Ostatnio jedna z Pań Swojego Czasu na naszej tajnej grupie (która nie jest aż tak bardzo tajna, gdyż można ją znaleźć na Fb) spytała jak sobie radzimy z ewentualnym brakiem wsparcia naszych najbliższych w kontekście planowania.

A konkretnie miała na myśli to czy się z nas Ci najbliżsi nie podśmiewają – z naszych starań o zorganizowanie się, zaplanowanie i naukę zarządzania czasem w ogóle.

Myślę, że jeśli u którejś z Was tak się dzieje to chyba dlatego, że ktoś (wasza druga połowa lub rodzina w ogóle) nie rozumie intencji, które stoją za Waszymi działaniami. Chęć zorganizowana się i zaplanowania sobie życia to zupełnie inna chęć niż ochota na nową parę butów czy torebkę.

To nie jest fanaberia, która ma powodować, że będziesz szczęśliwsza, przyjemniejsza, pogodniejsza itp. Choć to też się wydarzy. To okoliczność, która spowoduje, że cała Twoja rodzina będzie bardziej zadowolona i usatysfakcjonowana.

Bo wiesz co się dzieje gdy masz więcej czasu? Możesz go przeznaczyć na zabawę z dziećmi, możesz go przeznaczyć na rozmowę z mężem, możesz go przeznaczyć na relaks dla siebie. Możesz go przeznaczyć na seks. Pokaż takie korzyści swojej rodzinie i mężowi (mężowi możesz pokazać tylko tę ostatnią korzyść) i powiedz mi, że w tym momencie Cię wyśmieje. Nie sądzę.

Rodzina jest systemem.

Gdy coś złego dzieje się w rodzinie, gdy choruje jedno z jej ogniw, to na leczenie powinna iść cała rodzina, bo nie ma sensu leczyć tylko jednej części systemu – trzeba go leczyć w całości. Dokładnie tak samo jest z planowaniem i organizacją.

Nie ma sensu planować i organizować życia, zadań i dnia tylko sobie, jeśli jesteś częścią większego systemu zwanego rodziną. Bo co z tego, że Ty sobie zaplanujesz skoro system to olewa. Uwierz mi w takim przypadku Twoje plany będą niezauważone i rzadko kiedy realizowane. Ale uwaga – nie chodzi mi o to, żebyś w tym systemie planowała za kogoś, ale żebyście to robili wspólnie.

Dlatego chciałam Wam napisać kok po kroku jak takie planowanie wygląda w naszym systemie, czyli naszej Rodzinie Zdaję sobie sprawę, że w wielu przypadkach będzie ono dla Was nadmiarowe – prawdopodobnie nie musicie żyć z kalendarzem w ręku aż do takiego stopnia jak my to robimy. Być może macie bardziej przewidywalną pracę w i w 90% wychodzicie z domu o tej samej porze i wracacie o tej samej porze. U nas codziennie wszystko wygląda inaczej i system codziennie musi się reorganizować, żeby wszystko wróciło do jako takiego ładu.

Na początku miesiąca siadamy razem z mężem nad miesięcznym grafikiem. Jest to planer Pani Swojego Czasu, który doskonale znacie. Jeśli go jeszcze jakimś cudem nie masz to gdy zapiszesz się na newsletter pani Swojego Czasu to na 100% go dostaniesz.

Planowanie polega na tym, że zapisujemy wszystkie sprawy, zadania, spotkania które wpływają na naszą obecność w domu – czyli moje szkolenie, spotkania z Klientami, spotkania w biurze, spotkania męża w pracy i jego pracę naukową. Wszystko co wpływa na fakt, że o 11.30 nie będzie się dało zmierzyć cukru i podać insuliny, a o 14.00 odebrać dzieci z przedszkola. Jeśli w grafiku wychodzi, że ani ja, ani mąż nie będziemy w stanie tego zrobić, to zostaje jeszcze teściowa, ewentualnie moja mama (cześć Mamo), która również może czasem przyjechać i udzielić wsparcia. Sytuacja się komplikuje podczas zagranicznych wyjazdów męża, które trwają z reguły dłużej niż tydzień i wtedy faktycznie trzeba stawać na głowie, żeby to wszystko ułożyć (szczególnie jeśli ja w tym czasie mam szkolenie wyjazdowe).

Tylko takie planowanie pozwala nam na realizację swoich celów. Dzięki takiemu planowaniu nie muszę się codziennie zastanawiać czy dzisiaj dam radę coś zrobić wieczorem (na przykład zażyć ruchu) bo wiem to już dużo dużo wcześniej.

Tak uzupełniony grafik „idzie” do teściowej, która sprawdza u siebie w jakie dni może pomóc przy kontroli cukru u Jaśka. Jeśli sytuacja jest podbramkowa, czyli jest w domu tylko jedno z nas, bo drugie gdzieś na wyjeździe, a teściowa nie może to tak jak pisałam – na pomoc wzywana jest moja mama.

To jest planowanie papierowe. Nasz grafik wisi na oknie, tak by można było codziennie na niego zerkać. Ale dodatkowo mamy też planowanie elektroniczne, które dotyczy mnie i męża – mamy zsynchronizowane nasze kalendarze w komputerach i telefonach komórkowych, by zawsze mieć najbardziej aktualną wersję naszych grafików. Jeśli na przykład jestem w Poznaniu (tak jak dzisiaj) to na papierowy planer nic nie przeleję – ale wystarczy, że wpiszę do swojego kalendarza w komputerze, a to zdarzenie pojawi się także na moim telefonie oraz w telefonie i komputerze męża.

W naszej rodzinie w zasadzie nie ma opcji, że ktoś komuś „rozwala” plan, bo o wszystkim informujemy się z bardzo dużym wyprzedzeniem (tak dużym jak to możliwe). Planowanie w perspektywie kwartału jest dla nas czymś zupełnie normalnym. Dzięki temu wiem, że moja przyszłość jest jako tako przewidywalna (bo oczywiście nie da się przewidzieć wszystkiego) i wiem, że damy sobie radę.

Czego i Tobie życzę 🙂

A jak wygląda planowanie w Twoim „systemie”?

Ola (Pani Swojego Czasu)

o-mnie