jest według mnie bardziej strawne 🙂

Idea mojego kursu „Zorganizuj się w 21 dni”, który startuje już w czerwcu, powstała właśnie po przeczytaniu tej książki, bo tak naprawdę w zarządzaniu czasem chodzi o to, żeby codziennie robić mały krok. Może być maleńki, prawie niewidoczny, ale ważne, by go zrobić. Gdy w naszym planowaniu zmienimy jeden mały nawyk, wkrótce może się okazać, że zmieniłyśmy całe swoje życie. Bardzo polecam tę książkę!

Tony Schwartz, Taka praca nie ma sensu. Cztery zapomniane potrzeby, które dodają energii do osiągania wspaniałych wyników

Jeśli zdarza Ci się pracować przez 6 godzin bez przerwy, zapominać o jedzeniu albo o piciu, zarywać noce z powodu nadmiaru pracy, a potem narzekać na zmęczenie i budzić się kawą, ta książka jest dla Ciebie! Autor twierdzi, że odkrył zupełnie nową koncepcję zarządzania czasem, którą nazywa zarządzaniem energią. Według mnie koncepcja nie jest nowa; po prostu nieco inaczej nazwał to, o czym już od dawna wiadomo. Nie zmienia to jednak faktu, że warto zapoznać się z książką, choćby po to, by raz jeszcze uświadomić sobie, jak wielkich spustoszeń dokonujemy w samych sobie, na dodatek nie otrzymując w związku z tym żadnych piorunujących efektów! Poza tym czytając opisy wielu firm, które zmieniły swoje podejście do zarządzania czasem pracowników, nabiera się optymistycznej wiary w to, że są jeszcze na tym świecie „ludzkie” korporacje.

Dominique Loreau, Sztuka planowania

Wiecie już, że jestem fanką list. Robienie list zadań jest dla mnie nie tylko pożyteczne, ale także przyjemne. Lubię decydować, w jaki sposób będę sporządzać listy, lubię wybierać odpowiedni do tego zeszyt (jeśli zamierzam tworzyć je w zeszycie), lubię testować pogramy i aplikacje, które to umożliwiają. Robienie listy inspiracji, czyli rzeczy, którymi, być może, kiedyś się zajmę, jest dla mnie czystą przyjemnością. Jeszcze większą stanowi sporządzanie list książek, które przeczytam.

I nie sądziłam, że „spotkam” kogoś, dla kogo listy byłyby jeszcze większym fiołem, niż dla mnie. Pani Dominique ewidentnie ma większego hyzia na punkcie list, niż ja. Poza wszystkimi standardowymi listami, które możesz sobie wyobrazić, autorka stosuje także takie, jak: „listy – moje sekrety urody”, „listy doskonałej gospodyni” (ble!), lista rutynowych prac domowych do wykonania raz w roku (ponownie ble!), listy rzeczy, które można poprzedzić cyfrą 1 (zgadniecie, co tu może być?), listy w formie haiku i wiele, wiele, wiele innych!

Powiem tak – czytałam z dosyć dużą przyjemnością i zaciekawieniem, bo listy lubię i na co dzień stosuję. Mam jednak wrażenie, że jeśli za książkę zabrałby się ktoś, kto tego nie znosi, a chce się do nich przekonać, jest spora szansa, że książka go przytłoczy i wywoła niechęć.

Steven Pressfield, Do roboty!

Szczerze mówiąc – żałuję, że kupiłam tę książkę. Bardzo dobitnie pokazała, że ludzie są tylko ludźmi i każdy z nas może się mylić. Dlaczego tak piszę? Bo książkę polecała Amy Porterfield w jednym ze swoich podcastów. Przy całym moim szacunku dla Amy tej książki nie mogłam po prostu znieść. Przeczytałam ją całą (raptem 100 stron), wciąż mając nadzieję, że na następnej stronie znajdę coś oszałamiająco ciekawego, ale niestety, nie.

Sam tytuł bardzo mi odpowiada. Hasło „Do roboty” jest krótkie, mocne i takie „bardzo moje”. Potem zamieszczona jest informacja dla czytelnika:

Kiedy trzeba będzie kopnąć Cię w tyłek, zrobię to. Gdy lepsze będą bardziej delikatne i łagodne metody, pogłaszczę Cię po główce”. To też brzmi zachęcająco.

Wewnątrz znajduje się kilka ciekawych i nieszablonych myśli na temat oporu i tego, jak bardzo przeszkadza nam w pracy, ale według mnie kwintesencję poglądów autora można było przedstawić w formie artykułu, a nie książki! Zresztą – 100 stron napisanych wielkimi wołami, co drugie zdanie wytłuszczone i zabiera pół kartki. Gdyby to wszystko zostało przygotowane zwyczajnym drukiem, myślę, że zajęłoby nie więcej, niż 60 stron. A gdyby odjąć „amerykański język” (przez to wyrażenie rozumiem takie tłumaczenie treści, jakby były przeznaczone dla przedszkolaka) i co trzecią stronę powtarzanie tego samego, okazałoby się, że książka miałaby raptem 20 stron. I tyle wystarczyłoby w zupełności!

Aha – no i nie posiada spisu treści. Jak książka, która ma być użytkowa i wykorzystywana do rozwoju czy nauki, może nie mieć spisu treści???

Dominique Loreau, Sztuka porządkowania oraz Sztuka sprzątania

Te dwie książki kupiłam w przypływie chwili na zasadzie: „a co mi tam – zobaczę!”. Nazwałam żartobliwie ten akt „poznawaniem wroga”, bo, jak wiadomo, sprzątanie jest jedną z moich najmniej ulubionych czynności. Nie będę długo rozpisywać się na temat książek; napiszę tylko tyle, że po pobieżnym zapoznaniu się z treścią napadła mnie przemożna ochota do sprzątania. I w długi (choć nie tak znowu długi) majowy weekend Pani Swojego Czasu wpadła w szał robienia porządków. Zrobiłam w domu totalną czystkę, o której zamierzam napisać odrębny artykuł, połączony właśnie z recenzją powyższych książek.

Myślę, że przypadły mi do gustu również dlatego, że autorka od lat mieszka w Japonii i jej pomysły inspirowane są właśnie kulturą japońską. Czyli wiecie – początki tego szaleństwa nie tkwią w perfekcjonizmie, lecz w fakcie, że na małym metrażu naprawdę trzeba się postarać, by zagospodarować sensownie wszystko to, co się ma wkoło siebie (a coś o tym wiem, bo długo mieszkaliśmy w czwórkę na 36 metrach kwadratowych).

Timothy Ferriss, 4-godzinny tydzień pracy. Uwolnij się od schematu 9 do 17 i dołącz do niezależnych finansowo

Książkę wrzucam do kategorii „zarządzanie czasem”, choć według mnie dużo bardziej pasuje do rozwoju osobistego czy biznesu. Ale tak się utarło, że należy do kanonu, więc tutaj też ją zostawię. W tym roku odświeżam z nią znajomość. Postanowiłam to zrobić po tym, jak uczestniczka jednego z ostatnich szkoleń zapytała mnie, co sądzę na temat tej właśnie książki, a ja zwyczajnie nie pamiętałam! Wiedziałam, że czytałam ją kilka lat temu, ale zupełnie nie mogłam odtworzyć, o czym była.

Po ponownym przeczytaniu już wiem, dlaczego – otóż dla osób, które pracują w dosyć standardowy sposób, książka jest tak rewolucyjna w swej treści, że mogą jej totalnie nie zaakceptować. I ja tak właśnie miałam kilka lat temu. Dużo pracowałam, a moja praca była liczona w godzinach. Ilość przepracowanych godzina wprost proporcjonalnie wpływała na wysokość mojego wynagrodzenia. Schemat pracy, w której tworzysz coś, co potem na ciebie pracuje, podczas gdy ty odpoczywasz, była dla mnie nie do pomyślenia.

Ale w styczniu tego roku wszystko się zmieniło, bo mój produkt – kurs online – tak właśnie działa. Wciąż pracuję na godziny – szkolę i konsultuję, ale znacząco mniej. W związku z tym dużo bardziej rozumiem rewolucyjne przesłanie książki.

Jeśli masz ochotę na odrobinę szaleństwa i rewolucji w swoim życiu – przeczytaj koniecznie!

Cali Ressler, Jody Thompson, Nadgodziny są do bani

Mój faworyt spośród książek poświęconych czasowi. Absolutna perełka. Jeśli miałabyś kupić tylko jedną z wymienionych tu książek – koniecznie kup właśnie tę. A jeśli jeszcze jesteś właścicielką firmy, która zatrudnia ludzi (lub zamierza w przyszłości zatrudniać), stanowi to absolutnie Twój obowiązek.

Autorki tej książki są również autorkami pilotażowego programu, wprowadzonego w jednej z amerykańskich firm – Best Buy. System nazywa się ROWE (Result Only Work Environment) i zakłada, że firma, w której pracujesz, nigdy nie jest w stanie zapłacić Ci za czas, który dla niej wykorzystujesz, bo ten czas jest bezcenny (zgadzam się z tym w 100%) – jedynie, co są w stanie wycenić, to Twoje rezultaty. W firmach opartych o taki system pracownicy pracują, kiedy chcą i gdzie chcą – nikt nikogo nie rozlicza z ilości przepracowanych godzin. Liczy się tylko, żeby praca została wykonana. Niezła rewolucja, prawda? Oczywiście takiego systemu nie da się stosować wszędzie i w każdej branży, jednak przeczytanie książki spowoduje, że bez względu na to, gdzie pracujesz, zupełnie inaczej spojrzysz na swoją pracę patrzeć i zupełnie inaczej zaczniesz ją wyceniać!

Naprawdę zachęcam Cię do sięgnięcia po tę książkę. A zanim kupisz – obejrzyj wykład Daniela Pinka, który mówi o motywacji w pracy i właśnie firmy pracujące zgodnie z systemem ROWE podaje jako najbardziej motywujące do działania (a tak przy okazji – czy czytałaś genialną książkę Pinka o motywacji – Drive? Jeśli nie – przeczytaj koniecznie!).

Wszystkie książki, o których pisałam możesz znaleźć TUTAJ. I tak jest to link afiliacyjny – jeśli kupisz książkę przez ten link, ja na każdym zakupie zarobię kilka złotych 🙂

Czytałaś już te książki? Zamierzasz którąś przeczytać?

Ola (Pani Swojego Czasu)

Pani Swojego Czasu